Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

poniedziałek, 29 grudnia 2014

“Feel like making a deal with the devil?”




Malachai “Kai Parker

1972 / wiedźma / The Gemini Coven

            Psychopatyczna, ponad czterdziestoletnia wiedźma uwięziona w ciele dwudziestodwulatka tylko dlatego, że chciał zabić całą swoją rodzinę dla mocy, której sam w sobie nie ma (musi ją czerpać od innych czarownic). Wydarzenie to miało miejsce dziewiątego maja tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąt czwartego roku. Udało mu się zgładzić prawie wszystkich, oprócz trzech osób. Sabat Bliźniąt (bardzo radykalny sabat, którego przywódcą może zostać jedno z bliźniąt tuż po zakończeniu krwawego rytułału) umieścił go w więzieniu – Kai przeżywał przez kolejne lata ten sam dzień – dziewiąty maja. Kiedy zatem nadarza się okazja ucieczki w postaci czarownicy Bennett, korzysta z niej z pozytywnym skutkiem – udaje mu się powrócić do „świata żywych”. Zamierza dokończyć plan sprzed dwudziestu lat. Wysysa magię, otaczającą Mystic Falls, a potem wyjeżdża do Last Chance, w poszukiwaniu kolejnych „dawców”.
            Kai potrafi bardzo szybko przejść z uroczego i pełnego wdzięku chłopca w totalnego psychopatę, który potrafi zabić tylko dlatego, że coś mu się nie podoba. Nie ma z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Morderstwa i używanie magii sprawia mu wiele przyjemności. Świetnie posługuje się ironią, do której dołącza swój arogancki uśmieszek.
            Kiedy Kai zużywa zbyt dużo mocy, będąc połączonym z inną wiedźmą, może ją zabić, co robi dość często. Może być niepokonany lub wręcz przeciwnie.
Nie da się go naprawić.


UWAGA!
W związku z nadchodzącą sesją mam bardzo mało czasu na oddychanie, a co dopiero na sensowny odpis. Mogą się pojawiać w mniejszej częstotliwości niż zazwyczaj albo w ogóle.



Róbmy złe rzeczy. Zacznijmy od kanapki z szynką, a potem pomyślimy.

103 komentarze:

  1. [O, podoba mi się i aż chcę robić bardzo złe rzeczy, moja Lucy również, problem tylko, jak możemy zjeść kanapki z szynką ze zwykłym człowiekiem w tym momencie? :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  2. [Cześć panie dysfunkcyjny. Sądzę, że dwóch diabłów dobrało się jak w korcu maku. Robimy "deal", czy rywalizujemy? Ale zbytnio nie ma o co, chyba że już coś masz :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [To może tak - Lucy nigdy nic nie wiedziała o swojej matce. Znała tylko jej imię, ale i ono mogło nie być prawdziwe. Z założenia ta jej matka miała być jakąś czarownicą lub medium. Lucy może zechcieć się czegoś od niej dowiedzieć i zajdzie do sklepu jakiejś wiedźmy, który ktoś jej poleci, parę minut przed pojawieniem się Kaia (mógł być umówiony z kobietą) i tutaj już wkraczamy w Twój pomysł, ten z ratunkiem, a potem z poszukiwaniami jej matki... :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Witam :) A co powiesz na wątek z Aidanem?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Chodziło mi o to, że nie będą chętne do udzielenia jej jakichkolwiek odpowiedzi. Ona będzie marudzić, więc się zdenerwują, a potem przyjdzie Kai, w momencie, kiedy jedna z tych czarownic będzie chciała coś zrobić Lucy. Kaia rozpoznają, a Lucy okaże się bardzo zbędna... Ech, no nie wiem.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [wątkujemy naszymi dysfunkcjonalnymi psychopatami? Albo skoczą sobie do gardeł albo się pokochają. :> w sumie to moja aktualna ulubiona postać jeśli chodzi o TVD]

    OdpowiedzUsuń
  7. - Dzisiaj pełnia. - Stwierdził James, spoglądając na niebo.Wyjątkowo dzisiaj słońce świeciło jak szalone. Dosyć nie częsty widok jak na tę porę roku.
    - Ja tam się nie boję. Wiesz... Samokontrola i takie tam pierdółki. - Zaśmiał się Aidan. Kiedy inne wilki drżały na myśl o tym, że mogą kogoś zabić, on drżał na myśl o bolących kościach. Collins minął się z jakimś kolesiem, z którym trzepnął się ramieniem. Tamten wyglądał tak, jakby miał ochotę go wsadzić na pal i trzy dni piec na żywym ogniu.
    - Wyglądał jakby... - Zaczął James.
    - Jakby chciał mnie zabić. Nihil novi. - Odparł nastolatek, kupując sobie kawę z przydrożnego automatu.
    ***
    Na godzinę przed czasem był już na miejscu. Na osamotnionej polance, pod swoją ulubioną brzozą. Ze spokojem wyczekiwał tego, co miało zaraz się stać. Księżyc powoli wysunął się w całej okazałości. Po lesie rozległ się odgłos łamanych kości.

    [Tym facetem, którego trącił na mieście Aidan, mógł być Kai.]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Mordo ty moja kochana <3
    Ty mialas wczesniej Kola, prawda?
    Chodzi o to ze on teoretycznie jest czarownikiem bo Ester była wiedźma, tylko ze nie może praktykować bo wampir. W TO jest rozwinięty ten wątek bo w ciele czarownika Kaleba może czarować. On zna sporo zaklęć, bo jako jedyny z rodzeństwa praktykował magię jak jeszcze byli śmiertelni i pracował z wieloma czarownicami na przestrzeni tego milenium. Można by na tym cos oprzeć, ze będzie chciał z Kaiem współpracować, czegoś go nauczyć, albo Kai będzie chciał od niego jakąś wiedzę siłą pozyskać.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zawsze mógł usłyszeć strżepki rozmowy i zobaczyć czy to prawda ;)]

    OdpowiedzUsuń
  10. [jak zacznął współpracować to się zaczynał kłócić, a jak się zacznął kłócić to świat prędzej zniszczą, niż nim zawładną. Tyle ze nad Kołem wisi widmo Klausa, więc musi ograniczać rozrabianie. Zaczniesz? Bo ja poza domem jestem na razie I tyle co na telefonie daje rade]

    OdpowiedzUsuń
  11. [ To ja przywitam jako pierwsza połówka, później zapewne odwiedzi tą kartę moja siostra. Jeśli masz ochotę to zapraszam do siebie i do swojego nekromanty. Miłej zabawy c: ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie zwrócił wcześniej uwagi na tamtego faceta. Przecież mijał w ciągu dnia tylu ludzi, że nie sposób było na wszystkich zwrócić uwagi. Teraz stał na polance tuż obok Jamesa. Ale ten wolał spędzić tą noc w towarzystwie swojej watahy. A nie tak jak Aidan- samotnie. Dlatego też niedługo potem był sam. Biały, dumny wilk w całej swej okazałości. Zawył głośno do księżyca. Nastawił ucha. Nie był tutaj zupełnie sam jak to mu się zdawało. Ułożył płasko uszy, zjeżył sierść i wysunął kły. Podszedł bliżej. Przyjrzał się facetowi, przechylił łeb na bok. Położył się spokojnie na ziemi i zaczął się turlać. Co jak co, ale z Aidana to takie duże dziecko było.

    OdpowiedzUsuń
  13. [O, jak fajnie znowu cię spotkać! Mam nadzieję, że skusisz się na wątek z Emmą, jak tylko opublikuję kartę. A w niedalekiej przyszłości z Franulą.]

    OdpowiedzUsuń
  14. Aidan zawsze był na opak. Pod każdym względem. Nawet pod tym wilczym. Tutaj zawdzięczał swojej niezawodnej samokontroli to, że nie rzuca się po przemianie na wszystko co się rusza.
    Musiał przyznać sam przed sobą, że chyba pochopnie oceniał tego gościa. Tym bardziej, że ten nie wyleciał od razu z okrzykiem "O Jezusie Niebieski i Matko Bosko Jedyno! WilkołaaaaaAaaaak!". Albo nie wyleciał od razu ze spluwą. Aidan miał po prostu farta. A na dodatek trafił na kogoś, kto go tak fajnie i przyjemnie głaskał. Wystawił pysk bardziej, domagając się pieszczot. Szczeknął głośno, ale przyjaźnie. Jakby chciał mu zakomunikować, aby nie przestawał. A po chwili doszedł do wniosku, że mężczyźnie może być trochę nie wygodnie tutaj. Dlatego też, szarpnął go delikatnie za nogawkę i pociągnął w stronę rozłożystej polany.

    OdpowiedzUsuń
  15. Aidan w tej chwili raczej nie miał nic do zaoferowania. Przynajmniej nie pod postacią wilka. Chciał być tylko miły i wyciągnąć gościa z tych zarośli. Takie stanie w krzakach nie należało chyba do najmilszych rzeczy. Tak, zdecydowanie nie należało. On sam skądś o tym wiedział.
    Na polanie usiadł na swoich szanownych czterech literach. Szczeknął głośno, kręcąc zabawnie łbem. Zaraz jednak znalazł jakąś sporą gałąź i przywlókł pod nogi mężczyzny. Szczeknął jeszcze raz, kręcąc się wokół własnej osi. Chciał się po prostu pobawić. Już dosyć dawno nie czerpał przyjemności z prostych rzeczy. Rzeczywistość go przytłaczała.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Hej, co prawda dalszych sezonów TVD nie oglądałam bo mnie nie wciągnęły, ale ochotę na wątek mam :D]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  17. A Lucy potrzebowała informacji. Nie była to nagląca potrzeba, sprawa nie była jej życiowym priorytetem, a jednak szukała źródeł, wierząc w niektóre ze słów i zapisków ojca. Przypominała sobie rozmowy o matce, wtedy też najczęściej ją zbywał, aż któregoś dnia wyczytała w jego pamiętniku, że matka nie była normalnym człowiekiem. Pamiętała do dziś awanturę, którą jej urządził, ale potem zdecydował się wszystko wyjaśnić pod warunkiem, że Lucy obieca, iż nie będzie szukać kobiety.
    Obiecała.
    Ale ojca nie było przy niej, Damien nie mógł wiedzieć, co planuje i czego szuka. Nie czuła się zobowiązana do tego, aby do niego zadzwonić lub napisać, choć najczęściej odbierał jej telefony niemal od razu.
    Sklep czarownic poleciła jej znajoma, twierdząc, że kobiety są wróżkami z prawdziwego zdarzenia. Podeszła do tego sceptycznie, ale jeszcze tego samego dnia znalazła się w sklepie przepełnionym zapachem intensywnych kadzideł. Ale już od początku rozmowa nie przebiegała po jej myśli. Kiedy wspominała o Bliss, bo tylko to imię matki znała – choć pewnie było tylko przydomkiem – wiedźmy zrobiły się mniej przychylne.
    — Albo stąd wyjdziesz po dobroci, albo nie pojawisz się już nigdzie! — krzyknęła jedna z nich, a jej twarz nabrała złowieszczego wyrazu.
    — Spokojnie, ja ty… — urwała, ale nie z własnej woli. Nagle nie mogła po prostu zaczerpnąć powietrza. Przyłożyła dłonie do szyi nie bardzo rozumiejąc, co się dzieje.


    [Może Ty wiesz, jak to jest. Matka Lucy była potężną wiedźmą i jeśli dziewczyna odziedziczyła po niej moce, to musi się to objawić w jakimś konkretnym wieku? Albo czy istnieje możliwość, że dzięki jakiemuś zaklęciu zostało to uśpione?
    I kurde, co do ostatniej sztuczki z komentarza, z tym duszeniem na odległość... Nie wiem, czy to możliwe, ale co tam. :D]

    OdpowiedzUsuń
  18. Ach Boże, Bożenko, jak on się z tego cieszył! Zupełnie jak dziecko, które dostało swoją ulubioną zabawkę. Pognał szybko za rzuconym patykiem. Ten spadł gdzieś w kolejne zarośla. Wydobył ją, w prawdzie z niemałym problemem, ale jednak. W pewnym momencie się cofnął o krok. Ktoś oprócz nich tutaj jeszcze był. I na pewno nie miał zbyt czystych zamiarów. Czuł tą złą woń w powietrzu.
    Ponownie zjeżył sierść i zaczął warczeć. Był gotów zaatakować nieznanego. A raczej znanego, bo to znowu któryś z Nicholsonów był. Że też oni zawsze musieli włazić na jego teren!
    Rzucił się pędem, kiedy okazało się, że było ich dwóch. Wolał powalczyć na bardziej przyjaznym mu podłożu. Dwa czarne wilki rzuciły się za nim w pogoń. Aidan stawił się obok swojego towarzysza. Nie chciał przecież, aby mu coś złego się stało.
    Zaraz też i trzy wilkołaki zaczęły między sobą walczyć. Collins szarpnął jednego mocno za kark. I krew trysnęła z rany, brudząc białą sierść.

    OdpowiedzUsuń
  19. [Jezu, no tak! Teraz mi się przypomniał Twój nick! :D Okeej, romans powiadasz, może być. Rozwiniesz mi jakoś pomysł tego romansu ? :D]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  20. [Z ich temperamentami to raczej pokojowo nie będzie haahah ]

    Czasy się zmieniły od ujawnienia się wampirów, ale o dziwo dalej wystarczyła mi odrobina hipnozy, a dla nieszczęśników, którzy postanowili brać werbenę - odrobina perswazji niewerbalnej. Byłem w tym na tyle dobry, że od usłyszenia plotki o tajemniczym czarowniku, wysysającym moce innym, do momentu, kiedy stałem przed dobrze znanym mi już barem, ze zdjęciem czarownika w ręce, minęła niecała doba. Uważałem za konieczność sprawdzenie tego kolesia, zwłaszcza, że podobno był psychopatą, który wymordował pół swojego rodzeństwa. Jeśli był przydatyny należało to wykorzystać. Jeśli z kolei stanowiłby zagrożenie, to należało je zlikwidować. Jeszcze raz spojrzalem na zdjęcie, ktore zrobił jeden z zahipntyzowanych ludzi. Nie było ono zbyt wyraźne, ale powinno wystarczyć. Usunąłem je kilkoma kliknieciami i schowalem telefon do kieszeni, wchodząc do Truposza. Podszedlem do baru i tym razem zamowilem zwykle piwo. Opierając się o ladę rozejrzalem się po lokalu i dostrzegłem cel moich poszukiwań przy jednym ze stolików, akurat kiedy barman podał mi piwo. Upiłem łyk i z kuflem skierowałem się w kierunku chłopaka. Bez zbędnych pytań umiejscowiłem się na krześle po drugiej stronie stolika, posyłając mu pogodny, nieco sarkastyczny uśmiech.
    - Wiesz, po tym jak wampiry się ujawniły, co uważam za totalny bezsens, podobno wilkołaki planują cos podobnego. Mam nadzieje, że wy, wiedźmy, nic takiego nie planujecie. - Postanowiłem grać w otwarte karty. Zobaczymy jak zareaguje na to, ze wiem kim jest.

    [Btw, wiedzę ze tu mi chcesz z siostrą romansować hahaha no nieźle. Kol będzie musiał zareagować. Bez czeka pogadanka na temat związków z psychopatamai jak juz jednego ma pod dachem ]

    OdpowiedzUsuń
  21. [A dzięki za odpowiedzi, bo właśnie się zastanawiam, jak tu życie Lucy w pewnym momencie pokombinować. :D]

    Nie wiedziała, że jedno imię, jedno pytanie może tak wkurzyć niepozornie wyglądające kobietki, które ponoć od lat prowadziły tutaj ten sklep. Kiedy ucisk na szyi zelżał, Lucy zogniskowała wzrok, który do tej pory był nieco rozmazany i opadła na podłogę, bo nie potrafiła utrzymać się na miękkich nogach. Z podłogi obserwowała całe zajście, a widząc, co wyprawia młody mężczyzna, cofała się co rusz pod ścianę, mamrocząc coś pod nosem. Uderzyła o jakąś półkę plecami i nabrała powietrza w płuca, kiedy ciała czarownik po kolei opadały na posadzkę.
    Jej serce waliło jak szalone, nieznajomy wyglądał zaś tak, jakby nic się nie stało. Lucy nadal chciała wierzyć w to, że kobiety żyją, że tylko jakimś magicznym sposobem chwilowo je obezwładnił. Powinna mu podziękować, ale skąd mogła wiedzieć, że nie jest jego kolejną ofiarą? Może skończy tak, jak właścicielki sklepiku?
    — W po… — chrząknęła, bo jej głos już od początku nie brzmiał zbyt dobrze i pewnie. — Taak… — sapnęła, kiedy niemal wspinając się po regale, ale nawet nie zamierzała w kierunku drzwi, bo gdyby nieznajomy chciał, to z pewnością zamknąłby ją w pomieszczeniu.
    — Dlaczego?
    I to było jedyne pytanie, które nasuwało się teraz na jej język. Żadnych podziękowań, nic. Stała w miejscu, bojąc się nawet oddychać.

    OdpowiedzUsuń
  22. [W sumie, podoba mi się taki prosty wątek. To powiedz mi, czy już tkwią w tym romansie (związku?), czy lecimy od samego początku?]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  23. [Ojej, tak słodko. A Bex walnie jakimś kąśliwym tekstem pewnie na te jego kwiatki, ale co tam xD Możemy zacząć ostro jeśli chcesz, możemy zrobić że są już razem. Mi to wsio, więc wybieraj :D]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Ta, przyjdzie z kwiatami, a mu Kol otworzy i zanim Bex się umaluje to mu starszy braciszek pogadankę o zabezpieczaniu się trzasnie, bo więcej takich jak Beczka nie zniesie]

      Usuń
    2. [Trololo, mogłoby nawet wyjść, szkoda, że wampirki nie mogą mieć dzieci xD]

      Usuń
  24. [Dooobra, możemy zrobić że są już w tym związku, nie chce mi się zaczynać wszystkiego od początku, ale z kwiatkami może przyjść :P Jakieś miejsce ów wątku? Pomysły ? Bo u mnie już słabo o tej godzinie xD]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  25. Jak on tego nie lubił. Człowiek chciał spokojnie spędzić tę noc. Ale nie! Musieli znaleźć się Nicholsonowie, którzy jak zwykle to spieprzyli. Jakby nie mogli pójść w jakieś inne miejsce. Niech ich diabli wezmą.
    Cofnął się od ognia. Co jak co, ale Aidanowi jakoś nie przypadł do gustu pomysł, aby zostać poparzony. Niech się parzą inni. Jeden wróg już żywcem spłonął. Cieszmy i radujmy się.
    Drugi z wilków zaś szykował się do skoku, co mu udaremnił Aidan. Oba wilki zderzyły się mocno w locie. Ale gruchot kości jakoś żadnego z nich nie powstrzymał od tego, aby ponowić atak. Obaj zaczęli się gryźć i szarpać, zalewając tym samym sierść krwią. Obaj zaskomleli głośno, kiedy wbili swoje kły w karki. Jednak to Aidan szybciej zrzucił wroga z siebie i przystąpił do ofensywy. I tak kiedy, już miał go wykończyć, coś go powstrzymało. Skulił się, jakby go coś trzasnęło. Pierdolona samokontrola. Szkoda, że działała także i na wrogie wilkołaki. Dar, a za razem i przekłeństwo. Zawył głośno do księżyca, po czym upadł.

    OdpowiedzUsuń
  26. [Czyli związek nie związek, kminię. Deal, to ja idę spać w takim bądź razie :D]
    Rebakah

    OdpowiedzUsuń
  27. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem widząc jego zdziwienie. Nie taki diabeł straszny jak go malują.
    - Mikaelson, Kol Mikaleson. - Chyba powinienem ograniczyć filmy z Bondem. Wczorajszy maraton filmowy stanowczo nie wyszedł mi na dobre. - Ale nie o mnie tu chodzi tylko o ciebie, a raczej o to po co przyjechałeś do tego miasta.
    Zacząłem się serio martwić nad swoim zachowaniem. Jeszcze trochę i zmienię się w Klausa, uznam to miasteczko za swoje i będę strzegł jego bram przed przejezdnymi wiedźmami psychopatami. W rzeczywistości nie obchodziło mnie czy to, po co tu przyjechał, zagraża miasteczku. Liczyło się to czy, mogę mu pomóc, a w zamian on pomoże mi.
    - To prawda, że zamordowałeś pół swojej rodziny i wydostałeś się z magicznego więzienia? - Upiłem kilka łyków piwa i wyciągnąłem z kieszeni komórkę by zacząć w niej grzebać bez celu.

    [stalkuje wszystko, a jak :> muszę siostry pilnować przed psychopatą. Sobie chłopaczki pogadają o odnajdywaniu się w nowych technologiach hahaha]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Na razie Nik ma spokój z wiedźmami, o. No i nie jest naiwny, nie podsuwałby czarownikowi pożerającego moc gotowców, nie będzie sam pod sobą dołków kopał. Wolałby go trzymać na głodzie magii, wtedy pozbyć się jak zwykłego człowieka. I kurde nie wiem :/]

    OdpowiedzUsuń
  29. [Witam ponownie na blogu :) Nie jestem na bieżąco z Pamiętnikami, ale Kai wydaje się bardzo ciekawą postacią.]

    OdpowiedzUsuń
  30. [Dla Frania muszę stworzyć nową kartę, do której nie mam głowy. A nie chcę robić niczego na siłę, bo wyjdzie kaszana. To co? Wącimy?]

    OdpowiedzUsuń
  31. Prawdą było, że nigdy nie brakowało mi pewności siebie, przez co w sumie nie raz mi się obrywało. Ale co mogłem na to poradzić? Nie było sensu zmieniać swojego stylu bycia, bo dzięki temu budziłem swojaki postrach wobec mniej zadufanych w sobie wampirów. Co więcej, niezmiennie od wieków, to właśnie się podobało kobietom.
    Mój rozmówca musiał być przekonany co do swoich mocy, skoro nie tracił fasonu i starał się by ta rozmowa wyglądała naturalnie, mimo że z pewnością nie była, z racji tego, że po chamsku się przysiadłem.
    - Taki tam zwykły wampir... No może nie do końca znowu zwykły. - Odłączyłem wtyczkę od telefonu i wyciągnąłem kabel z pod koszulki, którym były poprowadzone słuchawki na mojej szyi, po czym schowałem je do kieszeni. - Wybacz, wciąż nie mogę się nacieszyć przenośną muzyką. Ciężko było się odnaleźć w dobie komputerów, ale ty chyba też wiesz jakie to uczucie. - Uśmiechnąłem się kąśliwie, znów sięgając po kufel.

    OdpowiedzUsuń
  32. Rebekah już tak naprawdę zapomniała co to są randki. Zapomniała jak to w ogóle jest mieć chłopaka, mieć przy sobie kogoś, z kim można po prostu porozmawiać na różne tematy. Rebekah Mikaelson nie zakochiwała się, nie powierzała swego serca nikomu, nie ufała - bo bała się tego, że jej kolejny, potencjalny wybranek serca zostanie zabity, bo sama uważała że kochać już nie potrafi, na sam koniec bała się tego, że gdy już zaufa to zostanie to wykorzystane przeciwko niej.
    Dlatego poznając Kaia w pewien wieczór w Truposzu, nie sądziła że ta ich znajomość się jakoś rozwinie. Owszem, poszli razem do łóżka, ale wampirzyca była święcie przekonana że na tym się zakończy. Stało się zupełnie inaczej. Zgodziła się pójść z nim na randkę, choć sama nie wiedziała czy dobrze postępuje.
    Jednak tak bardzo pragnęła poczuć jak to jest się z kimś umawiać. W końcu nie robiła tego bardzo długi czas.
    Słysząc dzwonek do drzwi, ostatni raz pociągnęła tuszem po rzęsach, i nałożyła na nogi czarne szpilki. Czerwona sukienka, świetnie podkreślająca jej ciało została na jakiś czas zasłonięta płaszczem, a szyja osłonięta cienką apaszką. Rebekah jak zawsze dbała o szczegóły, i wszystko musiało do siebie idealnie pasować.
    Pochwyciła torebkę, po czym w wampirzym tempie zbiegła do holu, rzucając spojrzenie w stronę salonu. Na szczęście nikogo tam nie było.
    Odetchnęła głęboko, po czym nacisnęła klamkę.
    Czuła się jak jakaś nastolatka.
    I bardzo podobało jej się to uczucie.
    Uśmiechnęła się, kiedy to przed sobą ujrzała Kaia.
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Kol uchylił robek firanki wlepiając twarz w szybę. Zmierzył Kaia nieprzychylnym spojrzeniem, zanim nie dostał wałkiem w łeb od starszego brata.
      - Idioto, jeszcze cie zobaczą.
      - Od kiedy to pozwalamy się Bex szwedac na randki ze złymi i stuknię tymi czarownicami?
      - Spokojnie. Wyjąłem mu świece z silnika. Daleko nie zajadą.
      Po chwili oboje patrzyli sie ze szczękami przy ziemi jak walony czarodziej używa magii i samochod rusza do przodu.

      The end. Lubie się wpierniczac do wątków :3 mam nadzieję ze Klaus mnie nie wypatroszy za to.]

      Usuń
  33. [E tam. Dotrzeć się chłopaki muszą. A pilnować siostrzyczki muszę ;P]

    Nauczyłem się już przywykac do co nowszych sposobów ubierania się. Te lata całkiem mi się podobały, choć przywyklem do ciągłego noszenia fraków. Były dobre strony dzisiejszej mody, jak chodzby swoboda w odkrywaniu ciała, która rosła przez stulecia, bym teraz mógł spokojnie podziwiać kobiece kształty dzięki obcisłym ubraniom i odkryte walory przez śmiałe dekolty. Co do muzyki to zostałem powitany rzeczywiście niesamowicie krzykliwą, energiczną i przerażająco bezsensowną muzyką.
    - Co racja to fakt. - Przyznałem mu rację do rocka - Choć i teraz można znaleźć jakieś perełki.
    Przynajmniej pod tym jednym względem się dogadywalismy. Ciężko było mi się dogadywac z kimkolwiek, a co dopiero z czarownikiem psychopatą.
    - Pamiętam jeszcze jak to było czarować, sporo bym dał, żeby jeszcze raz to poczuć. - Przyglądałem się swojej dłoni jakbym znów miał nagle odzyskać w niej moc. Ale nic z tego, taka była dola wampirów. Ludzie tracili stosunkowo niewiele. Tak samo moje rodzeństwo, które nigdy nie praktykowało magii. Szukałem innych rozrywek by zastąpić sobie możliwość czarowania, stąd to uwielbienie mordu. Zawsze to jakieś wrażenie. - Dlatego rozumiem, twoje powody, ale kiedy mordujesz czarownice w tym mieście, pojawia się między nami mały konflikt interesów. Wniosek jest prosty, albo trzymasz się z dala od moich czarownic, a przynajmniej ograniczasz zabijanie i wysysanie całej magii, albo jesteś po mojej stronie, albo będę musiał rozwiązać problem, który stanowisz. To jak będzie?
    Całkowicie spokojny groziłem mu zabójstwem przeglądając na iTunes albumy z lat 80' zainspirowany przez chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  34. Czasami wkurzała go ta samokontrola. Nie mógł pozwolić sobie na dużo. Nie mógł też dobić przeciwnika. Jedyne co teraz mógł zrobić w tej sytuacji to było wycie nad swym marnym losem. Ale z drugiej strony dzięki temu nie zabijał bezbronnych, przypadkowych ludzi.
    Spojrzał wdzięcznym wzrokiem na... Czarownika, chyba tak to się nazywało. Obroniłby się, to było pewne. Ale musiałby znowu walczyć. A tego niekoniecznie chciał. Rano mu wyjaśni o co chodzi. Kiedy znowu przemieni się w zwykłego nastolatka.

    OdpowiedzUsuń
  35. [A może on będzie próbował jakoś ją poderwać? ]

    OdpowiedzUsuń
  36. [ Ah dziękuje :) Jeśli można wiedzieć, kto jest na pierwszym miejscu w postaciach żeńskich?
    Nie ma to jak morderczy Kai. Trzeba ich jakoś połączyć... Mogą się znać lub dopiero się poznają. Ona będzie go kojarzyć, w końcu obserwowała od czasu do czasu Mystic Falls. Mogliby spotkać się w barze truposzy czy coś. ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Obecnie nic jej tak jakby nie zagraża, ale musi się zabezpieczać, to też przyda jej się wiedźma u boku. ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  38. Bar Truposzy, nazwa kiepska, miejsce kiepskie, ale nie można było wymagać więcej od Last Chance. Nie było to wymarzone życie dla Katheriny, jednak mieszkało tu wiele interesujących osób i tylko dlatego wciąż się tu trzymała. Nie musiała już uciekać, choć była w pobliżu Klausa. Życie było piękne po mimo wielu wrogów, których mimo wszystko posiadała.
    Wieczór spędzony przy tequili i obserwacja mieszkańców, zawsze jakieś zajęcie. Jednak ile można patrzeć na pijaka w koncie, kochanków tuż przed nosem... Już miała wychodzić, gdy coś, a raczej ktoś przykuł jej uwagę. Szkoda dziewczyny, ale ratować jej nie będzie. Zabawa w bohatera całkowicie się z nią kłóci. Bardziej zaciekawił ją oprawca owej kobietki. Kojarzyła go, to on był tym kolesiem, który wyssał magię z Mystic Falls czy coś w tym rodzaju, ten rąbnięty psychol. Ktoś taki zawsze się przyda jako sojusznik.
    Uśmiechnęła się pod nosem i powoli wstając pewnym krokiem podeszła bliżej chłopaka.
    - No, no, no... Nie powinno się tak traktować damy. - ironia w jej głosie była wyczuwalna wręcz na kilometr.

    OdpowiedzUsuń
  39. Katherine spokojnie przypatrywała się poczynaniom chłopaka. Chodziła po ziemi na tyle długo, by poznać zdolności wiedźm i w końcu przestały ją one zaskakiwać. Bez wątpienia były potężne i odkąd pamięta trzeba było liczyć się z ich mocą. Brunetka czasami zastanawiała się co by było gdyby nie została wampirem, w końcu płynęła w niej krew podróżników, co prawda ona nigdy nie praktykowała, zakaz ojca i tak dalej, ale jednak bycie kimś takim musi być ciekawe. Oczywiście nie narzekała na wampiryzm, wieczna młodość, siła, szybkość, perswazja i wiele innych. Czego tu nie kochać? Krwi? Jej to nie przeszkadzało, po świecie przecież chodzą gorsze potwory niż wampiry.
    - Skąd pomysł, że zabijam? - zapytała siadając na wolnym miejscu obok chłopaka.
    Czy to było po niej widać? Przecież nie każdy wampir zabija ludzi, istnieją wyjątki. Ona rzecz jasna zabija jeśli ma taki kaprys, ale czy można się tego dowiedzieć na pierwszy rzut oka? No chyba, że ktoś słabiej zna jej gatunek w co szczerze wątpiła. Praktykująca wiedźma, która tak mało wiedziałaby o wampirach... Niespotykane. Chociaż kto wie, przyzwyczaiła się do tego, iż prawie wszystko jest możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  40. To była Rebekah, ona zawsze przywiązywała uwagę do swojego wyglądu, i musiała wyglądać jak najlepiej. Nie przeszkadzało jej jednak to, że Kai ubrał się jakby... na ludzie, ale zachował swego rodzaju elegancję? Tak, chyba można tak było określić jego strój.
    Spojrzała na Kaia, następnie na różę którą trzymał, i uśmiechnęła się delikatnie, przechylając przy tym głowę lekko w bok.
    -Dziękuję, Kai-odpowiedziała swobodnie, kiedy to pochwalił jej wygląd. Sama Rebekah czuła się dość dziwnie, choć nie stresowała się już tak bardzo jak kilka godzin temu. Przecież to zwykła randka, co może pójść nie tak?
    Odebrała kwiatka od chłopaka, po czym z ochotą chwyciła jego ramię, i ruszyła w stronę samochodu. A kiedy otworzył drzwi, Rebekah zasiadła na miejscu pasażera, by następnie obrócić głowę w stronę Malachaia.
    -Z chęcią zobaczę, gdzie mnie zabierzesz. Na pewno jest to świetne miejsce-powiedziała z uśmiechem.
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  41. Perspektywa współpracy z kimś kto ma nie równo pod sufitem nie zapowiadała się dla mnie zbyt kusząco. Potrafiłem udobruchać sobie ładne, młode wiedźmy, z którymi dobrze się pracowało i cieszyły oko, więc czemu miałbym skazywać siebie na świra, przy którym musiałbym iść na ustępstwa.
    Z drugiej jednak strony miało to swoje plusy. Nikt się tak nie dogada jak facet z facetem, a co dopiero dwóch socjopatów. Nie ograniczał go sabat, który już w kilku przypadkach sprawiał mi problemy. Nie ograniczały go też wartości moralne skoro wymordował pół swojej rodziny bez mrugnięcia okiem, a zdarzało się, że nakłonienie czarownic do niektórych z moich planów było dość czasochłonne, bo z moim wdziękiem osobistym, byłem w stanie sprzedać lód eskimoskom.
    - Nie zgrywaj jakiego? - Nie do końca zrozumiałem jego wypowiedź i obserwowałem uważnie jak bawił się. W końcu słysząc jego decyzję uniosłem kącik warg wyżej. - Lepiej. Ale i tak lepiej będzie jeśli od moich wiedźm będziesz się trzymał z daleka. Poznasz je przeważnie po tym, że są młode i ładne, tych radzę wyjątkowo sobie odpuścić, bo inaczej o pokojowych relacjach możemy zapomnieć. - Sam zdziwiłem się jak poważny byłym podczas wypowiadania tych słów. Brzmiały one bardziej jak kulturalna groźba niżeli zastrzeżenie czy prośba. - Raczej nie oglądałem, na razie jestem na etapie oglądania seriali. A teraz... - Uśmiech powrócił na moje usta. - Co mogę dla ciebie zrobić w zamian w ramach naszej umowy?

    OdpowiedzUsuń
  42. [To może robimy coś takiego: Kai przychodzi do baru, upija się, w międzyczasie rozmawiając z Frankiem. Z czasem przysypia przy barze. Kiedy się budzi, nikogo nie ma. A za ladą (zamiast F.) widzi koteła. Może pomyśleć, że to efekt uboczny po spożyciu alkoholu >D]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A później się dowie, że to Franio mu taki kawał wyciął]

      Usuń
  43. Katherine chodził po świecie długo, poznawała najróżniejsze istoty i ich różne wyjątki, ale nigdy wcześniej nie poznała wiedźmy, która musi czerpać moc z innej. Interesujący przypadek jak na jej oko. Tylko pytanie czy ktoś taki może być przydatny? Z tego co podsłuchała w Mystic Falls był niebezpieczny, ale to jednak trochę za mało.
    - Są dobre i złe wampiry, ale masz rację. Ja jestem tym złym, tak przynajmniej słyszałam. - odpowiedziała uśmiechając się sarkastycznie.
    Nie miała dobrej opinii u większości osób. Potrafiła podbić serca wszystkich, ale równie dobrze potrafiła ich do siebie zrazić. Chyba najbardziej znana była z tego, że wystawi każdego i nie zawaha się przy tym byle by ratować skórę. Powinni ją zrozumieć, nie uciekała pięćset lat by oddać za kogoś życie. Może kiedyś coś się zmieni, gdy znajdzie wystarczająco silnego sojusznika by nie musieć go wydać w kryzysowej sytuacji. Jeszcze takiego nie poznała, więc musi szukać.
    - Katherine. A ty jesteś tym kolesiem, który wymordował rodzinę i spędził trochę czasu w jakimś więzieniu wraz z Damonem i Bon-Bon. - stwierdziła wciąż lekko się uśmiechając.
    Miała sporą wiedzę, musiała. Kai był interesującą osobą, to na pewno. Chyba jednak wolała go po swojej stronie niż przeciwko sobie. Albo po prostu go zabije, tak z nudów. Chociaż musiałaby poczekać aż znowu wyczerpie mu się moc żeby się zbytnio nie namęczyć, przy tym musiałaby go obserwować, za dużo roboty. Po za tym zapowiadał się dobrym kompanem do rozmów, w końcu ktoś inny niż rycerze w lśniących zbrojach udających bohaterów.
    - Czemu nie. - ani trochę nie uraziła ją wzmianka o krwi. Była wampirem, a krew była dla niej codziennością i koniecznością.

    OdpowiedzUsuń
  44. Znudzony wodziłem wzrokiem po twarzach zebranych ludzi. U nich zaczynał się pijacki weekend. A u mnie weekend pełen roboty. Czasami zastanawiałem się nad tym dlaczego wybrałem tą robotę. Oho, odpowiedź była bardzo prosta i oczywista. Bo innej jakoś tutaj nie było. Dobrze, że chociaż właściciel tego przybytku płacił zgodnie z umową i na czas.
    Westchnąłem cicho, przecierając kolejne kufle po piwie. Spojrzałem na gościa, który opowiadał o swoim życiu. Widać było, że jest już nieco upity. No, ale klient nasz pan i trzeba było go wysłuchać.
    - Jeżeli coś przeskrobałeś to się im nie dziwię. - Odpowiedziałem dosyć sceptycznie. - Więc o co poszło? Żona zostawiła? Odebrałeś nie to dziecko z przedszkola co trzeba? Czy to już raczej taka "grubsza sprawa"?- Zapytałem, co rusz spoglądając na niego.

    OdpowiedzUsuń
  45. [Ja żałuję, że nie skończyłam na 3 sezonie.. No ale ciekawość mnie zżerała. Tak sobie myślę, że Cordelii przydałaby się pomoc wiedźmy, lecz Kai do pomocnych raczej nie należy xd]

    OdpowiedzUsuń
  46. [Uwielbiam psycholi, a co za tym idzie uwielbiam Kaia. :)
    Mówiąc szczerze, ja również nie mogę się tego doczekać, ale nie jestem pewna, czy Caroline zapała do niego jakąkolwiek, nawet najmniejszą iskierką sympatii - najpierw prawie zabił Damona, potem Bonnie, która zostawił w swoim więzieniu, no i uprowadził Elenę. Coś czuję, że będzie figurował na jej czarnej liście. :D ]

    Caroline

    OdpowiedzUsuń
  47. Zawsze tak ze wszystkimi było. Najpierw przychodzili, a później odchodzili. Wtedy, kiedy dowiadywali się czym Aidan jest. Starał się nikomu nie wadzić, ale oni, ci ludzie, widzieli w nim potwora. Człowiek (tudzież wilkołak) nie rodzi się zły. To ludzie go takim czynią. Spojrzał na odchodzącego mężczyznę. Zawył żałośnie do księżyca. Ale jego już nie było.
    Z drugiej strony wiedział, jakie ryzyko sprawia fakt, że tamten był przy nim teraz. Nicholsonowie nie odpuszczają tak łatwo. I pewnie przyślą następne wilki. "Czas się stąd ulotnić." - Przemknęło przez myśl Aidanowi. Raczej w tym miejscu nie będzie miał spokoju. A szkoda, bo całkiem dobrze się tutaj czuł.
    ***
    Ocknął się już w swojej ludzkiej postaci. Przez moment starał się poskładać do kupy wszystko to, co zdarzyło się w nocy. Był ciekaw, gdzie teraz przebywa czarownik. Spojrzał na swoją koszulkę. Raczej teraz nie było z niej co zbierać. A kurtkę gdzieś zgubił. To takie typowe jak na niego. Dlatego teraz wkraczał do miasta, okazując wszystkim swój tors. A tego akurat nie musiał się wstydzić.

    OdpowiedzUsuń
  48. Jemu było dosyć ciepło. Nawet jak na taką porę roku. No i po takiej nocy. Na brak atrakcji nie mógł narzekać. Ludzie przyglądali się dosyć dziwnie dla nastolatka. Ale większość z tutejszych znała Aidana. No i wiedzieli, że młody Collins to szalony dzieciak. Być może pomyśleli, że to kolejny zakład, który przegrał.
    - A żebyś wiedział, że idzie. Do czerwca coraz bliżej. - Odpowiedział, uśmiechając się lekko. - Mam nadzieję, że w nocy nieźle się bawiłeś. - Stwierdził z bardzo poważną miną. A w głębi duszy to aż go zginało ze śmiechu. - Pozdrowienia od małego wilczka. - Puścił do niego oczko i ruszył krok przed siebie.

    OdpowiedzUsuń
  49. - Wybacz, strzelałem- uśmiechnąłem się pod nosem- Dobrze, że nie z pistoletu, bo bym nieświadomie chybił. I strzelił w kogoś- zażartowałem- Faktycznie. Obrączki nie masz... - ale kto go tam wiedział- Nie, nie wyglądasz tak. Raczej wyglądasz na kogoś zmęczonego życiem- stwierdziłem. Słysząc wzmiankę o wybiciu rodziny, wzruszyłem ramionami- No cóż... Nikt z nas nie jest idealny- uśmiechnąłem się- To więc... Dlaczego to jesteś taki potępiony?- zapytałem niczym rasowy psycholog- Powiedz mi, co cię dręczy panie... Jak się nazywasz?- zapytałem- Oj, ktoś mnie tutaj za słówka łapie. Nieładnie, nieładnie. Ale z domu to sam się wyprowadziłem. A co do dzieci... Jeszcze chwalę sobie uroki ich nie posiadania- skwitowałem, polewając mu kolejną porcję alkoholu.

    OdpowiedzUsuń
  50. [Witam i o wątek pytam (ja wiem, że to jest zabronione w regulaminie, ale podoba mi się postać i liczę, że masz może jakiś pomysł). ]

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  51. [Dzięki c:
    Mnie właśnie nawiedził taki pomysł:
    Kai jest akurat bez mocy i w jakimś zaułku napada go wąpierz, młody złakniony krwi. W tym zaułku śpi sobie biedny Arthur. Jak na anioła przystało, postanawia uratować duszyczkę z rąk pijawki i rozkłada jedno skrzydło, oddzielając wiedźma od atakującego. Atakujący dostaje zawału na widok anielskiego skrzydła i spieprza.
    Co Ty na to?]

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  52. Anioł spał w wnęce, która kiedyś była drzwiami dostawczymi, teraz stanowiła dobre schronienie przed wiatrem, zamurowana od jednej strony. Ściany śmierdziały uryną, szczury biegały po zaułku, ale tutaj w spokoju mógł spać, modlić się i przeczekać złą pogodę. Obudziło go lekkie drżenie, gdy ktoś pchnął drugą osobę na ścianę obok niego. Słyszał oddech i próbę wyrwania się z uścisku. Zrobił tylko krok do przodu. Wampir spojrzał na niego i syknął, nie wyrywając swoje ofiary ze śmiertelnego uścisku. Arthur uniósł dłoń niby w błogosławieństwie.
    - Ja odpuszczam tobie grzechy – zaczął. Chrzęst łamanej łopatki. Wybrzuszenie na plechach. Krew. Pióra, mnóstwo pór. Śnieżnobiałych, a jednak mieniących się tysiącem kolorów. Wykonał ręką krzyż w powietrzu – W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego! – Skrzydło, tylko jedno, rozłożyło się, wciskając się boleśnie między wampira i jego ofiarę. Napastnik musiał być zdzwiony.
    - Co do kurwy? – zająkał, odsuwając się. Wtedy anioł spojrzał na niego smutnymi oczami pełnymi dobroci. Rozwinął tylko jedno skrzydło, a było ono tak ogromne, że tylko ruchem rozwijania zmiotło z zaułka śmieci, a jeszcze kurczyło się, ograniczane przez ściany budynków.
    - Psik – wyszeptał do młodego wampira jak do kota.

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  53. Aidan nie był bezczelny. On był tylko dobitnie szczery. A to już była całkiem spora różnica. Czasami go to drażniło. W prawdzie między "dobitną szczerością", a "bezczelnością" była tylko cienka granica, ale jednak granica.
    - Eeeej, no! - Krzyknął, kiedy coś (a raczej ktoś) go cofnęło. - Nie umiesz powiedzieć "Poczekaj"? - Zapytał. - Albo trochę podbiec? - Spojrzał na niego nieco obrażony. - W takim razie dziękuję.

    OdpowiedzUsuń
  54. Spojrzał na chłopaka znad swojego skrzydła. To nagle rozprysnęło się na miliony migotliwych kryształków. Spadały z brzdękiem rozbitego szkła, iskrząc się w przedziwnym świetle, jakby same błyszczały i je odbijały. Okruchy, jak śnieg, lśniące tęczą i parujące. Bezdomny anioł przykucnął przed siedzącym na ziemi mężczyzną.
    Zapytany o istotę swojego istnienia, położył tylko palec na ustach, uśmiechając się enigmatycznie. Znów wyglądał jak typowy żebrak, w brudnym ubraniu, trochę śmierdzący potem, z tłustymi włosami i długą, zaniedbaną brodą.
    Zignorował jego pytanie i bez pytania chwycił go za podbródek. Obejrzał szyję niedoszłej ofiary wampira, szukając śladów zadrapania. Znalazł delikatny ślad, nawet nie krwawił, ale położył lodowatą dłoń na to miejsce i je uleczył.
    Zamknął lekką rankę, której nie byłoby już następnego dnia, a tego by tylko trochę drażniła, a jego stopy, bose, przedstawiały obraz żałości i rozpaczy. Rany i sińce, początki odmrożenia.
    - Moja istota jest tutaj bez znaczenia, bo jestem tylko sługą lepszych od siebie.

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  55. Katherine żyła w mieście, w którym ludzie znali sposoby na takie jak ona, mianowicie wampiry. Ciężko tu było o przekąskę, która nie była przesiąknięta werbeną. Na dodatek sama musiała ją zażywać. Robiła to już od kilku stuleci co pomagało jej choć trochę uodpornić się ta no paskudztwo, a na dodatek mieszkała w jednym mieście z pierwotnymi, którzy mogli używać perswazji na wampirach. Werbena była niestety koniecznością.
    - Nie do końca. Wolę wiedzieć co wyprawiają Salvatorovie wraz z moim słodziutkim sobowtórem. Przez przypadek usłyszałam i o tobie. - odpowiedziała wywracając oczami na wspomnienie o swoim nieszczęsnym sobowtórze. -A nie potępiam Cię, bo byłbyś dobrym kompanem. Największą słabością każdego, prócz Ciebie są najbliżsi.
    Może tak już jest zakodowany wszechświat, iż sobowtóry mają się nie trawić, w co Katherine szczerze wątpi. Miała powody by nie znosić Eleny, czuła się jakby ta naśladowała jej życie, a w szczególności jeśli chodzi o Stefana i Damona. Ciężko zliczyć ile razy chciała ją zabić, niestety musi się powstrzymać z kilku względów... Jednak nie przyszła tu by rozmyślać o Gilbertowej, więc czym prędzej skupiła swoją uwagę ponownie na chłopaku.
    - Uczucia rozmowy z kimś czy zabicia? Bo oba znam doskonale. - odpowiedziała przywołując na twarz ten swój złowieszczy uśmieszek.
    Chłopak najwyraźniej zapominał, że to on spędził wiele lat w więzieni oraz, że rozmawia z morderczym wampirem bez skrupułów. Zabijanie było w jej naturze, tylko na początku było to coś dziwnego, strasznego, gdy była młodziutkim wampirem, morderczą duszą w ciele niewinnej osiemnastolatki. Obecnie robi to bez mrugnięcia okiem.

    OdpowiedzUsuń
  56. - Francis- odpowiedziałem. Dopiero, kiedy powtórzył swoje słowa doszedłem do wniosku, że ten facet nie żartuje. Poczułem, jak brew mi lekko drgnęła. Ale z drugiej strony... Nie było to aż takie dziwne. Przecież dużo już tutaj widziałem. A jeszcze więcej przede mną. No, ale wycięcie w pień rodziny... Ja ze swoją może nie miałem najlepszych stosunków, ale nie żeby aż tak. Wiadomo, że zdarzały nam się gorsze i lepsze dni, ale żeby pozabijać? - Nie mogłeś wysłać ich gdzieś na Syberię? - Zapytałem bez zastanowienia. - Byliby od ciebie daleko. Nikt nikomu by nie wchodził w paradę. A i ty być może byłbyś szczęśliwszy. Wilk syty i owca cała- stwierdziłem, nalewając alkohol do szkła- Twoje zdrowie Kai- sam sobie zaś nalałem wody mineralnej. Niestety... w pracy nie mogłem wypić. Ale po, to już i owszem. Szkoda tylko, że moja zmiana kończyła się dopiero o szóstej nad ranem...

    OdpowiedzUsuń
  57. Westchnąłem głęboko usłyszawszy co zdążył już zrobić. Moja umowa z czarownicami polegała nie tylko na uczeniu ich kolejnych zaklęć, ale i na tym, że jako wampir chroniłem je przed tym przed czym one same nie mogły. Będą wkurzone, że na to pozwoliłem.
    - Ech... czysta karta. Zapamiętaj tylko, że ja nie daję drugich szans. Jedna wpadka i... - Przejechałem palcem po gardle wystawiając język. - Bo na razie jakoś nie widzę powodu, żeby trzymać cię przy życiu. Nie chcesz ze mną współpracować, do tego krzywdzisz moje czarownice. Jesteś w jakiś sposób wyjątkowy oprócz tego, że nie masz własnej mocy? Jakieś przewidywanie przyszłości czy coś? Radzę ci się poprzechwalać, pomoże ci to przeżyć.
    Sprawdziłem w telefonie ostatnie smsy. "Musimy poważnie porozmawiać" od Chole. Chłopak miał farta, że nie miałem ochoty do niej oddzwaniać od razu. Wkurzona czarownica to nic fajnego.
    - Jestem wampirem... a wróżek ani widu, ani słychu więc cały dzień siedzę sobie w zacienionym pokoju. Czasu mam aż nad to. Kiedyś się czytało książki, a teraz jest łatwa rozrywka 24/7 i to na 470 kanałach.

    OdpowiedzUsuń
  58. Dopiero kiedy ruszyli, Rebece przypomniały się słowa braci, które usłyszała, kiedy to wyszła z domu. Że podobno któryś wykręcił świece. A mimo to samochód dalej jechał. Cóż, na razie nie miała zamiaru się tym przejmować, wróci do domu, to pewnie poszuka kilka informacji na temat Kaia. Teraz liczyło się to, żeby byli sami. W okół nie było jej natrętnych braci, ani żadnych innych nadnaturalnych istot. Tylko ona i Kai. Na randce.
    Boże, jak to śmiesznie brzmiało, kiedy Pierwotna o tym myślała, a mimo to podobała jej się ta myśl. Podobało jej się również to, że w jakimś stopniu mogła poczuć się tak... ludzko.
    Kiedy zatrzymali się przed restauracją, Rebekah z uśmiechem wysiadła z samochodu, łapiąc Parkera pod ramię. Chyba wiedział, że wampirzyca lubi mężczyzn, którzy wiedzą jak zachować się w obecności kobiety. Była przyzwyczajona do tego, że każdy mężczyzna starał się zabiegać o jej względy, i niemal wspinał się na sam szczyt, byleby jej zaimponować. Wchodząc do środka, rozejrzała się po pomieszczeniu, by następnie spojrzeć na swego partnera.
    -Klimatycznie, nie powiem-zagadnęła, kiedy to usiedli przy stoliku. Odgarnęła blond kosmyk włosów za ucho, po czym uśmiechnęła się delikatnie, może z małym rozbawieniem.
    -Kai, zaskoczyłeś mnie, bardzo-powiedziała.
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  59. Anioł rozłożył dłonie i uśmiechnął się promiennie. On uśmiechał się do wszystkich. Do złych, do dobrych, do niewinnych i już osądzonych. Teraz rzeczywiście wyglądał jak zwykły bezdomny z odrobiną odwagi w sobie.
    - Ja nie popełniam błędów, nie ma błędów. Są tylko ścieżki. Każdy krok prowadzi do kolejnego. Nasze drogi się skrzyżowały, dzięki czemu twoja nie kończy się przepaścią.
    Anioł nie znał go, nie wiedział kim jest. I nie miał sumienia. Był sumieniem. Istota aniołów to nie ciało, tylko sama dusza. Poddany woli boskiej, a jednak z dozą swojej własnej. Do końca dobry, bez skazy na jaśniejącej istoty. Naczynie mogło być jakie było, ale prawdziwa istota anioła to piękno i majestat. Gdyby jednak go zobaczył, oczy by mu spłonęły, a kto wie czy sam nie spopieliłby się na widok prawdziwej istoty anioła.
    Mężczyzna oglądał tylko Arthura White’a, naczynie, człowieka doskonałego w niedoskonałości, stworzonego na podobieństwo boga, a jednak tak od niego odmiennego.
    - Jestem tutaj by służyć, chłopcze. Dlatego tylu z nas upadła. Nie potrafili zgiąć karku przed wami, ludźmi, prawymi dziećmi Boga.

    OdpowiedzUsuń
  60. [W sumie to miałam pomysł, ale on dość słaby jest :/]

    OdpowiedzUsuń
  61. - Zawsze można byłoby ich przykuć do jakiegoś ogromnego drzewa- stwierdziłem. Zaraz jednak zamknąłem się. Chyba nie powinienem był mówić takich rzeczy. To brzmiało jak coś u początkowego psychopaty- amatora.
    - Ja tam akurat lubię swoje rodzeństwo, mimo iż mnie momentami totalnie wkurwia. Ale od tego właśnie jest rodzeństwo. Aby wkurwiało człowieka i w międzyczasie po cichu wspierało- odrzekłem- Każdy ma jakieś problemy. Mój aktualny wygląda tak, że przewaliłem całą forsę i muszę jakoś dociągnąć do dziesiątego jedynie z mielonką w puszce i połówką pomidora w lodówce- powiedziałem pół żartem, pół serio- Jeszcze?- zapytałem, wskazując podbródkiem na puste szkło.

    OdpowiedzUsuń
  62. Mina chłopaka wyrażała wyraźną irytację. I dobrze... No może nie dobrze, ale trudno. Mimo mojej przebojowej osobowości nie wszyscy rzucali mi się na szyję od razu. Nauczyłem się od rodzeństwa eliminować ludzi zajmujących mi niepotrzebnie czas. A ten jak na razie starał się za wszelką cenę dawać mi tylko ku temu powody.
    Pewność siebie była najlepszym dowodem na siłę. W końcu ktoś słaby ma mało do powiedzenia, za to moje rodzeństwo było niezwykle gadatliwe.
    - W zasadzie... Tak by było najrozsądniej z twojej strony. - stwierdziłem uśmiechając się zadziornie. Kiedy usłyszałem jego komentarz na temat mojego zachowania, podniosłem wzrok na niego. - Raczej zajęty uspokajaniem czarownicy, którą wkurzyłeś atakując jej przyjaciółkę.
    Do baru weszła młoda blondynka i od razu skierowała się w stronę naszego stolika. Na jej twarzy malowało się wyraźne poirytowanie, jeżeli nie gniew. Położyła mi dłoń na ramieniu z jadowitym uśmieszkiem, a ja poczułem palący ból przeszywający moje ciało niczym porażenie lekkie, acz dotkliwe porażenie prądem. Nie zwracała uwagi na czarownika, z którym rozmawiałem i wątpię by zdążyła mu się nawet przyjrzeć.
    - Chole... - Zaciskałem zęby z bólu, aby zachować pozory normalności, bo przecież nie ma co robić scen w barze. - Spokojnie... Wszystko już załatwiłem... Tak sądzę...
    Dziewczyna oderwała rękę od mojego ramienia i ból momentalnie zaczął znikać. Odsunęła sobie krzesło od sąsiedniego stolika i przysiadła się do nas, wciąż wkurzona.
    - Miałeś do takich sytuacji nie dopuszczać! Chyba o to chodziło w tej pieprzonej umowie! - Splotła ręce na piersi mierząc mnie nieprzyjemnym spojrzeniem i tylko na sekundę spojrzała na Kaia, ale nie zauważyła nic co by przykuło jej uwagę. W końcu Astrid nie mogła jej za dużo opowiedzieć o tym kto ją zaatakował. Młody chłopak, brunet, masa tu takich lata.

    OdpowiedzUsuń
  63. - W takim razie pokazuj, ale nie na mnie. - Powiedział obrażony mały wilczek, zakładając ręka na rękę i odwracając się do niego plecami. Cały jego foch minął, kiedy usłyszał pytanie Kaia. - Szczerze powiedziawszy to nie wiem. - Odpowiedział. - Obczaję jakąś imprezę na mieście. - Wzruszył lekko ramionami. - Sądzę, że świetnie dogadałbyś się z Tomilą. - Uśmiechnął się zadziornie. - Mogłaby cię czegoś nauczyć. Też jest czarownicą, tyle, że ma ponad tysiąc lat na karku.

    OdpowiedzUsuń
  64. - Weź, nie mów do mnie tak poważnym tonem. - Powiedział. Zawsze kiedy ktoś do niego tak poważnie mówił "Musimy porozmawiać" nie oznaczało niczego dobrego. Zawsze zwiastowało to jakieś kłopoty. - No, ponad tysiąc. Sama to kiedyś powiedziała. Nawet mój dziadek mówi, że jest ponoć dwa razy starsza od niego. A sam ma ponad 500 lat. - Odpowiedział chłopak. Takie plotki na temat Tomili. A jak wiadomo to w każdej plotce jest jakieś ziarenko prawdy.

    OdpowiedzUsuń
  65. Przełknąłem głośno ślinę, kiedy w końcu dotarło do mnie, że facet mówi śmiertelnie poważnie. To nie było już śmieszne. Tylko zastanawiało mnie jedno. Dlaczego o tym wszystkim powiedział akurat mi... Powinienem mieć się na baczności. Jeszcze powiem coś nie tak i podzielę los tamtych. A tego nie chciałem. Nalałem mu alkoholu, zastanawiając się, kiedy w końcu albo stąd sobie pójdzie... Albo po prostu zaśnie na ladzie. Okazało się, że nie musiałem długo czekać aż wybierze to drugie.
    Ludzie powoli zaczynali zbierać się do wyjścia. Ogarnąłem wszystko, aby nikt do mnie się nie przyczepił.
    - Hmm... Ty się zabawiłeś po swojemu... A ja pobawię się po mojemu- stwierdziłem. Przemiana w kota nie zajęła mi długo. Odpowiedziałem mu "Ja ci zaraz dam mleka!". ale zamiast tego wyszło coś w rodzaju "Miau, miau, phhh, miał, miał, myr, myr". A no tak. Zapomniałem. Koty nie mówią ludzkim językiem.

    OdpowiedzUsuń
  66. [Cordelia ciągle wpada w kłopoty i miewa niezapowiedzianych gości - nie tylko wampiry. Tak więc przydałby jej się ktoś, kto rzuci jakieś zaklęcie obronne na dom, żeby nikt nie mógł wtargnąć do środka. I też chciałaby się dowiedzieć, gdzie przebywa wampir, przed którym się ukrywa.]

    OdpowiedzUsuń
  67. Z tą moją zmianą w kota wiązała się też kolejna wada. Nigdy jakoś nie mogłem zmienić się w dorosłego osobnika. Tylko zawsze w tego czarnego kociaka. Nawet wysnułem pewną co do tego teorię. Że być może to nie zależy od wieku, tylko od tego co ma się w głowie. No, ale to się nie sprawdzało. Bo trochę oleju w głowie miałem.
    Prychnąłem głośno i najeżyłem sierść na karczku. I z dzikim wrzaskiem zacząłem kąsać go po dłoni. A co! Niech chociaż po części ma za swoje. Chociaż z drugiej strony... Wyglądało (i zapowiadało się) to na walkę z wiatrakami.
    Wdrapałem mu się na ramię, a później zeskoczyłem na cztery łapy na podłogę.
    - Phiiii- machnąłem nieco agresywniej łapką.

    OdpowiedzUsuń
  68. Aidan musiał przyznać, że Kai był dziwny. Ale czy on pierwszy raz spotyka na swojej drodze dziwne osoby? Patrząc na to, co obecnie działo się w miasteczku... Jak przez wampirzą kasę odżywa... I na to, że coraz więcej tutaj nowych stworzeń znajduje chwilowo swoje miejsce, to już go przestało dziwić.
    Przyszedł do domu, gdzie znowu spotkał go ten sam przykry obrazek. Ojciec napity w trzy, a nawet w cztery, dupy. Śpiący w towarzystwie butelek po wódce.
    - A chuj ci w dupę. - Powiedział ze zrezygnowaniem młody Collins. Już tyle razy próbował ojca odciągnąć od nałogu. Prosił, mówił, błagał. A jemu mów, a nie mów... To jedno i to samo. Poddał się, bo już nie miał na to sił. Ot, najwyżej pochowa ojca, któremu alkohol zrobi rozpiedolotkę z wątroby.
    Spojrzał na zegar. Do wieczora miał sporo czasu. Postanowił, że trochę zdrzemnie się. To była ciężka noc. Musiał to trochę odespać. Kiedy obudził się w mieszkaniu panowała cisza. Ojciec coś majaczył, modląc się nad kiblem. Mały wilczek ubrał się jakoś bardziej stosownie, ogarnął się i wyruszył do Truposza. Już wolał tam pójść niż znowu użerać się z tym pijakiem.
    Wszedł do baru, gdzie przywitał się ze wszystkimi. A wszyscy przywitali się z nim. Aidan był miejscowy, i miejscowi byli oni. Więc się znali. Podszedł do baru, gdzie już siedział Kai. Jane od razu podbiła do Aidana. Chłopak nie mógł oderwać wzroku od jej głębokiego wcięcia w dekolcie.
    - Coś ci podać? - Zapytała.
    - Colę. - Odpowiedział z automatu. A kiedy ta zniknęła, szatyn jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała. Był jak zahipnotyzowany..

    OdpowiedzUsuń
  69. "Szkoda żeś się nie wywalił"- przemknęło mi przez myśl. O ile potrafiłem na własne żądanie zmieniać się, to jednak nie umiałem opanować tych kocich zachowań. I czasami zachowywałem się jak ten mały, wredny ignorant, który albo zrobi coś na diabła, albo podejdzie i da się pogłaskać. Nie szło mnie wtedy zrozumieć.
    Miałem nadzieję, że jeszcze tutaj wróci. Zapowiadała się niezła zabawa. Bo jedni po alkoholu widzieli białe myszki... A inni czarnego kota.
    - Mru?- przechyliłem nieco łepek, widząc, jak Kai siłuje się, aby wyjść z lokalu. A może by tak pokręcić się pod jego nogami, aby zaliczył spotkanie z podłogą trzeciego stopnia? A czemu by nie! I zacząłem pląsać między jego nogami, czasami łasząc się o nie.

    OdpowiedzUsuń
  70. - Gdyby chciała, abym patrzył się jej prosto w oczy to by takiej bluzki nie zakładała. - Prychnął cicho chłopak. - Być może i tak. Ale też byś się spojrzał, gdyby to do ciebie tak się obróciła. No chyba, że jesteś gejem, to wtedy zrozumiem. - Stwierdził wesoło Aidan. - Bo ja to jestem wszystko jedno. - Zachichotał cicho pod nosem. - Chciałeś o czymś ze mną porozmawiać. - Spojrzał na niego wymownie. - A więc słucham. O co chodzi? - Zapytał. Był tego niemiłosiernie ciekaw. O czym chciał z nim rozmawiać. Bo chyba nie o pogodzie.
    Po chwili Jane przyniosła mu jego zamówienie. Wdzięczyła się przy tym tak, że nastolatkowi malo co powietrza zabrakło w płucach. Cmoknęła go w czoło i zmierzchwiła mu dłonią włosy, po czym odeszła.
    - Chyba się zakochałem. - Rzekł rozanielonym głosem i błogą miną.

    OdpowiedzUsuń
  71. No nie... Jeszcze zrobił mi antygrawitację i to w moim miejscu pracy! Przebierałem żwawo łapkami w powietrzu. Ale zaraz doszło do mnie, że raczej nic nie wskóram tym. A niech go diabli wezmą! A nie, czekaj... Diabli złego nie biorą. Fuknąłem niezadowolony, kiedy ten postawił mnie na stole. Co jest do jasnej Anielki? Dlaczego nie mogłem sobie nigdzie pomaszerować? Panie magik, bo będziem się gniewać!
    No, ale kiedy już sobie poszedł cała ta blokada minęła. "Czas wrócić do siebie"- stwierdziłem w myślach i szybko zacząłem wracać do swojej człowieczej formy.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Huh? - Mruknął cicho i spojrzał na niego jak na wariata. - Paaaanie, jakie znowu wilkołaki? - Zapytał żartobliwym tonem głosu. Nachylił się tuż nad jego uchem. - Lepiej nie rozmawiajmy o tym w tym miejscu. - Powiedział zerkając dyskretnie na dwóch facetów, którzy dziwnie im się przyglądali. - Proponuję zmienić lokal. - Zaproponował nastolatek. Po chwili otrzymał swoją colę. Wcisnął dziewczynie karteczkę ze swoim numerem telefonu. Może do niego się kiedyś odezwie. Wypił swój napój, zapłacił za nich obu i pociągnął Kola w stronę wyjścia. - Proponuję iść do mnie. Ojca pewnie nie ma. I nie traktuj tego jako propozycja na randkę. - Zażartował brązowooki. A z resztą któż to mógł wiedzieć co we łbie Kaiowi siedzi.

    OdpowiedzUsuń
  73. Ostatniej nocy widział co zrobił Kai. Więc raczej nie musiał obawiać się, że ktoś zrobi im krzywdę. Chodziło jednak o coś innego. Chodziło o jego moralność. W swoim krótkim życiu zabił tylko raz. A później nie mógł. Coś mu na to nie pozwalało.
    - Gdyby babka wąsy miała to by dziadkiem była. - Odpowiedział mu, wystawiając język. Zaczął prowadzić go do mieszkania. Drzwi jak zwykle nie były zamknięte na klucz. To był znak, że ojciec poszedł sobie gdzieś w kiebieni matry. Aidan zawsze zakluczał ojca, kiedy ten sobie drinkował w chałupie. Weszli do środka, a odór alkoholu aż bił po nozdrzach.
    - Kurwa. - Mruknął cicho Aidan, odstawiając rozwalone butelki po rojalu. Tak nazywał się ten tani alkohol metylowy, który był sprzedawany na tutejszych metach.
    W końcu przeszli do pokoju nastolatka. Ściany były poobklejane plakatami. Na półce stały jakieś książki. Jarzeniówka znowu dawała po oczach. Łożko stało w kącie ze zgniecioną pościelą. A na przeciwko była kanapa, fotele i biurko. - Siadaj. - Powiedział. - Napijesz się czegoś?

    OdpowiedzUsuń
  74. Mimo wszystko Kai i Katherine byli z natury podobni. Oboje w pewien sposób wysysali z innych energie - on w postaci magii, ona w postaci krwi, oboje byli morderczy i podstępni... Petrova czuła, że się dogadają, przynajmniej miała małą nadzieję. W tym mieście ciężko znaleźć kogoś takiego, reszta to tak zwani superbohaterowie lub też jej wrogowie, nie miała za bardzo w czym przebierać.
    Ludzie byli różni, co prawda dziwnym było, gdy własnowolnie chcieli użyczyć krwi. Oczywiście zazwyczaj chcieli czegoś w zamian, nieśmiertelności. Katherine mogła im wiele obiecać jednak na koniec i tak skręcała im karki lub całkowicie wysysała. Rzadko kiedy patyczkowała się z ludźmi, którzy wręcz błagali o przemianę, byli tak mało warci.
    - Sobowtór, wiesz pojawiłeś się zbyt późno i nie poznałeś nieśmiertelnego Silasa i jego jedynej miłości, Amary. Jest ta cała historia o nieśmiertelnych i tak dalej, byli dosłownie nieśmiertelni, bardziej niż Klaus... Tak powstały ich klony, linia Petrovych i te inne pierdoły na dłuższy wieczór. Słodka Elena jest moją następczynią niestety. - wytłumaczyła odgarniając kosmyk włosów, który zaczął ją lekko irytować.
    Kai wiele niestety ominął spędzając czas w tym swoim więzieniu, o którym Pierce nie wiele wiedziała. Sporo się wydarzyło w te kilka lat, czasami nawet żałowała, iż postanowiła wrócić do Mystic Falls, głównie dla Stefana i Damona. Na początku wszystko było proste i to jej najbardziej się obawiali, teraz była jedynie małą płotką w tym ogromnym stawie złych postaci.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  75. [Pan wiedźma bez magii... Ciekawe połączenie. Co powiesz na to, że on usłyszy, iż Tomcia jest mieście i postanowi pobierać jakieś nauki, albo podebrać jej trochę magii, ale blondyna zorientuje się o co mu chodzi?]

    OdpowiedzUsuń
  76. [Lepiej to żeby on jej nie wkurzył. Strasznie nerwowa kobita z Tomci jest.]

    Skoczyła ustawiać rodzinny obraz przy stole. Co jak co, ale o tradycję trzeba dbać. I nawet jeżeli rodzinka dawno już piach gryzie to na święto scalenia familijnego dobrze jest zjeść wspólny obiad. Tomila nic nie robiła sobie z tego, że to ona przyłożyła rękę do pozbycia się swoich najbliższych. Zrobiła to na co miała ochotę. Zwołała swoje piętnaście kotów, które przygarnęła z ulicy i podała jedzenie. Taki mały popapraniec umysłowy z niej był. I nic sobie z tego nie robiła. Czasami zastanawiała się czy któryś z jej uczniów był równie powalony jak ona.
    - Po Stirnerze nie było nikogo takiego- rzekła jakby przygnębionym głosem. Ale Stirner popełnił jeden karygodny błąd. Próbował ją zabić, a to ona zabiła jego. Oh, so sad but true.
    - No to smacznego i świętej pamięci spokój wszystkim poległym.
    Pukanie do drzwi nie pozwoliło jej wziąć kęsa do ust. Przewróciła oczami i wyciągnęła karty od tarota. Kilka tasowań, kilka rozłożeń, by w końcu powiedzieć:
    - Wejdź Parker!

    OdpowiedzUsuń
  77. - O czym tu dużo mówić... Urodziłem się w watasze. Mój przecudowny ojciec i jeszcze bardziej przecudowna matka przekazali mi to i owo. Tyle, że ta zostawiła mnie tuż po urodzeniu. Podobno tak bardzo mnie nienawidziła. Tak przynajmniej opowiadał mój dziadek. Później prawda okazała się całkiem inna... - Spojrzał na niego uważnie. Czuł się tak jakby dostał w mordę. - Wilkołakiem można zostać przez urodzenie. Albo przez ugryzienie. Podobno do pierwszej przemiany młode wilkołaki są pełne energii, wpierdzielają za trzech i są bardzo agresywne. Ja zawsze byłem jakimś wyjątkiem co do tego trzeciego. Aby przemienić się musisz mieć w sobie gen i zabić kogoś. - Spuścił głowę w dół. - Ja zabiłem przez przypadek. A czuję się jak niewolnik z tym. Męczy mnie to. Męczy mnie co noc, kiedy kładę się spać. Koszmar powraca. Widzę ją jak wypada na ulicę, a ja wjeżdżam w nią z impetem motorem. Nawet nie miałem szans by jej pomóc. Mój dziadek tak bardzo chciał, abym osiągnął pełną formę, że wywalił mi na jezdnię własną matkę, której nie widziałem przez czternaście lat. Chyba zostałem mordercą szybciej niż ty. Ja pierdolę... - Prychnął cicho. - Miałem czternaście lat... Najgorsze jest jak się przemieniasz. Jest wtedy taki huk, jakby kogoś w piekle torturowali. I strasznie kości bolą. Wtedy masz okropną żądzę mordu. Ale mnie to jakoś nie dotyczy. Nie chciałem więcej nikogo zabijać, więc moja samokontrola weszła mi tak w krew, że kiedy tylko próbuję kogoś wykończyć to ogarnia mnie taka niemoc...

    OdpowiedzUsuń
  78. [W sumie możemy właśnie zrobić tak, że Cordelia powie mu o jakimś miejscu nasyconym magią ;)]

    OdpowiedzUsuń
  79. Kai zdecydowanie miał pod górkę, przymus pobierania mocy od innych wiedźm... Ona mogła się pożywiać na każdym, a on tylko na wiedźmach, które bywały niezłymi dzikuskami. Przesiadywały w kątkach domów odprawiając te swoje rytuały. Znała kilka takich, niby to takie potężne, a własnego cienia się bały i co im z tej mocy? Wiedźmy potrafiły być dziwne, choć Kai był całkiem normalny pomijając jego mordercze podrygi i wymordowanie własnej rodziny.
    Wzdrygnęła się na słowo o bliźniaczce. Elena była co najwyżej jej klonem i to w dodatku spapranym. Wspomnienia o tej dziewuszce od razu wpędziły ją w lekką chęć zabijania i ssanie w żołądku. Minus wampiryzmu, wszystko zawsze było zbytnio wzmocnione.
    - Jo, tak? Ona kręciła z tym emerytowanym łowcą? - wracała wspomnieniami do dni, w których obserwowała gromadkę z Mystic Falls. Wspominali o jakieś Jo... Te obserwacje z ukrycia bywały przydatne w takich rozmowach, nie trzeba było jej zbyt wiele tłumaczyć.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  80. [Witam witam i o wątek pytam :3 jest chęć? :D]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  81. [Nadal - postać w powiązaniach, jak napisane :) Owe halucynacje dotyczą tylko łowców Bractwa Pięciu. Fakt, chcę trzymać twarz Nika, więc nie będzie działał na korzyść wiedźmy. Wie, że kiedyś mogłoby to się obrócić przeciw niemu.]

    OdpowiedzUsuń
  82. - No, ale podobno są też jeszcze hybrydy. - Stwierdził chłopak. - Wiesz... Pół wilkołaki, pół wampiry. - Spojrzał na niego. - Być może by mnie tutaj nie było. Ale być może też i byłbym. Wiesz... W lesie jest mnóstwo pułapek. A poza tym wychowałem się tutaj, więc znam swój teren jak własną kieszeń. - Uśmiechnął się lekko. - W każdym bądź razie, jeszcze raz dziękuję. Wybacz, ale nie mam czym ci się odpłacić. Facet, który wisiał mi kasę po prostu zwiał. I nie wiem gdzie jest.

    OdpowiedzUsuń
  83. [W pierwszej chwili taki miałam pomysł tak wiem ambitnie... BARDZO W zasadzie oboje mają przerąbane kontakty z rodziną, więc może mogliby się w jakiś sposób dogadać? (pomijając psychopatyczne zapędy to Kai chyba nie jest aż taki straszny? może nie zawsze?:3) Ogólnie Chloe lubi zawierać piekielne pakty, więc może i Kai znalazłby się na jej liście, skoro szuka kogoś do "wyssania" to ona bardzo chętnie da mu namiar na to co zostało po jej sabacie, kiedy to dorwał się do nich Kol? :3]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  84. - Wiem, że masz sprawę. Nawet wiem jaką- odpowiedziała, nie odrywając się od układania kart tarota- Ache, zostaw gościa- zwróciła się do kotki, która była najodważniejsza z całej gromady. Gromady, która teraz przyglądała się z zaciekawieniem na nowoprzybyłego towarzysza. Odwróciła się także i ona, chowając karty w materiał za pomocą magii. Mogła sobie na to pozwolić. Takie tam małe porządki za pomocą czegoś czego miała w nadmiarze.
    - Niech zgadnę... Ktoś się wygadał. Nie odpowiadaj, sama zajdę odpowiedź. Któryś z Mikaelsynów, być może panna Pierce, albo ten uroczy szczeniak Aidan. Obstawiam opcję numer trzy, bo jemu nigdy buzia nie zamyka się- przyjrzała się mu uważnie- No, ale przynajmniej podesłał mi całkiem fajne ciacho. Zjesz coś? Właśnie z rodziną jem obiad- jednym machnięciem ręki otworzyła drzwi do jadalni, gdzie przy stole stał rodzinny obraz. A tuż obok zbiegły się kiciusie. Mnóstwo kiciusiów- Bo ja na głodno nie mogę pracować. Zbyt nerwowa jestem.

    OdpowiedzUsuń
  85. Potrząsnąłem głową, pewnie wyglądałem tak jak zwykle po przemianie wyglądam. Pół nagi, z rozczochranymi włosami, czyli tak jakby dopiero z łóżka wstał.
    - Ale, że co ja? - Zapytałem niemrawo, ziewając przy tym- Cholera jasna- mruknąłem cicho i z niezadowoleniem- Znowu to samo- podrapałem się w tył głowy- Coś się stało? Wyglądasz tak, jakby ci ktoś z samochodu koło podwalił- stwierdziłem. Spojrzałem na koszulkę, która leżała gdzieś obok- Ja pierdzielę... Mam nadzieję, że znowu ten wszarz nie stłukł wszystkich szklanek...

    OdpowiedzUsuń
  86. [To może jakaś pomoc w wymyślani? ;3 co by Ci pasowało? Ja jestem otwarta na wszystko.
    btw. znam nick, ale nie potrafię skojarzyć go z konkretną postacią... mój mózg już nie żyje.^^]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  87. - Wybacz, jeszcze czasami nie kontroluję tego- stwierdziłem, otrzepując koszulkę- Wybiłeś pół swojej rodziny, a taki widok cię gorszy?- Zapytałem, wzruszając mimowolnie ramionami. Ale koszulkę założyłem. Zimno mi zaczynało się robić. A nie chciałem ryzykować zapaleniem płuc. Czy jakimś tam innym choróbskiem- Ja wredny? A, kot czasami. Kiedy się zmieniam to raczej moje człowiecze "ja" nie ma nic do gadania. Chyba cię nie uszkodziłem, co?- uśmiechnąłem się do niego przepraszająco. A poza tym to był jeden z tych najbardziej rozbrajających uśmiechów.

    OdpowiedzUsuń
  88. - "Kocha, lubi, szanuje, uśmierca albo ocala na późniejszą śmierć"-odpowiedziała mu, mając na myśli tarota- To przynajmniej nie wymaga użycia magii. Czysty przypadek, albo przeznaczenie- Dziwny z ciebie przypadek... Parker- uśmiechnęła się do niego- Przychodzisz prosić mnie o nauki, ale sam nie posiadasz własnej magii. W swoim życiu miałam dwa takie przypadki. I całkiem nieźle mi współpracowało się- obdarzyła go spojrzeniem. Zlustrowała go od stóp do głów- Długa droga przed nami. Ostrzegam. Nie jest łatwo, ale na pewno warto. Kto, wie... Może będziesz bardziej pojętny od tamtych dwóch głąbów, którzy na własne życzenie stracili głowy- jak ona lubiła skracać o głowy- Zjesz coś? Zjesz. Nie radzę odmawiać. - Skinięciem dłoni schowała obraz- Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal- tak, skomentowała swój ostatni ruch.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Pamiętaj, jak już kogoś masz zamiar zabić, to zrób to tak,aby nikt cię na tym nie złapał- powiedziała- No, ja tak zrobiłam z moją rodzinką. Przejebali sprawę z tym całym ślubem i teraz mają to na co zasłużyli- spojrzała na niego- To, że nie masz w sobie magii nie oznacza, że jesteś gorszy. W przeciwieństwie do tych, którzy ją mają... Prędko nie uzależnisz się, a co za tym idzie to jesteś lepiej przygotowany na ekstremalne sytuacje- wzięła kęs mięsa do ust- Podoba się mi twój zapał. W sumie to każdy przychodził z zapałem, a w trakcie drogi gdzieś znikał- zastanowiła się przez chwilę- Czyli lekcje "jak przetrwać bez mocy" mamy już za sobą. To dobrze. Czas to pieniądz. Zaczynamy od razu czy czekamy do Wielkanocy?

    OdpowiedzUsuń
  90. - No pewnie. Pół wampir, pół wilkołak. Ale nie wiem na jakiej to zasadzie działa. Wiesz, nie jestem mieszańcem. - Zachichotał cicho pod nosem. - Nie rozumiem tylko po co o to wszystko pytasz. Skoro jesteś czarownikiem, a co za tym idzie, istotą nadnaturalną, to powinieneś wiedzieć o tym. Chociaż w sumie to może i nie, skoro miałeś oczy jak pięciozłotówki, kiedy przemieniałem się w lesie. Czyżby Tomasz- niedowiarek? - Zapytał.

    OdpowiedzUsuń
  91. - Ani mi się waż mnie gdzieś zamykać. Nic złego nie zrobiłem. A przynajmniej tego nie pamiętam- odpowiedziałem twardo. Zaraz jednak zacząłem nieco dychać, więc sięgnąłem po stojący nieopodal inhalator. To miejsce zdecydowanie nie wpływało zbyt dobrze na moje zdrowie. No, ale co zrobisz? Nic nie zrobisz. A zarabiać trzeba było na siebie. Do rodziców nie wrócę Nie chcę żyć na ich łasce. Niedoczekanie.

    OdpowiedzUsuń
  92. [ Przez Ciebie całe Piekło nuci teraz "I don't care, I ship it" ;-; ]

    OdpowiedzUsuń
  93. Westchnela cicho, krecac glowa z politowaniem.
    - Co nagle to po diable. Ale podobno kto pierwszy ten lepszy. Ale dosyc juz tego pitolenia. Bierzemy sie do roboty- wstala od stolu, chichoczac niczym maly chochlik- Mozesz czuc sie wyrozniony. Jestes moim pierwszym od piecdziesieciu lat uczniem. Nie zebym narzekala na brak takowych... Ale nie kazdy do tego nadaje sie. Na co czekasz Parker? Idziemy. Czas to pieniadz. No w twoim przypadku to sa nowe umiejetnosci- ruszyla przodem do sporej sali. Nie ma to jak wielka chalupa a w niej sala treningowa- Zaczniemy od czegos prostego. Czyli od nauki oszczedzania magii. Zuzywasz jej zbyt duzo w krotkim czasie. A pozniej dziwisz sie , ze nie masz jej w decydujacych momentach- blekitne spojrzenie utkwila w chlopaku- To bedzie cos w rodzaju... Zrobienia z ciebie zarowki energooszczednej. Niby moc ta sama, ale wolniej schodzi. Przybliz sie, no tu blizej mnie. Nie boj sie. Ja nie gryze. Tylko w razie czego zabijam od razu- to ostatnie powiedziala ciszej. Tak jakby od niechcenia.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Nie wiem, gdzie byłeś, co robiłeś i co widziałeś. - Stwierdził chłopak lekko poirytowany. - Dowiaduję się o tym dopiero teraz. Czekaj... Ej, to ile ty masz tak rzeczywiście lat? - Zapytał, unosząc lekko brew. - Wyglądasz tak, jakbyś miał co najmniej dwadzieścia. - Powiedział, uśmiechając się nieco. - Co jeszcze chciałbyś wiedzieć? - Zapytał już spokojniej.

    OdpowiedzUsuń
  95. - No... Czasami nie umiem jeszcze do końca skontrolować tego, że się przemieniam. A co za tym idzie, to nie pamiętam wszystkiego co zrobiłem w ciele futrzaka- odpowiedziałem, obserwując jego reakcję- Nie zawsze to wiedzą. Czasami umiem zapanować nad tym, ale jeszcze zdarza się tak, że nie mam pojęcia, że przemieniam się. Dobrze, że nie było tu żadnych ludzi. Wtedy miałbym przejebane, tak delikatnie mówiąc- podrapałem się lekko w tył głowy- Głaskanie jest miłe- uśmiechnąłem się lekko. Spojrzałem na niego zaskoczony. Opinia jaką wydał wydawała mi się nieco obraźliwa- Powiedziałbym też coś i o tobie, ale sądzę, że mógłbym cię urazić. A jakoś jeszcze nie mam ochoty umierać, Hubo- tak, tak, to było nawiązanie do Kaia. On tak jak huba, żerował na kimś nie dając nic w zamian.

    OdpowiedzUsuń
  96. Cordelia zwykle nie umawiała się na spotkania z ludźmi takimi jak Malachai Parker, a przynajmniej nie celowo. Zazwyczaj to oni przychodzili do niej z jakimś problemem, bądź propozycją współpracy, co najczęściej oznaczało szantaż, za którymi panienka Alain naprawdę nie przepadała i tym bardziej odmawiała udzielenia pomocy. Ale niestety, zdarzały się chwile, że sama potrzebowała czyichś usług. I tak właśnie było tym razem. Słyszała rożne plotki na temat Parkera, lecz jedyne co ją interesowało to jego umiejętności magiczne. Tak więc, nie zważając na zdrowy rozsądek umówiła się z nim na spotkanie. Oczywiście w miejscu publicznym, żeby choć trochę czuć się bezpieczniej. Kawiarnia wydawała się strzałem w dziesiątkę. Weszła do budynku i zajęła jeden ze stolików przy oknie. Zjawiła się odrobinę przed czasem, co rzadko jej się zdarzało. Sięgnęła po menu i zaczęła je przeglądać.

    [Mam nadzieję, że może być ;)]

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz