Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

wtorek, 30 grudnia 2014

I nie było już nikogo


Dziesięć małych Murzyniątek
jadło obiad w Murzyniewie,
wtem się jedno zakrztusiło
- I zostało tylko dziewięć. (...)


powiązania || opowieści Emmy treści || książka ze zdjęciami ||  мобильник

Emma Tyler || 25 sierpień 1991 || samotna matka || czteroletnia córka Mia || plus kot Maciej na utrzymaniu || wielka ucieczka z Nowego Orleanu || Last Chance jako jeden z przystanków || porzucone studia medyczne || taki sobie tam człowieczek || 1,70 m rudości samej w sobie

(...) Sześć malutkich Murzyniątek 
na miód słodki miało chęć, 
Jedno z nich ukłuła pszczółka – 
I zostało tylko pięć. (...)

Gdyby ktoś kiedyś stworzył listę największych szczęściarzy na świecie, Emma nie zajęłaby miejsca nawet w pierwszym tysiącu. Od zawsze coś ją prześladowało. Niektórzy zwykli mawiać, że jest specjalistką od wpędzania ludzi do grobu, albo specjalistką od przyciągania zgonów. Jak kto woli. Nie można jednak wykluczyć faktu, że większość bliskich jej osób odeszła w dosyć dziwnych i nieznanych okolicznościach, a Emma była zazwyczaj ostatnim człowiekiem, który rozmawiał z nieboszczykiem tuż przed śmiercią. Jest także specjalistką od przyciągania kłopotów. Jeżeli nie na siebie, to na innych, którzy znajdują się w obrębie trzech kilometrów. Czasami aż strach wyjść z nią gdzieś na miasto. Jej już nie dziwi, kiedy tuż obok przejeżdża karetka na sygnale, by zaraz potem przywieźć do szpitala trupa. Taki urok. No i co poradzisz? Nic nie poradzisz. 
Emma nie potrafi znaleźć swojego miejsca na ziemi. Nie umie przy kimś wytrwać, a może to ludzie nie umieją być przy niej, kiedy miewa swoje humory? Jej ostatni związek zakończył się fiaskiem, gdy to swojemu ówczesnemu chłopakowi zakomunikowała, że zostanie ojcem. Ten zwiał szybciej niż się pojawił. Kilka dni rozpaczała, ale w końcu wzięła się w garść. Postanowiła, że urodzi to dziecko i je wychowa. Rodzina się od niej odwróciła, co było dla niej kolejnym ciosem. 
Tyler jest nieodpowiednim człowiekiem, w nieodpowiednim czasie i jeszcze bardziej nieodpowiednim miejscu. Kiedyś zobaczyła coś, czego nie powinna była widzieć. I od tego momentu ucieka, mając na karku zgraję wkurzonych wampirów. Przeklina siebie za to, że musi wtykać nos w nieswoje sprawy. Ale cóż zrobić, jak to tak wszystko wychodzi przez przypadek? "Człowiek to rzeczownik, a rzeczownikiem rządzą przypadki" mawia. 
Emma to trochę zagubiona i naiwna dziewczyna. Jest miła i jeszcze nigdy nikomu nie odmówiła pomocy, nawet tym, których nie zna. Ktoś mógłby sądzić, że nie jest asertywna. Ona tylko uśmiechnie się i ponownie gdzieś umknie. Schowa się w kąciku, przemyśli kilka spraw i po godzinie wyjdzie, patrząc na świat optymistycznie. Chwyci córeczkę za rękę i zacznie z nią skakać przez ogromne kałuże. A gdy przyjdzie czas to znowu ucieknie, a wszyscy po pewnym czasie o niej zapomną.

(...) Jedno małe Murzyniątko 
poszło teraz w cichy kątek, 
Gdzie się z żalu powiesiło 
– Ot, i koniec Murzyniątek.


[Cześć i czołem, kluski z SZYNKĄ. Wszystkie cytaty- Agatha Christie. Ebba Zingmark. Wszelakie relacje i historie: 3 x Tak, przechodzi Pan/ Pani dalej. ]

11 komentarzy:

  1. [Hejcia x3
    A gdzie zgubiłaś Frania?]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  2. [Nie mam pomysła, niestety.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Hej, chyba poczekam na Francisa, bo z nim jest większe pole do popisu, a dla Emmy mimo szczerych chęci nic nie mam.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Dobrze, zrobię z niego ofiarę losu, ale tylko raz! :P I tylko dlatego, jakie jaja go czekają u Emmy. Nie obiecuję ekspresowego odpisu, ale postaram się za dnia. Za to pracuj nad Franią, bo tęskno.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Mam już ustalony wątek romantyczny...]

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Pomocny rudzielec. Jak połączyć ją z zimną suką do tego wampirzycą? Z Klausem miałaś ciekawy pomysł, może z Katerinom też Cię coś najdzie. Tyle, że ona jest mistrzynią w uciekaniu, więc zakładam, że ofiarą uratowaną przez piękne rączki Tyler nie może być. ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie sądził, że kiedykolwiek ponownie doświadczy tych uczuć. Bezsilność, odrętwienie i świadomość, że opuszczają go wszystkie soki napędzające go do życia. Tym razem grupa łowców zmówiła się z wiedźmą z innego stanu, dzięki czemu zadziałali dość skutecznie. Nie miała ona możliwości użyć klasycznego zaklęcia wysuszania, więc postanowiła zadziałać na odległość. Poświęciła kilka ludzkich istnień z tzw. łapanki, przelewając je w magię ofiarną, a wreszcie w...kuchenny nóż. Prawda, że niepozornie? Owa metoda na skróty miała swoje minusy (choć Klaus nazwałby je raczej sprzyjającymi mu skutkami ubocznymi): nie wysysała krwi rzeczywiście, tylko stwarzała taką iluzję. Objawy takie same: słabość i bladość, lecz mijały one wraz z wyciągnięciem noża z ciała. Ponadto zaklęcie nie nadawało się do ponownego użytku, a narzędzie stawało się tępe, tym samym bezużyteczne.
    Dorwali go w lesie tuż po tym jak spalił zwłoki kolejnego niewygodnego delikwenta w tym mieście. Pierwszy przeszył mu plecy mieszanką śrutu, werbeny i tojadu, drugi wbił w czoło wspomniany nóż. Las zdążył przeszyć jego przeciągły ryk, nim runął na wznak. Ciało z każdą godziną nabierało sinego koloru, a skóra popękała. Był jak kamienista pustynia spragniona deszczu. Oczy szeroko otwarte i usta zastygłe w krzyku. Brakowało tylko, aby trzymał się dłońmi za głowę; pasowałby wtedy jak ulał do obrazu Edvarda Muncha.

    OdpowiedzUsuń
  8. Odkąd gardło wyschło mu na wiór, zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. Dał się podejść jak dziecko! Największym zaskoczeniem okazał się nóż, który po zatopieniu w ciele wyssał całą krew. Był święcie przekonany, że czarownice są w stanie tego dokonać tylko bezpośrednio obcując z upatrzonym obiektem. Ile i czyich istnień musiała poświęcić, by tego dokonać? Cóż, na pewno zastanawiałby się nad tym, gdyby jego mózg działał.
    Minęło kilka godzin odkąd ciężar przestał drylować mu czaszkę. Kolejne, odkąd odebrana krew znów zaczęła krążyć w żyłach. Poruszył palcami; fe, w dotyku przypominał papier ścierny. Jeszcze zastygłe gałki oczne patrzyły w niewidzialny punkt na suficie. Już widział. Miał ochotę ryknąć, by ktoś u góry, o ile tam jest, wyłączył cholerny dźwięk świata. Wreszcie dźwignął się na łokciach, unosząc głowę by się rozejrzeć. Dziewuszka
    siedziała po turecku na podłodze przed telewizorem, kiwając się w rytm muzyki i naśladując piskliwy głos znanej wszystkim myszy. Dziecko miało być jednym z testów? Chcieli sprawdzić, jak długo wytrzyma, zanim się na nie rzuci? Tak, nawet hybryda znała Disneya. Najbardziej podobały mu się produkcje z początku XX wieku, bo to co teraz tworzą to szkoda słów.
    Leżał na kanapie..zaraz, kanapie? Wzięli go do "mamy cię"?! Poklepał się po twarzy; policzki dalej zapadnięte, ale powoli wracał do normy. Sięgając do czoła, ze zdumieniem odkrył, że ma je zabandażowane wokół. Był nagi od pasa w górę...więc może faktycznie jest w laboratorium, a te "ludzkie odruchy", jakimi go chwilowo obdarzają mają mu do reszty zamącić umysł? Tylko dlaczego miejsce tak bardzo przypominało mieszkanie? Żadnych okowów? Skręcając głowę, dostrzegł maszynę, przez którą przewieszona była jego kurtka. Prawie jak spod igły. Nikogo prócz dziecka nie widział, ale pewnie wszyscy siedzieli w białych kitlach za lustrem weneckim (skurczybyki dobrze je zamaskowali) i notowali jego posunięcia w kajetach. - Więc tak to teraz robicie? Najpierw siekiera w głowę, potem pocałowanie w czółko? Co jest grane?! - stęknął, chcąc się oprzeć.

    [Czekam na ciacho. Czerwony lukier opcjonalny.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Zakochałam się w Emmie. Jest tak optymistyczną (mimo wszystko) postacią! Bardzo bym chciała z nią wątek, ale nie wiem co zrobić. Może rodzina namawiała ją do aborcji, jak wiemy ona odmówiła. I teraz w Last Chance, w Dzień Matki (jakaś retrospekcja czy coś), biedny głodny i obdarty Artur da jej bukiecik kwiatów mówiąc "Wybrałaś dobrą drogę", spoglądając na jej córeczkę.
    Co Ty na to?
    Nie lubię ingerować w historię innych postaci, ale nie mam innego pomysłu.]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  10. Znał ją. Jeszcze w swojej postaci był aniołem stróżem wielu osób, w tym jej starej sąsiadki. Wcześniej za podopiecznych miał Katerinę Petrov, Kleopatrę i kilka innych znanych w historii osób. Nie wszystkie kończyły źle, większość raczej dożywała spokojnej starości dzięki dobrym wyborom i jego delikatnej pomocy. Teraz, kiedy zobaczył rudą, znajomą osóbkę (choć ona nie mogła go znać) uśmiechnął się. Uśmiech poszerzył się na widok malutkiej dziewczynki, biegającej po parkowych alejkach.
    Wciągnął głęboki wdech powietrza przesyconego słońcem. Fontanny były znów czynne, więc miał gdzie się umyć (choć nie tak często jakby chciał). Mimo to nadal nie pachniał cudownie. Znów był bosy i głodny. Było mu to obojętne. Zerwał całe naręcze bzów, swoją mocą zamykając rany drzewa.
    Obdarty, z za długą i zaniedbaną brodą, ale spojrzeniem pełnym ciepła i dobra podszedł do młodej kobiety i wręczył jej kwiaty.
    - Dobrze wybrałaś, dziecino. – Spojrzał na małą istotkę. Mało kto mógł zauważyć, że w tej chwili rzucał cień ze skrzydłami, a dokładniej z trzema parami. Ci jednak, którzy to zauważyli, zrzucili to na karb złudzenia optycznego spowodowanego przez gałęzie drzew i cienie innych ludzi.

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  11. A to uparciuchy. Nawet nie raczyli mu wyjaśnić, co się dzieje. W zamian wysłali blondyneczkę. Odruchowo próbował cofnąć głowę przed ciekawską ręką, ale za bardzo nie miał gdzie - oparcie go blokowało. Zresztą nadal czuł się zamroczony. Nie odpowiedział, za to syknął czując ucisk czoła. Z uciśniętej rany spod bandaży spłynęła struga krwi na grzbiet nosa. Złapał po omacku Mię za rączkę. - Zostaw - warknął, puszczając przegub. Zaciągnął się powietrzem...ktoś piecze ciasto? Kompletnie powariowali.
    ***
    Spod ledwo otwartych powiek przyglądał się rudej. Poruszył nozdrzami, wąchając zarówno ciasto z bliska, jak i dziewczynę dalej. Zero werbeny. Jego paranoja osiągnęła apogeum. Gdzie się podziali tamci? Czemu jest przyjmowany jak gość, otoczony opieką? Oblizał pęknięte wargi. - Jak podziurawiony facet z dziurą po nożu w czole. - Struga krwi zdążyła skrzepnąć, ale kropla zachwiała się na czubku nosa, po czym wsiąkła w brodę. Słysząc o wegetarianizmie pomyślał o wampirach, żartobliwie tak nazywanych. Wielkoduszni mordercy sarenek. Nie, ona mówiła poważnie. - Nie powiedziałbym, że wszystko co popadnie, dbam o podniebienie - gdyby tylko wiedziała, jak bardzo - ale na domowy wypiek się skuszę. - Sięgnął po ciasto. Pochłonął szybko porcję, porzucając maniery. - Tak, tego mi było trzeba - westchnął, odkładając talerz. Położył się na wznak; głowa nadal mu ciążyła. - Jakim cudem jestem tu, a nie...- urwał.

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz