Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

czwartek, 25 grudnia 2014

Kto nie był buntownikiem za młodu ten będzie świnią na starość.



Aidan Collins || lat 18 || 21 marca || Last Chance || Wilkołak || mały wilczek || metr siedemdziesiąt szaleństwa || sześćdziesiąt kilogramów złotego serca

"Co to jest za dzieciak! Żywiołowy, pełen energii, zawsze dla każdego znajdzie czas. Zajrzy to tu, to tam. Niezwykle ciekawy świata młodzieniec, a przy tym bardzo uroczy. Aż dziw bierze, że jeszcze nie znalazł sobie dziewczyny."
- Jane, ekspedientka z lokalnego sklepu

"Nie rozumiem go za bardzo. Wiecznie chodzi uśmiechnięty. Jakby był naćpany. Aż czasami irytuje mnie tym. Czy on mógłby chociaż tak przez dzień się nie szczerzyć? W sumie to on cały jest dziwny. Jakiś inny. Myślę, że coś ukrywa."
- Maggie, koleżanka z klasy

"To jest mój najlepszy kumpel. Rzadko kiedy można spotkać kogoś takiego. To doradzi coś, to coś zaraz wytrzaśnie, jeżeli jest taka potrzeba. Wysłucha, pomoże. A na dodatek, często ma dobry humor."
- James, najlepszy przyjaciel

"Jego ojciec miał być najlepszy. Philipowi, jako najstarszemu synowi, chciałem przekazać całe dziedzictwo. Jednak ten nie potrafił ogarnąć całej naszej watahy. Zniszczył to, co nasi przodkowie budowali przez całe wieki. Co gorsza, swoje niepowodzenia co rusz topił w alkoholu. Był życiowym nieudacznikiem. Na szczęście Aidan taki nie jest. Po stu latach cienkiego bytowania naszego rodu, z nadzieją patrzę w przyszłość. To w moim wnuku pokładam nadzieję na odzyskanie blasku i chwały Collinsów."
- Raphael, dziadek Aidana

"Aidan jest totalnym lekkoduchem. Nie martwi się tym, co czeka go w przyszłości. Dla niego liczy się tylko to, co dzieje się tu i teraz. Ale być może tak u niego objawia się dorastanie. Wierzę, że wkrótce zacznie podejmować decyzje kierując się rozsądkiem, a nie emocjami."
- Rosalie, ciotka Aidana

"Jest bystrym chłopakiem. Nie daje sobie w kaszę dmuchać. Poza tym po przemianie wykazuje dość dobrą samokontrolę. Nie wiem jak on to robi. Może zawarł jakiś pakt z diabłem?"
- Gerard, wilkołak z innej watahy

"Podziwiam tego chłopca. Wiem jakie ma problemy w domu z ojcem. Jednak nie załamuje się i nie poddaje. Jest miły i ma dystans do siebie. Uczy się i próbuje wyciągnąć rodzica z nałogu.  "
- Derek, nauczyciel Aidana


Notki

[Aidan powrócił z szynką. Wątki i powiązania: tak. Jeżeli ktoś miał wcześniej ze mną wątek i jest chętny na jego kontynuację to ja wyrażam jak największą ku temu chęć. Kartę zmienię przy najbliższej okazji, bo i tak wiem, że jest kiepska. Cytat tytułowy od Józefa Piłsudskiego. Twarzy użyczył Mario Goetze. I to chyba wszystko.]

160 komentarzy:

  1. [Też myślę, że był dobry, dlatego lepiej ten doprowadzić do końca. W linku kp, który zdołałam wygrzebać były poprzednie odpisy? Bo link się zbuntował i nie można już go otworzyć, przynajmniej u mnie. Jeśli przepadło, to pamiętam mniej więcej, że twoja postać była nadal wilkiem, a Klausowi pozostało czekać, aż pełnia łaskawie minie. Robimy potem, że się rozchodzą i spotykają ponownie, tyle że z Raphaelem? Można zrobić taki myk, że honorowy dziadek czuł się w obowiązku, by podziękować za życie wnuka i wnuk aranżuje spotkanie (chyba że wolisz spotkanie przypadkiem), a dopiero na miejscu dowie się, kim jest wybawiciel :P (pożarli się o sprawę z K. Pierce, o ile jeszcze pamiętasz)]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Biedna ta moja Cordelia, ciągle ktoś ją musi ratować. Zacznę jutro ;)]

    OdpowiedzUsuń
  3. Zasiadł pod drzewem, zerkając na pełną tarczę księżyca ukrytą za gałęziami drzew. Czekały ich jeszcze trzy, może cztery godziny, nim zacznie świtać, a dzieciak wróci do pierwotnej postaci. Dobicie młodego w takim stanie przyszłoby mu z dziecinną łatwością, ale nie poczynił ku temu ani jednego kroku. Powodem nie była jakże piękna idea solidarności rasowej; Pierwotny nie czuł się odpowiedzialny za gówniarza. Dobrze, może trochę. Przede wszystkim był ciekaw, kogo przyszło mu uratować.
    Wyciągnął z kieszeni kurtki piersiówkę i pociągnął z niej solidny łyk.
    - Nie poczęstuję Cię, bo pewnie jesteś niepełnoletni, poza tym alkohol źle wpływa na regenerację. Zresztą w tym ciele i tak się nie napijesz. Ale możesz być pewien, że powiesz mi wszystko jak na spowiedzi, gdy tylko wrócisz do normy.
    Do rana nudził się jak mops, uziemiony z nim w lesie na własne życzenie.
    ***
    Prawie nie zmrużył oka, czekając na pierwsze promienie słońca i chrzęst kości towarzyszący przemianie. Podniósł się z ziemi, następnie podszedł do małego wilczka i poklepał go po ramieniu. - Witamy wśród żywych, miałeś więcej szczęścia niż rozumu. - przyglądał mu się jak ciekawemu eksponatowi, ale tylko moment, chłopak był i tak wystarczająco wystraszony. - Jak się nazywasz, jesteś stąd?
    [Czyli Aidan zaaranżuje spotkanie we trójkę?]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Chętnie chętnie, jakis konkretny pomysł? Kol, może zechcieć się zakumulować w wilczkiem, albo może Kol uczynił sobie jedną z jego koleżanek z klasy swoim dziennym człowiekiem i się to dobremu koledze nie spodobało, przez co jej na ratunek popędzi skoro to złote serce jest? ]

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Bardzo chętnie, tylko powiedz czy masz jakiś pomysł, czy myślimy? Jak na razie jedynym punktem zaczepienia jest szkoła. Możemy pokombinować z tym, że skoro Twój pan jest wilkołakiem, to jakoś musiał aktywować klątwę i Czarli mógłby zobaczyć ducha osoby, którą Aidan niechcący zabił. Lepiej myślę, gdy mam określoną relację, więc może od tego zacznijmy. Może być? ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  6. [ No i fajnie, zacznę tylko muszę wiedzieć co nieco o tej matce i o okolicznościach śmierci, skoro to już jest zaplanowane :) ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  7. [dobra, to już nawet zacznę. Szczegóły wyjdą w praniu, jak cię jakiś pomysł najdzie magiczny to mów, chociaż jak dla mnie druga opcja była ciekawsza, żeby potem nie było lania wody]

    Podczas bezsensownego przerzucania kanałów zerknąłem na cyfry wyznaczające aktualną godzinę. Kilka sekund później zadzwonił mój budzik. Nie zastanawiałem się po co ludziom potrzebne godziny zachodu czy wschodu słońca, ale informacje znalezione w internecie okazały się nadzwyczaj przydatne dla wampira. Dopiłem ostatnie łyki letniej już wody, w której jeszcze przed godziną pływały kostki lodu. Zarzuciłem na plecy skórzaną kurtkę i jeszcze przed wyjściem z pokoju uchylił roletę, by sprawdzić czy słońce rzeczywiście schowało się za horyzontem. Szarmancki uśmiech pojawił się na mojej twarzy, kiedy okazało się, że internet nie kłamie. Przydatna rzecz, przeszło mi przez myśl kiedy kierowałem się już w dół po schodach i opuściłem posiadłość, nie rzucając żadnego pożegnania swojemu rodzeństwu. Od razu skierowałem się do pobliskiego baru. Po wejściu, wygodnie usadowiłem się na stołku przy barze, choć może wygodnie, to lekka przesada. Nie dało się ukryć, że byłem spragniony ludzkiej krwi, na szczęście wewnątrz roiło się od pięknych kobiet. W końcu utkwiłem wzrok na jednej z nich, brunetce o jasnych oczach, która nieco przypominała mi dawną znajomą.

    Kol

    OdpowiedzUsuń
  8. - Przyzwyczaisz się. Średnio za tysięcznym, w porywach dziesięciotysięcznym razem, kości stają się dość elastyczne, by ból minął. Lub nie był tak uciążliwy jak teraz. - Dane statystyczne wziął z powietrza, ale mimo tego nie mijał się bardzo z prawdą. Zasępił się wyraźnie po usłyszeniu znajomego nazwiska. Czyżby kolejne pokolenie? Z drugiej strony, jednemu psu na imię Burek? Tyle, że kolejny raz trafił na wilkołaka; prawdopodobieństwo przypadku gwałtownie spada. Ale nie może wyciągać pochopnych wniosków. Możliwe, że Raphael od dawna gryzie piach.
    - Skoro nie jestem pierwszy, to może powinieneś wziąć te słowa do serca. - Patrzył mu prosto w oczy. Nastolatek, pewnie częściej myśli o odhaczaniu z listy panienek do poderwania kolejnych nazwisk, zamiast o doskonaleniu odziedziczonego genu. - Mów mi Klaus. I myślę, że dwadzieścia jeden lat jest lepszym rozwiązaniem. Z reguły ma się wtedy więcej oleju w głowie. Ale nie przyszedłem moralizować. Czego oni od ciebie chcieli? Czujesz się już dobrze?

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy słońce zaszło, jezioro zaczęło wyglądać całkiem inaczej. Bardziej tajemniczo, bardziej pociągająco. Czy jest lepsze miejsce na zebranie myśli kłębiących się w głowie? Cóż, z pewnością znajdzie się kilka równie odosobnionych i znacznie spokojniejszych miejsc, lecz zwykle są one pozbawione magii, czy raczej niebezpiecznego uroku. Dziwne, że Cordelię zawsze ciągnęło właśnie tam, gdzie bez problemu mogła wpaść w tarapaty. I choć doskonale zdawała sobie sprawę z tego, iż często jest „panną w opałach”, nigdy tak by siebie nie nazwała. Coraz częściej traciła poczucie czasu, co tylko zwiększało prawdopodobieństwo ściągnięcia na siebie kłopotów. W końcu po zmroku, wampiry budziły się do życia…
    Stała na kładce, gdy za plecami usłyszała szelest, zupełnie jakby ktoś się do niej zbliżał. Jednak kiedy się odwróciła, nikogo nie zauważyła. Czyżby wyobraźnia płatała jej figle? A może coś rzeczywiście czaiło się w ciemności? Zmrużyła powieki wytężając wzrok, lecz to na nic, nadal nikogo nie dostrzegła. Po plecach przeszedł jej nieprzyjemny dreszcz, ponieważ odnosiła wrażenie, że ktoś jej się bacznie przygląda. Najwyższy czas wrócić do domu – pomyślała powoli idąc po kładce.

    [Tak sobie pomyślałam, że Cordelia może wpaść do wody, a Aidan ją z niej wyciągnie. Później, kiedy będą szli przez las spotkają głodne wampiry i jakoś się tam akcja potoczy :)]

    OdpowiedzUsuń
  10. Przechodzący obok chłopak, na chwilę przerwał mój widok na dziewczynę, jednak, kiedy znów na nią spojrzałem złapaliśmy kontakt wzrokowy. Uraczyłem ją jednym ze swoich najlepszych uśmiechów, a ta zaśmiała się słodko pod nosem i wróciła do gry w bilarda z koleżankami. Zerknąłem na chłopaka sięgając po swojego drinka. On również przyglądał się brunetce i to z wyraźną pogardą na twarzy.
    - Znasz ją? - zapytałem bez zbędnych uprzejmości upinając łyka whisky z lodem, który obijał się o szkło.

    OdpowiedzUsuń
  11. - Masz rację, nie sprawia. Powiedzmy, że jestem pierwszą osobą, która odważyła się iść w tej kwestii na skróty. - Może chłopak zdołał ujrzeć dwa zestawy kłów, charakterystyczne dla pierwotnej hybrydy. Jeśli nie, wszystkiego dowie się w swoim czasie. - Widocznie chcą zabójstw na trzeźwo, przynajmniej u młodzików - wysunął niezbyt udany żart. Niezbyt przywiązywał wagę do zażaleń wilczka, choć miał sporo racji. Zreflektował się widząc, że jego mina nie uszła uwadze tamtemu. - Po prostu wielu Collinsów chodzi po tym świecie. Zupełnie, jak Smithów. - Znów przystawił piersiówkę do ust, by wypić zawartość do końca. Gdy tylko usłyszał trajkotanie o dziadku, alkohol stanął mu w gardle i zaczął się krztusić. Odchylił głowę w bok, by parsknąć na ziemię, zamiast na Aidana. Czyli nie dość, że dobrze się trzyma, to doczekał się syna. Co tam syna, wnuka! Ale ma już ponad 500 lat, słusznie troszczy się o następcę. Wytarł sobie dłoń wierzchem dłoni, wreszcie odzyskując rezon.
    Nie mógł się doczekać spotkania z Raphaelem po tylu latach. Mikaelson nie zapomniał ani trochę, jak staruszek utrudniał mu znalezienie Katheriny, Raph pewnie też nosi urazę. Nie dość, że Klątwa słońca i księżyca okazała się być wyssana z palca, to nawet, jeśli wilkołaki pierwsi by ją znaleźli i tak na nic by się nie przydała. Bo uniezależnić od księżyca może tylko przemiana w hybrydę.
    - Nicholsonowie na trochę odpuszczą po stracie kilku swoich. Nie będę cię dłużej zatrzymywał, wracaj do domu. Spójrz na mnie - użył perswazji. - Zapomnij o moim imieniu, resztę możesz pamiętać. - Zniknął z pola widzenia. Niech im się jawi jako tajemniczy wybawca, aż do kolejnego spotkania. [Możemy już przenieść akcję do miasta.]

    OdpowiedzUsuń
  12. Cały dzień bolała go głowa i męczył się strasznie na zajęciach. Praktycznie spał i nie uważał na to co ktoś do niego mówił. Otrząsnął się dopiero wtedy, gdy jedna z jego znajomych powiedziała, że Miller rozmawia ze sobą. Było źle i lepiej wyjść na dziwaka niż przyznać się do bycia medium. Oczywiście parę osób o tym wiedziało, ale chłopak nie chciał, żeby ta wieść się rozniosła.
    Dopiero podczas przerwy na lunch zrozumiał co było przyczyną złego samopoczucia. Duchy dawały popalić. Tak naprawdę dopiero poznawał swoje umiejętności, a po ostatnich wydarzeniach dowiedział się, że czasem czuje to samo co duchy w chwili śmierci.
    Aidana nie znał za dobrze, ale dostrzegł, że jakiś duch kręcił się wokół niego. Trzeba było coś z tym zrobić, zwłaszcza, że Charlie czuł, że to właśnie przez tego ducha tak źle się czuje.
    – Aiden, muszę ci coś powiedzieć – powiedział podchodząc do blondyna, gdy ten był sam – To może zabrzmieć dziwnie, ale ktoś chce ci coś powiedzieć. Ta kobieta mówi, że jest twoją matką.

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  13. Wcale nie było mu do śmiechu. Zdawał sobie, że dla innych coś takiego, jak widzenie duchów, mogło być dziwne i śmieszne, ale on nie był żadnym oszustem, tylko mówił prawdę. Spojrzał na chłopaka spode łba.
    – Wiem, że Jenkins nie jest twoją matką – parsknął i wstał. – Cały dzień bolała mnie głowa – zaczął i spojrzał na ducha kobiety, który stał teraz za Aidenem – i teraz chyba wiem dlaczego. Twoja matka została potrącona przez samochód, tak? – dokończył. Zauważył zmieszanie na twarzy ducha, który najwyraźniej nie chciał wyciągać tego teraz, no ale to nie ona teraz tu decydowała.
    Poczuł się tak jakby rozjechał go walec drogowy. Dosłownie mógłby się teraz położyć i umrzeć, ale wiedział, że było to tylko uczuciem jakie odbierał od ducha.
    Oczekiwał reakcji kolegi, modlił się tylko o to, żeby nie dostać po mordzie.

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  14. [Aidan jest wilkołakiem. Może parę godzin przed zajściem słońca, a przed wzejściem księżyca w pełni, Aidan będzie się źle czuł? Może kogoś będzie próbował zaatakować? Tym kimś mogłaby być wracająca z redakcji Lucy, która zamiast uciekać, próbowałaby mu pomóc? :)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  15. Dokończyłem pić uważnie obserwując zachowanie ich obojga. Dzieciaki widocznie za sobą nie przepadały. Nie żebym siebie uważał, za kogoś nadzwyczaj dojrzałego, ale do pewnych spraw podchodziłem rozważniej niż dorównujący mi wiekiem fizycznym.
    - Czyli niezłe z niej ziółko. - Uśmiechnąłem się mimowolnie pod nosem. Lubiłem wybierać wyjątkowe osoby. Nie będę udawał, że żywienie się na grzecznych dziewczynkach sprawiało mi większą czy mniejszą radość niż, kiedy wbijałem się buntowniczki. Nie lubiłem przeciętności, choć nie popadałem w taką paranoję, jak niektóre wampiry, które wampiry, które zwykły przed pożywieniem poznać historię życia tej osoby. Wolałem jednak oddzielać życie towarzyskie od jedzenia, dlatego wolałem załatwiać sprawę jednorazowo. Pomysł z prywatnymi, zahipnotyzowanymi ludźmi, na których wampir żywił się non stop był dla mnie przereklamowany. To tak jakby non stop jeść to samo danie.
    - Kol, po prostu Kol. - Wolałem nie emanować swoim nazwiskiem. Niby to ja byłem tym "najdzikszym" z rodzeństwa, ale kto wie, ilu wrogów zdążył sobie narobić Klaus w małym miasteczku.

    OdpowiedzUsuń
  16. [Pasuje takie coś?]

    — Co ty, Lucy, nie wychodź… — rzucił Greg, dobry znajomy z redakcji, który zajmował się najświeższymi newsa sportowymi i chociaż sceptycznie podchodził do wampirów, to jednak lękał się o tych, którzy po zmroku wałęsali się po mieście. Zrobił u siebie małą domówkę, chcąc potem wszystkich gości porozwozić do domów, ale Lucy nie czuła się najlepiej. Wypiła o jednego drinka za duża i ogarnęła ją niespodziewana senność.
    Nie zważała na protesty gospodarza, musnęła jego policzek i pomachała, szybko opuszczając odrestaurowaną kamienicę, w której mieściło się dość spore mieszkanie Grega. Lucy Walker należała do odważnych, a przynajmniej tak mawiano, więc ignorowała wszystkie ostrzeżenia i w dalszym ciągu wybierała się na wieczorne bądź nocne spacery. Miała powód, przecież chciała w jakimś stopniu poznać te inne życie, przed którym większość ludzi tak bardzo się wzbraniała.
    Szła niespiesznie, z dłońmi w kieszeni ciemnego płaszczyka. Towarzyszył jej szum dość silnego wiatru i stukot jej własnych szpilek, na których od czasu do czasu się zachwiała. Przystanęła jednak nieopodal nieczynnej już piekarni, dostrzegając na jej schodach siedzącego człowieka. Mężczyznę, jak zdołała ocenić z bezpiecznej odległości. Zrobiła parę kroków w przód, zapowiadając swoje przyjście chrząknięciem.
    — Dobrze się czujesz? Zadzwonić po pogotowie? — spytała cicho, niepewnie podchodząc jeszcze bliżej. Nie myślała o jakichkolwiek konsekwencjach swojego bezmyślnego zachowania, przecież co mogło jej się stać?

    OdpowiedzUsuń
  17. Postanowił umilić sobie popołudnie wycieczką do tutejszego kina. Choć słowo "umilić" okazało się być na wyrost. Obiecujący dramat psychologiczny okazał się być zwykłą, rozciągniętą do granic możliwości pogadanką o bólu istnienia. Gdyby chciał śledzić losy bohatera - histeryka, przemęczyłby drugi raz dzieło Goethego, na to samo by wyszło. Jakby tego było mało, przed seansem nakarmiono go prawie półgodzinnym spotem reklam rozpływających się w zachwytach nad Czystą krwią: "Pełnia smaku, zero gryzienia"! Albo przeróbka reklamy samochodów, specjalnie dla wampirów. Zamiast "Poczuj wiatr we włosach" jest "Poczuj wiatr we kłach". I tak nie zachęcą go do picia tego substytutu wytworzonego przez skośnookich. Bo ludzkiej krwi nic nie zastąpi.
    Mimo to wyszedł na zewnątrz bardziej rozbawiony, niż zirytowany. Zaśmiał się pod nosem, słysząc, jak młody wychwala go przed dziadkiem po drugiej stronie ulicy. A to ironia, miał zemścić się na zdrajcy, lecz "niechcący" uratował jego jedyną nadzieję. On również poczuł zapach z budki. Tylko, że dla niego to coś w ogóle nie zasługiwało na miano jedzenia. Nie zdziwiło go, kto składał zamówienie; młode wilki zawsze jadły za dwóch. Ścisnął mu rękę, zwracając na siebie uwagę. - Och, jestem pewny, że nie będzie musiał cię do obiadu zmuszać. - Obrócił się za wskazanym kierunkiem. Przywitał dziadka szelmowskim uśmiechem. - Kopę lat, Raphael. - Stał u boku wnuka. - Nie widzieliśmy się pięć wieków! A Aidan musi się wyszumieć, jak samemu nie zarobi ran, to nie stanie się lepszy w walce. - stwierdził wesoło, nie zważając na nietęgą minę i żądzę mordu w oczach dziadka. W końcu, nie co dzień udaje się wyrolować klan wilkołaków, skłaniając ich do poszukiwań Petrovy dla własnych korzyści.

    OdpowiedzUsuń
  18. Szła powoli i ostrożnie, nie chciała zażyć zimnej kąpieli w tym niesławnym jeziorze. Wystarczy chwila nieuwagi, strata równowagi i po chwili toniesz w wodzie, tak jak setka innych przed tobą. Kto wie, ile istnień straciło życie w ten sposób. Nigdy się nad tym nie zastanawiała, a już na pewno nie chciała podzielić ich losu. Chociaż, może było to lepsze niż wyssanie przez jakiegoś wampira. Nagle, zupełnie jakby za pomocą tajemniczej, magicznej siły, wylądowała w lodowatej wodzie. Na szczęście zdążyła nabrać powietrza, zanim straciła grunt pod nogami. Potrafiła pływać, jednak coś ciągnęło ją na dno. Czyżby miała kamień przywiązany do kostki? Dlaczego praktycznie nie mogła się poruszyć? Gwałtownie wypuściła powietrze, które ustąpiło miejsca cieczy wdzierającej się do jej gardła. Wpatrywała się w księżyc… Wyglądał tak pięknie na bezchmurnym niebie. Czy to będzie ostatnia rzecz, jaką zobaczy przed śmiercią? Wyciągnęła dłonie w jego stronę, jednak cały czas się od niej oddalał. Zabawne, jak łatwo wpaść do wody, a jak trudno z niej wyjść. Już wiedziała, czemu tyle ludzi straciło tu życie. Miała tylko nadzieję, że nie podzieli ich losu. To nie jest odpowiedni czas i miejsce… Ma przecież tyle spraw do wyjaśnienia, a jedną z nich było ustalenie, czym tak właściwie jest.

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Witam również! I choć małe co nieco zabrzmiało dwuznacznie- na wątek jestem chętna, pod warunkiem, że czymś ciekawym rzucisz.]

    Albert

    OdpowiedzUsuń
  20. Przyglądalem się sceptycznie temu jak chłopak naskoczył na barmana. Niby to ja byłem nerwowy, ale widać koleś miał większy temperament. Z resztą co ja gadam. Gdyby to mój alkohol pomylił, to udawałbym, że nic się nie stało, a koniec końców zmieniły by się moje plany co do kolacji i dziewczyna wróciła by spokojnie do domu. Prawdą było ze narazić mi się było łatwo, co z kolei nie znaczyło ze nie lubiłem wygadanych kobiet. Imponowała mi odwaga niektórych z nich, o ile to nie był idiotyczny brak strachu przed stojącym przed nimi morderczym stworzeniem łaknącym krwi.
    - Na ten moment? - powtórzyłem jego słowa usmiechajac się lekko. - Aż tak mi źle z oczu patrzy?

    OdpowiedzUsuń
  21. [Wybacz, musiałam :3]

    Uśmiech puściłem mimochodem. Ludzie mieli różne style bycia, ale kiedy puścił mi oczko, zacząłem poważnie się zastanawiać czy nie trafiłem do gejowskiego baru. Nawet obecne tu dziewczyny nie rozwiały moich wątpliwości.
    - Jestem tu od niedawna, co racja to fakt, ale tyle razy byłem już wszędzie "nowy" ze to dla mnie w sumie nic nowego. Skoro takie niepewne wrażenie sprawiam, to może moje rodzeństwo, wywarło na tobie juz jakąś opinię? Moje nazwisko Mikaelson. Wole unikać przedstawiania się osobom, które to nazwisko może kojarzyć się z moim nerwowym bratem, ale może miałeś szczęście go nie pozać, jak dotąd.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Jasne xd coś czytałam, że Kai nie miał do czynienia czy nawet nie wierzy w postać wilkołaka czy coś takiego, więc może Aiden zechce go zaskoczyć? :D]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  23. [Am... nie bardzo teraz wiem, jak mam to rozegrać, bo nie wiem, po co Kai miałby się wybrać nocą do lasu...]

    OdpowiedzUsuń
  24. Bo generalnie Kai'owi nie wchodzi się w drogę. Nie, kiedy jeszcze miał w sobie magię Podróżników, którzy rzucili zaklęcie na Mystic Falls. Lepiej go nie denerwować, serio. Trudne dzieciństwo i tak dalej dość ostro oddziałały na jego psychikę, przez co dzisiaj jest nieczuły i nie ma sumienia. Denerwowało go nawet to, że ktoś nie potrafi chociaż odrobinę się usunąć na bok. Może też powinien zacząć chodzić środkiem ulicy. Tylko ludzie mieliby taki problem, że raczej mogliby tego nie przeżyć.
    Ale chwila, moment. O czym mówili ci panowie? Może warto to sprawdzić? W końcu nie było go na świecie przez dwadzieścia lat. I tak dobrze, że ogarnął już telefony, internet i tak dalej. Dużo się zmieniło też w magicznym świecie, więc lepiej być na bieżąco.
    Przybył zatem na miejsce, wspomagając się magią. Udało mu się trafić na tych samych panów, co wcześniej. Na razie się krył, żeby go zbyt wcześnie nie zauważyli.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kai usiadł wygodnie i obserwował wydarzenia. Skrzywił się lekko, a potem uniósł brew wyżej. Wilkołaki? Serio? Jak to możliwe? Co jeszcze było w tym świecie, co?
    W każdym bądź razie, nic tu nie zdziała. Nie było czarownicy, więc nie było z kogo wyssać moc. A może jednak... wilkołactwo to podobno klątwa. Ciekawe, czy by się dało...
    Wstał na równe nogi, kiedy zauważył, że wilk go dostrzegł. Wyciągnął przed siebie dłoń, gotów się broń, w najgorszym wypadku - zabić. Już miał zacząć coś robić, kiedy wilk położył się na trawie i... czy on się turlał?
    Kai zmarszczył brwi. Co, do jasnej cholery... Czy wilkołaki nie powinny być raczej żądne krwi?
    Postanowił jednak skorzystać z okazji. Podszedł bliżej, ostrożnie jednak stawiając kroki. Ukucnął przy nim i dotknął wilczka w okolicach karku.
    Nic. Zero. Nie mógł zabrać magii. Cholera. Cała ta wyprawa na nic. Z drugiej strony, milusia sierść. A co mu tam, pogłaskał go sobie raz, drugi, trzeci.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie krzyczał. W końcu nie był człowiekiem. A przynajmniej nie tylko człowiekiem. Miał w sobie jeszcze trochę magii, więc z łatwością mógł sie obronić. Nie miał przy sobie nic srebrnego, ale na chwilę mógł go ogłuszyć, na przykład skręcając zwierzakowi kark.
    Wilkołaki były większe od wilków i to było fajne. Psowate zwierzęta były najlepsze, Kai zawsze takowe lubił, więc nic dziwnego, że pod osłona nocy pokazywał swoją lepszą i łagodniejszą naturę. Teraz nikt nie mógł powiedzieć, że Kai to psychopata.
    Znowu wilkołak przyprawił go o zdziwienie. Gdzież go ciągnął? Do stada na kolację? Postanowił to oczywiście sprawdzić, bo nie byłby sobą. Co prawda nie miał czasu na takie zabawy, czarownice czekały na wyssanie magii, a on tu się zabawia z psem. Świetnie, Kai, po prostu fantastycznie.

    OdpowiedzUsuń
  27. [95% odpisu i nagle przeglądarka postanawia się wyłączyć :))))))]

    Nie ukrywałem zdziwienia, kiedy usłyszałem pochlebne słowa na temat mojego brata z ust Collinsa. Zwykle, ktoś kto znał Klausa, słysząc moje nazwisko wpadał w przestrach i starał się mnie nie zdenerwować i jednocześnie opuścić jak najszybciej pomieszczenie. O dziwo paniczne próby zachowania spokoju i bycia nadmiernie uprzejmym wobec mnie drażniły mnie o dziwo jeszcze bardziej. Gdziekolwiek pojawiał się Nik czynił sobie wrogów. Miał oczywiście swoich sprzymierzeńców, ale większość stała za nim ze strachu, a reszta, dlatego że miała wobec niego dług wdzięczności.
    Jednak wystarczyła chwila zastawnowienia by przejrzeć hybrydę. Chciał czegoś od Aidana. Już miałem nawet go zapytać prosto z mostu czy jest wilkołakiem lub wiedźmą, bo nawet gdyby nimi nie był, to łatwo mogłem wymazać chłopakowi to pytanie, ale przeszkodziły mi słowa chłopaka.
    Spojrzałem na jego znajomego maszerującego w naszym kierunku i nie wyczuwałem zbyt wielkich kłopotów pochodzących od niego. Nic co by nie mogło zostać rozwiązane przez pierwotnego wampira.
    - Nie wygląda mi na kłopoty. - Zamówiłem ze spokojem kolejną szklankę trunku.

    OdpowiedzUsuń
  28. Hm, polana nie była znowu takim kiepskim pomysłem. Nawet ładnie tu było, ale zdecydowanie nieco ciemno. Co prawda przyzwyczaił się do zaćmienia słońca, w końcu ileż można go przeżywać w dzień w dzień. Tyle dobrze, że była pełnia i księżyc dawał nieco światła.
    Był bardzo zdziwiony, kiedy wilk przyniósł mu patyk. Serio? Wilkołak i aportowanie? I ganianie za własnym ogonem? I jak on miał nabrać ogłady dla wilkołaków? Przecież przy spotkaniu groźniejszego wilka, zacznie się śmiać.
    - No dobra - westchnął Kai, unosząc za pomocą magii patyk - biegnij - dodał, wyrzucając patyk daleko przed siebie. Ciekawe jak szybkie są te stworzenia. No, z pomocą magii bardzo daleki rzut był możliwy przecież.
    Usiadł na trawie i westchnął. Przynajmniej nie był sam. Tyle lat samotności... To miało na niego jakiś tam wpływ, dlatego w głębi cieszył się, że ma tutaj wilkołaka jako towarzysza.

    OdpowiedzUsuń
  29. — Nie wyglądasz tak, jakby nic ci nie było — mruknęła, robiąc kolejny krok w przód. Nie wystraszyła się, bo też nawet nie pomyślała, że może mieć do czynienia z kimś niebezpiecznym. Młody chłopak, jak zdołała ocenić w bladym świetle pobliskiej latarni i blasku księżyca, wyglądał zupełnie normalnie. Stanęła tuż naprzeciwko niego. Zrozumiała, że nieznajomy daje jej znać, że nie powinna wzywać pogotowia. Nie zrobiła tego, nie należała do tych wścibskich bab.
    Kucnęła, próbując dostrzec choć fragment jego twarzy.
    — Nic ci nie zrobię, wolałabym jednak nie zostawiać cię tutaj w takim stanie. Jeszcze będę miała cię na sumieniu i co wtedy? — spytała niezbyt głośno, a kiedy minęła ich grupka podchmielonych facetów wracających z pobliskiego baru, który dobrze znała, westchnęła cicho. — Jak u ciebie jest z przyjmowaniem pomocy od zupełnie bezbronnych nieznajomych blondynek? Hm? — dodała czym prędzej, bo i też nie widziało jej się kucanie tu przez całą noc, a proszę mi wierzyć, byłaby skłonna do zrobić, byleby przypilnować, czy chłopakowi nie dzieje się jakaś krzywda.

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  30. [Wiesz, co najbardziej lubię, jak piszę z tobą wątki? Że zawsze zrobisz jakąś akcję. Nieważne, gdzie są, zawsze coś wymyślisz. To się chwali ;)]

    Cóż, zabawa z psem nie należała do czynności, które wykonywał. Nie po roku dziewięćdziesiątym czwartym ubiegłego wieku. Ale spoko, nikt go nie widział, to można było.
    I w sumie to by było na tyle. Dostrzegł w oddali inne wilki. Jasna cholera, to tyle, jeśli chodzi o przyjaźnie nastawione wilczki.
    - Spokojnie, wilkołaku, umiem sobie radzić - uśmiechnął się kącikiem ust, wyrażając tym samym swoją pewność siebie i to, że raczej obce wilki nie mają żadnych szans i nie skończy się to dla nich dobrze.
    Miło było mieć styczność z wilkołakami. Nauczy się nieco, ale to nadal nie zmieniało faktu, że nie miał nic srebrnego. To trochę bolało.
    Zawsze można to było załatwić w inny sposób.
    Ukucnął i wziął w garść trochę piasku. Rzucił nim w jednego ze zwierząt, szepcząc zaklęcie. Wilkołak stanął w płomieniach, które krzywdziły jedynie jego, nie uszkadzając trawy, drzew ani białego wilka.
    Z magią jest o wiele łatwiej, powtórzył sobie w myślach i zerknął na pozostałe wilki. Chciał wiedzieć, czy może pomóc białemu psowatemu.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Znam się z twoim dziadkiem bardzo dobrze. Jeśli twój dziadek nie da ci szlabanu na pięćdziesiąt lat, co jak podejrzewam zrobi, to wpadnę. - Podtrzymał żart, o dziwo okazując zrozumienie dla głupiego wieku. - O, Gina cię woła, leć zanim ci wystygnie. - Westchnął ciężko, widząc, jak ciężko przeprawę będzie miał z jegomościem sapiącym niczym lokomotywa.
    - Aidan ma rację, okaż trochę szacunku. Mógłbyś już dzisiaj nie oglądać go żywego, gdyby nie ja. Zero wdzięczności. Tak, to ja jestem tym, który rozgromił Nicholsonów ratując ci wnuka. A mógłbym zmiażdżyć mu krtań mając w pamięci, jak się ode mnie odwróciłeś. - Podszedł do mężczyzny tak blisko, że prawie stykali się czubkami butów. Butne błękitne spojrzenie gdyby mogło, wwierciłoby się w czaszkę pokrytą rzedniejącymi włosami. - Może pamięć ci szwankuje, ale ja doskonale pamiętam, jaką zawarliśmy umowę. Kto wie, może gdybyś nie dopuścił się zdrady, dziś także ty i cały klan byłby wyzwolony spod władzy księżyca? Silny i zjednoczony klan, zawsze tego pragnąłeś...podzieliłbym się z wami tym, co osiągnąłem. - Odsunął się o krok, żywo zataczając ręką półokrąg. - Śmiało! Wyjaw Aidanowi, jaki to honorowy byłeś za młodu. Jak to prawie zabiłeś Pierce, bo chciałeś wszystko zagarnąć dla siebie, zamiast przyprowadzić do mnie i oczekiwać godziwej nagrody. O, zapomniałbym. Zejdźmy na bok. Tu zaraz jest mało uczęszczany park, nie róbmy scen w środku miasta. - Obrócił się w stronę młodego. - Masz już? - Miał na myśli jedzenie. - Świetnie, chodź z nami. Ważne sprawy nie powinny cię omijać. - Miał w zanadrzu kilka innych brudów do prania. Czas otworzyć oczy "złotemu sercu."
    [Będzie jatka :D Niekoniecznie bicie, ale takie pranie brudów, że hoho]

    OdpowiedzUsuń
  32. Obserwował uważnie walkę dwóch wilkołaków. Starał się wyciągnąć z tego jak najwięcej. Gdyby jednak zdarzyło mu się w najbliższej przyszłości walczyć z takowym, chciał wiedzieć, gdzie uderzać, żeby zabolało. oczywiście przyjmował tu scenariusz nieposiadania magii i radzenia sobie na własną rękę. Mogłoby być ciężko, wilki wyglądały na bardzo silne. Zdecydowanie musiał się o nich więcej dowiedzieć. Na pewno coś się różniło niż w filmach, które zdążył obejrzeć w ciągu swojego życia tutaj, na ziemi.
    Był zdziwiony, kiedy biały wilk po prostu zawył. Co się dzieje? Nie zabijając się na śmierć? Tak do końca? O co tu chodziło, do jasnej cholery?
    Powstrzymał jednak czarnego wilka od kontrataku, łamiąc mu kark jednym ruchem dłoni. Jeśli to go nie zabijek to przynajmniej powstrzyma na jakiś czas. Swoją drogą, jaki,s kamuflaż to był. Oni widzą, z kim mają do czynienia, Kai - niekoniecznie.
    Podszedł do białego wilkołaka i położył mu dłoń na karku. Uleczył go ze wszelkich możliwych ran. I dopiero teraz zaczął się zastanawiać, dlaczego marnuje magię dla kogoś, kogo nie zna? Dla kogoś innego, kim nie był on?

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Wilkołak z wilkołakiem muszą mieć wątek. Hayley jest chyba trochę bardziej doświadczona, jeśli chodzi o to wszystko, więc mogłaby mu pomóc w czymś tam. Oraz mogłaby go czarować, żeby ten pomógł jej dostać to czego dziewczyna chce, więc panna Marshal mogłaby go trochę powykorzystywać, a jak to się dalej rozwinie to się zobaczy. Co Ty na to? ]

    Hayley

    OdpowiedzUsuń
  34. Jeżeli ktoś zawracał głowę mojemu rozmówcy, to w moim interesie leżało, by rozwiązać problem jaki ten ktoś stanowi. Było kilka czynności na tym świecie, których nie należało mi przerywać: seks, pożywianie się, podrywanie i rozmowa. W takiej hierarchii ważności. Jednak, słysząc miano jakim chłopak określił Aidana, zmusiłem się by powstrzymać mały wybuch śmiechu. Jednak miałem rację. W sumie to ja zawsze mam rację. I zapewne miałem też rację, kiedy postanowiłem nie wpierniczać się w ich bójkę, zwłaszcza, że nie było tam miejsca dla trzeciego, a w dodatku nie widziało mi się pokazywać przed szerszą publicznością mojej wampirzej natury. Ostatnio łowcy pojawiali się jak grzyby po deszczu. Kto wie, czy jeden nie siedział i w tym barze. Przynajmniej miałem pewność co do swojego rozmówcy. Nic dziwnego, że uważał Nika za fajnego kolesia, skoro ten zawsze, za swoich ludzi uważał bardziej wilkołaki, niżeli wampiry.
    Pozwoliłem chłopakom w spokoju dokończyć bójkę, kiedy ja dokończyłem zamówiony trunek.
    - Skończyłeś? - Spojrzałem na niego znudzony, kiedy wydzierał się triumfalnie na swojego przeciwnika. - Tak jak myślałem, Klaus był miły, boś wilczy książę. - Zaśmiałem się lekko z tekstu, jakim wcześniej obdarzył go jego kuzyn,jak wywnioskowałem z wymiany zdań.

    OdpowiedzUsuń
  35. Mało brakowało, a straciłaby przytomność, jednakże ujrzenie czyjejś postaci zbliżającej się w jej stronę sprawiło, że pozostała świadoma. A może miała omamy? Może tak naprawdę nikt nie popędził jej z pomocą? Odpędziła te myśli, kiedy wypłynęli na powierzchnię, a chłodny wiatr podrażnił jej skórę. Z pomocą chłopaka dotarła na brzeg i opadła na ziemię. Była zdezorientowana i nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, co się przed chwilą stało. Spojrzała nieprzytomnym wzrokiem na swojego wybawcę, gdy do niej przemówił.
    - Tak… Chyba tak. – Odpowiedziała dopiero po dłuższej chwili delikatnie kiwając przy tym głową. – Dziękuję. – Dodała po czym powoli przeniosła wzrok na jezioro, w którym prawie straciła życie. Nigdy więcej nie wpadnie na pomysł chodzenia po kładce, a może nawet nie ośmieli się zbliżyć do tej przeklętej wody. Trzeba przyznać, że miała wiele szczęścia. Udało jej się wywinąć śmierci prawdopodobnie po raz setny. Pytanie tylko, jak długo jeszcze los będzie jej sprzyjał?

    OdpowiedzUsuń
  36. Kai stwierdził, że pora już iść. Nie było sensu tu dłużej siedzieć. Nie chciał się narażać innym wilkom, które w każdej chwili mogły tu przyjść. Nie był też pewny co do zasobów magii, jakie w sobie miał. Nie chciał ryzykować, gdyby nagle się okazało, że skończą mu się zapasy i zginie tak marnym losem. Przecież nie mógł sobie na to pozwolić, prawda? Nie po to tkwił w więzieniu dwadzieścia lat, żeby teraz rozszarpały go wilkołaki.
    - Spadam - poinformował go, wstając z klęczek. - Trzymaj się - dodał jeszcze, a potem odwrócił się i poszedł w stronę, z której przyszedł. Musiał jak najszybciej znaleźć jakąś wiedźmę. Musiał wziąć od niej trochę mocy, żeby czuć się mniej bezsilnym.

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Mały wilczek zawsze jej się przyda. Kto wie kiedy będzie potrzebowała pewnego rodzaju karty przetargowej w postaci wilkołaka. Wiadomo - musi przetrwać. Możemy uznać, że kiedyś już się poznali. Dawno temu mogła przegonić jakiegoś wampira i żeby nie było nudno mógł coś do niej czuć lub mu się wydawało i pomylił zauroczenie z wdzięcznością. Ona go odtrącała i już mu przeszło, a teraz troszkę się jej nudzi i czasami "przypadkowo na niego wpada". ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  38. Katherine była specyficzną kobietą i o tym chyba każdy kto choć raz o niej usłyszał wiedział. W oczach jednych była zapatrzoną w siebie wampirzą suką, w innych zaś kobietą pełną wdzięku i uroku. Patrząc z boku zgodzić się można z obydwoma opisami. Oczywiście potrafiła być miła, raz na sto lat nawet pomocna dla innych, ale taka już jest Pierce...
    Nie należała do typu kobiet, które lubiły przesiadywać w domu na kanapie oglądając sobotni kabaret. Życie wampira było piękne, ale kłóciło się ze słońcem. Kath rzecz jasna wciąż miała nadzieję, że w końcu jedna z tych walniętych wiedźm znajdzie na to jakiś sposób, w końcu każde zaklęcie ma lukę i ona dobrze o tym wie. Przecież ten przeklęty Klaus jakoś dał radę przemienić się w pieprzonego mieszańca. Co im szkodzi zrobić błyskotkę na słońce, zaklęcie czy ziółka?
    Uśmiechnęła się pod nosem widząc z daleka Aidana. W wampirzym tempie pojawiła się tuż przed nim.
    - Odwiedzam Cię. - nie kłamała, odwiedzała wszystkich, których znała, tak jakby.
    Cóż Aidan był całkiem miłym chłopakiem, jak na jej oko zbyt dobrym i uśmiechniętym, jednak kogoś takiego potrzebowała. Wiedziała, że zawsze musi dbać o siebie i nie wiadomo kiedy przyda jej się wilkołak. Taki Aidan będzie się nadawał w razie nagłej potrzeby. Kto wie co jej się przydarzy?

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  39. Prychnął głośno, następnie skierował się do parku. Nawet nie oglądał się za siebie; wiedział, że za nim podążą. Raphael nie zdoła stać w miejscu, gdy został trafiony w czuły punkt. Ktoś prowadził psa alejkami, ale wystarczyło jedno sugestywne spojrzenie Pierwotnego, by ulotnili się na dobre.
    - Każdy ma swoje sposoby na ochronę rodziny. Ale ty coś o tym wiesz, mam rację? Też powinieneś zatroszczyć się o swoją. Kiedy byłeś ciut młodszy, nie miałeś oporów przed wypędzeniem własnej synowej. Dlaczego więc dziś nie możesz pozbyć się na dobre Phila? On ciągnie was tylko w dół, jest obciążeniem. Czyżbyś na stare lata robił się przesadnie sentymentalny? To brutalne, wiem, ale czasem trzeba uciąć chorą gałąź, by reszta drzewa mogła wzrastać. - Dopiero teraz zerknął na Aidana. - Wiem, że może być ci ciężko tego wysłuchiwać, ale musisz przez to przejść.

    OdpowiedzUsuń
  40. [O! Witam jedyną słoneczną duszyczkę w okolicy. Wszędzie tylko wąpierze i mordercy!
    Masz jakiś pomysł? Może Aiden kupi biednemu żebrakowi (Arthurowi) bułkę?]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  41. Drżał z zimna. Buty oddał biednemu chłopakowi, bo były dobre i nowe. Płaszcz oddał żebrzącemu staruszkowi, którego rodzina zostawiła na pewną śmierć. Był człowiekiem od niedawna, ale już zdążył zrozumieć, że świat przegnił do reszty. Mało kto wyciągał pomocną dłoń, a jeśli już to robił to oczekiwał czegoś w zamian. Podziwu, jakby wrzucenie dolara do plastikowego kubeczka równało się zbawieniu świata czy wykonania jakiegoś zadania. Dotrzyj tutaj, a dam ci stówę.
    Uniósł wzrok na młodego chłopaka, uśmiechając się. Śmierdział. Nie mył się od dawna, nie jadł też szmat czasu. Na bosych stopach widniały zadarcia i strupy. Nie leczył siebie. Wolał zachować siłę na tych naprawdę potrzebujących.
    - Pokutuję za ludzkie złe wybory, chłopcze. – Nie ruszył się nawet o milimetr. – Nie mam gdzie pójść. Ale osoby jak ty dają iskrę, wiesz? Nadzieję. Choć jest matką głupich, troszczy się o swoje dzieci. - W jego głosie było coś, co sprawiało, że nie dało się go nie lubić. Jakaś nuta poruszająca głęboko duszę. Jak ulubiona piosenka z dzieciństwa.
    - Kiedyś nazywali mnie Śpiewakiem, teraz jestem Arthurem Whitem. – Przedstawił się dziwacznie, jakby nie mógł się zdecydować, kim właściwie jest.

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  42. Kai wrócił do siebie i po prostu poszedł spać. Już wystarczająco natracił się mocy dla kogoś, kogo nie zna i nie rozpozna na ulicy, nawet jeśli będzie mijał tę osobę. Było to co najmniej smutne i nie chciał tego, ale już trudno. Nic na to nie poradzi. Chociaż... kto wie, może ten wilkołak w ludzkim wydaniu sam do niego podejdzie i podziękuje za pomoc albo coś?
    Następnego dnia odczuwał lekki niedosyt. Przyzwyczaił się już do tego uczucia, ale nadal go nienawidził. Dobrze, że jednak zdecydował się nie zabijać czarownic, ponieważ inaczej byłoby kiepsko. Musiałby się dalej przemieszać, a tego nie chciał. No i zaklęcie zapomnienia też się przydawało, przynajmniej nie zbuntują się przeciwko niemu.
    W oddali dostrzegł chłopaka bez koszulki. Uniósł brew wyżej. What the hell?
    - Lato idzie - zauważył, kiedy stanął dość blisko niego.

    OdpowiedzUsuń
  43. Cały czas się uśmiechał. Nawet pod długą, splątaną brodą było go widać dokładnie, jakby ktoś włączył jakąś latarnię. Podniósł się ze swojego miejsca. Mimo tłustych włosów i ogólnego zaniedbania, sprawiał dziwne wrażenie kogoś dostojnego i nieskończenie dobrego.
    - Ja mam wiarę, mój Ojciec jest w Niebie i tam jest mój dom. – Z kieszeni wystawał mu różaniec, z wypolerowanymi na błysk, od ciągłego przesuwania w palcach, drewnianymi kulkami. Już miał odpowiedzieć, że nie wie, co to rozmiar buta, gdy Arthur w jego głowie powiedział: czterdzieści dwa.
    - Myślisz, że osoba jak ja wystraszy się nieporządku? – zapytał szczerze zaskoczony. – Posprzątam ci, nie możesz wydawać rzeczy swojego ojca obcym ludziom, nie ważne jaki jest.
    Można to zrzucić na karb dobrego rozpoznawania ludzi, ale akurat u anioła była to kwestia umiejętności, talentów danych od samego Boga. Wiedział pewne rzeczy bez zastanawiania się nad nimi, wystarczyło spojrzeć na daną osobę i widział jakąś jego cząstkę.
    - Będę się za ciebie modlił, chłopcze, bo warto.

    OdpowiedzUsuń
  44. - Nie jestem księdzem. Oni chcieli być mną, ale zgubili się. – Zauważył, że dzieciakowi się buzia nie zamyka. To dobrze, że ktoś potrafił jeszcze optymistycznie patrzeć na świat, uśmiechać się i pomagać, nie tracąc siły ducha.
    Pokręcił przecząco głową. Nie będą go przecież nosić! To on istnieje by służyć i kłaniać się ludziom, nie na odwrót. Dlatego tak wielu upadło. Nie mogli znieść wyższości ludzi, stworzonych na podobieństwo samego Boga. On był tylko sługą, jednym z wielu. Opiekunem uciśnionych, żołnierzem Boga, posłańcem, misjonarzem.
    - Zawsze opowiadasz obcym ludziom o swoich problemach? – zapytał, chyba pierwszy raz w swoim życiu, nie licząc momentów tak oczywistych jak pytanie o drogę. – Zawsze ktoś się za ciebie modli, nawet jeśli sam tego nie wie. A mięśnie możesz wykorzystać w inny sposób. Pomoc przy zakupach sąsiadce na przykład. Małe uczynki składają się na zbawienie. A to co robisz bez chluby jest dwojako nagradzane. Dobrze czyń w skrytości, a Bóg odda tobie. Bo ci, którzy robią wszystko publicznie, już swą nagrodę odebrali. – Sparafrazował pod koniec Biblię. Brzmiało to niemal jakby śpiewał.

    OdpowiedzUsuń
  45. - Jestem stworzeniem Bożym, jak ty czy oni – wskazał na krzywiących się na jego widok ludzi, okrążających ich z rezerwą, czasem robiąc to zupełnie nieświadomie. – Tak nam obojgu zrobi się zakażenie. Lepiej jeden trup niż dwóch, czyż nie? Wrócę do Nieba – wymawiał to słowo jakby rzeczywiście było z dużej litery. Powiedział wrócę, nie pójdę. – Na moje miejsce pojawią się kolejni. – Trząsł się cały z zimna, wargi miał aż sine, ale zdawał się tego nie zauważać. – Jestem tylko żołnierzem wypełniającym boską wolę.
    Podrapał się po długiej, poplątanej brodzie i za uchem. Skóra swędziała go niemiłosiernie, pewnie zaległy się wszy.
    - Mowa jest srebrem, a milczenie złotem, jak powiadają. Ale to właśnie srebro rani wampiry, czyż nie? – zrobił pauzę. – Naprawdę pójdę sam. Podaruj swojego buta komuś bardziej potrzebującemu niż ja. – Bez zastanowienia, po chwili dodał: - Nie jestem człowiekiem.

    OdpowiedzUsuń
  46. Sześć miesięcy. To wcale nie tak dużo, prawda? A ciepło zacznie się już robić (miejmy nadzieję) w maju, więc… No, trzeba dać radę.
    Chwila, że co?
    Co to był za dzieciak, że mówił, co mówił? Nie podobało mu się to. Za dużo sobie pozwalał. Pewnie nie wiedział, do czego jest zdolny Kai.
    Uniósł brew. Pozdrowienia? Że jak?
    Wyciągnął rękę przed siebie i za pomocą mocy cofnął go z powrotem do siebie. Cóż, więc to on był tym wilkołakiem. Wszystko by się zatem zgadzało i ładnie do siebie pasowało. Łaził bez koszulki, był bezczelny… życie mu niemiłe? To, że się chwilę pobawili i że Kai uratował mu kark…
    - Przynajmniej możesz mi podziękować w języku ludzkim.

    OdpowiedzUsuń
  47. Odpowiedź chłopaka jej nie zdziwiła. Zdążyła już poznać jego styl bycia i charakter. Typowy uśmiechnięty chłopak, który na jej oko lubi swoje życie. Różnili się od siebie, ale czasami przeciwieństwa się przeciągają. Szczerze wątpiła, że chłopak ją zmieni, nawet tego nie chciała, lubiła obecną siebie.
    -Ym... Z pewnością będzie...dystyngowanie. Niech będzie, nie mam nic ciekawszego do roboty. - domówka gdzie jak to ujął chłopak wszyscy będą się lizać i pieprzyć w toalecie nie była w jej stylu. Pochodziła z czasów pięknych sukien i szlachetnych balów. Czasy się zmieniły, ona również stała się modną, nowoczesną dziewczyną, ale to nie zmieniało tego, że nie bywa aż na takich "luźnych" imprezach, przynajmniej zazwyczaj. Jednak zgodziła się, bo co jej szkodzi raz coś zmienić.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  48. - Nieznane są wyroki Boskie. Nic nie zostało nam dane bez celu. I nadal nie wiem jakie jest twoje imię. - Zignorował stwierdzenie, czy raczej pytanie, o bycie aniołem. Uśmiechnął się tylko pod nosem. – Wierzysz w anioły? – zapytał zamiast tego, idąc koło chłopaka. Czasem kulał lub potykał się o drogę, ale trzymał się twardo w pionie. Stał przez chwilę przed drzwiami wejściowymi, prawie jak wampir, czekając na zaproszenie. W końcu jednak, bez tego, przestąpił za próg, stąpając tylko i wyłącznie po podłodze nie wyłożonej żadnym dywanem, aby brudnymi, krwawiącymi stopami nie ubrudzić za bardzo powierzchni.
    Spojrzał na mężczyznę. Nie mógł leczyć z alkoholizmu, ale mógł uratować mu wątrobę, więc zamierzał to zrobić. Prawdą, że po takim leczeniu przez dwa dni organizm będzie oczyszczał się nadmiernie i boleśnie, ale to będzie zapłata za pomoc.
    Przytaknął tylko i wszedł do łazienki. Zdjął z siebie śmierdzące ubrania i położył na ziemi. Musi je wyprać. Puścił bardzo gorącą wodę i umył się, nie używając płynów ani mydła. Nie mógł się do nich przyzwyczaić. Widział zatrucie planety jeszcze jako anioł w swojej postaci. Wolał nie przykładać się do tego ani piórkiem.
    Wziął jakiś ręcznik, to nic że używany. Nie zwracał uwagi na takie rzeczy. Owinął się nim. Włożył ubrania do wanny i wyprał je. Nożyczkami do paznokciami leżącymi na umywalce obciął brodę do w miarę krótkiej długości.
    Wyjrzał z łazienki. Jemu nie przeszkadzało chodzenie nago, bo jako anioł nie odczuwał seksualności niczyjej, ani swojej ani innych. Tylko Arthur go stopował w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  49. Widać było, że chłopaki za sobą nie przepadają. Na jego miejscu pozbyłbym się już dawno problemu, ale może własnie dlatego byłem uważany za socjopatę. Problematycznych ludzi się usuwało, żeby nie marnować sobie życia na zaprzątanie sobie nimi głowy, choć w moim przypadku nie było mowy o marnowaniu życia, bo byłem nieśmiertelny. Zdarzał się osoby, które trudniej było zlikwidować jak na przykład słynna Katherina Petrova, która nauczyła się uciekać zanim potrafiła chodzić. Ale przynajmniej uciekając nie zaprzątała mi już czasu.
    - To dlaczego nie chciałeś być ich alfą? Miałbyś jeszcze większe chody u mojego kochanego braciszka.

    OdpowiedzUsuń
  50. Mimo wszystko Klaus uwielbiał wilkołaki. Czasami sprawiał wrażenie, jakby szalał za nimi jak nastolatki za swoimi idolami i ukochanymi aktorami, które całowały plakaty piosenkarzy. Byłem święcie przekonany, że gdyby Aidan był alfą nawet upadającej sfory, to Klaus latał by wokół niego jak kot z pęcherzem, byle by tylko móc mieć jakiś wkład w życie wilkołaków.
    - Zawsze mogłeś spróbować. Ale tak to w sumie, mieli by kozła ofiarnego. - I nie mów do mnie w taki sposób. Czy ja ci do cholery wyglądam na przykładnego uczniaka, który słucha uważnie na lekcjach historii?

    OdpowiedzUsuń
  51. - Jestem czarodziejem, to oczywiste, że będę używać magii w sposób, jaki mi się podoba – uśmiechnął się kącikiem ust. Oj tak, lubił pokazywać swoją potęgę, taki już był. Szkoda, że bywały momenty, w których ta potęga go opuszczała. – Nie ma sprawy. Słuchaj, co robisz wieczorem?
    Właściwie mógłby go jakoś wykorzystać. Właściwie znalazł się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. I dobrze, że uratował tego wilczka od tamtych. Zdecydowania nowa znajomość mu się przyda. Dowie się w końcu czegoś o wilkołakach. Świat supernaturany nadal potrafił go zaskoczyć, co niezbyt mu się podobało, ponieważ nie wiedział, jak ma walczyć przeciwko tym wszystkim istotom. Już wystarczająco jest słaby, jeśli chodzi o magię, bo nie posiada jej w sobie tak po prostu, jak każda normalna wiedźma. Musi ją pobierać od innych, co naprawdę ssało.

    OdpowiedzUsuń
  52. - Dziękuję. – Odparła dość cicho szczelniej opatulając się skórzaną kurtką. Rzadko kiedy doświadczała uprzejmości ze strony drugiego człowieka, a raczej istoty nadprzyrodzonej. Może dlatego, że miała do czynienia głównie z wampirami, których interesują jedynie własne sprawy. No i była dla nich niezwykle smaczną przekąską, a jej krew miała na nich dziwny wpływ. – Już nigdy więcej na nią nie wejdę. – Mruknęła zerkając w stronę starej kładki. Powinny ją wymienić i to już dawno temu. Mimowolnie uśmiechnęła się delikatnie Wracając wzrokiem do chłopaka. Zaryzykował własne zdrowie, a może nawet życie, żeby uratować zupełnie obcą osobę. To było naprawdę niesamowite. Przez chwilę przyglądała mu się uważnie, zanim podała swoje imię, zupełnie jakby nie do końca mu ufała. – Cordelia.

    OdpowiedzUsuń
  53. Kai uśmiechnął się do siebie. No i super.
    - Świetnie, spotkajmy się w Truposzu albo gdzieś. Musimy pogadać – poinformował go tonem, który raczej nie wyrażał prośby. Musiał się dowiedzieć kilku przydatnych do życia spraw. Życie w Last Chance nie należało do łatwych i trzeba było sobie jakoś radzić. Zgadywał, że raczej nie znajdzie potrzebnych informacji w bibliotekach, bo tam może być milion książek i każda może mówić co innego. Dlatego najlepszym źródłem informacji będzie właśnie osoba/istota, o której chciał się co nieco dowiedzieć. Wilkołaki, tak? No.
    - Ponad tysiąc? To możliwe? – uniósł brew. Wydawało mu się raczej, że wiedźmy żyją jak normalni ludzie. No, może niewiele dłużej, ale nadal, że są śmiertelne.

    OdpowiedzUsuń
  54. - Dobra, dobra, do zobaczenia – powiedział i ulotnił się do siebie.
    Hm, a gdyby tak wziąć trochę mocy od tamtej wiedźmy… Będzie to na pewno trudne, ale z drugiej strony… po co, skoro mogłaby go nauczyć jakiś ciekawych sztuczek? Przydadzą mu się w tym mieście. W końcu nie był ulubionym mieszkańcem, to z pewnością. Może i większość go nie znała i zaczynał u nich z czystą kartą, ale wiadomo – Kai lubił podpadać innym. Kiedy już to zrobi, wolałby się móc jakoś obronić. A że większość tutaj była istotami nadprzyrodzonymi, to i on musiał się bronić za pomocą magii.
    Wieczorem przyszedł do Truposza i zamówił sobie sok. Chciał mieć trzeźwy umysł. Usiadł sobie gdzieś pod ścianą i czekał na swojego kolegę.

    OdpowiedzUsuń
  55. Kai na szczęście nie miał takich problemów i chwała. Pozbył się ich dawno temu, przez co musiał odcierpieć swoje i pewnie nadal by cierpiał, gdyby nie debilizm pewnych wampirów i wiedźmy. Ale nie będzie przecież narzekać na ich głupotę, dzięki której znów mógł obcować z innymi. Cudowne uczucie i nic go nie przebije.
    Czekał na niego i na jego znajomych. Może niekoniecznie na tych znajomych, co na samego wilkołaka. Przyda mu się taki… zwierzak? Istota nadnaturalna. Zawsze to jakaś ekipa czy coś.
    Zerknął na wilczka, a potem na tę laseczkę za ladą. Uniósł brew, odprowadzając ją wzrokiem, a kiedy zniknęła z pola, na którym ewentualnie mogła ich usłyszeć, Kai pochylił się nad wilczym uszkiem.
    - Robi z tobą, co chce – zauważył, a potem wyprostował się z powrotem i napił soku. – Skoro ci się podoba, to zrób coś z tym, a nie gapisz się na jej dekolt. Nie uważasz, że to takie prostackie? – dodał po chwili, ale ze zrozumieniem dla niego i sytuacji. W końcu kobiety po coś zakładały takie bluzki, prawda? A faceci… cóż, byli tylko facetami.

    OdpowiedzUsuń
  56. Kai zaśmiał się pod nosem. Dżizas, czasami żałował, że nie miał tylko takich problemów. No bo w sumie co to za problem pogadać z dziewczyną? Zdecydowanie mniejszy niż zabicie rodziny i skazanie samego siebie przez to na więzienie w samotności i tak dalej. Albo pobieranie magii co jakiś czas od czarownic, bo samemu się jej nie miało. Był pod tym względem żałosny, owszem, wiele razy mu to przypominano w domu.
    - Chciałem, żebyś mi opowiedział trochę o sobie jako o wilkołaku. Jak to się stało, że nim jesteś, zmieniasz się tylko w czasie pełni? Czy to prawda, że jesteś szybki, zwinny i silny i takie tam – wyjaśnił mu pokrótce, o co mu chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  57. - Może chcą zredukować ilość mieszkańców. – Mruknęła po chwili zastanowienia. Sama nie wiedziała, czy mówi poważnie, czy też pozwoliła sobie na żart. Trzeba przyznać, iż miała dość specyficzne poczucie humoru, które nie każdemu przypadnie do gustu. Nigdy jakoś specjalnie jej to nie przeszkadzało, ponieważ nie czuła potrzeby przebywania wśród ludzi, choć jak każdy miewała dni, kiedy nachodziła ją ochota by zamienić z kimś parę słów.
    - Masz rację. – Odparła kiwając delikatnie głową. Jako jedna z niewielu ludzi mieszkających w Last Chance zdawała sobie sprawę z tego, jak niebezpiecznie robi się po zmroku. Nie miała nawet ochoty myśleć o tym, co ją niedawno spotkało. Może powinna opuścić to nieszczęsne miejsce? Nie, chyba nie było sensu wyjeżdżać. Kłopoty znajdą ją wszędzie, niezależnie od tego dokąd się uda.

    OdpowiedzUsuń
  58. Och, spokojna jego rozczochrana, przecież miał koło siebie jednego z najbardziej bezwzględnych ludzi. Gdyby przypadkowo łowcy się na nich rzucili, Kai pozbyłby się ich w mgnieniu oka. Co to za problem machnąć ręką i złamać im karki, prawda?
    Ale okej, wyszedł zaraz za nim i wyrównał mu kroku. Nieważne, gdzie pójdą, ważne, żeby wilczek udzielił mu kilku informacji. To dla niego było ważne, a nie jakieś gadki-szmatki o kobiecych wdziękach. Są rzeczy ważne i ważniejsze, a dla niego ważniejsza była magia i siła. Co zrobisz, taki charakter, taki psychopata, więc lepiej, żeby Aiden nie prowadził go w tak zwane maliny.
    - Gdyby to była randka, to zaciągnąłbym cię do łóżka – mruknął pod nosem. – Prowadź.
    Kai należał do cierpliwych. A nie, jednak nie za koniecznie. Lubił dostawać to, co chce, w miarę szybko. Zależało mu na czasie i na informacjach.

    OdpowiedzUsuń
  59. - Chyba zapomniałeś, że masz do czynienia z wampirem, potrafię poradzić sobie z młodziakami. - odpowiedział uśmiechając się. Cóż zapowiadał się interesujący wieczór... Nie do końca wiedziała czego może się spodziewać. Była wampirzą damą i z pewnością nie da się obrażać. Chłopak był bardzo miły, ale również młody i zdecydowanie nie przeżył tyle co ona. Nawet trochę mu zazdrościła tego entuzjazmu do życia, uśmiech przychodził mu tak łatwo, jak mało komu.
    - Prowadź. - skinęła głową puszczając do chłopaka oczko i powoli ruszając przed siebie.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  60. [Cześć. Chcę przejąć Tomilę. Mam kilka pytań. 1. Czy istnieje możliwość zmiany wizerunku? Zdjęcie, które wybrałaś nie jest złe, ale nie pasuje mi do koncepcji. 2. Czy istnieje możliwość zmiany nazwiska? Do tego mam jakiś dziwny uraz. 3. Na podstawie jakiego serialu stworzyłaś tak starą czarownicę? Czy one przypadkiem nie są nieśmiertelne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że możesz. Yay, ktoś chce przejąć moją postać ^^

      1. Tak, istnieje. Ten, który podałam to jest tylko moja sugestia.
      2. Jak najbardziej, jeżeli chodzi ci o te teraźniejsze. Dobierz sobie odpowiednie.
      3. "Supernatural". Na to drugie to ci nie odpowiem, bo nie pamiętam.]

      Usuń
  61. [Cześć i czołem. Przychodzę z pomysłem na wątek. Co powiesz na to, że Aidan z Ralphem będą kłócili się, kiedy Tomila wpadnie z niezapowiedzianą wizytą?]

    OdpowiedzUsuń
  62. Katherine była doświadczoną wampirzycą, umiała się kontrolować i panować nad swoimi emocjami. Jednak była też damą, która nie znosiła obelg z ust młodziutkich, zapijaczonych chłopaczków. Kolejny plus w wampiryzmie, potrafiła bronić się siłą, a przy tym wciąż wyglądać powalająco. Oczywiście nie będzie rzucać się na ludzi i obrywać im łby. W towarzystwie zazwyczaj była kulturalną kobietą, jednak jak każdemu nerwy w ostateczności i jej puszczały.
    Nie znała faceta, choć domyśliła się, iż to on musi być tym całym Trevorem. Najwyraźniej nie był kimś specjalnym skoro go nie kojarzyła. Jednak przyszła tu z Aidanem zamierzała chociaż w pewnym stopniu dobrze się bawić. Pominęła więc zbędne powitania i łapiąc wilczka za dłoń weszła do środka. Nie można było powiedzieć, iż byli pierwsi...

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  63. Nie chodziło o to, co zrobi Aiden z łowcami, tylko co Kai zrobi z łowcami. Kai się nie bał odbierać życia. Kręgosłup moralny? A co to takiego? Co to jest sumienie? Prawo do życia? Chyba tylko jego.
    Uniósł brwi, słuchając jego słów. Co? O czym on gadał? To był jakiś slang, tak? Młodzieży tego wieku, współczesnej, tak? Matko kochana, Kai tak bardzo nie był w temacie i na czasie, że to aż było smutne. Ale czy mu tak do końca zależało? Nie bardzo, nadal liczyła się potęga i magia, ot co.
    Wszedł za nim i pierwsze co zrobił, to machnął kilka razy ręką przed twarzą, próbując odgonić zły zapach. Szedł jednak dzielnie za nim, aż dotarli do pokoju chłopaka. W porządku, tutaj nie było tak źle, jak tam.
    Zajął miejsce na fotelu, od razu się na nim wygodnie rozkładając.
    - Nie, dzięki – odpowiedział, rozglądając się po pomieszczeniu. No co, chciał wiedzieć, czy ewentualnie cos go nie zaatakuje albo nie spadnie na łeb. – Opowiadaj o tym swoim wilkołaczym genie.

    OdpowiedzUsuń
  64. Przechadzanie się i zapoznawanie się z miasteczkiem stało się jej nowym hobby. Poznawała przy tym dość ciekawe osobliwości. A przy okazji odnajdowała starych znajomych. Nic tylko otworzyć szampana, poprosić o owacje na stojąco i rzucić konfetti w towarzystwie fajerwerków.
    Potrzebowała czegoś na mieście. Ale to stało się nieistotne, kiedy usłyszała kłótnię.
    - Nie ma to jak rodzinna awanturka na środku drogi- pokiwała głową z ironią- Mały Collins kontra Duży Collins. Poczekajcie jeszcze chwilę tylko znajdę dobre miejsce na widowni. No i pójdę po popcorn- puściła oczko.

    OdpowiedzUsuń
  65. Był spokojny. Trzymał nerwy na wodzy, ale daleko mu było do ugody. Nie, gdy słyszał niewybredne epitety i groźby rzucane pod swym adresem.
    - Więc na co czekasz? Może na moment, kiedy synalek zupełnie postrada rozum i obleje Aidana kwasem za nieprzyniesienie kolejnej flaszki? Z pewnością młody wtedy przejmie watahę. I będzie wzorem alfy męczennika dla wszystkich! - jawnie kpił, wznosząc się na coraz wyższe decybele. Zjawił się tuż przed głową rodu Collinsów. Chwycił go za przód ubrania, odrywając stopy od ziemi. - Nie, ty nie pobrudzisz sobie rąk. Ukartujesz kolejny wypadek, wpakowując go pod jadącego w amoku Aidana. Zmieniłeś przynajmniej opony po Alicii? - sączył jad z każdego słowa, przechylał przy tym głowę na boki, z dziką satysfakcją zauważając pogłębiające się zmarszczki na pooranej wiekiem twarzy. - Zostałeś zmanipulowany. Teściowi nie przypadła synowa do gustu i wytarł sobie tobą łapy. - Wyprostował rękę, oddalając starca od siebie, lecz nadal skupiał wzrok na nim. Nie był naiwny, by rozproszyć swą uwagę Aidanem, nawet jeśli do niego kierował te słowa. - Ja nie mam powodu, by kłamać. Ponoć serce dobrej matki nigdy się nie myli...ale twój dziadek wie lepiej, czego pragniesz. Nie próbuj interweniować, a zejdą ci klapki z oczu - prychnął. - Jedyny kto chrzani głupoty to ty, Raph. Chcesz się wybielić na starość. - szarpnął nim, po czym pochylił głowę nad uchem tamtego. - Jeśli znów będziesz próbował knuć coś za moimi plecami, to pamiętaj - ja nie mam pleców, jestem wszędzie. - Ciało Rapha gruchnęło kręgosłupem o ziemię.

    OdpowiedzUsuń
  66. [No to witam, w końcu z kartą :D Mam nadzieję, że Aidan wytrzyma taką Sophie, zanim dojdzie do normalnosci. Przenosimy ten nasz wcześniejszy wątek? Można teraz zacząć jak już się oboje ogarną i wychodzą na kolację. Albo już z nową Soph, jak wolisz ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  67. [To jak zapraszasz to przychodzę, czarownica i wilczek może być ciekawie ;3 tylko niestety mój mózg się jeszcze nie obudził i ambitnych pomysłów brak ;< ale nie poddajemy się! myślimy! myślimy!]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  68. [Zacznę tak, żeby się spotkali jak Soph z kogoś pije. Później jakiś dramat większy można będzie zrobić. Jakby ci nie pasowało to tylko powiedz i zacznę inaczej ;) ]


    Sophie była w Last Chance dopiero od kilku dni i nawet zaczynało się jej tutaj podobać. Przynajmniej zaczynała się dobrze bawić, przekąski same wpadały w jej ręce, a to już jej wystarczało. Musiała jeszcze tylko pomyśleć nad jakimś nowym mieszkaniem bo powoli nudziło ją sypianie w domach swoich martwych kolacji.
    Zaraz po zachodzie słońca brunetka opuściła swoje schronienie i ruszyła powoli ulicami miasta. Po kilkunastu minutach spokojnego spaceru, uśmiechnęła się pod nosem. Niezwykle kuszący zapach świeżej krwi unosił się w powietrzu, a ona nie zamierzała zmarnować takiej okazji. Ruszyła za zapachem i po chwili weszła do niewielkiego parku. Młody, całkiem przystojny chłopak siedział na ławce, z chusteczką przyciśniętą do dłoni. Wampirzyca poprawiła sukienkę i podeszła bliżej niego.
    - Skaleczyłeś się... Na pewno boli... - powiedziała niewinnym głosem i uśmiechnęła się delikatnie. - Za chwilę przestanie boleć, obiecuję - dodała wysuwając swoje kły i wpatrując się w niego swoimi zimnymi oczami.
    Złapała dłonią jego kurtkę i podniosła go z ławki przyciągając do siebie. Spokojnym ruchem odchyliła jego szalik.
    - Na pewno będziesz pyszny... - szepnęła do jego ucha i przygryzła jego płatek.
    Nie zwracając uwagi na jego przerażony wzrok ani krótki krzyk wyrywający się z jego ust, wbiła swoje kły w jego szyję i powoli zaczęła spijać ciepłą, świeżą krew. W końcu to tylko człowiek. Teraz nie interesowało jej ani to co mu robi, ani to czy ktoś ją zobaczy. Była głodna i nic poza tym się nie liczyło.

    OdpowiedzUsuń
  69. [Moja biedna Chloe na zawał niedługo zejdzie jak nie świrnięta rodzina, która chce ją zabić, to łowcy... Serio powinna chyba przemyśleć opcję współpracy z Kolem, bo zapewnianie jej bezpieczeństwa coś marnie mu idzie ;3 No ale pomysł dobry, więc zacznę jak tylko się ogarnę! ;3]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  70. Uderzyła plecami o twardą ziemię i aż zadrżała ze złości. Co jak co, ale przerywanie kolacji głodnemu wampirowi nie było najmądrzejszym pomysłem. Otworzyła oczy, które przymknęła podczas upadku i spojrzała na twarz chłopaka.
    - Aidan kochanie. Nie wiesz, że to niezbyt ładnie przerywać komuś w trakcie jedzenia? - zapytała unosząc jedną brew i patrząc prosto w oczy, które jeszcze niedawno tak kochała. - Przez ciebie uciekła mi kolacja. Jak chciałeś sobie ze mną znowu poleżeć, wystarczyło powiedzieć - dodała z rozbawieniem.

    OdpowiedzUsuń
  71. Wywróciła oczami i szybkim ruchem zrzuciła go z siebie. Wstała powoli, otrzepując przy tym sukienkę. Ani jego słowa, ani wściekłe spojrzenie nie robiło na niej większego wrażenia.
    - Nie znam wszystkich twoich kolegów, żeby specjalnie ich unikać. Mógł nie chodzić z zakrwawioną ręką w mieście pełnym wampirów. Zresztą, przez ciebie chyba jednak przeżyje - odparła z obojętna miną i wzruszyła ramionami. - A ja, również przez ciebie wciąż jestem głodna - dodała, a na jej twarzy pojawił się lekki grymas.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Nie mogłam albo nie chciałam się opanować - odpowiedziała puszczając mu oczko. - Jestem wampirem, prawda? A wampiry piją krew, to wszystko.
    Zrobiła krok do przodu i stanęła tuż przed nim, patrząc w jego oczy.
    - Tak.. Zapewne gdybym rzuciła się na któregoś z nich to by mnie zabiło. Ale ty byś się tym nie przejął, czyż nie? - zapytała i przesunęła opuszkiem palca po jego policzku. - Tak jak pewnie nie przejąłeś się tym jak zniknęłam po naszej ostatniej wspólnej nocy... A było tak pięknie... - westchnęła teatralnie. - Dlaczego więc ja miałabym się teraz tobie tłumaczyć?

    OdpowiedzUsuń
  73. - Poszłam sobie? Bóg jedyny wie gdzie? - prychnęła i uniosła brew, patrząc na jego plecy. - Doskonale wiesz dlaczego uciekłam za pierwszym razem. Niestety głównie dla ciebie, co może jednak było błędem. Cóż, wtedy jeszcze wydawało mi się, że mogę kochać i coś czuć - wywróciła oczami z rozbawieniem. - Ale z jednym masz rację. Teraz obchodzi mnie to tyle co zeszłoroczny śnieg, a może nawet mniej. A co do wampirzego baru... Nie bawią mnie ludzie sami pchający się pod kły. Ale ta impreza, z której wracasz ty i twój kolega, jak wnioskuję po zapachu średnich alkoholi i papierosów... Tam może być ciekawie - dodała ze śmiechem i odwróciła się na pięcie.

    OdpowiedzUsuń
  74. Już miała odpowiedzieć, kiedy poczuła palący ból. Z jej ust wyrwał się krótki krzyk, ale zaraz zacisnęła zęby i zrzuciła z siebie kurtkę chłopaka. Jeżeli chciał, żeby na prawdę była wściekła to właśnie mu się to udało. Już w żaden sposób nie dało się dostrzec w niej dawnej Sophie, chociaż wciąż tkwiła gdzieś głęboko w niej.
    Chłopak na chwilę zniknął jej z oczu, ale w wampirzym tempie szybko nadrobiła dzielący ich dystans. Rzuciła się na niego i usiadła na jego biodrach, przytrzymując mu nadgarstki nad głową.
    - Powiedz mi.. Wydaje ci się, że z jakiegoś powodu cię nie zabije czy po prostu jesteś tak głupi? - syknęła mu prosto w twarz i wysunęła kły. Jej ciemnoniebieskie oczy pociemniały jeszcze bardziej. Były zimne i puste, zupełnie inne niż mógł zapamiętać.
    - Najpierw zajmę się tobą, a później wpadnę na imprezę. Jeśli nie wejdę do środka to prędzej czy później i tak zaczną wychodzić. A jeżeli nie, to wyciągnę ich z domu w inny sposób.

    OdpowiedzUsuń
  75. - Nie, nie jestem tą Sophie, którą znałeś. Teraz jestem swoją lepszą wersją - powiedziała cicho, jeszcze bardziej się nad nim nachylając. - Przecież tego chciałeś, prawda? Żebym w końcu przestała się bać... Nie przejmowała się tak wszystkim... Przestała w końcu uciekać... I tak się stało. Nie boję się, niczym się nie przejmuję, nie czuję już ciągłego bólu i smutku... Powinieneś się chyba cieszyć, że w końcu jest mi dobrze... - mówiła wciąż cicho i powoli, prawie muskając przy tym ustami jego wargi. W jej głosie nie było jednak słychać żadnych emocji. - Mówiłeś, że jestem przy tobie bezpieczna i nic się nie stanie, a jednak tak nie było. Nie interesuje mnie też twoja wataha, ani to czy będę ich miała na głowie. Przeżyłam już gorsze rzeczy. Jeśli mnie zabiją, trudno. Jeśli nie, ucieknę i znajdę inne miejsce, w którym się zatrzymam.

    OdpowiedzUsuń
  76. Słuchała go uważnie. Nawet przez chwilę zrobiła minę jakby naprawdę docierało do niej to co zrobiła. Zbliżyła się do niego i położyła chłodną dłoń na jego policzku.
    - Aidan... Naprawdę myślisz, że tak znowu może być? Że mogę być jeszcze taka jak kiedyś? Nie chcę cię ranić, nie chcę nic nie czuć. Rzeczywiście było nam dobrze, chciałam tylko być koło ciebie i wtedy wszystko wydawało się być takie proste, lepsze... Przecież tak bardzo cię kochałam... - szepnęła, nie odrywając spojrzenia od jego tęczówek. - Nie wiem tylko czy ty wciąż kochasz mnie... Pomóż mi proszę...

    OdpowiedzUsuń
  77. Właściwie nie interesowała go jego historia życia, jak i gdzie dorastał, z kim, kogo zabił, kogo nie. Miał to gdzieś. nie obchodziło go to wszystko. Uznał to za nieistotne dla niego informacje. Dla Kai’a liczyły się rzeczy związane z wilkołactwem. Milczał jednak, pozwalając mu się wypowiedzieć. Właściwe, dobrze będzie znać jakiego słabości i tak dalej, może mu się kiedyś przydadzą czy coś. Przynajmniej wie, że Aiden nie zaatakuje go, kiedy będzie miał możliwość, bo po prostu nie da rady. I właśnie takie informacje uważał za ważne.
    Zrobił notatki w głowie. Okej, czyli w sumie nie ma tak źle, jak się spodziewał. Właściwie, wystarczy, że będzie miał w sobie magię, ale wiadomo – z tym różnie bywa i lepiej nie ryzykować. Warto nosić ze sobą coś srebrnego.
    - W sumie, wiesz, dobrze, że nie zabijasz, ale czyni cię to słabym – skomentował to wszystko dość zimno. Czemu miałby mu współczuć? On? Nie. Facet, który zabił swoją rodzinę nie może nikomu współczuć. – Gdyby nie ja, nie byłoby cię tu dzisiaj – dodał jeszcze, pochylając się do przodu i opierając łokcie na kolanach. Patrzył na niego uważnie, doszukując się emocji na jego twarzy, które by co nieco zdradziły.

    OdpowiedzUsuń
  78. - Nic to dla mnie nie znaczy... - szepnęła prosto w jego usta, które chwile wcześniej całowała, akcentując przy tym wyraźnie każde słowo. Nadal patrząc w jego oczy, zaśmiala się cicho. - Naprawdę w to wszystko uwierzyłeś? Patrzę na ciebie i nie czuję zupełnie nic. Nie chcę twojej pomocy bo ze mną jest wszystko w porządku. Kiedy rzeczywiście potrzebowałam pomocy, nie było przy mnie nikogo. Nie czuję i nie chcę czuć bo jedyne co czułam to ciągły ból - odsunęła się od niego i wygładziła dłońmi swoją sukienkę. - Nie potrzebuję twojego pozwolenia, żeby odejść. Czas, żebyś ty przestał myśleć, że mozesz przywrócić moje człowieczenstwo opowiadając historyjki o naszej przeszłości. Tamtej Sophie już nie ma. Ale mimo wszystko cię nie zabiję, szkoda by było takiej ładnej buźki - puściła mu oczko z uśmiechnęła się kpiąco.

    OdpowiedzUsuń
  79. Wywróciła oczami, słysząc piosenkę. Może gdzieś w niej wciąż była część Sophie, która chciała go kochać, ale wampirzyca z całym przekonaniem nie chciała znów wypuścić jej na zewnątrz. Doskonale pamiętała jak jej to nucił, ale teraz to nie miało dla niej znaczenia.
    - Radziłabym przestać zanim znowu się zdenerwuję. To, że w tej chwili uznałam, że cię nie zabiję jeszcze nie znaczy, że nie zmienię zdania. Szkoda, że ty nie możesz zrobić tego co ja, nawet nie wiesz jaka to ulga kiedy nic cię nie obchodzi... - znów się do niego zbliżyła i uśmiechnęła się prawie tak jak kiedyś. - Gdybyś w końcu przestał próbować sprawić, żebym coś poczuła, może nawet moglibyśmy się nieźle bawić - mrugnęła do niego i wyminęła go. - A teraz wybacz ale przerwałeś mi kolację - dodała i ruszyła powoli przed siebie.

    OdpowiedzUsuń
  80. Cóż faktycznie trzeba przyznać, iż wiało nudą na kilometr. Katherine tą domówkę wyobrażała sobie nieco inaczej, więcej zabawy, więcej alkoholu, więcej wszystkiego. Obecny obrazek wyglądał jak piątkowe spotkanie nastolatków, takie o by zabić czas... Coś powinno się dziać, szum, śmiech, taniec, zabawa, a obecnie wszystko sprowadzało się ku katastrofie.
    - Ja również. - odpowiedziała z słyszalnym zawodem w głosie. Impreza nie była szczytem jej marzeń, jednak nie zamierzała od razu skazywać ją na straty. Przecież może jeszcze uda się coś uratować. Kiwnęła więc do chłopaka na znak zgody i ruszyła tuż za nim do laptopa.
    - Wszystko będzie lepsze niż to. - stwierdziła uśmiechając się lekko. - A teraz do roboty wilczku, znajdę Cię za chwilkę. - puściła mu oczko i przeczesując włosy skierowała się w kierunku grupki osób stojących z boku. Pierce z pewnością wiedziała jak porwać tłum... Po krótkiej chwili wywijała na parkiecie wśród paczki nastolatków, początkowo myślała, iż będzie trudniej, ale obecna młodzież jest całkiem podatna.

    OdpowiedzUsuń
  81. Westchnęła i odwróciła się w jego kierunku.
    - Już ci powiedziałam, jeżeli przestaniesz próbować mnie nawracać to mogę nawet spróbować być dla ciebie miła. Ale nie licz na to, że znowu zacznę coś czuć. Nie chcę tego i jeśli rzeczywiście mnie kochasz to daj mi żyć tak jak chcę. A jeśli nie to tak jak również już ci mówiłam, albo zabiję ciebie, albo wszystkich tych, na których ci zależy. Mi to obojętne tak samo jak wszystko inne - odpowiedziała i wzruszyła ramionami.
    Podeszła do niego i objęła rękami jego szyję.
    - Przemyśl to sobie... - szepnęła do jego ucha i musnęła lekko jego płatek.

    OdpowiedzUsuń
  82. - Coś dzisiaj Aidan nie w humorze- stwierdziła zaskoczona. Rzadko kiedy widzała małego wilczka w takim stanie- Zostań tutaj. Ja z nim pogadam- zwróciła się do Raphaela- Ciebie i tak nie posłucha.
    ***
    Szybko dogoniła młodego Collinsa.
    - O co poszło?- zapytała, siadając obok niego na ławce- Mi możesz powiedzieć. Ja nie wygadam nikomu- dała mu kuksańca w bok, uśmiechając się do niego zalotnie.

    OdpowiedzUsuń
  83. - Nie jestem ani nową, ani starą Sophie. Jestem po prostu Sophie i zrozum to wreszcie. Może właśnie teraz w końcu jestem sobą. Jaka szkoda, że nie wiesz jaka byłam przed przemianą, miałbyś trzecią wersję do porównywania - wywróciła oczami i szarpnęła się. - Puść mnie i daj mi w końcu spokój - warknęła i w końcu silniej odepchnęła go od siebie, żeby stanąć na własnych nogach. - Co? Teraz siłą spróbujesz mnie przekonać, żebym znowu coś do ciebie poczuła? Poszukaj swojej kurtki, może werbena znowu cię uratuje - stanęła przed nim, a jej oczy znów pociemniały.

    OdpowiedzUsuń
  84. Wampirzyca roześmiała się. Dla niej sytuacja robiła się wręcz absurdalna.
    - Nie bój się. Będziesz miał większą niespodziankę jak w końcu wyrwę ci to bijące serduszko, którym tak mnie kochasz - mruknęła i znów się szarpnęła. - Cóż, w takim razie mam nadzieję, że na naszą kolację zaprosisz też swoich przyjaciół. Jeśli smakują tak dobrze jak ten twój kolega to będę bardzo zadowolona.

    OdpowiedzUsuń
  85. - Nie znam się na sprawach rodzinnych- uniosła dłonie w geście "co złego to nie ja"- W tych tematach to jestem taki trochę beton- przeniosła wzrok na szatyna- Nie dzwoń do Jamesa. Znając twojego dziadka to zacznie ciebie szukać. A gdzie wystartuje, jak nie u najbliższych przyjaciół, hm? Do mojego domostwa raczej się nie zbliży. Bo po pierwsze, twój dziadek jest już trochę stary. A po drugie, to dłuższy kawałek drogi. Więc za bardzo się zmęczy, co też wiąże się z tym pierwszym.
    Widziała w jakim stanie był Aidan i wiedziała też, że może to wykorzystać. Ona skorzysta, on też i wszyscy będą zadowoleni.

    OdpowiedzUsuń
  86. - Nie masz czasu się cackać? To co powiesz na to, żebyś w końcu zajął się sobą i dał mi spokój? - zerknęła na niego i poprawiła swoją sukienkę, gdy w końcu ją postawił. - Mówiłam ci, że nie bawią mnie ludzie, którzy sami podkładają się pod kły. Jak myślisz, jak szybko mnie stąd wyrzucą kiedy zabije kogoś na środku baru? Chyba, że tak można to wtedy rzeczywiście będzie ciekawie - zapytała z uśmiechem. - Ja nie jestem dobrym wilkiem kochanie...
    W wampirzym tempie znalazła się na parkiecie do tańca i wbiła kły w szyję młodej blondynki.

    OdpowiedzUsuń
  87. Warknęła kiedy przez dwóch wampirów została odciągnięta od mdlejącej dziewczyny. Mimo wszystko nie była jednak na tyle głupia, żeby zaczynać ze starszymi od siebie. Z niezadowoloną miną wróciła do chłopaka.
    - Wolałabym jednak twoją imprezę niż to miejsce. I nie wiem dlaczego ty wciąż uważasz, że muszę ci cokolwiek wyjaśniać i odpowiadać na twoje pytania. Masz teraz zamiar łazić za mną bez przerwy, żebym nie wpadła odwiedzić twoich znajomych? - zapytała wzdychając i oblizała usta z resztek krwi.

    OdpowiedzUsuń
  88. - Zaproszenie można obejść. Na przykład podpalając dom, twoi koledzy dość szybko zaczeliby uciekać - odpadła obojętnie i puściła mu oczko. - A nie pomyślałeś, że może po prostu miałam cię już dosyć i dlatego odeszłam? Ciągłego gadania, że będzie dobrze, po czym było jeszcze gorzej. O tym jak to wszystkich spotykają złe rzeczy. No i oczywiście o tym, że Alex mnie nie przecież nie znajdzie. Może już wtedy tylko udawałam, że cię kocham, a chciałam się tylko tylko zabawić - uśmiechnęła się do niego słodko i zamówiła drinka.

    OdpowiedzUsuń
  89. - Nie dostanę się tam dziś to zrobię to jutro. Albo za tydzień.. Może rok.. Czas to jedyne czego mi nie zabraknie - wzruszyła ramionami i upiła łyk alkoholu. - Nie słyszysz ich? Niczego od ciebie nie chcę, nic nie czuję, możesz wyjść i mieć święty spokój. Uciec z tego "bagna" jak to szanowny pan barman raczył podsumować - dodała i zerknęła w stronę mężczyzny. - Po co ci to wszystko? To, że cię nie kocham nie jest dla ciebie wystarczającym wyjasnieniem sytuacji? - zapytała i dopiła swojego drinka. - Serio, zaczynam mieć cię dosyć.

    OdpowiedzUsuń
  90. - Powinieneś mnie więc chyba zrozumieć. Też mam taką maszynę jak "olewator", tylko u mnie to rzeczywiście działa - powiedziała z rozbawieniem i obserwując sytuację wyszła za nim z budynku. Oparła się plecami o ścianę i zmierzyła Jamesa uważnym spojrzeniem.
    - Oh, dlaczego od razu tak niemiło? - westchnęła teatralnie. - Jeszcze przecież nic nie zrobiłam, prawda? Nie zapomnijcie tylko, żeby uprzedzić gości, że nie mogą wychodzić z domów przez..dłuższy czas. Chyba, że planujecie postawić przy mnie wartę bez przerwy - zaśmiała się krzyżując ręce na piersi. - Aidan chciał mnie pilnować ale chyba już długo nie da rady - dodała z uśmiechem zerkając na wilkołaka.

    OdpowiedzUsuń
  91. - Uważaj bo jeszcze przypadkiem poczuję się urażona - położyła dłoń na sercu. - Jeśli nie ufałeś mi kiedy byłam biedną, przestraszoną wegetarianką, to teraz rzeczywiście powinieneś mieć mnie na oku. Może nawet zacznę się ciebie bać wilczku? - roześmiała się i wyminęła go, podchodząc do Aidana. - Nigdzie się nie wybieram. W sumie chciałam ale twój przyjaciel nieco zmienił moje plany na resztę nocy, więc chętnie tutaj z tobą zostanę - powiedziała cicho i przesunęła dłonią po jego ramieniu.

    OdpowiedzUsuń
  92. - No to idziemy Aidan- oho, nie nazwała go po nazwisku. Och, miała być dla niego miła. Do swojego rytuału potrzebowała wilkołaka. No, a Aidan tak nawinął się dla niej jakoś. Tym bardziej, że był w takim stanie, że łatwo było nim sterować. Nie, tym razem nie przyłożyła ręki do tego, aby to on i Raphael pokłócili się. Ale jak widać, wyszło to dla niej na zdrowie.
    - Czasami, ale nie za często. Wiesz, chyba za dużo filmików naoglądałam się w sieci o tym z czego są te "pyszności".

    OdpowiedzUsuń
  93. Wywróciła jedynie oczami na słowa Jamesa i odwróciła od niego swoje spojrzenie. Nie widziała większego sensu w dyskusji z nim. Aidanowi nawet chciała odpowiedzieć ale nie zdążyła. Westchnęła i wstała z ławki.
    - Nie zależy mi na tym, żeby cierpiał. Szczerze jest mi to teraz obojętne. I możesz skończyć te swoje obronne akcje. Nic nie zrobię waszym znajomym, oczywiście jeżeli nasz kochany mały wilczek znowu nie potraktuje mnie werbeną – powiedziała spokojnie do blondyna i podniosła się z ławki. Nie interesowało jej czy James przekaże jej słowa blondynowi, w sumie nawet w to wątpiła.
    - Zabierz go do domu, sporo przeżył tej nocy – dodała puszczając mu oczko i ruszyła powoli chodnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  94. - Że co? – zatrzymała się i uniosła brew nieco zaskoczona. – Skąd mam wiedzieć? Był na tej waszej imprezce, może tam dostał po głowie – wzruszyła ramionami. – No, ewentualnie o ziemię po tym jak rzucił we mnie kurtką z werbeną ale tego chyba mógł się spodziewać – dodała chłodnym tonem i spojrzała w oczy blondyna. – Co się z nim dzieje?

    OdpowiedzUsuń
  95. W Last Chance od dawna ginęli ludzie i praktycznie nikt nie został osądzony za jakiekolwiek morderstwo. Byli podejrzani, ale brakowało dowodów… A może po prostu urzędasy dostały łapówkę i o wszystkim zapomnieli? Nie każdy zdawał sobie z tego sprawę, lecz w gruncie rzeczy to w mieście rządziły wampiry i ich pieniądze. W końcu gdyby nie oni, Last Chance przestałoby istnieć. Westchnęła cicho, kiedy usłyszała pytanie chłopaka. Wyczuła obecność kilku istot nadnaturalnych, ale w głębi duszy miała nadzieję, że to tylko jej się wydaje. Niestety, chłopak potwierdził jej obawy. Zastanawiała się, czy zaraz podzielą los ofiar, którymi praktycznie nikt się nie przejmował.
    - Mam ostatnio okropnego pecha. – Mruknęła pod nosem wpatrując się w las.

    OdpowiedzUsuń
  96. Kai wkrótce podniósł się z krzesła. No, dowiedział się, czego miał się dowiedzieć, więc mógł już iść do siebie, gdzie nie był narażony na spotkanie z jakimś pijakiem. Nie lubił takich ludzi, zwłaszcza, jeżeli tacy mieli dzieci, które musiały z nimi żyć. W jakiś tam jednak sposób współczuł Aidanowi, ale było to chwilowe i zupełnie bezużyteczne.
    - Czekaj, półwampiry-półwilkołak? Matko kochana, co się dzieje z tym światem… - usiadł jednak z powrotem. No, będzie zabawnie, nie ma co. Zapowiada się długa noc. Może Kai powinien zgarnąć kartki, długopis i zapisywać sobie wszystko? Czuł się żałośnie niedoinformowany.

    OdpowiedzUsuń
  97. - Ah to ja go powaliłam bez powodu? Wcześniej sam się na mnie rzucił i potraktował werbeną ale to już przecież nie jest istotne - warknęła do blondyna i wywróciła oczami. Zatrzymała się jednak i obserwowała ich z daleka. Po krótkiej chwili z ciękim westchnieniem podeszła bliżej i spojrzała na blondyna.
    - Zabiorę go. Jestem szybsza. Chyba, że zmienisz się w wilczka i zaniesiesz go w zębach do szpitala - prychnęła i zrobiła kolejny krok do przodu. - Zresztą nic mu nie będzie, w końcu się zregeneruje.

    OdpowiedzUsuń
  98. - Już prawie się ciebie przestraszyłam blondasku - puściła mu oczko z wyraźnym rozbawieniem. - A co do przyjaciół to już ci chyba na ten temat coś mówiłam, chociaż nie powiem, że nie nabieram coraz większej chęci, żeby zobaczyć ciebie bez tej ślicznej główki. Przestań panikować, pewnie za dużo wypił i to wszystko. Niestety ale was też nie tak łatwo zabić - westchnęła teatralnie. - Wyśpi się i zregeneruje, to wszystko.
    Podeszła bliżej i spojrzała na Aidana.
    - Zaraz będzie ci lepiej, w końcu twój wilczek się tobą zaopiekuje - mruknęła kpiąco, przenosząc wzrok na Jamesa. - Podobno śpieszyłeś się do szpitala.

    OdpowiedzUsuń
  99. [ Gratki pierwszej setki :D ]

    - Jak ja się cieszę, że nie mam takich problemów. Kolejny plus bycia wampirem. - odparłem opierając się łokciami o blat baru. Rzeczywiście życie wampira było całkiem w porządku, gdyby nie fakt, że cały dzień musiałem koczować w domu, z moim ukochanym rodzeństwem. To w połowie jakby spędzać pół życia z osobami, których się nienawidzi, choć fakt, faktem, że i z nimi dało się czasem dogadać i potrafiliśmy się zjednoczyć w ciężkich chwilach. Z tej perspektywy bycie wilkołakiem wydawało się być wręcz wspaniałe. Tylko to krótkie życie i to, że nie można hipnotyzować ludzi. Żyję z tą umiejętnością tak długo, że już nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak śmiertelnicy mogą siebie znosić na wzajem bez tego. Ja ciężko znoszę 4 osoby, nad którymi nie mam kontroli, a co dopiero wszechświat.

    OdpowiedzUsuń
  100. Zacisnęła zęby po jego słowach ale nawet nie drgnęła. Interesowało ją tylko skąd ten cholerny wilk wie o Alexandrze. A raczej o tym kim on jest. Nawet Aidanowi nie opowiedziała jak doszło do tego, że została zmieniona. Cóż, znała przynajmniej kolejny powód przez który James jej nie ufał. Reszty dowie się jutro. Zaraz miało wstać słońce, a ona nie zamierzała ryzykować spalenia tylko po to, żeby dyskutować z byle wilkiem.
    Odetchnęła nieco głębiej i odrzucając od siebie myśli, ruszyła w swoją stronę. Po drodze w końcu się najadła i wróciła do domu, w którym się zatrzymała. Chwilę przed świtem zaciągnęła grube zasłony i położyła się.

    OdpowiedzUsuń
  101. Podniosła na niego spojrzenie zimnych oczu i uniosła lekko jedną brew.
    - Aidan. Miałam cię odwiedzić ale jakoś wypadło mi z głowy - powiedziała spokojnym głosem.
    Wstała z kanapy i zbliżyła się do niego, krzyżując ręce na piersi.
    - Dla ciebie kochanie zawsze znajdę chwilę. Czym więc sobie zasłużyłam na twoją wizytę?

    OdpowiedzUsuń
  102. - A może zmieniłam zdanie? - uniosła brew i kącik ust. - Ranisz mnie. Tak łatwo chcesz o mnie po prostu zapomnieć? Wymazać te wszystkie cudowne wspomnienia, o których kilka dni temu sam próbowałeś mi przypomnieć? No no..zawiodłam się na tobie Aidan. Tak łatwo odpuścić? To do ciebie niepodobne - uśmiechnęła się nieco szerzej. - Ale może rzeczywiście tak zrobię. Szkoda, że nie przewidziałam tego kilka miesięcy temu. Zostawiłabym cię bez wyrzutów sumienia i nic by się nie wydarzyło. Chociaż z drugiej strony wtedy wciąż męczyłabym się z uczuciami - mruknęła robiąc zamyśloną minę, jednak zaraz wzruszyła ramionami. - Zastanowię się nad tym.

    OdpowiedzUsuń
  103. - Dla mnie to było niczym? Teraz to jest dla mnie niczym. A wtedy? Byłam na tyle głupia, żeby zamiast uciec mając wolną drogę, myślałam o tobie - odparła obojętnie. - Wystraszyłam się? Do twojego blond wilczka chyba jeszcze nie dotarły najnowsze wieści skoro myślał, że mnie tym wystraszy. A co? Nie wykorzystał takiej okazji i nic ci nie powiedział? Twój najlepszy przyjaciel ma przed tobą tajemnice? Nie ładnie - zaśmiała się i zbliżyła się do niego nieco bardziej. - Ani ty, ani on nie ma pojęcia czego się kiedyś bałam. Ale skąd miałeś wiedzieć skoro nawet nigdy nie zapytałeś. Nie wiesz o mnie niczego Aidan. Tak samo jak nie wiesz dlaczego zniknęłam, a mimo to tak łatwo to oceniasz.

    OdpowiedzUsuń
  104. Zmrużyła lekko oczy i rozejrzała się. Podniesiony ton głosu chłopaka zwrócił na nich uwagę, a tego nie potrzebowała. Chwyciła go za ramię i wyciągnęła na taras.
    - Dlaczego od razu uznałeś, że uciekłam? Obiecałam ci wtedy, że nigdy więcej nie ucieknę. Ty mówiłeś, że jak będzie trzeba to wyjedziesz ze mną ale mnie nie zostawisz. Dlaczego miałabym uciec? - spojrzała w jego oczy i uniosła brew. - Ostatnia noc, kolacja, kino. Kiedy się obudziłam chciałam zrobić ci coś do jedzenia zanim się obudzisz. Ale nie trzymam nic poza krwią, więc musiałam wyjść, żeby tobie zrobić niespodziankę - warknęła i przytknęła palec do jego piersi. - Oboje wiedzieliśmy, że Alex dowiedział się gdzie jestem ale nawet o tym nie myślałam. Nie przeszłam nawet dwustu metrów, kiedy wyczułam wilki, w tym jednego, który zaatakował mnie tydzień wcześniej. Jak idiotka chciałam ich odciągnąć jak najdalej ciebie, żeby nic ci nie zrobili. Nawet ich zgubiłam. Mogłam spokojnie uciec jak zwykle ale nie. Bo obiecałam tobie, że tego nie zrobię! Odczekałam kilka godzin, próbując zmylić ich trop i zaczęłam wracać do ciebie. Myślałam, że naprawdę mi pomożesz..że wyjedziemy razem. Ale ich było znacznie więcej. Otoczyli okolicę jakby wiedzieli, że tym razem wrócę. Nie minęła nawet godzina, kiedy doprowadzili mnie do niego - powiedziała głosem wciąż wypranym z emocji i odsunęła się od niego o krok. - Ale zostańmy przy wersji, że zniknęłam bez słowa i po prostu cię zostawiłam. Tak jest dla ciebie wygodniej. A teraz idź i zapominaj bo ja mam to gdzieś. W mieście znajdziesz wiele wampirów, albo James z przyjemnością znajdzie kogoś kto pomoże ci o mnie zapomnieć. No bo w końcu on nigdy cię nie zostawił tak jak ja.

    OdpowiedzUsuń
  105. - Oczywiście, że potrafisz. Gdy jest ich może kilka, ale nie kilkanaście doskonale przygotowanych na to co może się stać. Po co mi uczucia i człowieczeństwo Aidan? Dlaczego miałabym wracać do tego co było? Nie mam do czego wracać. Odebrał mi wszystko co miałam, ciebie też. Martwisz się o swoich przyjaciół, których możesz stracić? Ja byłam sama przez sto lat, zabrał każdego na kim mi zależało. A kiedy myślałam, że mam ciebie, coś się zmieni to mnie złapał i to też mi odebrał. Nie masz pojęcia co przeżyłam tylko dlatego, że chciałam po ciebie wrócić. Nie masz pojęcia co czułam. Nie musisz mi wierzyć, a ja nie zamierzam cię przekonywać. Nie zależy mi ani na tym, ani na niczym innym i jest mi z tym bardzo dobrze. Dla ciebie to może droga na skróty, a dla mnie to była jedyna droga.

    OdpowiedzUsuń
  106. - Gdzie więc byłeś ty i twoi przyjaciele kiedy mnie katował przez kilka miesięcy? Gdzie byłeś ty, mój podobno kochający mężczyzna kiedy od niego uciekłam i nie mogłam się nawet zregenerować? Tak wiele potrafisz mówić o tym jak mnie kochasz i jak ja bardzo cię skrzywdziłam, a jednak to ja byłam sama, a ty biedny dołowałeś się otoczony przyjaciółmi, którzy zawsze są przy tobie - prychnęła kpiąco. - Nie włączyłam i nie zamierzam tego zrobić. Gdybym to zrobiła zauważyłbyś, a ja wbiłabym sobie kołek w serce zanim byś się zorientował co się dzieje. Byle tylko nie czuć tego wszystkiego znowu. Tak więc nie, nie czuje. Patrzę ci w oczy i nie czuję zupełnie nic. Nie kocham, nie boję się i nic mnie nie obchodzi.

    OdpowiedzUsuń
  107. - Nie zależy mi na tym, żeby cię teraz specjalnie ranić, ani żebyś cierpiał. Zresztą mówiłam to twojemu przyjacielowi ale pewnie przypadkiem zapomniał ci wspomnieć. Nie wiem, może to jakiś dziwny rodzaj sentymentu do ciebie – wzruszyła ramionami. – Nie będę już kochać ani czuć Aidan – dodała wciąż tym samym chłodnym tonem. Nie mogła włączyć człowieczeństwa. Wiedziała, co wtedy się stanie, a to, że na niczym jej teraz nie zależało, nie ułatwiało sprawy. Dopóki nagle nie poczuje żadnej silnej emocji, nie było mowy o zmianie.
    - No dobrze, tylko powiedz mi jeszcze skąd twój blondynek wyciąga o mnie informacje i dlaczego nic nie chce ci powiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  108. - Bo masz ładną buźkę skarbie. Ale ma taką wielu innych i u nich to mnie jakoś nie powstrzymuje – odparła z rozbawieniem i puściła mu oczko. – No proszę, informacje z prawie jak z pierwszej ręki. Szczerze liczyłam na coś ciekawszego. A tyle ile wie James można się równie dobrze dowiedzieć szperając w starych gazetach i Internecie. Swego czasu było o mnie głośno z lepszych powodów – roześmiała się.
    Zbliżyła się do niego, nieco poważniejąc i spojrzała w jego oczy.
    - Jeżeli ten blondasek chociaż kiwnie palcem, żeby Alexander tutaj trafił bo sam nie chce mnie zabić ze względu na ciebie. To obiecuję, że długo będzie tego żałować i nie będę się przejmować tym, że jest twoim przyjacielem.

    OdpowiedzUsuń
  109. Zmrużyła oczy i wampirzym tempie przycisnęła go do ściany budynku.
    - To nie mój problem. Uprzedzam po prostu, że jeżeli któryś z twoich kolegów zagrozi mi w jakikolwiek sposób to pożałuje. I niech ci się nie wydaje, że tego nie zrobię – warknęła mu prosto w twarz. – A moje usta… Nie dziwie się. Twoje młodzieńcze zakochanie mija to i smak się zmienia. Ale chyba muszę ci podziękować. Odpowiedziałam ci na pytania bo byłam ciekawa twojej reakcji. A ty nic. Podobno to ja tu nie mam uczuć, a ty nawet nie drgnąłeś na wieść o tym, że spełnił się najgorszy koszmar twojej ukochanej. Utwierdziłeś mnie tylko w przekonaniu, że warto było przestać czuć.

    OdpowiedzUsuń
  110. - JESZCZE nie siedzę w twojej głowie. I wierz mi, że nie chciałbyś, żeby to się zmieniło – odparła kpiąco.
    Słysząc wołanie o łowcach, uśmiechnęła się szeroko i odsunęła od chłopaka.
    - Czas na zabawę. A już myślałam, że to będzie nudna noc – wywróciła oczami i zrobiła kilka kroków do przodu, zostawiając wilkołaka. Cóż, nie czuła strachu, więc dlaczego miała się przejmować, że łowców jest tak dużo.
    Dostrzegając jednego z łowców w ogrodzie, rzuciła się na niego i zwinnym ruchem skręciła mu kark. Z drugim nieco dłużej się pobawiła, ale przy tym nie zauważyła kolejnego za sobą. Poczuła jedynie jak srebrna kula wbija się w jej plecy.

    OdpowiedzUsuń
  111. Zacisnęła zęby, żeby nie krzyknąć z bólu. Srebrna kula w jej ciele paliła niesamowicie, a ona nie mogła nawet sięgnąć, żeby się jej pozbyć. Spojrzała na Aidana, który podniósł ją i zabrał. Na dłuższą chwilę zatrzymała wzrok na jego krwawiącym ramieniu, jednak nie była na tyle głupia, żeby pić krew wilkołaka.
    - Dlaczego mnie zasłoniłeś? – zapytała cicho, starając się nie okazywać przed nim bólu. Mimo wszystko krótkie jęknięcie wyrwało się z jej ust. – Gdyby mnie zabili miałbyś już ze mną spokój.

    OdpowiedzUsuń
  112. - Nikt dziś nie zginie - mruknęła krótko i nie zwracając uwagi na ewentualne sprzeciwy, zeszła z jego rąk. - James od razu uzna, że ja ci coś zrobiłam i będę miała na głowie wszystkie wilkołaki z okolicy zamiast spokoju - Zacisnęła zęby, próbując opanować palący ból w plecach i spojrzała na jego ramię. Odetchnęła głębiej z miną jakby biła się z myślami i objęła go w pasie. - Chodź. Opatrzę to jakoś. Twoja ukochana była sanitariuszką podczas wojny, próbując odkupić to czym jest - powiedziała i roześmiała się na samo wspomnienie, patrząc na nią teraz to było po prostu niedorzeczne. Zaraz jednak pożałowała śmiechu i zgięła się w pół z bólu. - W każdym razie widziałam już gorsze rany niż twoja.

    OdpowiedzUsuń
  113. Odpowiedzialność Sverre za wszystkie umowy zawiązywane w Last Chance oznaczała nie tylko, że mógł je anulować czy edytować i trzymał nad nimi pieczę, ale również, że był odpowiedzialny za wprowadzenie w zawód nowych kandydatów na demona z rozdroża. Normalnie skrzyżowanie, na którym znalazł się Aidan, byłoby kompletnie puste, ale Halbakken stał tam akurat z jakimś demonem w ludzkiej formie, usiłując objaśnić mu zasady pracy.
    -Kto daje i odbiera ten się w piekle poniewiera – powiedział do niego z ironicznym uśmiechem – dlatego my nigdy nie odbieramy tego, co dajemy. Zabieramy tylko dusze i w ten sposób możemy do woli siedzieć na ziemi. – Młody demon pokiwał głową ze zrozumieniem, wtedy do uszu Sverre doszły krzyki dochodzące z bliskiego otoczenia. Halbakken zjawił się błyskawicznie u boku młodego wilkołaka i przyglądał mu się przez ułamek sekundy, do czasu, kiedy postanowił się odezwać. Jego uczeń w tym czasie się ulotnił, pozostawiając nieprzytomnego człowieka w krzakach.
    - Zazwyczaj nie pojawiam się niewezwany i nie staję przed byle kim, ale ty masz wyjątkowe szczęście, Aidan. Jest może coś, co mogę dla ciebie zrobić? – Demony miały nie tylko naturalną siłę przekonywania, ale i umiejętność poznawania krótkiej historii życia osoby, z którą miały do czynienia. A więc także imienia i nazwiska.

    OdpowiedzUsuń
  114. - Nie tak łatwo nas zabić Aidan - powiedziała spokojnie, jednak drgnęła lekko kiedy widziała jak zamyka oczy. - Otwórz oczy. Nie możesz spać, rozumiesz? - warknęła i chwyciła go mocniej, ciągnąc za sobą.
    Chwilę później znalazła wspomnianą przez chłopaka leśniczówkę. Ułożyła go w środku pod ścianą. Czuła jak chłopak słabnie. Kilka dni wcześniej nie wierzyła w to, że coś mu się stanie kiedy był w szpitalu. Teraz nawet nie zwróciła uwagi, że coś zaczęło w niej pękać.
    - Zaraz będzie dobrze. Zregenerujesz się.
    Przeszukała szybko jego kieszenie. Znalazła jego telefon i niewiele myśląc wybrała numer do Jamesa.
    - Nie rozłączaj się - rzuciła szybko, wiedząc jak może zareagować na jej głos. - Źle z nim. Nie dam rady zabrać go do szpitala, musisz tu być, rozumiesz? Leśniczówka za hotelem, uważaj na łowców. Szybko! - wyrzuciła z siebie nawet nie czekając na jego odpowiedź i odłożyła telefon. Oderwała kawałek swojej sukienki i zawiązała ją mocno na jego ramieniu, żeby chociaż trochę zatamować krwawinie.

    OdpowiedzUsuń
  115. Nie spodziewała się, że blondyn tak szybko dojedzie, ale chyba odczuła pewnego rodzaju ulgę.
    - Szukałam, nic tu nie ma. Wyciągnę to. Jest czymś zatruty, nie dotykaj. Musisz go stąd jak najszybciej zabrać - powiedziała szybko i spojrzała krótko na chłopaka. Zacisnęła kolejny kawałek materiału na ręce Aidana. Jego krew mieszała się z werbeną z kołka ale nie zwracała na to uwagi. Kawałek drewna nie chciał wyjść. Zaciskała zęby, czując jak pali jej palce. Udało się dopiero po kilku długich minutach.
    - Idą tu - odwróciła głowę w kierunku niewielkiego okienka. Przycisnęła następny strzęp sukienki do rany chłopaka, który jeszcze bardziej zaczął krwawić, ale lepsze to niż sącząca się trucizna. - Zabieraj go! Już! - krzyknęła do blondyna. - Odciągnę ich.

    OdpowiedzUsuń
  116. - Oboje wiemy, że sam chciałbyś zobaczyć mnie z kołkiem w sercu - prychnęła i podeszła do blondyna, wciskając mu z powrotem kluczyki. - Nie zamierzam ich powstrzymywać tylko odciągnąć na tyle, żebyście odjechali. Nauczyłam się uciekać przez tyle lat, zgubie ich. James, on potrzebuje ciebie o wiele bardziej niż mnie. Nigdy mi nie wybaczy jeśli tobie się coś stanie, a o mnie możesz wymyślić cokolwiek, wie jaka teraz jestem i wciąż nic nie czuję - powiedziała patrząc mu w oczy. - Ten jeden, jedyny raz mnie posłuchaj. Nie ma czasu na dyskusję, oni zaraz tu będą, a Aidan może zaraz umrzeć. Nie dam rady tam dojechać.
    Nie zamierzała dawać mu wyboru. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka w samochodzie i w wampirzym tempie, ignorując ból, pobiegła w kierunku łowców. Dopiero kiedy ją zauważyli i zainteresowali się na tyle, żeby ruszyć za nią.

    OdpowiedzUsuń
  117. - Nie, raczej się nie znamy. Jestem jak złota rybka, która spełnia życzenia, pojawiam się w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze. - Sverre był w Last Chance od dawna, bardzo dawna, ale demony mają to do siebie, że mogą zmieniać twarz zupełnie dowolnie. Poza tym, raczej nie obracał się wśród nastolatków. Tutaj też nie węszył zbyt dobrej okazji, ale ostatnio skrzyżowania nie wypełniały się desperatami...
    -Ślub, w twoim wieku? - Sverre uniósł brew, lustrując chłopaka wzrokiem. Prawda była taka, że nie przepadał za dzieciakami, ale był niesamowicie znudzony i skłonny słuchać paplaniny Aidana, przynajmniej przez jakiś czas. Mógłby nawet udawać zainteresowanie...
    - Pewnie chciałbyś coś w tym życiu zmienić, hm?

    OdpowiedzUsuń
  118. Nie odwracała się za siebie. Było jej wszystko jedno czy ucieknie czy nie. Coraz bardziej zagłębiała się w ciemny las. Część łowców rozproszyła się, w poszukiwaniu innych istot. Z każdą chwilą czuła, że słabnie ale nie przestawała biec. Dopiero po kilkunastu minutach dogonił ją jeden z mężczyzn. Szarpali się dość długo, a kołek w dłoni łowcy nie napawał jej optymizmem. Nasączony tą samą mieszanką co ten wilkołaka. Nie był jednak przeznaczony na wilki, a właśnie na wampiry. W ostatniej chwili uchyliła się przed nim. Zamiast w sercu, utkwił w jej brzuchu. Łowca jedynie na moment stracił czujność pewny swojej wygranej, ale wampirzycy ostatkiem sił udało się skręcić mu kark. Przeszła jeszcze kilkanaście metrów, zostawiając za sobą ślady krwi. W końcu osunęła się po jednym z drzew i straciła przytomność.

    OdpowiedzUsuń
  119. Sverre spojrzał na zegarek na lewym nadgarstku. - O tej porze obstawiałbym raczej powieszenie, duszami handluje się raczej wieczorami... - Miał jakieś czterysta lat, a subtelne straszenie śmiertelników nadal go bawiło. Prawdopodobnie nigdy nie przestanie. - Nazywam się... Nazwijmy mnie Sebastian. Zajmuję się handlem. No, i, jak już mówiłem, profesjonalnie spełniam życzenia. - Mężczyzna usiadł kawałek obok Aidana. Z potencjalnymi klientami zazwyczaj nie dzielił się prawdziwym nazwiskiem, nie było w tym bowiem większego sensu. Powoli zaczynało mu się wydawać, że rozmowa z tym chłopakiem może być całkiem przyjemna, a w każdym razie zabawna. Naiwność bywała urocza.
    - Jeśli chodzi o ślub, wszystkiemu można zapobiec. W kwestii życzeń, za drobną opłatą możesz ich mieć nawet piętnaście - rzucił od niechcenia, lekko wzruszając ramionami. - Wszystko jest możliwe. Wyleczenie z nałogu, pozbycie się nieprzyjemnego członka rodziny, pieniądze, chwała... Przywrócenie kogoś do życia... - Skrzywił się. Miał dość nieprzyjemne doświadczenia związane z martwymi narzeczonymi i ich powrotami. -Przy tym ostatnim radzę się jednak zastanowić. Martwi często powinni pozostać martwi. - Sverre nie był robolem, był biznesmenem. Ale przy okazji również istotą permanentnie znudzoną.

    OdpowiedzUsuń
  120. Nie wiedziała jak długo była nieprzytomna. Czy spała godzinę, dzień, może dwa? Jej stan był bardzo ciężki, a lekarze długo próbowali usunąć z jej organizmu truciznę i resztki werbeny. W końcu jednak otworzyła oczy, w których pojawiło się przerażenie. Usiadła gwałtownie na łóżku i złapała się za głowę, wyrywając wenflony z rąk. Bariera odzielająca ją od uczuć i człowieczeństwa, która zaczęła pękać przy Aidanie, opadła całkowicie. Wszystko zaczynało do niej docierać. Każde wspomnienie przed którym się broniła, to co przeżyła z Alexandrem, wszystko co zrobiła po tym, chęć zabicia Aidana i jego przyjaciół. Wszystko na raz docierało do jej świadomości, mieszając się ze sobą.
    Wrzasnęła przeraźliwie, zaciskając palce na włosach.

    OdpowiedzUsuń
  121. Spojrzała na niego szeroko otwartymi, przerażonymi oczami. Z trudem łapała powietrze. Mimo leków uspokajających wciąż cała drżała. Nie była w stanie znieść wciąż napływających wspomnień.
    - Nie..nie.. nie.. – powtarzała w kółko i kręciła głową. – Nie wierzę ci… Nie… Co z nim jest? Co się dzieje? – zapytała z trudem. Musiała skupić się teraz tylko na wilkołaku. Wstała z łóżka i na chwiejnych nogach podeszła do drzwi gdzie stał blondyn. Podparła się ręką ściany, żeby zachować równowagę.
    - Gdzie on jest James? – zapytała chłopaka i spojrzała na niego błagalnie.

    OdpowiedzUsuń
  122. Otworzyła oczy jeszcze szerzej jakby nie do końca wierząc w to co słyszy. Osunęła się po ścianie na podłogę i usiadła, chowając twarz w dłoniach. Jeśli chciał dobić ją jeszcze bardziej to genialnie mu to wyszło.
    - Nic w sobie nie mam… W ogóle nic nie mam… -wyszeptała niemal niedosłyszalnie, chyba bardziej do siebie niż do niego. – Po co mnie ratowałeś..? – mruknęła jeszcze ciszej. Ostatnie czego w tej chwili chciała to zyć.

    OdpowiedzUsuń
  123. Słysząc głos Aidana natychmiast podniosła głowę. Krwawe łzy gęsto spływały po jej policzkach. Patrzyła na niego i nawet nie wiedziała jak ma się zachować po tym wszystkim co ostatnio mu zrobiła. Tak usilnie starała się opanować strach i panikę po odzyskaniu człowieczeństwa, ale nie potrafiła.
    - Nie wiem.. Nie wiem, nieważne… - wyszeptała, nadal trzymając się za głowę i kuląc pod ścianą. – Myślałam, że ty..że ty nie żyjesz…

    OdpowiedzUsuń
  124. - Wszystko wróciło.. Wszystko..jakby stało się chwilę temu… Wszystko co on.. – powiedziała ale głos się jej załamał. Zacisnęła pięści, wbijając sobie paznokcie w skórę. Czuła się jakby dopiero uciekła stwórcy. A nawet jeszcze gorzej, licząc wszystkie inne rzeczy jakie do niej dotarły. Nie umiała poradzić sobie ze wspomnieniami samej przemiany przez sto lat, a co dopiero teraz z tym wszystkim.
    - Nie liczę na to, że kiedyś mi to wszystko wybaczysz Aidan…

    OdpowiedzUsuń
  125. Wtuliła się w niego, łkając głośno, jednak kiedy usłyszała o ślubie zamarła i odsunęła się od niego.
    - Ślub? Że niby TWÓJ ślub? – zapytała jakby nie do końca mu dowierzając. Roześmiała się, wciąż przy tym płacząc. Zwariuje od tego wszystkiego. Nie wytrzyma tego wszystkiego, prostu zwariuje i na tym się skończy.
    - Tak, oczywiście, że damy radę. Oczywiście. Razem z twoją przyszłą żoną?
    Pokręciła głową z niedowierzaniem. Głowa pulsowała jej tępym bólem.
    - Nie..tak nawet będzie lepiej… Ze mną nie będziesz miał już przyszłości Aidan…

    OdpowiedzUsuń
  126. [Ale napieradlasz odpisami OwO ]

    - Najbardziej przejebane masz, kiedy najpierw jesteś sobie wiedźmą, a nagle twoja matka postanawia unieśmiertelnić cię i twoje rodzeństwo i puf! - Spojrzałem na swoje dłonie, w których niegdyś na zawołanie czułem przyjemne mrowienie kipiącej we mnie magi. Nawet nie zauważyłem, kiedy pijana Megan się na mnie wpakowała. Była na tyle nawalona, żeby nie trzymać się dobrze na nogach, ale jeszcze kontaktowała co się wokół dzieje. - Ale przynajmniej mogę się otaczać przez piękne czarownice. - Objąłem Meg ramieniem, jak dumny starszy brat. - A co do tego lustra to nie mam pojęcia. Chyba nie. To tak jakby chcieć siebie przestraszyć - nie uda ci się bo wiesz co chcesz zrobić i co się stanie. Z resztą po co? Zahipnotyzować siebie, żeby nie jeść słodyczy, czy co?

    [ten ostatni tekst, to jest wypowiedź tylko dywiz musiałam wstawić]

    OdpowiedzUsuń
  127. Spojrzałem to na jednego gówniarza, to na drugiego. Słysząc o imprezie zapowietrzyłem się lekko, tylko po to, żeby walnąć wykładzik.
    - Gdzie się po imprezach szlajasz gówniaro. - Zmierzyłem ją nie przyjemnym wzrokiem. - Nie dość, że mamy środę, a ja cię do baru zabrałem i się teraz zataczasz w środku tygodnia, to jeszcze na imprezę się wybierasz? Poza tym nie możesz iść.
    - Co? Jak to? Dlaczego znowu? Nie jesteś moim ojcem. - wygłosiła wyrazy swojego oburzenia jednym tchem, bez jakiejkolwiek intonacji.
    - Bo będziesz się uczyć.
    - Czego znowu do cholery. Teraz będziesz jeszcze pilnował, czy mam dobre oceny w szkole? Wystarczy, że do niej chodzę. - Jak zwykle nie przemówisz kobiecie do rozumu. Nie powie grzecznie "tak", albo poprosi ładnie, tylko od razu z ryjem do ręki karmiącej. Co się dzieje z tą młodzieżą.
    - Będziesz grzecznie się zaklęć uczyła. - Uśmiechnąłem się sarkastycznie by zrobić jej na złość.

    OdpowiedzUsuń
  128. - To cudownie. Naprawdę cudownie... Damy radę tylko pozbędziesz się swojej narzeczonej... Cudownie... - zacisnęła pięści i odwróciła od niego wzrok. Tego wszystkiego w tej chwili było dla niej już naprawdę o wiele zbyt wiele. Na samą myśl o tym, że miałby być z inną pękało jej serce.
    - Nie będziesz ze mną szczęśliwy Aidan... Nie zniosę tego wszystkiego co się stało, rozumiesz... Nie zniosę tego co on mi zrobił... Co ja zrobiłam... Nie chcę dłużej żyć... - odwróciła głowę w jego stronę i spojrzała w jego oczy z wciąż widocznym strachem i paniką. - Muszę to skończyć... Nie wytrzymam...

    OdpowiedzUsuń
  129. - Nie kocham cię za to jak wyglądasz Aidan... Wbrew temu co mówiłam ostatnio... - mruknęła, krzywiąc się przy tym. - Nigdy nie przestanę cię kochać. Nigdy, niezależnie od tego jak pomarszczony i stary będziesz... Jedyne czego żałuję to, że ja nie będę mogła zestarzeć się razem z tobą... Nigdy nie chciałabym, żebyś był wampirem... Potworem takim jak ja. Nie wiem jak możesz dalej chcieć ze mną być po tym co ci ostatnio zrobiłam... - powiedziała cicho, spuszczając wzrok. Tak bardzo chciałaby, żeby mogli żyć długo i szczęśliwie jak powiedział. Teraz jednak nie była w stanie uwierzyć, że jeszcze kiedykolwiek będzie mogła być szczęśliwa.

    OdpowiedzUsuń
  130. Odwzajemmiła jego pocałunek, choć jakby nieco niepewnie. Po chwili wtuliła się w niego mocno.
    - Będziemy mieć ładne widoki i będziemy razem... Poszłabym za tobą wszędzie... - szepnęła i westchnęła cicho. - Ucieknijmy teraz... Może jeszcze nie w Alpy ale przynajmniej ze szpitala... Gdziekolwiek. Nie chcę tu dłużej być... Zregeneruję się i bez pomocy lekarzy... - dodała wzruszając lekko ramionami. Nie wiedziała nawet gdzie ma teraz iść i co ze sobą zrobić ale to był jej najmniejszy problem.

    OdpowiedzUsuń
  131. - No tak, to zdecydowanie nie jest przyjemne... Też po drodzę spróbuję znaleźć coś do ubrania, w hotelu raczej nie mam już czego szukać... - odparła i położyła dłoń na swoim opatrzonym brzuchu. Nie było to przyjemne ale bolało i tak mniej niż wszystkie wspomnienia.
    - Oczywiście. Jemu nawet powinieneś powiedzieć. Już i tak wystarczająco mnie nie toleruje. Wolałabym, żeby nie posłał za mną całej watahy, myśląc, że cię porwałam ze szpitala... - mruknęła krzywiąc się lekko i powoli podniosła się z podłogi.

    OdpowiedzUsuń
  132. - Wiem, że jest dobry i naprawdę nigdy w to nie wątpiłam. I też rozumiem dlaczego mnie nie akceptuje, nie dziwie mu się, wiem przecież czym jestem… Chciałby dla ciebie jak najlepiej… - odparła i westchnęła. – I nie pójdę do hotelu, nie martw się. Znajdę coś szybko w tym sklepie i to wszystko. Gdzie się później spotkamy jak będziemy gotowi? – zapytała i spojrzała na niego. Szczerze nie chciała rozstawać się z nim teraz choćby na chwilę, ale jakoś musiała się przełamać.

    OdpowiedzUsuń
  133. Patrzyłem z niedowierzaniem na to co wyprawiała. Miałem świadomość, że gzi się z chłopakami, a co dopiero jak jest pijana, ale po jaką cholerę robiła to przy mnie na pokaz? O nie, należała się nauczka. Łup! I sukienka do góry, a cały tyłek na wierzchu. Jeszcze do tego stringi. Nie ładnie Meg.
    - Ej! - momentalnie oderwała się od chłopaka i dłońmi ściągnęła sukienkę w dół, by zakryć swoje pośladki, a zaraz potem chyba chciała mi przywalić z liścia za ten wybryk, ale widać alkohol robił swoje i dostałem w tors. Sama Meg była niezmiernie zdziwiona faktem, że nie trafiła, ale przy kolejnej próbie, chwyciłem ją za nadgarstek.
    - Tobie chyba już wystarczy alkoholu.
    - Jestem dorosła i mogę robić co chcę, tatusiu. - wycedziła ostatnie słowo z wyraźnym sarkazmem, starając się udowodnić mi, że nie mam nad nią władzy.

    OdpowiedzUsuń
  134. Kai uniósł brew wyżej. Próbował powstrzymać się od ewentualnego skręcenia mu karku tylko dlatego, że chłopak może mu się przydać. Kontrola, czy nie, wilkołak zawsze spoko.
    - Podczas dwudziestu lat mojego życia skupiałem się na tym, że cała moja rodzina miała magie w sobie, a ja nie oraz na tym, żeby puszczać mimo uszu komentarze mojego ojca, więc nie, nie wiem za dużo o tym świecie. Poza tym, przez ostatnie dwadzieścia lat byłem w więzieniu, magicznym więzieniu i byłem tam zupełnie sam, bez nikogo, kto mógłby mnie podszkolić z wiedzy z bestiologii, więc wybacz, że w ogóle pytam – przewrócił oczami.

    OdpowiedzUsuń
  135. Ona rzadko kiedy chodziła po galeriach handlowych. Za duże tłoki, kolejki w kasach i brak miejsc na parkingach weekendami. Ale raz, czy dwa była, więc wiedziała o co chodzi Aidanowi. A tak to zakupy robiła albo przez internet, albo czarowała. Chociaż z tym drugim starała się ograniczać. Nie chciała przecież zużyć całej magii na jakieś fatałaszki.
    - Czuję się zaszczycona tym faktem- jeżeli on stawiał to ona nie będzie mu przecież odmawiać.

    OdpowiedzUsuń
  136. Dość szybko zdobyła wszystkie potrzebne rzeczy. Chodząc po ulicach była po prostu przerażona. Każdy, nawet najmniejszy ruch w jej pobliżu, wywoływał u niej panikę. Miała wrażenie, że za każdym rogiem może spotkać stwórcę, który ją dopadnie. Jak najszybciej chciała chociaż na chwilę znaleźć się daleko stąd i uporać ze wszystkim w spokoju u boku wilkołaka.
    Widząc Aidana na miejscu, od razu mocno się do niego przytuliła. Nie spodziewała się jednak, że zaraz usłyszy ten Jamesa, w dodatku nie samego. Nie czuła się pewnie i nie potrafiła tego ukryć. Mimo to nic nie mówiła, blondyn i tak jej nie tolerował, a ona nie chciała dodatkowo pogarszać tej sytuacji. Wrzuciła szybki kilka swoich rzeczy do otwartego bagażnika i wciąż nic nie mówiąc, wsiadła do busa.

    OdpowiedzUsuń
  137. Spojrzała na chłopaka i wzruszyła nieznacznie ramionami.
    - Mi to w sumie obojętne... Chociaż samolotem byłoby o wiele szybciej, a na statku nie będę miała co jeść... - powiedziała cicho i skrzywiła się na samą myśl o tym jak piła z ludźmi i ilu ich zabiła. - Ale jak chcecie, ja się do was dostosuję. Tylko do świtu zostało kilka godzin... Do tego czasu musimy być albo na statku albo w samolocie, żebym miała czas się schować przed słońcem...

    OdpowiedzUsuń
  138. Skinęła tylko lekko głową i odwróciła wzrok w drugą stronę. Oparła głowę o szybę i w ciszy spoglądała na widoki za oknem, czekając aż w końcu znajdą się na lotnisku.
    Zaraz kiedy dojechali i chłopak zaparkował busa, wampirzyca wysiadła i podeszła do niego. Tak czuła się choć trochę bezpieczniej. Nie była też pewna swojej kontroli. Od ataku łowców nic nie jadła, a straciła przecież dużo krwi. Zdążyła też przyzwyczaić się do smaku świeżej krwi i nie wiedziała jak sobie teraz z tym poradzi.
    - Trzeba znaleźć jakiś najwcześniejszy lot... Resztą zajmiemy się już na miejscu... - powiedziała cicho, zerkając niepewnie na pozostałych dwóch chłopaków.

    [ Wszelkie tragedie i dramaty zawsze mi pasują ^.^ Poza malutką dramą Sophie, którą odwali, myślałam nad ich krótką wizytą w Paryżu skoro są już niedaleko. I w domu Soph i na cmentarzu, żeby niby tym jej pomóc w poradzeniu sobie z przeszłością i tam na dramacik z Alexem mam konkretny plan, tylko na to jeszcze chyba jednak za wcześnie. Albo Aidana ktoś chciałby ściągnąć z powrotem na ślub i pozbyć się Soph. Coś można by wymyśleć ciekawego. ]

    OdpowiedzUsuń
  139. Zacisnęła zęby i spuściła głowę po komentarzu blondyna na jej temat. Tak, to z pewnością będzie bardzo przyjemny wyjazd...
    - Nie trzeba mnie było ratować. Nie miałbyś problemu... - mruknęła cicho pod nosem. Kiedy jednak usłyszała o Paryżu, podniosła głowę i pokręciła nią gwałtownie.
    - Nie. Nie.. Nie tam... - powiedziała szybko i spojrzała ze strachem w oczach na Aidana. Nie była w rodzinnym mieście od przemiany i nie zamierzała tego zmieniać. Nawet jeśli chodziło tylko o krótką przesiadkę na lotnisku.
    - Nie mogę tam lecieć, nie chcę... Aidan proszę...

    OdpowiedzUsuń
  140. - Może dla ciebie to prawie tyle co nic Aidan... Nie dla mnie... - odparła cicho, spuszczając wzrok, żeby uniknąć jego spojrzenia. - I nie chodzi o to, że ktoś mógłby mi coś zrobić... - dodała jeszcze ciszej ale zaraz się zamknęła. Nie byli sami, a ona jakoś nie miała ochoty na rozmowy o tym przy blondynie i drugim wilkołaku. Szybkim ruchem przetarła oczy, czując jak mimo jej woli, zbierają się w nich krwawe łzy. Jeszcze tego by brakowało, żeby ktoś to widział.
    - Jak uważasz... - szepnęła po dłuższej chwili ze zrezygnowaniem.

    OdpowiedzUsuń
  141. - Jasne... - mruknęła tylko cicho i westchnęła. Objęła go mocno w pasie i przytuliła się. Nie miała pojęcia jak sobie z tym da radę, ale póki co musiała jeszcze przeżyć samo lotnisko pełne ludzi.
    - Chodźmy do odprawy... Im szybciej będziemy na miejscu tym lepiej... - dodała po chwili i pociągnęła chłopaka za sobą. Czuła jak oczy lekko ciemnieją jej z głodu. Zacisnęła mocniej palce na boku chłopaka, starając się opanować. Po kilkunastu minutach byli już po odprawie i zatrzymali się w poczekalni. Niepewnym wzrokiem patrzyła na tablicę z celem ich podróży ale nic już nie powiedziała. Wolała zamknąć się w sobie i sama przeżywać to co czuła. Zresztą jedynie do takiego rozwiązania była przyzwyczajona.
    Po kolejnych, ciągnących się dla niej w nieskończoność minutach, przejście do samolotu zostało otworzone. Spojrzała niepewnie na chłopaka. W jej oczach jednak wciąż tliła się nadzieja, że może poczekają jednak na inny lot.

    OdpowiedzUsuń
  142. - Dobra dobra, nie nagabywój jej na mnie wilczku. - Objąłem ją ponownie ramieniem i poddusiłem lekko, po bratersku. - A tobie już alkoholu na dziś wystarczy, bo cie nie upilnuję, żebyś do domu wróciła w majtkach. Jutro szkołę masz, tak ci tylko przypomnę.
    - To sobie zrobię wolne!
    - Nie zrobisz. - odparłem szorstko dopijając swojego drinka.

    [trzeba coś wymyślić bo nudno, any ideas? ]

    OdpowiedzUsuń
  143. Wampirzyca pokręciła lekko głową.
    - Nie. Oczywiście, że nie... Prześpij się. To będzie długi lot, odpocznij spokojnie - odpowiedziała i wymusiła lekki uśmiech. - Sama też niedługo pewnie się prześpię... Trzeba mnie było przewieźć w trumnie czy coś w tym stylu... Jak na filmach... Przynajmniej obudziłabym się dopiero w Szwajcarii... - dodała krzywiąc się i przytuliła się do wilkołaka. Chwyciła jego dłoń i splotła ich palce ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  144. Drgnęła lekko i wciągnęła gwałtownie powietrze, budząc się z koszmaru. Nawet nie wiedziała kiedy zasnęła ale przynajmniej tyle dobrze, że nie zaczęła wrzeszczeć na cały samolot. Automatycznie odwróciła wzrok od okna. Nie chciała widzieć miasta. Nawet przez chwilę i z oddali.
    - Jak długo musimy czekać na następny samolot? - zapytała nerwowym głosem kiedy wyszli już z samolotu i odbierali swoje bagaże. - Błagam powiedz, że niedługo... - dodała znów ściskając mocno jego rękę.

    OdpowiedzUsuń
  145. To nie było wcale trudne, mimo wszystko młodziaki potrafiły się bawić, choć z początku trzeba było ich rozkręcać. Przynajmniej koniec końców wszyscy się bawili, pili i co tam jeszcze chcieli. Sukces Katherine i Aidana!
    Po wywijała jeszcze trochę na parkiecie wśród grupki napakowanych testosteronem kolesi. Na dłuższą metę by z nimi nie wytrzyma, więc z lekkim uśmiechem na twarzy pożegnała się i rytmicznym krokiem odeszła na bok przy okazji zabierając jakiemuś brunetowi drinka. Nie był pierwszy, tamci faceci sądzili, że łatwo ją upić, na szczęście dla niej - zawiedli się.
    Popijając drinka ruszyła w stronę tłumu, po chwili wpadając na tańczącą parę. Odwróciła się w ich stronę z lekkim rozbawieniem na twarzy, w dłoni wciąż trzymając drinka. Czy to przypadek, czy przeznaczenie, ale wpadła na Aidana. Trochę wypiła i chciała go mieć tylko dla siebie, co nie było w jej stylu, w końcu wcześniej go odpychała. Spojrzała dziewczynie w oczy starając utrzymać jak najlepszą równowagę. - Idź się napić. - bez wahania użyła perswazji na dziewczynie, a ta posłusznie odeszła.

    OdpowiedzUsuń
  146. - Tak, oczywiście... Z dziesięć torebek B Rh- ... - mruknęła z lekkim grymasem na twarzy. Robiła się coraz bardziej głodna, a tłumy ludzi na lotnisku nie pomagały jej w tym, żeby chociaż trochę o tym zapomnieć. - Kup coś sobie, mną się nie przejmuj tylko prosze cię, wracaj szybko i wynośmy się stąd jak najszybciej... - dodała, patrząc na niego z niemym błaganiem.
    Usiadła na ławce pod ścianą, żeby poczekać na wilkołaka i spuściła głowę starając się opanować. Nie mogła znieść myśli, że jest tak blisko miejsc, w których żyła. Miejsc gdzie była po prostu szczęśliwa zanim to wszystko się wydarzyło. Nigdy nie chciała tu wracać, choć była winna rodzicom chociaż tyle, żeby odwiedzić ich grób. Żałowała, że nie przekonała reszty, żeby poczekali na inny lot.
    Po kilku minutach tuż przed nią potknęła się jakaś kobieta, rozcinając sobie kolano. Oczy wampirzycy momentalnie pociemniały, a kły wysunęły się. Wstała z ławki, nie spuszczając wzroku z kobiety.

    [To co? Przesunięcie ich lotu? Jakaś awaria, zła pogoda czy coś, żeby musieli zostać dłużej, a wilczek przekona ją do powrotu do przeszłości? Czy jednak najpierw do Szwajcarii zanim zniszczę całkiem psychikę Soph? ;D ]

    OdpowiedzUsuń
  147. [ Wąteczek z wilczkiem czemu nie :D Zresztą muszę mieć wątek chociaż z jednym panem (zwłaszcza jak Damon zwiał) xD
    Jakieś pomysły na początek ? :) ]

    Elena

    OdpowiedzUsuń
  148. Nawet nie zauważyła, że Aidan idzie w jej stronę dopóki nie odciągnął jej na bok. Zamrugała szybko, jakby sama była zszokowana tym co zrobiła i schowała kły. Spojrzała przestraszona na wilkołaka i odetchnęła głęboko.
    - Ja nie wiem co się stało... Przecież nie chcę..wiesz, że nie chcę... Przepraszam... - wyjąkała i spuściła głowę. Sama przed sobą bała się przyznać, że po tym wszystkim co ostatnio robiła i zasmakowaniu po stu latach świeżej,ludzkiej krwi, nie potrafi się już tak kontrolować jak wcześniej. A co dopiero przyznać to chłopakowi, któremu chciała zjeść przyjaciół...
    - Naprawdę przepraszam Aidan. To się nie powtórzy, obiecuję... - dodała po chwili wyraźnie zawstydzona i przygryzła dolną wargę. - Masz bilety? Im szybciej będziemy na miejscu tym lepiej...

    OdpowiedzUsuń
  149. [ To się Elena zdziwi xD Pomysł oczywiście mi pasuje ^^
    Kto zaczyna? :) ]

    OdpowiedzUsuń
  150. - Nie chcę nikogo "wrzucać na ząb" Aidan. Ani niewinnego ani bandyty. Nie robiłam tego nigdy i nie chcę tego robić teraz... Mojego sumienia już i tak nic nie oczyści... Będę się starać. Dla siebie i dla ciebie. Skoro raz mi się udało nauczyć kontroli to drugi raz też się uda... - powiedziała cicho i westchnęła. Wolała nie myśleć o tym, że na początku przebywała głównie sama z daleka od ludzi. Musiała dać sobie radę i tyle.
    - Wynośmy się stąd... - dodała jeszcze ciszej i przytuliła się do chłopaka. Chwilę po tym z głośników rozniósł się głos kobiety. Z każdym wypowiedzianym przez nią po francusku słowem, na twarzy Sophie pojawiało się coraz większe niedowierzanie i strach.
    - Nie... Nie, nie, nie... - wymamrotała kręcąc głową z niedowierzaniem i spojrzała w oczy chłopaka. Komunikat o kilku godzinnym opóźnieniu ich samolotu został powtórzony po angielsku. - Błagam zrób coś. To będzie dopiero rano, a ja nie mogę wtedy wyjść. Aidan błagam, nie zostanę tutaj do jutra...

    OdpowiedzUsuń
  151. Siedziała spokojnie w parku podglądając ludzi w ich codziennych sprawach, w codziennej pogoni za czasem. Uśmiechała się za każdym razem widząc jak małe dziecko pociąga za rękaw swoją rodzicielkę, jak chłopak obejmuje dziewczynę ramieniem… Kiedyś nie wyobrażała sobie, że może być inaczej, nie mogła pogodzić się z tym, że stanie się wampirem i nie będzie miała perspektyw, nie będzie miała dzieci. To było kiedyś, chociaż czasem nadal zazdrościła im tej normalności i brak zagrożenia życia. Acz nie żałowała, ani chwili, że nie wzięła od Damona lekarstwa. Nie chciała tego, nie potrafiła być człowiekiem, gdy najważniejsze osoby w jej życiu nimi nie są.
    Siedziała tak naprawdę długo, aż do wieczora. Potrzebowała tego. Zmrużyła oczy, gdy dostrzegła jakieś zamieszanie w oddali, między drzewami parku. Źle się działo. Poderwała się na nogi i ruszyła w tamtą stronę. Nigdy nie potrafiła być obojętna na krzywdę innych.

    Elena
    [ Mam nadzieję, że może być, jak nie to pisz to zmienię ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  152. - Może i James był dobrym nauczycielem dla ciebie, ale mimo to nie ma najmniejszego pojęcia o pragnieniu krwi przez wampira. Dałam radę jako młody wampir to jakoś poradzę sobie i teraz... Tylko nie mogę więcej pić z ludzi, przyzwyczaję się znowu do zwierzęcej i będzie dobrze... - odparła z lekkim grymasem na twarzy.
    Spojrzała na blondyna i pokręciła szybko głową.
    - Z moim głodem można poczekać, ale na pewno nie z lotem. Głód wytrzymam, Paryża już nie zniosę. Aidan ja tu nie zostanę, proszę. Cała noc przed nami, coś wymyślimy... Proszę... - powiedziała przenosząc błagalne spojrzenie na chłopaka.

    OdpowiedzUsuń
  153. Wzdrygnęła się, kiedy chłopak wziął ją na ręce. Nie spodziewała się, że ma tak dużo siły, chociaż w sumie to była całkiem lekka. Ponownie rozejrzała się wokół, chcąc cokolwiek dojrzeć w ciemności, niestety nic z tego. Nie miała wyostrzonego wzroku toteż nie potrafiła dokładnie zlokalizować wampirów, które najprawdopodobniej wybrali ich sobie na kolację. Złapała Aidana delikatnie za ramiona, jakby bała się, że zaraz wyląduje na ziemi i po chwili zacisnęła palce na jego ciele, kiedy tuż przed nimi pokazał się nieumarły.
    - Za nami jest drugi.. – Mruknęła dość cicho, choć krwiopijcy z pewnością usłyszeli jej słowa. I po co ona dzisiaj wychodziła? Żeby skończyć jako czyjaś przekąska, po czym rozpłynąć się w powietrzu? W końcu nikt nie jest lepszy w zacieraniu śladów od wampirów.

    OdpowiedzUsuń
  154. - Albo wiesz co Aidan?- zapytała, przykładając palec do policzka, zastanawiając się przez chwilę- Lepiej chodźmy do mnie. Zamówimy sobie jakąś full wypas pizzę. Obejrzymy jakiś najnowszy film- spojrzała na niego spod ukosa. Chłopak miał w sobie coś takiego, że od razu robiło się jej cieplej na duszy. O ile jeszcze takową miała. Musiała przyznać, że jej podoba się.Ale ona do tego nie przyzna się. To nie w jej stylu. Poflirtuje, poczaruje, ale nie będzie pozwalać sobie na zakochaniu się. Toż to wstyd, aby ponad trzystuletnia wiedźma zakochała się w takim młokosie.
    Przecież przez tyle lat skracała o głowy tych, którzy ośmielili się w niej zakochać. A na dodatek chłopak wyzwalał w niej te pozytywne emocje. A na to już pozwolić sobie nie mogła. Jeszcze straci swój wykreowany imidż wrednej suki.

    OdpowiedzUsuń
  155. Poszli do jej domu. Niezwykły w klasycznym stylu. Okazały jak na to miasteczko. Wyróżniający się spośród nich wszystkich. Ale kto bogatemu zabroni? A juz na pewno nie czarownicy. Wpuściła go przodem. Goście zawsze pierwsi wchodzą.
    I nie czekała długo. Przycisnęła go do ściany. Zaczęła go całować. Miała na niego wielką ochotę. A jak to połączyło się z chcicą to juz nic jej nie mogło powstrzymać.

    OdpowiedzUsuń
  156. Wlepiłem wzrok w szklankę, kiedy obrażona czarownica oddaliła się potrącając ramieniem jakąś dziewczynę.Pożałowałem, że nie przyszedłem tutaj jednak z Nastyą. Ta przynajmniej nie sprawiała by tyle problemów i nie całowała się na moich oczach z moim rozmówcą totalnie schlana. Zignorowałem trzaśniecie drzwiami. Co mnie obchodził jakiś wkurzony facet, którego zgnoił dziś szef, albo zostawiła żona i przyszedł do baru się nachlać. Dopiero słowa Aidana sprawiły, że oderwałem wzrok od szklanki. Przyglądałem się im uważnie analizując każdy ruch, ale dopiero kiedy wilkołak dostał po głowie poderwałem się z miejsca i chwyciłem jednego z nich za brodę.
    - Niegrzecznie jest wtrącać się w czyjąś rozmowę. - Wycedziłem przez zęby, ale zaraz poczułem ukłucie w szyję i dostający się pod skórę płyn. Na efekt nie trzeba było długo czekać, bo praktycznie od razu poczułem jak miękną mi nogi. Jedyne co zdążyłem zrobić to odszukać pośród gapiów Megan i mieć nadzieję, że nie jest tak zlana, że zapomni o tym co się działo. Upadłem na podłogę i zaraz straciłem przytomność.

    Nie wiem ile czasu minęło, ale obudziłem się z potwornym bólem... wszystkiego. Bycie wampirem miało to do siebie, że złamaną ręką musiałem się martwić przez kilka sekund, a nie kilka miesięcy. Za to werbena miała to do siebie, że dawała się we znaki, do puki nie opuściła organizmu. Powoli otworzyłem oczy i zobaczyłem siedzącego naprzeciwko mnie Aidana, który najwyraźniej wcześniej odzyskał świadomość.
    - Proszę powiedz mi, że wiesz kim oni są i czego chcą. Nie dość, że nafaszerowali mnie tym zielskiem to jeszcze zaczynam mieć kaca. Nie chce mi się bawić w zgadywanki.
    Spróbowałem się podnieść z ziemi i poczułem palący ból w nadgarstkach. Sznury nasączone werbeną, jakże przewidywalne.

    OdpowiedzUsuń
  157. - Wcale nie traktuję ludzi jako żarcie - warknęła, patrząc na blondyna. Zamrugała kilka razy, czując jak jej tęczówki znów zaczynają lekko ciemnieć. Zaknęła w duchu. Przez sto lat nie ruszyła człowieka, była cholerną sanitariuszką upapraną w ludzkiej krwi, a teraz nie mogła wytrzymać skaleczonego kolana.
    - Niech ci będzie... - Mruknęła zrezygnowanym tonem. Wiedziała, że sama będzie potrzebować o wiele więcej czasu na odzyskanie kontroli, niż gdy ktoś jej pomoże.. -Zrobię wszystko co chcecie, tylko najpierw chcę się wydostać z Paryża... - dodała ciszej i przybliżając się do Aidana, objęła go lekko w pasie.

    OdpowiedzUsuń
  158. - Już ci chyba powiedziałam, że się zgadzam, prawda? - mruknęła kierując wzrok na blondyna. - Tak, potrzebuję pomocy ale nie będę cię o nią błagać. Poradziłam sobie jako nowonarodzony wampir i teraz też dam radę. Ale tak, jeśli potrafisz mi pomóc to zrobię wszystko bo tak będzie szybciej, a ja nigdy więcej nie chcę pić z człowieka - dodała patrząc mu w oczy i westchnęła cicho.
    Przeczesała palcami długie włosy i spojrzała na tablicę z odlotami i przylotami. Zacisneła zęby i pokręciła głową ze zrezygnowaniem.
    - Rano nie mogę lecieć. Nie wyjdę przecież na słońce. Bedziemy musieli czekać do wieczora... - mruknęła chyba bardziej do siebie niż do nich. Już teraz zostało im jeszcze kilka długich godzin do świtu, a miała zostać jeszcze cały dzień? - Wiedziałam, że to zły pomysł lecieć przez to miasto...

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz