Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

niedziela, 28 grudnia 2014

Świat dziś pode mną powoli traci barwy


Krzyczę, że czuję, że żyję mimo iż już prawie jestem martwy.



Kol Mikaelson 
wiedźma | pierwotny wampir
ciało 21-latka | ponad 1000 lat

narcyz | psychopata | paranoik | zaniedbany braciszek



     Jak lud traktuje seryjnych morderców? Takich, którzy z zimną krwią i uśmiechem na twarzy, pozostawiają wyrżnięty w pień bar, tylko dlatego, że barman spojrzał na kogoś niewłaściwie? Pochodnie, widły, zakład psychiatryczny, kara śmierci... 
  Więc jakże wdzięczny powinien być swojemu bratu, że karą za łamanie wszelkich zasad moralnych jest tylko sztylet w serce i parę wieków trzymania w trumnie. 
  Jest fatalnym recydywistą, nie uczy się na błędach, co czyni z niego szaleńca, ale Nik wciąż popełnia ten sam błąd, dając mu kolejną szansę. W końcu: nadzieja umiera ostatnia, ale widocznie Klaus zapomina, że nadzieja matką głupich. 

     Może tym razem coś go tknie? Postanowi spróbować, jak jego bracia, udawać wpływowego businessmana, żyć spokojnie, co jakiś czas przenosić się do innego miasta? A może jak na nastolatka przystało zacznie imprezować i znowu sprawiać problemy?
  Nastąpiły czasy rozpusty i wiecznej zabawy, zwłaszcza dla kogoś, kto jest nieśmiertelny.
 Pójdzie do baru, zobaczy piękną dziewczynę, która wnet podda się jego urokowi osobistemu. Nie będzie potrzebował nawet hipnozy, szarmancki uśmiech i strumienie alkoholu załatwią sprawę. Piękność wróci z nim do domu, ale wszystko skończy się znów tak samo - krew na poduszce, brak tętna. Kolejna martwa dziewczyna, przy której się obudzi.
  Może sam przed sobą nie potrafił przyznać, że nad tym nie panuje? Zdołał wmówić sobie, że to dla niego zabawa, coś co sprawia mu radość i nad czym ma kontrolę. Ale może dlatego nie potrafi się do nikogo zbliżyć? Jedynymi osobami, które zawsze były blisko niego to jego rodzeństwo. Klaus, który w jednej chwili wraz z nim cieszył się rozrywaniem gardeł, a w następnej wbijał mu sztylet w serce. Cóż, przynajmniej patrzył mu wtedy w oczy. Następna jest jego kochana siostra, Rebekah, która już nie raz go zdradziła czy oszukała, gdy po raz kolejny postanowił jej zaufać. Elijah, który co prawda nic mu nigdy nie zrobił, ale też przejmował się nim tyle, co wczorajszą kolacją. Finn? W tym przypadku zgadzał się z resztą rodzeństwa - denerwujący maminsynek.  

  Nawet mając wokół siebie ludzi czuł się samotny. Z początku nawet próbował tworzyć swoje własne wampiry, jednak po kolejnej drzemce zapewnionej przez Niklausa jego protegowani rozpierzchli się bezpowrotnie po całym świecie. Od tego czasu odpuścił sobie masowe przemiany, choć nie stronił od przedłużania życia tych, którzy jego zdaniem na to zasłużyli. W swoim mniemaniu jakoś rekompensował w ten sposób ogrom skróconych żywotów. Zdarzały mu się przelotne romanse, może nawet coś głębszego, ciekawe i szczere przyjaźnie, jednak większość z tego zawsze była mu nagle odbierana. Nic dziwnego, że odbiła mu szajba.  



Ludzie się nie zmieniają, oni po­kazują swo­je praw­dzi­we oblicze. 
__________________________
SZYNKI w piątki nie jemy. 
powiązania bardzo chętnie
ja wymyślam, ty zaczynasz 
- i na odwrót
nic na siłę.




85 komentarzy:

  1. [Witam. Może jakaś chwilowa wampirzo- wailkołacza współpraca między naszymi panami?]

    Aidan

    OdpowiedzUsuń
  2. [To ja się już ładnie, oficjalnie witam :)]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Pomysł z zakumplowaniem się mi odpowiada :D]

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Nigdy nie czytałem Atramentowego Serca, ale miałem zamiar. Pomysł jest bardzo dobry, tylko powiedz mi od którego momentu mielibyśmy zacząć, no i Charles niezbyt chętnie świadczy "usługi", wiem, że Kola mało to interesuje, no ale. ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  5. [ Ok, zacznę tylko jeszcze ostatnie pytanie. Ten duch to ma być ktoś konkretny czy to też zależy od mojej inwencji twórczej? ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  6. Nudził się jak mops. W radio Steven Tyler śpiewał coś o tym, że ze światem stało się coś złego, ale on nie wiedział co. Aidan uśmiechnął się lekko pod nosem. Lubił teledysk do tej piosenki. Być może dlatego, że w jakiś sposób zespół "przepowiedział" to, co dzieje się dzisiaj. No, ale to tak uważał Collins. A to co myśleli inni to go raczej nie obchodziło.
    Przyciszył muzykę, kiedy usłyszał, że telefon dzwoni mu już od dłuższego czasu. "Pali się, czy co?" - Przemknęło mu przez myśl.
    - Co robisz? - Usłyszał po drugiej stronie głos Jeffa.
    - Aktualnie to opierdalam się w rytmach Aerosmith. - Odpowiedział totalnie znudzony nastolatek.
    - Szykuj się. Za dwadzieścia minut wbijam do ciebie i idziemy na balety.
    O, taka forma rozrywki mu jak najbardziej odpowiadała. Balety, podrywanie dziewczyn, alkohol... Zapowiadało się dosyć ciekawie.
    ***
    Po kilku godzinach włóczenia się w tę i we w tę zaczynało robić się zimno. A skoro Aidanowi było chłodno to to już nie można nazwać czymś zwykłym. Jeffa zgubił gdzieś po drodze. Albo to Jeff zgubił gdzieś jego. W sumie to na jedno wychodziło, bo do baru wszedł sam.
    - Poproszę piwo. - Powiedział do barmana, stając obok jakiegoś, nieznanego mu kolesia, który obserwował... Jak jej tam było? A, już pamiętał- Yvonne. Cholerna puszczalska sucz.

    OdpowiedzUsuń
  7. Spojrzał pytająco na chłopaka stojącego naprzeciwko niego. Widział, że nie żartuje i nie podobało mu się to, że tajemniczy ktoś wie o jego umiejętności. Nikt nie miał prawa o tym wiedzieć, niestety kilka osób potrafiło to wyczuć.
    Charlie miał to przeczucie, żeby nie wychodzić dzisiejszego dnia z domu. Czasem miał ten dziwny pulsujący bul głowy, który był tak charakterystyczny, że chłopak doskonale wiedział co on oznaczał, a przynajmniej tak myślał, bo to kłucie pojawiało się zawsze, gdy miało stać się coś złego. Mimo wszystko postanowił to zbagatelizować.
    Po tym co widział, zrozumiał, że znalazł się w beznadziejnym położeniu. Przed nim wciąż leżało ciało biednej nieznajomej, która kilka minut temu zakończyła swoje życie. Charles nie chciał skończyć tak samo. Usiadł na krześle, które znajdowało się niedaleko i wziął kilka głębszych oddechów.
    – Dobrze – odezwał się głównie po to, by przerwać ciszę, która strasznie go denerwowała. Wpatrywał się tępo w przestrzeń przed siebie, w której to zaczęła pojawiać się jakaś postać. Bycie medium nie zawsze było przyjemne, nigdy nie wiedziało się na jakiego ducha można trafić, ani czy w ogóle jakiś zechce się pokazać. Niestety dusze miały to do siebie, że lubiły pokazywać się nieproszone.
    – Widzę ciemnowłosą kobietę – powiedział po chwili. Na razie nie mógł stwierdzić nic więcej, bo jego umysł przepełniony był myślami nie tylko swoimi ale i ducha, który właśnie się objawił.

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  8. [To jak, klasycznie dajemy sobie wciry na powitanie, czy szykujemy grubszą sprawę? No i tu Kol nie umarł, nie opieramy się na TO, więc nigdy nie był w ciele czarownika Kaleba.]

    OdpowiedzUsuń
  9. - Nie tylko ja ją znam. - Prychnął cicho pod nosem. - Ale i całe miasto. A przynajmniej ci wszyscy panowie, którzy tutaj przychodzą w weekendy. - Uśmiechnął się pogardliwie w kierunku dziewczyny. Ta chyba to zauważyła, bo pokazała Aidanowi język. Już miał odpowiedzieć jej, że się nie pokazuje języka, bo krowa nasika... Ale jakoś powstrzymał się przed tym. Nie potrzebował awantury w barze. Wystarczająco tutaj naawanturował się jego wiecznie pijany ojciec. Upił łyk zimnego piwa. Mimo iż nie był jeszcze pełnoletni to i tak sprzedawali tutaj młokosom alkohol. Najwidoczniej właściciel wychodził z założenia, że biznes musi się kręcić i to za wszelką cenę.
    - Aidan Collins. - Przedstawił się dla nieznajomego. No bo skoro już siedzieli tuż obok siebie... Przy jednej ladzie... I jako tako rozmawiali ze sobą, to warto było wiedzieć to, jak nazywa się rozmówca.

    OdpowiedzUsuń
  10. Spojrzał na wampira i uniósł lekko brew do góry.
    – Nie jestem amatorem – powiedział i odchrząknął głośno, po czym znów zaczął wysłuchiwać myśli ducha. Nie przedstawiały się one najlepiej – Nie jestem też wiedźmą – dodał po chwili biorąc do ręki naszyjnik. Tak jeszcze nigdy nie robił, więc nie wiedział co mogłoby się stać, o ile w ogóle coś miało się wydarzyć. Obracał wisiorek w dłoniach.
    – Miała na imię Jacqueline i miała dziewiętnaście lat w chwili gdy, no wiesz – zamknął oczy. Momentalnie poczuł dziwny dreszcz, co bardzo mu się nie spodobało. Nie zdążył jednak niczego zrobić, gdyż bezwładnie opadł na podłogę i dostał spazmów. Zabrakło mu powietrza i zaczął coś bełkotać. Widział wokół siebie kilka obcych osób, których twarzy nie mógł rozpoznać. Wszystko było rozmazane. Po chwili poczuł przeszywający ból szyi i ciepło, spływające w dół klatki piersiowej. Nie mógł poruszyć ręką. Kilka sekund później zalała go ciemność.

    [ Mam pomysł, żeby duch czarownicy opętał Charliego i przez jakiś czas byłyby dwie dusze w jednym ciele, co Ty na to? Zawsze można by to jakoś ciekawie rozwinąć. ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  11. [Niech będzie, że Nik okazał łaskę i pozwolił mu trochę samemu pohasać po świecie (zastrzegając, że jak przeczyta w gazetach o masowych morderstwach, to znów zaśpiewa mu kołysankę). Kol ma dla niego nowe rewelacje, czy tylko stęsknił się za bratem?]

    OdpowiedzUsuń
  12. [A owszem ─ pozwolenie ma, Lucy po to tu jest, aby nieco jej namieszać. Nie może się przecież dziewczyna nudzić. Masz jakieś pomysły na to mieszanie? :)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  13. [Może próbować, zobaczymy co z tego wyjdzie. A różnica wieku Lucy w niczym nie przeszkadza, w końcu jest wampirami bardzo zafascynowana. :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  14. [Aaa... Oglądałam kilka pierwszych odcinków tylko, ale sobie poczytam, może się czegoś dowiem o tej relacji. :) Mam nadzieję, że to poniżej odpowiada.]

    Opuściła redakcję po godzinie siedemnastej; postawiła ostatnią kropkę w najnowszym artykule, przeczytała tekst jeszcze raz i posłała do ewentualnej korekty i zatwierdzenia przez naczelnego. Skończyła pracę na ten tydzień, ale wcale nie czuła satysfakcji. Pisanie w rubryce z poradami dla pań, jak ładnie wyglądać i zadowalająco prowadzić dom, nie było jej marzeniem. Miesięczna pensja ledwo starczała na czynsz i jeden nowy ciuch, a ona przecież też chciała ładnie wyglądać. W domu, w szufladzie, trzymała wydrukowane artykuły o istotach paranormalnych. Cześć z nich zaczerpnęła z czegoś w rodzaju bestiariusza ojca, który kiedyś znalazła przypadkiem i zrobiła zdjęcia starym analogowym aparatem. Pozostałą część spisała już tutaj, kiedy wampiry ujawniły się światu, a w jej głowie pojawiało się coraz więcej i więcej pytań.
    Dotarła do niewielkiego mieszkanka godzinę później, rzuciła torebkę, ściągnęła buty i rozpięła płaszczyk, włączając telewizję. Szybko sięgnęła po lampkę z winem i rozsiadła się na kanapie, czując uchodzące z niej zmęczenie. Lokalne wiadomości pokazywały bunt wielkich chrześcijan pod barem prowadzonym przez wampiry. Lucy zgłośniła i zrozumiała, że w końcu przepędzą stamtąd niezadowolonych obywateli, bo nocne życie miasta zacznie tętnić, pulsować, obejmować swoimi mackami coraz większą część społeczeństwa. Dlaczego miałaby nie dołączyć do tego szaleństwa?
    Ubrała obcisłe czarne spodnie, botki na stosunkowo wysokim obcasie, luźną, jasną koszulę i zarzuciła na to skórzaną kurtkę. Nieważne, że mogła zmarznąć. Musiała przecież jakoś wyglądać skoro szła do tak… innego miejsca. Uśmiechnęła się delikatnie, patrząc na swoje odbicie w lustrze. W niczym nie przypominała teraz szarej dziennikarki. Odgarnęła jasne włosy na jedno ramię i opuściła mieszkanie, wsiadając do zamówionej taksówki. Mężczyzna nie chciał podwieźć ją pod sam bar, więc musiała przejść pieszo parę metrów, jednak prędko, około godziny dwudziestej pierwszej, weszła do środka, nim się zdążyła rozmyślić. Przełknęła głośno ślinę, robiąc kilka niepewnych kroków w przód. Pokazała prawo jazdy bramkarzowi i była w szoku, że pilnują tutaj tego, aby nie wpuszczać nieletnich. Czuła na sobie spojrzenie wielu, nie była tylko pewna, którzy z nich są ludźmi, a którzy już nie… Jej serce waliło jak szalone, szybciej pompując krew. Usiadła na wysokim, barowym stołku.
    — Coś podać? — spytał wytatuowany barman, a Lucy rozchyliła usta, nie potrafiąc wydobyć z siebie ani jednego słowa. Zacisnęła drobne dłonie w pięści, układając je na udach.

    OdpowiedzUsuń
  15. Lucy wiedziała o istnieniu różnych, innych istot już jako dziecko, bo akurat tego ojciec przed nią nie ukrywał. Ukazywał jej ten zakazany, zły świat głównie w mrocznych opowieściach, które miały służyć jako dobranocki. Była uświadomiona, miała pewność, że istnieje coś takiego, jak wampiry czy wilkołaki, ale nie miała już pojęcia, jak z tym walczyć i jak takiego osobnika rozpoznać, bo jak wiadomo – w większości przypominali oni zwykłych śmiertelników. Mimo tego, że była córką łowcy, była zupełnie bezbronna. Nie poznała tajników pracy Damiena Walkera, bo też nigdy nie była upragnionym synem, którego miejsce zajął nastolatek z ulicy. „Brat” Lucy, o którego jako nastolatka była przecież zazdrosna, a teraz? Teraz działała na własną rękę, narażając się na niebezpieczeństwo. Ojciec na pewno nie byłby zadowolony ani tym bardziej dumny.
    Drgnęła, słysząc czyjś głos i od razu odwróciła głowę, spojrzeniem lustrując jego źródło. Uniosła brew i zerknęła raz jeszcze na mężczyznę. Mogła od razu stwierdzić, że był przystojny i wyglądał bardzo młodo, jak większość gości tego lokalu.
    — Martini będzie w sam raz — odpowiedziała dla formalności, kiedy barman wziął się za przyrządzanie drinków. W końcu odzyskała mowę, a i przybycie towarzysza, który zamówił drinka, dodało jej odwagi, co przecież absurdalne, bo nie mogła mieć pewności, z kim rozmawia. Uśmiechnęła się delikatnie, odwracając się do niego przodem, co umożliwiło jej obrotowe krzesło, na którym siedziała.
    — Zgadujesz? A może po prostu to wiesz? — spytała cicho, a kiedy barman podsunął im drinki, Lucy chwyciła za jeden kieliszek i umoczyła usta w alkoholu, nie odrywając wzroku od swojego rozmówcy. Nadal nie uspokoiła tłukącego się w klatce piersiowej serca, nadal czuła dreszcze przebiegające po jej plecach, nie mogła tego mrowienia określić ani przyjemnym, ani nieprzyjemnym. Odstawiła kieliszek, oblizała usta, co było jej nawykiem i zmrużyła oczy.

    OdpowiedzUsuń
  16. Świat wirował a Charlie czuł jak uchodzi z niego życie. Powoli tracił czucie w kończynach i przestawał oddychać. Zwykłą rozmowa z duchem stała się ostatnią w jego życiu. Po chwili nie czuł już nic, co zresztą go nie obchodziło. Stał nad swoim ciałem a wszyscy inni wydawali się być zamrożeni, bo nikt się nie ruszał. Był w towarzystwie dwóch innych duchów. Duch kelnerki nadal nie mógł uwierzyć w to co się stało i bez celu krążył wokół swojego ciała. Inny duch, z którym Charles niedawno złapał kontakt nie wyglądał na zadowolonego. Chłopak chciał coś powiedzieć, ale poczuł silne szarpnięcie i świat znów ogarnął mrok.
    Otworzył oczy i zaciągnął się powietrzem. Duchy zniknęły, ale ból szyi i głowy pozostał. Jedyne na co się zdobył to uniesienie ręki i dotknięcie swojej szyi. Nie wyczuł nacięcia, ale ciepła krew nadal tam była. Chłopak nie miał pojęcia co się właśnie stało, ale miał dość wszystkiego. O niczym tak bardzo nie marzył jak znaleźć się we własnym łóżku.
    – Kol? Nie wierzę, że mogę z tobą porozmawiać – wydobyło się z jego ust, ale Miller był w stu procentach pewny, że to nie było to, co właśnie chciał powiedzieć. Zatkał sobie usta dłonią.
    – Co to było? – spytał bardziej siebie niż obecnych, potem zalała go fala nieswoich wspomnień, a jakiejś ciemnowłosej dziewczyny. Wspomnienia te mieszały się z jego własnymi. Nie było dobrze.

    [ Ogólnie to mam plan taki, by duch Jackie siedział w ciele Charlesa i utrudniał mu życie. To będzie przypominać coś takiego jakby mój pan miał dwie osobowości, raz będzie sobą a raz tą czarownicą. Będą takie mieszane dialogi i w ogóle Charlie może posiąść moc czarownicy, dopóki ta będzie w jego ciele, co skończy się na tym, że ani dziewczyna ani on nie będą chcieli się siebie pozbywać, bo ona będzie mogła znów żyć a on zdobędzie moc, co w połączeniu z jego umiejętnościami spowoduje, że stanie się silniejszy. Później to jakoś rozwiążemy, co Ty na to? ]

    Charles

    OdpowiedzUsuń
  17. W gruncie rzeczy był z niego rodzinny typ. Lubił chwile, gdy razem gromadzili się przy jednym stole. Dobre jedzenie (nie, nie miał tu na myśli krwi pięknych dziewic), dobry alkohol i mogli puścić w niepamięć dawne niesnaski. Bo gdy odwrócą się od własnej rodziny, co im pozostanie? Wieczny głód i żal do nieżyjących rodziców. Nienawiść ich niszczyła, dlatego musieli stanowić dla siebie nawzajem opokę.
    Gdziekolwiek Klaus zatrzymywał się na dłużej, miał w zwyczaju wić przysłowiowe gniazdo, bezpieczną przystań, do której ściągał najbliższych. Posiadając artystyczną duszę, nie sprawiało mu trudności dopieszczanie domu. Dobór ścian, rodzaju podłóg, mebli i dodatków, to wszystko sprawiało mu ogromną frajdę. Często ozdabiał wnętrza pracami swymi, czy innych artystów, dzięki temu zyskiwały one osobisty charakter. Niepowtarzalnie i z duszą, jak on sam. Tak, to ten sam facet, który za nic miał ludzkie życie, mścił się do usranej śmierci i dbał przede wszystkim o swoje dobro.
    Był sam w domu, wciąż czekał na przyjazd rodzeństwa. Usłyszawszy dzwonek, odstawił na stolik szklankę Single Malt i podszedł do drzwi. Nie musiał ich otwierać, by wiedzieć, kto za nimi stoi. - Śledziłem wiadomości! - krzyknął na tyle głośno, by głos przebił się na zewnątrz, nim szarpnął klamkę. Otworzył drzwi na oścież, prezentując się w całej okazałości. - I jestem mile zaskoczony, że nie wznieciłeś żadnej wojny domowej. - Witaj w domu, bracie. Przynosisz wieści ze świata? - rozwarł szeroko ramiona, chcąc wymienić braterski uścisk.

    OdpowiedzUsuń
  18. - A żebyś wiedział. Tfu!- Splunął nieco alkoholem. - Kurwa mać. Co to za piwo? - Zapytał, krzywiąc się. Barman spojrzał zakłopotany na Aidana.
    - Wybacz. Najwidoczniej tamten gość zabrał twoje... A ja przez pomyłkę postawiłem jego tutaj. - Podrapał się po głowie.
    - Człowieku! Ty chcesz mnie otruć? - A no bo wiesz, jak nie wiesz. Co jak co, ale Aidan należał do tych istot, które nie lubiły alkoholu z sokiem. Chłopak za ladą szybko naprawił swój błąd. "Od razu lepiej." - Przemknęło chłopakowi przez myśl, kiedy upił świeżego piwa.
    - Miło mi cię poznać Kol. - Aidan uśmiechnął się nieznacznie znad kufla. - A przynajmniej na ten moment.

    OdpowiedzUsuń
  19. Może nie powinien był tak naskoczyć na tego barmana... Ale jakoś tak nie wytrzymał i stało się. No, a teraz to już musztarda po obiedzie. Było, minęło. Jutro przyjdzie i przeprosi. O ile nie zapomni o tym.
    - Wiesz... Niekoniecznie od razu tak źle. - Odpowiedział chłopak, uśmiechając się delikatnie w jego kierunku. - Chodzi tylko o to, że teraz siedzimy w barze. Pijemy jakiś tam alkohol. Ty znasz moje imię, a ja twoje. I to jest jak najbardziej w porządku. - Stwierdził bez ogródek. - Ale nie wiadomo co może przynieść jutro. - Puścił do niego oczko. - Z tego co widzę to jesteś tutaj nowy. Wybacz, ale jakoś wcześniej ciebie nie widziałem. - Powiedział nastolatek, przyglądając mu się uważnie.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Jasne że wątek! Czyli spotkanie w domu, i kulturka powiadasz że zero mordobicia? :D]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  21. [Jakby ich usadzić w jednym odcinku, to serial roz... pieprzony xD
    Musi być wątek z Kolem, to jasne xd W ogóle o co chodzi z tym, że Kol jest wiedźmem? xd Może to jakoś połączyć?]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  22. [Wiem, że z nimi współpracował xd tak, miałam go wcześniej, no bo Kol i jeszcze z ciałem Nate'a, trololo...
    No w sumie okej, tylko Kai nie bardzo zna się na wampirach i tak dalej, więc jakieś oryginalne wampiry to już w ogóle zagadka. Może niech to Kol się do niego przyczepi, bo usłyszy o takim przypadku i będzie chciał sprawdzić, czy jest się czego obawiać? Okaże się, że owszem i teraz ja bym chciała współpracę, bo jak oni zaczną współpracować, to zawładną światem.]

    OdpowiedzUsuń
  23. Czasami Aidan nie panował nad tym jaki gest i do kogo wykonuje. Czasami też zdarzało mu się powiedzieć jakieś przysłowie nieadekwatne do sytuacji. No cóż, nie ma ludzi nie omylnych. Każdy uczy się na błędach przez caluśkie swoje życie. A i tak umiera głupi. Westchnął cicho.
    - Zdążyłem poznać już Klausa. - Stwierdził szatyn. - Całkiem fajny gość. - Dodał po chwili. Być może wynikało to z faktu, że ten uratował Collinsowi skórę. I jakoś lepiej mu się z nim rozmawiało niż z nie jednym dorosłym, którego przyszło mu spotkać. - Coś się stało? - Zapytał, kiedy dostrzegł dziwny wyraz twarzy Kola. Pobladł nieco, widząc kto zbliża się w ich kierunku.
    - O kurwa... Będą kłopoty. - Wyszeptał, kiedy zauważył tego domowego donosiciela- Marka. Mark lubił mu jakoś uprzykrzać życie. Chociaż Aidan nie wiedział dlaczego. No, ale jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził.

    OdpowiedzUsuń
  24. To wcale nie było śmieszne. Nie podobało mu się to, że jakiś duch od tak włazi sobie do jego ciała i rozmawia z wampirem jak gdyby nigdy nic. Millera krew zalewała, ale nie potrafił jednoznacznie stwierdzić czy była to jego złość, czy ducha dziewczyny, która została zamordowana przez swój własny sabat. Nie wiedział ile razy zdążył powiedzieć w myślach to zdanie, ale nie było dobrze. Na domiar złego miał w sobie ducha czarownicy. Było bardzo niedobrze, bo wiedział do czego te są zdolne.
    Chłopak zamknął oczy i skoncentrował się na czymś, po chwili głos dziewczyny, jak i wszystkie jej myśli zniknęły. W jakiś sposób Millerowi udało się ją zamknąć w swojej głowie, co zapewne nie spodoba się wampirowi, no ale miał to już gdzieś.
    – Chyba koniec na dzisiaj – powiedział podnosząc się z ziemi. Gdy już pewniej stał na nogach poczuł się jakoś inaczej.

    [ Heh, no to Kol się nacierpi, bo Charles nie będzie chciał szybko Jackie się pozbyć, zwłaszcza gdy przeniesienie jej do innego ciała będzie wiązać się z zabójstwem pierwszego właściciela ;p ]

    OdpowiedzUsuń
  25. [A tam, kłótnie od razu, pf.]

    Kai przybył do miasta dość niedawno. Zgarnął całą magię z Mystic Falls, to po co miał tam dalej siedzieć? Musiał szukać okazji do dalszego wchłaniania mocy. Potrzebował jej, przecież z magią było o wiele łatwiej. No i nikt nie mógł mu podskoczyć, bo był zbyt silny. Chciał utrzymać ten stan. W dodatku z jego ostro skrzywioną psychiką? Nic nie stało mu na przeszkodzie. Chciał się nauczyć więcej przydatnych zaklęć. Bo rzucanie na siebie osłony, a także znikanie uważał za dość użyteczne sztuczki. No ale chciał więcej, a że w Last Chance tyle się ostatnio dzieje... pora spróbować tutejszej magii.
    Udał się zatem do Truposza, podobno najpopularniejszego lokalu w mieście. Usiadł sobie w kącie z dobrym napojem i obserwował, nasłuchiwał, czekał.

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  26. [Rebekah go chyba zabije, jak zobaczy w domu XD Od razu wyląduje na dworze zabierając ze sobą drzwi wejściowe. Zaaaaaczniesz? :>]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  27. Niklaus miał w zwyczaju zwoływać całe rodzeństwo do miejsca, gdzie właśnie przybył i postanowił zostać na jakiś czas. Wystarczyło kilka dni, aby każdy z rodzeństwa Mikaelson był na miejscu, oraz udawał że wszystko jest w porządku. Tak było i tym razem. Będąc w Paryżu, odebrała telefon od brata, choć nie miała zbytniej ochoty z nim rozmawiać. Ich ostatnie spotkanie skończyło się jak zawsze ogromną kłótnią, i masą nieprzemyślanych słów. Wtedy Rebekah wyjechała, aby ochłonąć, i na jakiś czas odciąć się od rodziny. Powodem kłótni był Kol, który został obudzony przez Niklausa, z czego Bekah nie była zadowolona, i wiedziała że to się źle skończy.
    To musiało się źle skończyć.
    Kol nigdy nie był oznaką niczego dobrego.
    Kol zawsze musiał coś nabroić.
    I nabroił, choć o tym Rebekah dowiedziała się zupełnie sama, kiedy to będąc jeszcze w Ameryce, natknęła się na brata, i zobaczyła iż ten pragnie jedynie pozbyć się Klausa. Zagroziła wtedy, że jeśli to zrobi, własnoręcznie go zabije, choć najpewniej jedynie wbiłaby mu sztylet w pierś, i już nigdy go nie wyjęła z ciała Pierwotnego.
    A teraz wróciła. Przyjechała do Last Chance, w nadziei że jednak nie spotka tutaj Kola. Miała nadzieję że ten jednak wybrał wolność, niżeli rodzinne spotkanie. Myliła się, tak bardzo się myliła.

    Jak zawsze, nie zdziwiła się, kiedy to zajechała pod wystawny dom, który to należał do Nika. z zewnątrz wyglądał wręcz cudownie, więc spodziewała się tego, że wnętrze domostwa również jej nie zawiedzie. Mikaelsonowie uwielbiali otaczać się rzeczami ładnymi. Tak już po prostu mieli.
    Rebekah przystanęła przed drzwiami, unosząc dłoń, i stukając o lśniące drewno. Już po chwili usłyszała czyjeś krok. Odgarnęła włosy za ucho, oddychając cicho.
    Przecież nie może być tak źle. Prawda?
    To przecież tylko rodzina.
    Rebekah

    [wyyybacz, ale takie lanie wody mi wyszło :<]

    OdpowiedzUsuń
  28. [Wybacz, nie zauważyłam, że ostatni post nadałam z siostry konta :D ]

    Aidan jakoś nic nie robił na siłę. Nie był na siłę zbyt miły. Nie był na siłę zbyt nachalny. Nic na siłę... Po prostu, jeżeli ktoś sobie zasłużył na dobre traktowanie, to Collins tak tego kogoś traktował. To było chyba logiczne i proste jak drut.
    Przez moment chciał wiedzieć nad czym tak się zastanawia Kol. Ale później doszedł do wniosku, że to nie byłoby zbyt grzeczne z jego strony. A on był w miarę poukładany.
    - Dla ciebie to może i nie. Ale dla mnie to i owszem. - Stwierdził. - Pierdolony kapuś. - Wyszeptał cicho pod nosem.
    - A kogóż to moje oczy widzą? - Zapytał kpiąco Mark. - Wilczy książę zabawia się przy alkoholu. - Stanął tuż za Aidanem. - Nieładnie, nieładnie. A tyś jeszcze niepełnoletni. - Pokiwał palcem. - Co na to powie twój dziadek?
    - Z tego co pamiętam to jest także i twój dziadek. Nie zapominaj o tym. - Odparł chłopak obojętnie, pijąc swoje piwo. - A skoro ty jesteś tak bardzo poukładany to co robisz w takim miejscu jak to? - Zapytał. Mark wkręcił się między Aidana a Kola.
    - Powinieneś być teraz w domu.
    - Teraz to mi wybacz. - Wypchnął go nieco. - Ale zasłaniasz mi rozmówcę. Mark chyba nie mógł znieść takiej zniewagi. Pociągnął Aidana do siebie. Oj, coś pachniało tutaj bójką.
    I tak jak myślał Aidan, to i zaraz rozpętało się małe piekiełko. Obaj rzucili się na siebie z pięściami. Koniec końców to Mark leżał na podłodze z rozwaloną szczęką. Aidan mógł poszczycić się rozpieprzonym łukiem brwiowym. No cóż... Mogło być gorzej.
    - Nigdy więcej mi nie rozkazuj. - Powiedział groźnie nastolatek.

    OdpowiedzUsuń
  29. Lucy znowu sięgnęła po kieliszek, znowu upiła łyk i znowu oblizała wargi, a dzięki temu i tej niby „swobodnej” rozmowie, jej serce powoli zwalniało, choć nie można było powiedzieć, ze kobieta jest spokojna i czuje się bezpiecznie. Była pewna, że niejeden chciałby rzucić się do jej szyi lub chociaż namówić na małe co nieco, co by było za jej zgodą. Przełknęła głośno ślinę, ale potem przywołała na usta nieco nerwowy uśmiech.
    — Aż tak średnio wyglądam? — spytała, kiedy usłyszała, że na wampirzycę nie wygląda. Nie uciekała jednak spojrzeniem, zatapiała się w jego oczach, co przecież nie było takie trudne, o dziwo. Lubiła patrzyć ludziom i nawet nieludziom w oczy, choć nie była pewna, czy może w nich coś odkryć. Odgarnęła włosy na jedno ramię, drapiąc się przy tym lekko po policzku.
    — Znudził mi się bar z sąsiedztwa, a słyszałam, że tutaj można znaleźć niezłą… rozrywkę. — Odpowiedziała spokojnie, jakby nigdy nic. Przecież nie miała złych zamiarów. Chciała tylko wiedzieć. Wiedzieć wszystko, móc się delektować wiedzą, zaspokajać niepohamowane pragnienie. Raz po razie dawać upust temu pożądaniu, którym była po prostu zwykła ciekawość.
    — A ty umówiłeś się tutaj na randkę z koleżanką ze szkoły? — spytała może nieco ironicznie i złośliwie, ale tylko to pomogło jej odciągnąć wzrok od młodego mężczyzny i skierować go na salę i na krążących po niej osobnikach.

    OdpowiedzUsuń
  30. Nuda, nuda, nuda. Kiedy ktoś przyjdzie? Kiedy zaczną się lać? Kiedy zacznie się magia, którą będzie mógł bezczelnie sobie przywłaszczyć? Myślał, że rozwija się to wszystko nieco szybciej w tym miasteczku, ale najwyraźniej się mylił.
    Wziął łyka whisky, a potem zerknął na mężczyznę, który usiadł obok niego. Uniósł jedną brew wyżej, słuchając jego wypowiedzi. A to podobno Kai nie potrafił się zamknąć.
    - A ty to kto? - zapytał jedynie, ponieważ chciałby wiedzieć, z kim miał do czynienia i kto śmie się tak po prostu do niego przysiadać. Pewnie był wampirem, czyli nikim nadzwyczajnym. Co prawda uczył się jeszcze o istotach nadprzyrodzonych, niewiele już pamiętał sprzed tych dwudziestu lat. Musiał się jeszcze wiele nauczyć. I był na dobrej drodze. Warto znać ewentualnego przeciwnika, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  31. Spojrzał na niego nieco znudzonym wzrokiem. Serio? Aż taki dumny był? Och, dlaczego miałby go winić? Kai też był dumny. Co z tego, że wybił trzy czwarte swojej rodziny, prawda? Wszystko to dla zysku i żeby pokazać im wszystkim, że nie jest śmieciem i nie splamił swojej rodziny. A oni bezczelnie go wsadzają do więzienia! Przynajmniej mógł podróżować po świecie, nie ma co. Mimo wszystko, nadal to nie było to samo, co obcowanie z drugim człowiekiem.
    - Aha, i kim jesteś, żeby pytać mnie o takie rzeczy?
    Wyczuwał jego aurę; był bardzo silnym wampirem. Starym. To miało sens. Ciekawe, kiedy się na niego rzuci z kłami. Teraz, czy może jak wyjdzie zaczerpnąć świeżego powietrza?
    - Owszem - kiwnął głową, znów biorąc łyka alkoholu. Miło było nie pić do lustra. Jakkolwiek to brzmi. Nie znał tego... jak mu było? Kol, tak? No, nieważne. W każdym razie nie siedział sam. Przyjemnie było pogadać z kimś, popatrzeć na innych. Och, nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo tęsknił za interakcjami z drugim człowiekiem.
    - I co z tego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Taa xd "a wiesz, jak włączyć tę opcję, która..." xd jakie to smutne by było :D

      Usuń
  32. Taki był Kol. Kolejny psychopata w rodzinie Mikaelsonów, jakby było ich zbyt mało. Życie traktował jak zabawę, a ludzi jak pożywienie, nic więcej. Dlatego Rebekah zupełnie się nie zdziwiła, kiedy to drzwi do domu otworzyła jej nieznana dziewczyna, z raną po ugryzieniu. Pierwotna chwyciła rękami jej podbródek, obracając jej głowę w swoją stronę, po czym westchnęła.
    -Jak miło wrócić do rodziny-powiedziała z sarkazmem, spoglądając ostatni raz w stronę dostawczyni pizzy, jak to mówiła jej pracownicza koszulka. Musiała jednak przyznać - każdy z jej braci miał gust, zawsze wybierali całkiem ładne kobiety, czy to na dłuższy okres, czy też na chwilę, by posłużyły im jako pożywienie.
    Ruszyła w stronę salonu, by po chwili stanąć w przestronnym pomieszczeniu. Walizkę z rzeczami odstawiła na bok, po czym spojrzała na Kola siedzącego na kanapie. Czuł się już jak u siebie.
    -Kol, braciszku. Już rozrabiasz, gdy nie ma Nika w domu-przywitała się z bratem, na usta naciągając sztuczny, radosny uśmiech. Z Kolem jakoś nigdy nie umiała się dogadać, choć na złość uwielbiała mu robić. Nie raz i nie dwa naskarżyła na Kola Niklausowi, przez co ten dostał za swoje. Podajże w 1914 roku, w święta to właśnie przez nią został zasztyletowany przez Nika i Elijaha. Biedny Kol, zawsze cała wina spada na niego.
    Spojrzała na dostawczynię, która również pojawiła się w salonie, po czym podeszła do niej.
    -Posłuchaj, teraz o wszystkim zapomnisz. Nikt Cię tutaj nie ugryzł. Dostarczyłaś pizzę, odebrałaś należną kwotę oraz napiwek, a potem odeszłaś jak gdyby nigdy nic. Możesz już iść, cześć-powiedziała, po czym popchnęła dziewczynę w stronę drzwi.
    -Ach, jeszcze jedno- w wampirzym tempie pobiegła do samochodu, i po chwili wręczyła nieznajomej pieniądze.
    -Papa-dodała jeszcze na odchodne, zatrzaskując drzwi.
    -Idiota z Ciebie, Kol-dodała następnie, nadal stojąc w holu.
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  33. [Zaczynam wierzyć w to, że jednak się nie polubią ;)]

    Kai uniósł brew wyżej. Bo jego oczywiście interesowało, co ma do powiedzenia ten wampir. Jak miał jakąś sprawę, to niech powie wprost, a nie owija w bawełnę. Czy on wygląda na egzaminatora maturalnego, do ciężkiej cholery?
    - Tak, cóż, wszystko poszło do przodu. Medycyna, technologia, moda. Jak można robić ludziom takie rzeczy… I co ci ludzie teraz słuchają? Widziałeś listę najczęściej słuchanych hitów? Porażka życia. Co, nie wiedzą, że najlepszy rock grany był w latach osiemdziesiątych? – a co, skoro jakiś tam „nie-zwykły” wampir mu się żalił, to dlaczego Kai nie mógł dodać od siebie kilku słów?
    Oczywiście domyślał się, że facet go sprawdza. Czemu się dziwić, Kai wybił tylu członków swojej rodziny, że Sabat wymyślił dla niego nowe więzienie. Miał tam zostać na zawsze, nieśmiertelny, samotny, bez nikogo. Ale że natknął się na kilku debili, którzy dali się z łatwością wykorzystać… To teraz Kai chadzał się znowu po świecie i dokonywał mordów dla magii lub funu.
    - No mów, Mikaelson… tak? – upewnił się, czy dobrze wymawia jego nazwisko. – Czego chcesz ode mnie? Nie sprzedaję się – dodał od razu, jakkolwiek by to oczywiście nie brzmiało.
    Może miałby mu w czymś pomóc? Albo po prostu chciał sprawdzić, co też Parker potrafi. W końcu Kol sam zaczął temat jego rodziny.

    OdpowiedzUsuń
  34. [Te, ziomuś, ogarnij się i nie podglądaj, bo Kai przypomni mu, jak wyglądała jesień w średniowieczu, kiedy zrobi mu ją z dupy ;)]

    OdpowiedzUsuń
  35. Uniósł wysoko brwi, widząc z jaką pogardą potraktował jego szczere intencje. Wargi zacisnęły się w wąską kreskę, a on sam zmełł w ustach cisnące się na zewnątrz przekleństwa. I on się dziwi, dlaczego zazwyczaj jest traktowany po macoszemu. Właśnie dlatego, że nie szanuje fundamentalnego filaru, jakim jest rodzina. Wymówka, jakoby byli tak dysfunkcyjni, zepsuci, że nie warto krzewić wyższych uczuć była co najmniej nie na miejscu. Tak, sztyletował go. Lecz ZAWSZE po to, by chronić ich byt. I obojętne czy mu przyzna rację, gdyby nie multum interwencji Nika, ich rodzina dawno przestałaby istnieć. Tylko on okazał się dość przebiegły, by uwolnić wszystkich od Mikaela. Kol nie potrafi zachować zimnej krwi, jak dziecko w piaskownicy, które trzeba nadzorować. Nie mogliby raz na zawsze zawrzeć pokoju? Niech każde z nich postanowi za żadne skarby świata nie spiskować przeciw krwi swej krwi, a wreszcie zapanuje harmonia. A gdy znów zacznie ktoś zagrażać ich istnieniu, połączą siły. Tak to powinno działać.
    - Już nakreśliłem. Umiałeś zamaskować to małe poletko, więc nie ma tragedii - wycedził przez zaciśnięte zęby. Szybko wpadł ze stanu radości do irytacji. Na szczęście dobry humor wrócił jak bumerang, gdy dłoń Kola prześlizgnęła się po niewidzialnej szybie. - Och, nie wspominałem? Mówiąc Twoim językiem, przygruchałem sobie kogoś. Nina, pozwól na moment. - Z potężnych głośników w salonie zaczęła się sączyć składanka The Doors. Wysoka, o atletycznej budowie brunetka jak na zawołanie wyszła z głębi domu i pląsając w tańcu uwiesiła się na ramieniu hybrydy. Ten objął ją w pasie i okręcił szybko wokół własnej osi, po czym puścił wolno. - Postanowiłem wypróbować gości Fangtasii. A ja Ci chciałem super powitanie zrobić...dobrze, że się zabezpieczyłem. - Z nonszalancją oparł się bokiem o framugę drzwi, splatając ręce na torsie. - Dlaczego zawsze musi się tak kończyć? Jeśli przyjechałeś by znów mnie wkurzać, daruj sobie. I nie rozwalaj mi terenu; zraszacze na trawniku szprycowałem werbeną. Nie każdy wampir w tym mieście ma kulturę. - Śmiało, niech powie, że zbudował twierdzę, oraz jest paranoikiem (to drugie u nich rodzinne). Gdy najbliższe otoczenie tylko utwierdza Nika w tym działaniu, jeśli chce mieć oazę spokoju.

    OdpowiedzUsuń
  36. Akurat Kol z dogadywaniem się z psychopatą nie miał problemów. W końcu swój swego pozna i swój do swego ciągnie. Gdyby naprawdę się zaprzyjaźnili... marny los wszystkich istot żywych. Kto powstrzyma Oryginalnego, który może zauroczyć wszystkich, a potem bez skrupułów rozerwać kłami szyję? Kto zatrzyma żądnego zemsty czarownika, który nie cofnie się przed niczym, aby uzyskać coraz to więcej mocy? Co prawda Kai znajdywał się w nieco gorszej sytuacji, bo mimo wszystko był śmiertelny. Kola mógł powstrzymać jedynie ten śmieszny sztylet, o którym istnieniu Kai nie wiedział. Chłopak w ogóle mało wiedział na te tematy.
    Uniósł brew wyżej. Czyżby jego towarzysz przed śmiercią też potrafił czarować? No proszę, jaki ten świat jest mały, tak mało różnorodności.
    - Słuchaj, nie zgrywaj takiego, bo śmiać mi się chcę, jak tam na ciebie patrzę i cię słucham, dobra? - magią zaczął bawić się nożem. Rozważał nawet wbicie mu go ot tak, dla zabawy, w dłoń, ale... ostatecznie go odłożył. Kai był psychiczny, a nie głupi. - W porządku - zawyrokował w końcu, ostatecznie odkładając nóż na blat stołu - nie będę ich zabijał. Tylko troszkę wysysał energię. Odpowiada, Mikaelson? - spojrzał na niego pewnie, a potem na telefon. Chyba wampira też fascynowała ta technologia i możliwości, jakie dali im naukowcy i inżynierowie. - Hej, a oglądałeś film w trzech wymiarach? Dobre, nie?

    OdpowiedzUsuń
  37. [ Romansik? Czemu nie. Uznajmy, że to było za czasów jak uciekała przed Klausem, czyli troszkę dawniej, przed jego przemianą i tak dalej. Miała nadzieje, że Kol pomoże jej jakoś udobruchać Klausa czy coś. Niestety domyśliła się że nic z tego nie będzie i z dnia na dzień zniknęła z życia Kola. Gdzie się spotkają? ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  38. Last Chance miało jedną ważną zaletę, mieszkali tu ludzi, z którymi Katherine była w jakiś sposób związana, łączyła ich wspólna przeszłość - lepsza lub gorsza. Przynajmniej było całkiem ciekawie. Może nie zawsze bezpiecznie, ale jak to Kath, przetrwać potrafiła, a uciekać znowu nie miała zamiaru, robiła to wystarczająco długo. Po za tym chciała pozałatwiać jeszcze kilka spraw. Jedną z nich był właśnie Kol. Nie był jej wielką miłością, ale wolała nie mieć w nim wroga. Kiedyś go wykorzystała i może nawet trochę żałowała. Jednak uciekała przed Klausem i łapała się każdego możliwego rozwiązania, nie miała czasu na bezwartościowe sentymenty. Mikaelson wydawał się jej możliwością rozwiązania problemów, ale niestety tak się nie stało. To też dłużej nie mogła z nim zabawić, zbytnio ściągał by na nią uwagę, a w ostateczności przed Klausem pewnie by jej nie obronił. Dbała o siebie, krótko mówiąc.
    Jak za dotknięciem magicznej różdżki, przechadzając się wolnym krokiem kątem oka dostrzegła Kola. Typowy dla niej uśmieszek od razu zagościł na jej twarzy. W wampirzym tempie zjawiła się u boku chłopaka zmierzając przed siebie wciąż dotrzymując mu kroku.
    - Stęskniłam się. - spojrzała na niego wyczekując jego reakcji.

    OdpowiedzUsuń
  39. Rebeki jakoś nie obchodziło to, czy Kol często traktował swoje ofiary jako kolację, czy też nie. Ona sama zazwyczaj zabijała ludzi, którymi się pożywiała. Tak już miała, cóż poradzić. Kiedy to Kol na nią spojrzał, wampirzyca uśmiechnęła się sztucznie w jego stronę, by po chwili opaść na miękki fotel tuż obok kanapy.
    -Mój kochany braciszku, w tym mieście aż się roi od wampirów, każdy mógł z nich to zrobić-powiedziała, wzruszając przy tym ramionami. Nie było jej żal dziewczyny. Ludzie byli naiwni, więc teraz miała za swoje.
    -Oczywiście że będzie na Ciebie. Bo to przecież Ty się nią pożywiałeś, a nie ja. Zawsze mogłeś mnie powstrzymać przed jej wypuszczeniem-powiedziała, po czym wzięła kawałek pizzy. Ugryzła kawałek, po czym spojrzała na Kola.
    -Tak, też miałam nadzieję że się dogadamy. Ale chyba nie jest nam to dane, nie sądzisz? -zapytała, przechylając głowę lekko w bok.
    Rebekah
    [poprawię się z odpisami, obiecuję :C]

    OdpowiedzUsuń
  40. Klaus... Zawsze każdy to wspominał. Relacja znana na cały świat - Petrova i Mikaelson. Ich historia jest długa, ale jak zwykle kończy się przetrwaniem Katherine. Czasami sama zadawała sobie pytanie : dlaczego jej nie zabił? Kto by tam nadążył za jego tysiącletnim tokiem myślenia. Ta jeszcze na dodatek kusiła los i podstawiała mu się. To nie do końca prawda, lubiła go drażnić, ale była niemal pewna, że jeśli miałaby zginąć z jego rąk to dawno byłaby martwa. Najwyraźniej pierwotny nie chce jej śmierci, na szczęście dla niej. Może kiedyś po nią przyjdzie, ale jak na razie brunetka czuje się bezpieczna jak nigdy, nareszcie wolna.
    - Nie bądź taki naburmuszony, nie przystaje w tym wieku. - uśmiechnęła się do niego uroczo nawet nie zwracając uwagi na wzmiankę o jej śmierci.
    Kath dopiero teraz spojrzała na blondynkę stojącą tuż obok Kola. Nie znała jej, ale jak to z nią bywa zrodził się w niej zalążek zazdrości. Nic wielkiego ją z chłopakiem nie łączyło, kilka wspólnych nocy i tyle. To był jej sposób na ratowanie życia, a nie wielką miłość ze wzlotami i upadkami. Jak na jej oko owa rywalka była marna, ale co tam może wiedzieć zapatrzona w siebie wampirzyca.
    - Ałć. Jednak sam powiedziałeś uwodzicielka. Tęskniłeś. Pogadajmy, proszę... - spojrzała na niego przechylając lekko głowę w bok.
    Nie mogła się nie zgodzić z każdą wymienioną przez niego cechą. Uwiodła go, okłamała, starała się nim manipulować, a i może nawet go zdradziła. W końcu to Katherine, czego się po niej spodziewał? Miał nadzieję, że wskoczy w fartuszek i będą żyli długo i szczęśliwie? Wybrał nie tego sobowtóra.

    OdpowiedzUsuń
  41. Być może usłyszy, może też nie. Rebekah jeszcze nie wiedziała, czy pójdzie do Niklausa, i powie co tak naprawdę się stało. Być może ich brat sam wpadnie na to, kto tak naprawdę za tym wszystkim stoi. Na razie tym wampirzyca nie miała zamiaru się przejmować.
    Cóż, może i Rebekah miała fory, choć sama tak tego by nie nazwała. Bo przecież i jej samej nie raz się oberwało.
    Założyła nogę na nogę, czekając aż Kol pojawi się w pokoju. Chyba miał rację - z takim nastawieniem to oni się pozabijają bardzo szybko.
    -Och, kilka spraw, które musiałam załatwić-powiedziała wzruszając przy tym ramionami.
    -Zdziwiłam się, gdy zobaczyłam Cię tu pierwszego. Aż tak paliłeś się na rodzinne spotkanie, Kol?-zapytała z rozbawieniem.
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  42. Kai machnął ręką. Nie chciało mu się nic tłumaczyć. Nie lubił się powtarzać, o, może w ten sposób. Nie pasował mu ten koleś, coś w nim było takiego… sam nie potrafił określić, co to takiego. Po prostu może był podobny do Kai’a? A historia „kulawej” wiedźmy nie była zbyt różowa, ciążyła na nim przeszłość, którą niespecjalnie się przejmował. Żałował jedynie tego, że nie udało mu się zrealizować planu do końca. A teraz proszę, siedzi tu i zawiera jakieś pseudo umowy z wampirem. Świetnie.
    - To chyba trochę za późno, bo „twoje” czarownice pożyczyły mi trochę magii. Niechętnie, krzyczały i to chyba nie w ten zachęcający sposób – wyjaśnił mu poważnie, patrząc mu w oczy. Obawiał się jego osoby tylko w pewnym stopniu. Nie lekceważył kolegów go otaczających. Nie chciał też całkowicie mu podlegać, no bo przepraszam, Kai miałby się komuś poddać? Ha, niedoczekanie. – Seriale to marnotractwo czasu. Wolę go spędzić na wiele przyjemniejszych sposobów.
    Kradnąc moc, bawiąc się nią, pokazując, jaki jest potężny i że z nim nie ma żartów.

    OdpowiedzUsuń
  43. Najwyraźniej chłopak nie miał zamiaru odpuścić i tak po prostu jej wybaczyć. Nie mogła się dziwić, to nie w jego naturze. Jednakże Katherine nie miała zamiaru się poddać. Można by zapytać co jej tak zależy? Ona już tak ma, gdy nie może czegoś dostać pragnie tego jeszcze bardziej. Po za tym nie chce mieć kolejnego wroga w pierwszych. Zdecydowanie ma dość Klausa, a kolejny zły braciszek, który będzie ją ścigał przez następne stulecie nie jest mile widziany. Dlatego też wiedziała, że musi zrobić wszystko by jej jakoś wybaczył. Wybaczano jej już gorsze rzeczy, a ten przeżywa, że go zostawiła. Inni na jego miejscu by się cieszyli. Nie byli nawet w poważnym związek, ona bardziej widziała to jako wieczorowe spotkania z korzyścią dla obu stron.
    - Tak myślałam. - odpowiedziała i w spokoju przypatrywała się dalszym czynom chłopaka.
    Czarownica... Przynajmniej lepiej wiedziała kim jest nieznajoma blondynka, którą uznała za potencjalną rywalkę. Zastanawiała się od kiedy Kol tak bardzo przejmuje się wiedźmami. Wiedziała, że zawsze był w jakiś sposób z nimi związany. W końcu jego matka była jedną z najpotężniejszych czarownic, w nim też płynęła ta magiczna krew, aż do przemiany. Najwyraźniej mu tego brakowało. W tamtej chwili Katherine zastanowiła się czy też tęskniłaby za swoją mocą podróżniczki, gdyby przed przemianą praktykowała. Kto wie, może nawet nie musiałaby się przemieniać. Jednakże nie należała do osób specjalnie sentymentalnych i szybko wyrzuciła tą myśl z głowy.
    - Zależy Ci na ich przychylności i nie chcesz by widziały jaki jesteś zły, bez nich czułbyś się samotny. - stwierdziła zerkając kątem oka na odjeżdżający samochód. Z lekkim uśmiechem zbliżyła się do Kola stając tuż przed nim.
    - Nie tęskniłeś ani trochę? - zapytała wciąż patrząc mu w oczy. - Nawet za tym? - kładąc dłoń na policzku chłopaka wciąż nie spuszczała z niego wzroku.

    OdpowiedzUsuń
  44. Aidan był zadowolony z siebie, że Mark w końcu sobie poszedł. Ten facet miał coś w sobie, że działał na młodego Collinsa niczym czerwona płachta na byka. Nie dość, że był z niego cholerny kapuś, to jeszcze musiał utrudniać i tak już ciężkie, życie innym. Dla takich jak on powinni stworzyć osobne, bardziej cieplejsze miejsce w piekle.
    Pomachał palcami w kierunku drzwi, kiedy Mark już wychodził. Jakąś dziwną ulgę wtedy poczuł. Chociaż i tak, jak wróci do domu to zgarnie opiernicz za dziesięciu.
    - No teraz to już tak chyba definitywnie. - Stwierdził chłopak, uśmiechając się szeroko. Zaraz jednak spochmurniał, kiedy usłyszal ostatnie zdanie. - Zostajesz alfą bez przymusu i nikt o tym nie powie ani słowa. Nie zgódź się, aby zostać przywódcą i nagle wszystkim odpierdala. - Westchnął cicho i ze zrezygnowaniem w głosie.

    OdpowiedzUsuń
  45. Rebekah roześmiała się, kiedy to usłyszała o męskim tygodniu. Och, mogła to sobie wyobrazić. Na początku zapewne wszystko było ładnie pięknie, gdy nagle coś pękło, co sprawiło że Niklaus i Kol zapewne się pokłócili.
    Nie, do nich nie pasował taki męski tydzień. Bardzo nie pasował.
    Upiła łyk alkoholu, po czym przerzuciła nogi przez podłokietnik fotela, i zrzuciła z nóg kremowe szpilki, które z łoskotem uderzyły o drewnianą podłogę.
    -Na Ciebie, Kol? Za co, za to że po raz któryś chciałeś zabić naszego brata ? Nie mam się o co gniewać, i o co być zła-powiedziała, po czym spojrzała na brata z dezaprobatą. Ironia towarzyszyła słowom, i dało się ją bardzo wyraźnie wyczuć, więc nie rozumiała, dlaczego jej brat zadaje tak idiotyczne pytania. Oczywiście że była zła, choć sama nie wiedziała dlaczego. Nieraz i ona miała ochotę sprzątnąć Niklausa z powierzchni ziemi, ale zazwyczaj kończyło się to klęską, oraz złością Nika, co skutkowało tym iż Rebekah uciekała od wściekłego brata, na jakiś czas maskując miejsce swojego pobytu przy użyciu magii. Tak przynajmniej mogła mieć spokój na jakiś czas.
    -Nie wydam Cię-powiedziała po chwili, spoglądając z uwagą na sufit.
    -Nie wydam Cię pod warunkiem, że jeśli będę potrzebowała pomocy, to właśnie Ty mi pomożesz. Ewentualnie oboje może jakoś się... odegramy na Niklausie-dodała po chwili.
    Oto proszę państwa bez bicia można było przyznać, że Rebekah jest tak samo w jakiś sposób psychopatyczna jak jej bracia.
    Bo w końcu co w rodzinie to nie zginie, prawda?
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  46. [Tak, RIP Oberyn. "That's just a baby. " <3

    Na razie nie mam żadnego pomysłu, ale jak coś się urodzi, to się odezwę c: W końcu mamy tutaj dość skrajne postaci. ]

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  47. ["... Katherina Petrova, która nauczyła się uciekać zanim potrafiła chodzić. " To zdanie mnie rozwaliło xDDDDD]

    "Nie przepadali" to mało powiedziane. Gdyby ich zostawić samych w jednym pokoju na pół godziny to by się powybijali. No, ale Aidan miał to swoją samokontrolę, przez którą zabić nie mógł. Z czasem może to przełamie. No, ale może robić inne rzeczy.
    - Pytanie brzmi, dlaczego nie chcę zostać alfą. - Poprawił go. - To już jest i tak zepsute. Klan chyli się ku upadkowi. Nawet jeżeli chciałbym coś zmienić, aby znowu jako tako naprostować to wszystko to i tak starszyzna i rada rodu się nie zgodzi. To tak jak w późnej Rzeczypospolitej Szlacheckiej... Niby króla mieli, ale co z tego, jak on nie miał nic do powiedzenia, a szanowni magnaci dawali veto, dla każdej propozycji do zmiany położenia kraju... - Wzruszył lekko ramionami.

    OdpowiedzUsuń
  48. Katherine wiedziała kiedy pojawić się w życiu Kola. Musiała wkroczyć, gdy będzie potrzebował najbardziej czyjeś bliskości. Obserwowała go od pewnego czasu, a gdy wyszedł z domu poddenerwowany po kolejnej kłótni nadarzyła się okazja. Wiedziała jak zrobić dobre pierwsze wrażenie. Z Kolem też jej się udało. Gdyby nie czuł się samotny pewnie odgadłby jej intencje szybciej, a tak dał się łatwo złapać w jej sidła. Petrova miała coś w sobie, że mężczyźni potrafili stracić dla niej głowę. Oczywistym było, że wiedzieli jaka jest na prawdę, a i tak poddawali się jej gierką i manipulacją. Każdy wie, że na pierwszym miejscu stawia siebie. Sądziła, że z pierwotnym będzie trudniej, ale go również zaślepiła swoim wrodzonym wdziękiem i urokiem.. Odwiedzała go niemal codziennie, by coraz bardziej nim manipulować, wzbudzać coraz większe uczucia i chęć ochrony.
    Jednak tym razem zadziałała zbyt spontanicznie, zrozumiała to zbyt późno. Chłopak nie mógł jej pomóc, powinna to wiedzieć od początku. Jak mógł pomóc jej brat, który nie był na tyle blisko z Nikiem oraz tak wiele razy skończył w trumnie? Jeśli chciała uratować swoje życie powinna zgłosić się do Elijahy, szlachetny brat, który był w tej magicznej trójce "Zawsze i na zawsze". Na dodatek już kiedyś podbiła jego serce. W miarę szybko wszystko przeanalizowała i czym prędzej spakowała swoje rzeczy. Potrafiła znikać z dnia na dzień i nie pozostawiać po sobie żadnego śladu. Zadziałała zbyt szybko i przez długi okres obawiała się obu braci Mikaelson. Na szczęście nikt się nie zjawił. Klaus był zajęty hybrydzimi sprawami, a Kol... Unikała go, aż do niedawna, gdy zrozumiała, iż jest to bezcelowe.
    - Nie bądź taki brutalny. - odpowiedziała uśmiechając się zadziornie. Nie spodziewała się szybkiego wybaczenia. W końcu zwiodła go w pole, w pewien sposób bawiła się nim, trochę żałowała pochopnej decyzji, ale czasu nie cofnie.
    - Postaw się na moim miejscu, musiałam ratować skórę, ze śmiercią mi nie do twarzy. Po za tym zrezygnowałam w odpowiedniej chwili, a ty miałeś początkowo korzyści z naszych schadzek. - wytłumaczyła wciąż trzymając dłoń na jego policzku. Musieli sobie w końcu coś wyjaśnić to i owo. - Pytam czy tęskniłeś za tą pasją, namiętnością, pożądaniem... Nie brakuje Ci tego? - nie spuszczała wzroku nawet na sekundę, była pewna tego co mówi. W końcu przelotnie musnęła jego wargi czekając na reakcje.

    OdpowiedzUsuń
  49. Kai uniósł brew wyżej. Ten facet był niemożliwy! Matko, ile jeszcze takich osób spotka? Już wystarczy, że musiał pobawić się z Damonem (aczkolwiek uważał, że zabawa z Salvatore’em była przyjemniejsza, bardziej zabawna; robienie z niego idioty było naprawdę ciekawym zajęciem).
    - Am… w tym momencie miałem się przestraszyć i zgodzić się na twój układ? – zapytał, jakby się upewniając. Nie no, ludzie, Kai nie lekceważył przeciwników, ale natomiast przeciwnicy lekceważyli Kai’a? To naprawdę był duży błąd, który mógł sporo kosztować. Nie robiło się sobie takich rzeczy, po prostu.
    Nie miał najmniejszego zamiaru mówić o swoich zdolnościach, nie był idiotą (w przeciwieństwie do niektórych). Jeśli Mikaelson go teraz zaatakuje, trudno, zacznie się zabawa, kolejna w Truposzu. Kai nie zamierzał dawać się zastraszać.
    Trochę go denerwowało to, że ten cały Mikaelson-wampir-władca-miejscowych-czarownic cały czas gapi się w telefon i szczerze miał ochotę go rozwalić za pomocą magii. Zgrywa takiego ważnego, a nie potrafi skupić się na swoim towarzyszu? Nieładnie. Nie wiedział, że takie coś może go zgubić? Naiwny. A może nawet i głupi.
    - Uzależniony od technologii? – zapytał wprost, uśmiechając się kącikiem ust.

    OdpowiedzUsuń
  50. Aidan nie rozumiał ich wszystkich. Nie rozumiał dlaczego to akurat właśnie jego wybrali. Przecież w kolejce do objęcia pieczy nad watahą był któryś tam. Mimo iż jego ojciec przez pewien czas przewodził... To jednak rodzeństwo Philipa mogło również przejąć to. Byli starsi, mądrzejsi i bardziej doświadczeni niż on. Nie zrozumie chyba nigdy tego. Tych wszystkich zachwytów nad swoją osobą.
    - Najlepsze w tej całej historii jest to, że kiedy mnie nie potrzebowali to mieli mnie w głębokim poważaniu. Teraz uznali, że Aidan się nadaje, to o mało co mi w dupę nie wlazą. Pieprzę takie coś. - Prychnął cicho pod nosem. - Sądzę, że ty możesz mieć inne poglądy na temat tego co autorzy napisali w podręcznikach od historii. - Zaśmiał się serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  51. Totalnie nie rozumiał tego faceta i chyba nie chciał zrozumieć. Kiedy już wydawało mu się, że się dogadują, to nie, Mikaelson musiał zrobić coś, co zdecydowanie nie ułatwiało ich kontaktów. To trochę ssało, ale Kai nie szukał przyjaciół. Tak przynajmniej sądził. Zresztą, nie za bardzo mu ufał i chyba nie zrobi tego w najbliższym czasie. Nie miał powodów, skoro ten ciągle mu pseudo grozi. A tego się nie robiło.
    Uniósł brew, widząc dziewczynę, która podeszła do nich i złapała jego towarzysza za ramię. Uhu, no ciekawie, ciekawie. Jakby oglądał jeden z tych dennych współczesnych filmów. Naprawdę, wszechświecie, naprawdę? Tylu ludzi w tym miasteczku, do niego musiała się przyczepić jakaś parka?
    Kai zmrużył oczy. Czyżby ta mała czarownica miała w garści wielkiego, złego wampira? Ups? Naprawdę miał wrażenie, że gra w jakimś durnym filmie. Czy przed chwilą sobie nie grozili? A teraz wiedźma się do nich przysiadła, cóż, przynajmniej Kai wiedział, o co chodzi. W ogóle nie kojarzył dziewczyny, ale biła od niej całkiem przyjemna aura.
    Szkoda, że Kai dopiero później wpadł na ten czas zapomnienia. Inaczej nikt by im teraz nie przeszkodził. Z drugiej strony…
    - Jesteś niczym alfons – zauważył Kai i wstał. Dość tego. – Bawcie się dobrze i tak dalej. Narka!
    Czuł się zdecydowanie szczęśliwy, kiedy opuszczał tamto towarzystwo. Zapłacił za siebie przy barze i opuścił lokal. Może znajdzie tę samą czarownicę, o której wspomniał Mikaelson i ponownie weźmie sobie od niej magię? Tyle możliwości.

    OdpowiedzUsuń
  52. Aidan musiał przyznać, że Kai był dziwny. Ale czy on pierwszy raz spotyka na swojej drodze dziwne osoby? Patrząc na to, co obecnie działo się w miasteczku... Jak przez wampirzą kasę odżywa... I na to, że coraz więcej tutaj nowych stworzeń znajduje chwilowo swoje miejsce, to już go przestało dziwić.
    Przyszedł do domu, gdzie znowu spotkał go ten sam przykry obrazek. Ojciec napity w trzy, a nawet w cztery, dupy. Śpiący w towarzystwie butelek po wódce.
    - A chuj ci w dupę. - Powiedział ze zrezygnowaniem młody Collins. Już tyle razy próbował ojca odciągnąć od nałogu. Prosił, mówił, błagał. A jemu mów, a nie mów... To jedno i to samo. Poddał się, bo już nie miał na to sił. Ot, najwyżej pochowa ojca, któremu alkohol zrobi rozpiedolotkę z wątroby.
    Spojrzał na zegar. Do wieczora miał sporo czasu. Postanowił, że trochę zdrzemnie się. To była ciężka noc. Musiał to trochę odespać. Kiedy obudził się w mieszkaniu panowała cisza. Ojciec coś majaczył, modląc się nad kiblem. Mały wilczek ubrał się jakoś bardziej stosownie, ogarnął się i wyruszył do Truposza. Już wolał tam pójść niż znowu użerać się z tym pijakiem.
    Wszedł do baru, gdzie przywitał się ze wszystkimi. A wszyscy przywitali się z nim. Aidan był miejscowy, i miejscowi byli oni. Więc się znali. Podszedł do baru, gdzie już siedział Kai. Jane od razu podbiła do Aidana. Chłopak nie mógł oderwać wzroku od jej głębokiego wcięcia w dekolcie.
    - Coś ci podać? - Zapytała.
    - Colę. - Odpowiedział z automatu. A kiedy ta zniknęła, szatyn jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą stała. Był jak zahipnotyzowany..

    OdpowiedzUsuń
  53. [Tomcia jak na swój wiek to potrafi i może wiele. Ale na wątek skuszę się. Jakiś pomysł czy ja mam coś kombinować?]

    OdpowiedzUsuń
  54. Bracia Mikaelson... Tych to ciężko było zrozumieć, a tym bardziej kontrolować. Była ukochaną szlachetnego Elijahy i co jej to dało? Nie miał zamiaru jej uratować, najwyraźniej jednocześnie zbyt bardzo kochał i bał się brata żeby się mu przeciwstawić i ochronić swoją lube. Później pojawił się Kol, kolejna wpadka, ten również nie mógł jej uratować. Patrząc na nich wszystkim najbardziej udał jej się Damon, ten to był w niej zakochany, aż nadto. Cóż, gdy dowiedział się prawdy, iż przez kilka set lat bawiła się nim, a on myślał, że leży w grobowcu uczucie zniknęło jak za dotknięciem magicznej różdżki. Kto wie, może kiedyś znowu spróbuje przekabacić go na swoją stronę,owinąć wokół palca. Choć sto razy bardziej wolałaby Stefana, który właściwie też ją odepchnął...
    - Uciekałam, ale to bywa męczące. Ty miałeś być moim rycerzem. Przemyślałam to, gdybyś stanął po mojej stronie i tak byś mnie nie obronił, wiesz sztylet i te sprawy. To lepiej, że zniknęłam. - wciąć starała się go jakoś przekonać. Nie był łatwy, to a pewno. Jednak kiedyś coś do niej czuł i nie mógł zaprzeczać, iż było to kłamstwem. Uczucie do niej było prawdziwe.
    - Oczywiście, że nie. Znam Cię, ty tak łatwo nie zapominasz. Jednak ze względu na stare czasy mógłbyś się przełamać. - nie zapomniał wszystkiego. Widziała jak zadziałał na niego jej pocałunek, choć na chwilę przestał udawać tego twardego i mściwego faceta, który chce wyrwać jej serce.

    OdpowiedzUsuń
  55. [Pisałam już na sb, ale zaraz mnie tam przykryją i przepadnę w bezkresie internetów, więc dla świętego spokoju napiszę i tu! ;3 byłabym zainteresowana Chole Turner, jeśli ta postać jest do przejęcia, daj mi znać czy tak, zostawiam maila sieeema.ziomus@gmail.com i czekam na jakiś znak;3 ]

    OdpowiedzUsuń
  56. [No tak myślałam, ona już jakiś czas ucieka przed tym swoim sabatem, więc w sumie ich znajomość może już trochę trwać i tak rozmyślając nad tymi czarownicami, to może by tak zrobić, że z jej klanu byłaby tylko ona? A te pozostałe 2 (może na razie starczy) to Chloe jako prawa ręka w sprawach magii miałaby znaleźć? I tak w ogóle z innej beczki to jestem w trakcie zaczynania wątku ;3 ]

    OdpowiedzUsuń
  57. Urwany sygnał, przeklęła w duchu ponawiając połączenie zostaw wiadomość zakomunikował zadowolony głos automatycznej sekretarki, a młoda wiedźma poczuła nieodpartą ochotę wciśnięcia ów telefonu w gardło przeklętego Mikaelsona.
    -Kol to naprawdę nie jest dobry moment na ignorowanie moich telefonów. – syknęła z poirytowaniem skręcając w następną uliczkę - Oni tu są… Potrzebuje pomocy. – dodała, a w jej głosie oprócz złości dało się wyczuć i odrobinę desperacji, momentami wręcz błagania o pomoc.
    -Chloe… - Spojrzała przez ramię na zalaną półmrokiem, oddaloną od centrum alejkę i zatrzymując się z ciężko bijącym sercem dokładnie przyjrzała się wyłaniającej się zza budynku sylwetce, chociaż i bez kontaktu wzrokowego doskonale wiedziała, że ma do czynienia z własnym bratem. Wiedziała też, że powinna wiać ile tylko sił w nogach, nie odwracać się za siebie i znaleźć jakąś bezpieczną kryjówkę, byle tylko nie dać się złapać. Byle tylko nie zostać doprowadzoną przed sabat. Nie mogła się jednak powstrzymać. Nie mogła ugryźć się w cholerny język… odwrócić się i odejść. Nie! Oczywiście, nie byłaby sobą. Odwróciła się w jego stronę zaciskając drobne palce na telefonie.
    -Tobias… Coś mnie ominęło? Jakiś zjazd rodzinny czy coś? – prychnęła pod nosem, ani na chwilę nie spuszczając z niego spojrzenia
    -Dobrze wiesz po co tu jestem.
    -Nie da się ukryć, brat polujący na swoją siostrę, chcesz mi odrąbać głowę? Czy może wrzucić w piekielną przepaść?
    -Już w niej jesteś droga siostro, sprzymierzanie się z wampirem, jest niczym zawarcie paktu z samym diabłem, ale nie po to tu jestem. Oddaj księgę, a nic Ci się nie stanie, powiem im, że jesteś martwa. Już nie będziesz musiała ciągle za siebie spoglądać. Nie jestem tu by Cię skrzywdzić, chcę Ci tylko pomóc. – przez chwilę patrzyła na niego zupełnie tak jakby rzeczywiście zastanawiała się nad jego propozycją
    -Widzisz, problem tkwi w tym, że po prostu Ci nie wierzę drogi bracie.
    -Za dobrze mnie znasz siostrzyczko. – roześmiał się i zanim zdołał rzucić w nią jakimś zaklęciem, jego moc została przyblokowana i mimo, iż kosztowało ją to dużo energii i siły, jego mina niemal w stu procentach jej to rekompensowała
    -Może i jestem w piekle, ale przynajmniej mam dość mocy, żeby Cię pokonać. – wznosząc wysokie płomienie oddzielające ich od siebie poczuła dziwny niepokój, jej moc powoli zaczynała słabnąć, zupełnie jakby ktoś wysysał z niej całą energię życia; spojrzała na niego ze zdziwieniem, przyglądał jej się z uśmiechem psychopaty, nie mógł tego zrobić. Nie mógł aż tak jej osłabić, nie… w pojedynkę.
    -Ale widzisz słodka Chloe, tak się składa, że nie jestem tu sam. – ogień, który wzniosła, by utrzymać dystans między nimi, przybrał kształt okręgu zamykając ją w ciasnym środku.
    -Nie walcz z tym, to wszystko w końcu dziś się zakończy. – głos dobiegający z tyłu zmroził jej krew w żyłach, zabawne jakie instynkty budził w niej matczyny ton, dzieci zazwyczaj ślepo za nim podążają doszukują się w nim ukojenia, dla niej jednak dźwięk ten, choć spokojny i melodyjny stał się największym koszmarem. Odwróciła się w stronę kobiety – jedno jej spojrzenie wystarczyło, by powalić dwudziestolatkę na kolana… Słyszała szepty dobiegające z każdej strony, krąg otaczających ją osób zacieśniał się z każdą chwilą, w której coraz bardziej słabła.

    [To żem się rozpisała :D]

    OdpowiedzUsuń
  58. Przebywanie z dwoma czarownicami, na które uparł się Kol nie należało do wyobrażenia najlepszego weekendu, chociaż biorąc pod uwagę to co działo się z nią w obecnej chwili przyznać musiała, że wypicie kilku drinków i zagranie w bilard z mięśniakami, do których kleiły się Megan i Nasty nie wydawało się być aż tak złym pomysłem. Złapała się za głowę, czując jakby w każdej chwili mogła ona eksplodować i ostatkiem sił podniosła spojrzenie na stojącą tuż przed nią matkę, od której oddzielała ją tylko ognista bariera… Miała szczerą ochotę wyrwać serce z piersi, albo chociaż skręcić kark, żeby nie brudzić sobie rąk. Ciemnowłosa kobieta wyciągnęła w jej stronę otwartą dłoń, a niewidoczna siła ścisnęła ją za gardło, szepty stawały się coraz bardziej intensywne, a ona powoli zaczynała rozumieć całą sytuację. Zimna suka! własna matka chciała przejąć kontrolę nad jej mocą, a zaraz później pozbyć się jak niepotrzebnego elementu jej psychopatycznego społeczeństwa. Turner zaczynała powoli tracić jakąkolwiek nadzieję na to, że uda jej się wydostać ze śmiertelnej pułapki, razem z tą myślą znikała również świadomość, osunęła się na ziemię i wtedy wszystko ustało. Zgasły otaczające ją płomienie, ucichły szepty, niewidzialny uścisk uwolnił jej gardło… pozostał tylko piekielny ból głowy i niemal całkowite wyczerpanie. Kątem oka dostrzegła znajomą postać, która oddzieliła ją od zbliżającego się do niej brata ściskającego w ręku srebrny sztylet – najwyraźniej niepowodzenie zaklęcia nie mogło powstrzymać go od dobicia siostry.
    -Kol… - wymamrotała niewyraźnie i podniosła się ponownie do klęczek, podpierając się o beton drobną dłonią, musiała przyznać przed samą sobą, że jeszcze chyba nigdy nie cieszyła się tak na czyjś widok.
    -Wampir znający zaklęcia pierwszych czarownic. Nie mogłaś upaść niżej niż bratając się z pierwotnym. - Tobias stał naprzeciwko wampira lustrując go niemal szyderczym spojrzeniem.

    OdpowiedzUsuń
  59. Co prawda to prawda, w towarzystwie Pierce zawsze trzeba uważać, rzadko można było jej ufać. Jednak tym razem nie miała złych zamiarów, chciała po prostu zakopać topór wojenny, oczyścić relacje pomiędzy nimi i ponownie dobrze się dogadywać. Przecież wcześniej byli całkiem pokrewnymi duszami, rozumieli się nawet bez słów. Może nawet rodziła się między nimi tak zwana chemia, najwyraźniej w Kolu ten dziwny zalążek uczucia do Katherine szybciej się rozwinął, u niej zaś nie zdążył, gdyż za szybko zniknęła z jego życia. Nie była jednak kobietą, która lubiła gdybać i rozmyślać co by było gdyby nie uciekła... Taką decyzję podjęła i uważała ją za najbardziej odpowiednią. Kol na tym trochę ucierpiał, ale przynajmniej nie musiał wybierać pomiędzy nią, a Klausem i stawać w jej obronie. Teraz chciała to naprawić i powinien wziąć to pod uwagę,a nie wciąż wspominać co mu zrobiła. Przeszłość, to przeszłość - nie ma co roztrząsać.
    - Przyszłam przeprosić. Niczego nie chcę. Jednak chciałabym jeszcze wspomnieć, że koniec końców o nic Cię nie poprosiłam, wyjechałam. - wtrąciła wywracając aktorsko oczami wciąż patrząc mu w oczy. Fakt, był od niej troszkę wyższy nawet pomimo jej szpilek, natura była dla niego hojna w praktycznie każdej kategorii.
    - Wiem, że Twój braciszek jest w mieście, ale zmęczyłam się już uciekanie. I nie bocz się już tak!

    OdpowiedzUsuń
  60. - Trochę zazdroszczę wampirom. Ale z drugiej też i współczuję. To musi cholernie ssać, kiedy nie możesz wyjść z domu w ciągu dnia. Nie, nie dałbym tak rady. Oszalałbym, gdyby mi tak przyszło pół dnia przesiedzieć z dziadkiem, ojcem, ciotkami i tym sukinsynem Markiem. To byłoby zbyt duże poświęcenie. - Stwierdził, krzywiąc się lekko. - No,ale wy potraficie hipnotyzować. Ej, da się zahipnotyzować samego siebie? Pytam, bo nikt mi nigdy nie chciał odpowiedzieć na to pytanie. Czy trzeba tak jak z Bazyliszkiem? No wiesz... Podstawić lustro i takie tam.

    OdpowiedzUsuń
  61. [Koli nie będzie happy - Chloe pakuje się w pakty z demonami XD]

    Chloe Turner nie należała do osób, które z łatwością przyjmowały dyktaturę innych. Właśnie dlatego współpraca z pierwotnym była dla niej nie lada wyzwaniem i chociaż sama z tego układu czerpała nie małe korzyści (w końcu Kol Mikaelson już nie raz ratował jej tyłek, nie pozwalając by ukochana rodzinka mogła dopełnić sądu, podczas którego została skazana na śmierć za sprzeciwienie się sabatowi), nie mogła oprzeć się swojej naturze, która nakazywała jej w pewnych kwestiach działać na własną rękę… Zwłaszcza w momentach takich jak ten; Podniosła się z klęczek i przestąpiła kilka kroków na przód w stronę Kola przymierzającego się do zabicia jej matki.
    Kobieta uśmiechnęła się pod nosem, słysząc słowa wampira i rozglądając się dookoła po ciałach zamordowanych przez niego członkach sabatu , nie wyglądała na taką, którą w jakiś sposób poruszyć mógł fakt, że właśnie straciła kilkoro z najbliższych sobie osób, w tym własnego syna.
    -Muszę przyznać, jestem pod wrażeniem… wampir tworzący swój mały sabacik, ale to i tak za mało. – bez najmniejszego trudu odepchnęła Kola siłą woli niemal wbijając go w ścianę budynku, o który uderzył. Zaklęcie przestało działać znacznie szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać, biorąc pod uwagę jego zawiłość i znaczącą siłę trudno było się jednak dziwić, zwłaszcza, że zaklęcie rzucało dwie młode wiedźmy, które nie miały za sobą wystarczająco dużo praktyki. Chloe przyglądała się tej scenie z boku, nie robiąc zupełnie nic, patrzyła na swoją matkę – myślała i już po chwili doskonale wiedziała, że musi postawić wszystko na jedną kartę, mogła wiele zyskać, ale też i stracić. Kobieta o chłodnym wyrazie twarzy zbliżyła się w stronę własnej córki z pustym spojrzeniem, które tylko utwierdziło ją w słuszności podjętej przez siebie decyzji.
    -Jakieś ostatnie słowa, moja słodka Chloe?
    -Nigdy nie byłaś dobrą matką. – wycedziła przez zęby i zanim ta zdążyła wykonać jakikolwiek ruch złapała ją za rękę szepcząc zaklęcie z księgi, którą ukradła uciekając. Księgi spisanej przez Cecile – pra(…) babkę, która jako pierwsza czarownica z klanu, z którego wywodziła się Turner, została skazana przez swój sabat za pomoc wampirom i zawieranie paktów z siłami nieczystymi… cóż, co w rodzinie to nie zginie. Widziała zdziwienie w oczach matki, która próbowała walczyć, czuła histerię, która ją ogarniała i zapominając o tym, że sama może przez to zginąć nie przerywała. Niebo zasnuło się ciemnymi chmurami i chociaż zapowiadał się całkiem przyjemny wieczór w jednej chwili zaczął wiać wiatr, z każdą chwilą przybierający na sile.
    -Co ona robi? – oniemiała Megan wpatrywała się w scenę rozgrywającą się w oddali
    -Najwyraźniej próbuje się zabić… - odparła Nastya, podczas kiedy Chloe najzwyczajniej w świecie odbierała od swojej matki moc zmarłych członków sabatu, a w tym, także i jej samej. Szczerze nie miała pojęcia ile to tak właściwie trwało sekundy? Minuty? Godziny? Dla niej czas zatrzymał się w miejscu, nie liczyło się zupełnie nic. Była tylko ona, jej matka i ogrom mocy, którą zaczynała czuć w sobie, jednak wszystko ustąpiło w jednej chwili… Mieszkańcy Last Chance znów mogli podziwiać usiane gwiazdami granatowe niebo, wiatr porywający przedmioty ucichł. Ucichł też szept młodej czarownicy i już nic nie było pewne. Obie bez tchu upadły na ziemię. Matka z córką. Jedna pokonała drugą, a może pokonały siebie nawzajem?

    OdpowiedzUsuń
  62. [A co powiesz na współpracę? Czarownice Kola gdzieś znikną, więc zaniepokojony tym faktem pokusi się o to, aby pójść do Tomci. No, a Tomcia będzie chciała też coś od niego, więc raczej dogadają się.]

    OdpowiedzUsuń
  63. Tomiła była specyficzną osobą. Powinna kochać i szanować swoją rodzinę. Owszem, robiła to, ale na swój sposób. Z tej miłości to aż posłała babkę i matkę na stos. Siostrę otruła kieliszkiem wina. Ojca pojechał na wojnę, a ona poprosiła kolegę szatana, aby go tam świsnął. Aż tak ich wszystkich szanowała. Ale to była ich wina. Nie powinni zmuszać jej do tego ślubu z księciem Izydorem, który był rudy, a piegów miał więcej niż skóry. Ale i Izydora pozbyła się. A później wyjechała w podróż, ucząc się nowych i doskonaląc stare umiejętności.
    Zauważyła, że od pewnego czasu przygląda się jej jakiś mężczyzna. Był niczego sobie. Przedstawił się jako Mikaelson. Kol Mikaelson. Po pewym czasie także i ją zaczął szkolić. To było miłe, ale Tomila (po wyjeździe z Polski "Ł" w imieniu zamieniła na "L") przeczuwała, że nie ma nic za darmo.

    OdpowiedzUsuń
  64. Zaufanie.. Tak proste słowo, a potrafi przysporzyć tyle trudu. W ich relacji obecnie tego najbardziej brakowało. Zaufania, którym Kol nie potrafił obdarzyć Katherine, nie mógł zapomnieć, wybaczyć i iść na przód. Wiedziała, że będzie się obawiał ponownie jej ufać. Przecież już raz wskoczył do rzeki zwanej Petrovą i szybko się sparzył. Tym razem jednak dziewczyna przychodziła w neutralnych zamiarach, zero podtekstów, zero próśb, jednakże ten nie potrafił jej uwierzyć pomimo jej sporych starań. Co prawda powiadają, iż raz utracone zaufanie ciężko ponownie odzyskać, oni mają na to wieczność, jednak brunetka nie miała ochoty czekać tysiąclecia, by ten jej wybaczył. Czy to przypadkiem nie kobiety powinny być takie obrażalskie? Spodziewała się tego od początku, jednak mimo wszystko miała nadzieję, że jednak pójdzie o wiele łatwiej. Zawiodła się, z braci Mikaelson zawsze idzie jak po grudzie i był czas się przyzwyczaić.
    - To Twój brat, kto go tam wie. - odpowiedziała kątem oka wciąż spoglądając na dłoń chłopaka. Uśmiechnęła się sama do siebie, by po chwili w wampirzej szybkości zniknąć, rzecz jasna nie na długo, zaraz pojawiła się za plecami chłopaka opierając podbródek na jego ramieniu.
    -Oj Kol, zabawa we mnie nijak Ci nie wychodzi. Ja jestem miła, a ty tak oszukujesz? - chyba zapomniał z kim ma do czynienia. Kobieta, która potrafi rozszyfrować wszystkich tak łatwo nie ugnie się przed tak prostą sztuczką. Znała Kola, przed sekundą rozmyślał nad wyrwaniem jej serca i wcale się z tym nie krył, a zaraz potem dostał olśnienia na jej temat.. Z nią takie gierki najprawdopodobniej nie przejdą - chodzi po świecie długo, kantuje jeszcze dłużej, z tego przecież jest znana. Mikaelson musi wymyślić dużo więcej by choć w minimalny sposób ją zranić.

    OdpowiedzUsuń
  65. Okazało się, że to wszystko było tylko po to, aby pomóc mu w wykonaniu jakiegoś rytuału. A czemu by nie, skoro on jej pomógł... Rytuał, jak rytuał. Trochę tego i owego i puff. Szkoda tylko, że nie raczył jej poinformować, że może to ją kosztować życie... Większość rytuału przebiegała wedle planu. Dopiero pod koniec coś zaczęło się chrzanić. W którymś momencie nie czuła już nic.
    Nie pamiętała jak znalazła się u wieśniaków w chacie. Jednak czuła złość, gniew i rozgoryczenie, kiedy Mikaelson sobie po prostu zwiał. Była u kresy sił, więc nie mogła go zlokalizować.
    "Niech ja cię tylko znajdę, to z rzopy sitko ci zrobię! Nawet wykorzystam swoje znajomości w piekle" pomyślała. Trochę czasu jej zajęło zregenerowanie siebie. Nie szukała Kola, wiedziała, że któregoś pięknego dzionka przyjdzie do niej. To nie ona przychodziła do kogoś. To ktoś przychodził do niej. Nigdy na odwrót.
    ***
    Popołudnie w Last Chance mijało jej leniwie. Spędzała je na kanapie, sącząc drinka i głaszcząc koty.
    - No i co teraz planujemy moje kiciusie?- spojrzała na koty, które obległy ją od stóp do głów- Pozostajemy przy głaskaniu. To jest bardzo dobry pomysł.
    Ale jak zwykle coś lub ktoś musiał przeszkodzić. Psiocząc pod nosem podeszła do drzwi i otworzyła.
    - I cały misterny plan też w pizdu- powiedziała po polsku, widząc Mikaelsona.

    OdpowiedzUsuń
  66. - No, ale spójrz na to z innej strony. Jesteś pierwotnym, a twoja matka, z całym uszanowaniem dla niej, na pewno nie była pierwsza. Po drugie, żyjesz znacznie dłużej niż czarownica. Po trzecie, twoje żarcie łazi po ulicy. A po czwarte, nawet niektóre z tego żarcia jest ładne. - Aidan zawsze starał się widzieć dobre strony wszystkiego. No, może nie aż tak do końca. Ale w większości przypadków.
    - Cześć Meg. - Zwrócił się do dziewczyny.
    - O, cześc Aidan. Pamiętasz może kiedy jest ta impreza u Felixa? - Zapytała dziewczyna. Szkoda, że nie widziała miny Kola. Wyglądał tak, jakby mu ktoś z liścia przywalił.
    - W piątek. Ale nie wiem jeszcze o której.

    OdpowiedzUsuń
  67. - Ze mną się szlaja. - Powiedział Aidan. - Ostatnio wygraliśmy w karaoke. - Wyszczerzył się. Dziewczyna także odwzajemniła uśmiech. - I widzisz, nic jej się nie stało. Jest cała i zdrowa.
    Przysłuchiwał się z zainteresowaniem ich wymianie zdań. Chłopak wybuchnął śmiechem, kiedy usłyszał o zaklęciach. Skąd on to znał... Tak jakoś znajome mu to się wydawało.
    - Powtórzymy to Aidan? - Zapytała.
    - Ale co? Karaoke czy to co nam przypadło za zadanie w butelkę?
    - To. - Oderwała się od Kola i wpiła się w usta wilkołakowi. Collinsowi przeszło przez myśl, że dziewczyna tak chce odegrać się pierwotnemu. A że on lubił kobietki to też za bardzo się nie opierał.

    OdpowiedzUsuń
  68. Rodzinka Kola zdecydowanie do normalnych nie należało, najbardziej mógł zadziwić Niklaus, za swoją rodziną poszedłby w ogień, nikt nie ma prawa ich tknąć, jednak gdy przychodzi co do czego sam wpycha im sztyleciki w serce i zamyka w jakiś trumnach na setki lat. Kto normalny trzyma trumny dla swojego rodzeństwa? Tylko Klaus. Na miejscu nich Katherine już dawno by się spakowała i odeszła od tego szaleńca wyjeżdżając jak najdalej od tych magicznych sztyletów. Byli rodziną, pierwotną, tysiącletnią, trzymali się razem i sądzili, iż mogą sobie ufać. No i znowu to zaufanie, które chyba również u rodzeństwa powoli zanikło. Patrząc na to z perspektywy Pierce tylko raz zawiodła Kola, a jego rodzinka setki razy, im jakoś wybacza, a jej nie może? Życie u jej boku nie byłoby chyba aż tak straszne....
    - Twoje maślane oczka i słabe gierki na mnie nie działają. Sądziłeś, że Ci się to uda i mnie wykiwasz? Słodko. - uśmiechnęła się do niego zadziornie wpatrując mu się w oczka. Cóż znudziło jej się błaganie go o przebaczenie. Postanowiła z tym skończyć, ona taka nie jest. Przebaczy jej - super, nie - jego strata.
    Zawiodła go raz, mówi się trudno. Chyba nie chciałby wpatrywać się w jej ciało przebite kołkiem i zwycięski uśmiech Klausa, wtedy jeszcze przyznawał się do uczuć, którymi ją darzy. Tak, Kath była pewna, że coś dalej w nim siedzi, tylko on sam nie chciał się do tego przyznać. Pytanie czy ona coś do niego czuła, dobrze się razem bawili, jednak nawet jeśli coś do niego czuje również się nie przyzna. Lata temu wbiła sobie do głowy, że miłość to największa słabość wampira, nie chciała tego zmieniać, obawiała się uczucia, które by nią zawładnęła, pożądania, oddania... Miałaby słaby punkt, w który każdy mógłby uderzyć, a ona nie potrafiłaby się powstrzymać, by uratować kogoś tak bliskiego. Z Kolem może byłoby łatwiej, jest nieśmiertelny, kto może go tknąć... Jednakże on też ma wielu wrogów, gdyby się z nim związała mogłaby zostać ich kolejnym celem, ona nie jest aż tak nieśmiertelna. Takie przywiązania wiele kosztuje, choć niektórzy mówią, iż dodaje siły, wszystko nabiera większego sensu, wszystko jest więcej warte... Czy chciałaby coś takiego poczuć? Oczywiście, że tak, jednak lęk przed tym był o wiele większy nich pragnienie tego. Tak już jest Katherine, albo robi co za bardzo, albo coś za mało, rzadko kiedy było coś pomiędzy...

    OdpowiedzUsuń
  69. Spojrzała na niego, lustrując go od góry do dołu. Nie mogła w to uwierzyć. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Jeżeli przed chwilą mówiła, że nic nie jest w stanie zniszczyć jej udanego popołudnia to właśnie musiała to odwołać. Pamiętała to wszystko co on zrobił. Z każdym detalem.
    Zerknęła na niego rozczulonym wzrokiem. Jakby nieco wzruszonym. Przytuliła się do niego mocno. Szkoda, że Kol nie widział swojej miny!
    - Tyle lat minęło... - zaczęła płaczliwym tonem głosu- Nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brakowało. Jak za tobą tęskniłam... - głos jej załamał się. Jednak zamiast usłyszeć "jak to bardzo ona tesknila za nim" otrzymał bolesnego kopniaka między nogi, który odrzucił go tak, że Mikaelson zatrzymał się z impetem na drzewie.
    - Biedne drzewo- stwierdziła, patrząc na przełamaną w połowie roślinę- To było tylko ostrzeżenie, abyś nie zbliżał się do mnie. Następnym razem będzie o wiele mocniej- i na pewno. Mikaelson nie skończy na drzewie.

    OdpowiedzUsuń
  70. Patrzyłem z niedowierzaniem na to co wyprawiała. Miałem świadomość, że gzi się z chłopakami, a co dopiero jak jest pijana, ale po jaką cholerę robiła to przy mnie na pokaz? O nie, należała się nauczka. Łup! I sukienka do góry, a cały tyłek na wierzchu. Jeszcze do tego stringi. Nie ładnie Meg.
    - Ej! - momentalnie oderwała się od chłopaka i dłońmi ściągnęła sukienkę w dół, by zakryć swoje pośladki, a zaraz potem chyba chciała mi przywalić z liścia za ten wybryk, ale widać alkohol robił swoje i dostałem w tors. Sama Meg była niezmiernie zdziwiona faktem, że nie trafiła, ale przy kolejnej próbie, chwyciłem ją za nadgarstek.
    - Tobie chyba już wystarczy alkoholu.
    - Jestem dorosła i mogę robić co chcę, tatusiu. - wycedziła ostatnie słowo z wyraźnym sarkazmem, starając się udowodnić mi, że nie mam nad nią władzy.

    OdpowiedzUsuń
  71. Na razie nie musiała używać magii. Wystarczyło w zupełności to, że stała w domu. Mikaelson przecież nie mógł tu wejść.
    Wybuchnęła śmiechem, kiedy ten wspomniał o "uratowaniu życia".
    - Och, naprawdę tym bardzo przejęłam się- powiedziała z kpiną w głosie- Mówisz o tej pindzie, która próbowała mnie później zabić? Urocze. Aż wzruszyłam się- otarła niby łzy- Jeżeli przyszedłeś porozmawiać o swoich problemach to idź do "Rozmów w toku". Pani Drzyzga bardzo chętnie ciebie wysłucha- obróciła się tyłem do niego- Szkoda, że nie uprzedziłeś mnie, że rytuał może być dla mnie śmiertelny. A teraz wypad z mojej posesji. Bo czarami i werbeną poszczuję- w jej prawej dłoni uformowała się jasno świecąca kula.

    OdpowiedzUsuń
  72. - Fiu, fiu... - Gwizdnął Aidan, mając ciekawe widoki. Ot, taki z niego przypadek, że on kochał (prawie) wszystkie kobiety. No i potrafił docenić ich piękno. Oho, ktoś tutaj miał słabego cela. I bynajmniej nie był to Aidan. - Oj, tam... Żałujesz człowiekowi się pobawić. - Stwierdził chłopak. Zachichotał cicho, kiedy ta znowu nazwała wampira "Tatusiem".
    - No właśnie. Tutaj muszę zgodzić się z Aidanem. Ma chłopak rację.
    Oho, zaraz jeszcze wyjdzie, że to on buntuje czarownicę przeciwko Mikaelsonowi.

    OdpowiedzUsuń
  73. [Możesz stworzyć drugą postać, byleby nie z kanonu.]

    OdpowiedzUsuń
  74. - Ale ja nic takiego nie robię. - Odpowiedział chłopak, dokańczając swoje piwo. Zaraz też zamówił i drugie. Bo jak to gdzieś usłyszał "jedno piwo piją tylko pizdy". - Zupełnie jakbym widział siebie i swojego dziadka. Też mamy takie... - Zastanowił się przez chwilę. Szukał odpowiednich słów. - "Rodzinne" awanturki. - Tak, to było chyba dobre określenie.
    Megan tylko prychnęła, wyrwała się od Kola i poszła gdzieś w tłum. Aidan na pożegnanie pomachał jej dłonią. Głośne i mocne trzaśnięcie drzwiami sprawiło, że Collins odwrócił się, aby zobaczyć co się dzieje. Jakaś grupka facetów weszła do środka, rozglądając się dookoła.
    - Nie wiem czemu, ale mam jakieś dziwne przeczucie, że szukają albo ciebie, albo mnie. Albo obu na raz. - Stwierdził chłopak, podnosząc się z krzesła.
    - Dokąd to? - Zapytał jeden z nich, zmuszając Aidana, aby ten usiadł na krzesło.
    - Do domu. Jutro szkoła i... Na egzamin się trzeba nauczyć. - Wymyślił coś na poczekaniu. Nigdy nie był dobry w kłamaniu. Zaraz potem poczuł silne uderzenie w tył głowy i nastała ciemność.

    OdpowiedzUsuń
  75. Katherine wiedziała jak potrafi działać na mężczyzn, każdy sobowtór miał w sobie ten fantastyczny ogień Petrovych, prócz Eleny rzecz jasna, ona była skończonym zerem... Kol za to miał w sobie coś dzikiego, nieświadomie zmieniał Kath, potrafiła zaskoczyć samą siebie, gdy przy nim była. Działał na nią w dziwny sposób i choć się do tego nie przyznawała - w głębi wiedziała o tym. Darzyła go pewnym uczuciem, którego dawno już nie czuła. Dzięki niemu stawiała sobie nowe wyzwania, przeszkody ustawiała coraz wyżej, działał na nią i trudno było jej się temu oprzeć.
    Dawno wbiła sobie do głowy, iż jej prawdziwą miłością jest Stefan, nigdy wcześniej nie poddawała tej kwestii pod wątpliwość. Miała przelotne romanse, ale nigdy nie myślała o tym, by darzyć kogoś tam wielkim uczuciem jakim darzy Salvatore. Nie miała zamiaru odgrywać telenoweli zwanej Elena typu ,,Kocham Stefana, ale do Kola też coś czuje, ah." Nie byłaby sobą, po za tym czy ona byłaby zdolna do poważnego i prawdziwego związku?
    Uśmiechnęła się gdy chłopak przyciągnął ją do siebie. Cóż, wciąż nie do końca mu wierzyła, wciąż sądziła, iż ten gra. Nie była jednak świętą cnotką i bez dłuższych przemyśleń postanowiła dołączyć się do gry.
    Wspinając się lekko na palce nachyliła się do ucha chłopaka. - Nie ma nic pomiędzy, albo mnie zabij, albo pocałuj. - szepnęła przygryzając z lekka dolną wargę.

    OdpowiedzUsuń
  76. Nie mogła powiedzieć, że spodziewała się innej reakcji. Nie chciał jej do siebie dopuścić i może to nawet lepiej, co nie oznaczało, że zamierzała odpuścić. Zawsze dążyła do celu, choć tym razem wiedziała, że powinna dać sobie spokój. Chłopak mógł być jej zgubą, a jak każdy wie ona za wszelką cenę chce przetrwać. Jednak przecież nie jest bez serca, a gdy uczucia zaczną rosnąć będzie stawała się coraz słabsza. Nie wierzyła w te banalne teksty, o tym, że miłość to siła, nie u wampira.
    Spojrzała na chwilę w bok, by po chwili zniknąć i ponownie pojawić się za plecami chłopaka. Objęła go w pasie znowu kładąc mu głowę na ramieniu. - Nie kazałam Ci słuchać, a wybrać. - szepnęła składając przelotny pocałunek na szyi chłopaka. - Nie chciałbyś wrócić do tych upojnych chwil? - zapytała delikatnie unosząc jego koszulkę i przejeżdżając palcem po torsie.
    Działała poniekąd wbrew swojemu rozsądkowi, ale mimo to chciała zobaczyć reakcje chłopaka. Gdzieś tam w głębi serca chciała być tu przy nim nie tylko z ciekawości, to było coś głębszego, ale tak czy siak wmawiała samej sobie, że jest inaczej.

    OdpowiedzUsuń
  77. Wyśmiała go prosto w twarz. O, nie. Nie nabierze się na jego uśmieszki i słówka. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Nie ona.
    - Nie bądź śmieszny Mikaelson- powiedziała, odsuwając się od progu. Bo gałąź gdzieś zniknęła w zastraszająco szybkim tempie- To tak jakby ktoś ci wydłubał oko, wstawił drewniane i powiedział "No hello, przecież masz jeszcze drugie".
    - Powiedzmy, że zginęła w słusznej sprawie. Szybko i wbrew pozorom dosyć boleśnie.A jej magia, mimo iż jest słabsza od mojej dobrze mi posłużyła- uśmiechnęła się złowrogo, a w jej oczach można było zauważyć mały błysk. Nie oznaczał on niczego dobrego. Tomila należała do tych osób, u których nigdy nic nie marnowało się- Po co znowu przychodzisz i mnie męczysz?- zapytała- I zniszczyłeś mi jakże miłe i popołudnie. Już nie wliczając w to biednego drzewa- zerknęła na połamaną roślinę- Lepiej, aby ciebie nie było. Co powiesz na wakacje w środku Syberii w ekspresowym tempie?

    OdpowiedzUsuń
  78. Czuła jakby jej głowa miała za chwilę eksplodować… dosłownie. Z cichym jękiem otworzyła oczy, nie miała pojęcia jak się tu dostała, przez chwilę w zasadzie nie wiedziała nawet gdzie tak właściwie jest. Wspomnienia zaczęły jednak wracać kawałek po kawałku zlewały się w całość, kątem oka dostrzegła ruch, w jednej chwili wszystko stało się jasne - Kol. Sama już nie wiedziała czy jest mu wdzięczna, czy raczej na niego wściekła; druga opcja była jednak bardziej prawdopodobna, to właśnie na niego bowiem zrzuciła winę za wydarzenia sprzed kilku godzin – to, że jej rodzina prawie ją zabiła, to, że w ogóle ją odnalazła, miał się tym zająć… fakt, że przerwał zaklęcie również nie przemawiał na jego korzyść. Podniosła się z miejsca, może nieco zbyt gwałtownie, bo zakręciło jej się w głowie, odzyskała jednak równowagę i już po chwili przyszpiliła go do przeciwległej ściany jej pokoju.
    -Jeśli czegoś chcesz, wystarczy poprosić. – powiedziała nieco poirytowana tym, że od tak sobie zaczął szperać po jej rzeczach. Wprawdzie obiecała mu współpracę, co jednak nie znaczyło, że musiał wiedzieć o wszystkim co robiła, w czego posiadaniu była i co umiała… Życie nauczyło ją, że całkowita szczerość nie jest aż tak opłacalna, jak twierdzą strażnicy ludzkiej moralności. Zaufanie, również okazywało się zgubne… zawierzyła mu swoje życie, wierząc, że może ją ochronić, kolejny błąd.
    -Ale najpierw powiedz mi jak do cholery mnie tu znaleźli? Nie wyraziłam się dość jasno, kiedy mówiłam czego oczekuję w zamian?! – syknęła mrużąc jego oczy w między czasie siłą woli powodując wylew w jego mózgu, naczynia krwionośnie pękały raz za razem, w kółko, bez przerwy… niezbyt przyjemne uczucie i zarazem bolesne jak mogła przypuszczać. Nie spuszczała z niego spojrzenia, a wyraz jej twarzy pozostawał niewzruszony, może poza delikatnym uśmiechem, który błąkając się po delikatnych wargach młodej kobiety nadawał jej nieco szaleńczy wyraz.

    [Powitajcie Chloe psychopatkę ;3 ]

    OdpowiedzUsuń
  79. On tam nie miał nic przeciwko, kiedy całowały go ładne dziewczyny. To było nawet miłe z ich strony. Czasami też szło to nieco dalej... Ale Aidan był nastolatkiem, który starał się czerpać z uroków życia ile tylko mógł. No, ale teraz mógł się obejść tylko smakiem. Bo on kulturalny człowiek był. Nawalonych dziewczyn nie wykorzystywał.
    ***
    Ciemność. Zewsząd otaczała go ciemność. Nie wiedział gdzie jest. I to wszystko wokół wydawało się takie przerażające. Otworzył oczy, ale i tutaj nic oprócz mroku i konturów czegoś bliżej mu nieznanego nie zobaczył. Próbował się szarpnąć z węzłów nasączonych tojadem. Na nic wszystko się zdało. Był bardzo osłabiony. Ponownie zaczął się miotać i szarpać. Jakby to miało mu w czymś pomóc. Zawył głosno, kiedy poczuł jak jakieś szpikulce wbijają mu się w szyję. Były metalowe i bardzo zimne. I bolesne, kiedy tak wbijały się.
    - Ciebie nafaszerowali tylko zielskiem i przywiązali. Mi dodatkowo dali kolczatkę na szyję jak dla jakiegoś kundla. - Mając nadzieję, że to coś da znowu zaczął się szarpać. Ale im bardziej angażował się w to, tym bardziej kolce wbijały mu się w szyję. Poczuł jak kilka kropel krwi znalazło ujście i spływa po jego szyi. - To chyba łowcy.

    OdpowiedzUsuń
  80. [Hej ^.^ Może jakiś wątek z moją Soph? Trzeba się rozruszać trochę. Tak pomyślałam, że można by ich z przeszłości powiazać albo retrospekcję zrobić. Mógł być jakoś w Paryżu kiecy Soph jeszcze była człowiekiem, wpaść przypadkiem na jej występ i później bankiet, spodobałaby mu się i przez jakiś czas by ją zauraczał i sobie z niej robił kolacje. ]

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz