Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

czwartek, 25 grudnia 2014

We all have our curses... Don't we?







CORDELIA ALAIN
26 lat * pisarka * Londyn, Anglia * nie do końca zwykły człowiek

Nie wiesz dlaczego, ale przyciąga twój wzrok. Nie jest klasyczną pięknością, więc może chodzi o sposób, w jaki się porusza? Dumnie uniesiona głowa, nienaganna postawa i pewny siebie krok. W dodatku roztacza wokół siebie dziwną aurę, która jednych intryguje, a innych odstrasza. Spośród zwykłych śmiertelników wyróżnia ją umiejętność czytania w myślach, chociaż nie ma pojęcia czemu (czy raczej komu) zawdzięcza ten "wspaniały" talent. Jedynie umysły wampirów pozostają dla niej całkowitą tajemnicą. Jest odporna na hipnozę, co doprowadza do szału niektórych krwiopijców.

Interesują ją jedynie ciekawe propozycje współpracy. Jak każdy, lubi dostawać coś w zamian, bo w końcu nic nie ma za darmo - dlatego też nigdy nie prosi nikogo o pomoc, chyba, że nie ma innego wyjścia. Znikanie w tłumie opanowała niemal do perfekcji. Jeśli chcesz z nią porozmawiać, musisz wpierw przyciągnąć jej uwagę. Odpowiada tylko na wybrane pytania, resztę pozostawia bez komentarza, albo zmienia temat. Bardzo łatwo ją do siebie zrazić, wystarczy nieodpowiedni dobór słów i zostajesz sam, a ona znika gdzieś za rogiem. Operowanie ironią oraz sarkazmem nie stanowi dla niej problemu. Nie lubi być w centrum uwagi, więc zawsze stara się stać z boku, najlepiej w towarzystwie białego, słodkiego wina, którego zresztą ostatnio nadużywa. Nie jest duszą towarzystwa, nie rozmawia o pogodzie, ani nie posyła promiennych uśmiechów nieznajomym mijanym na ulicy. Zadziera z tymi, z którymi nie powinna. Zagorzała przeciwniczka jedzenia z puszki, maltretowania zwierząt i tanich romansideł. Istna mistrzyni w znajdowaniu się w nieodpowiednich miejscach, w nieodpowiednim czasie, a co za tym idzie - przyciąga kłopoty jak magnes. Wierzy w przeznaczenie, w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Chciałaby wieść spokojne życie w świecie iluzji, nie mając pojęcia o istnieniu istot nadprzyrodzonych.


_________________________________

Dobra szynka nie jest zła.
Najlepiej wątki średniej długości.
Ja wymyślam, Ty zaczynasz i na odwrót.
Dramaty, romanse, akcja - wszystko.
Powiązań chcę.
FC: Keira Knightley

39 komentarzy:

  1. [Doprowadzamy stary wątek do końca? Niestety odpisów pod moją kp nie da się odkopać, bo ma taki sam tytuł jak wcześniejsza - Twoją się da, więc prześlę mój odpis ponownie i się do niego odniesiesz, jeśli możesz - byle, by mi się odświeżyło w pamięci, co robili/czego chcieli tamci intruzi.]

    O tak, życie na szybkich obrotach jest wspaniałe! Brak uzależnienia od wiecznie spóźniających się, a potem tkwiących w korkach środkach publicznego czy prywatnego transportu i satysfakcja płynąca z osiągania lepszych wyników od najnowocześniejszych cudów techniki. Jest to także ekologiczne! Wampiry nie potrzebują benzyny, tym samym nie emitują spalin, a jedyne, czego wymagają, to regularne picie krwi, która jest w pełni odnawialna. Nic tylko nadstawiać kark w nadziei, że przed śmiercią ktoś wspaniałomyślnie poczęstuje Cię V.
    - Chyba nie muszę tłumaczyć, kim jestem, skoro przyszliście tu nieproszeni. Naprawdę nic wam w głowach nie świta po tym małym pokazie sił? - spytał drwiąco, patrząc prosto w oczy najstarszego. - Wasze miasto...coś kiepsko o nie dbacie, skoro cały nadnaturalny światek musi tu zjeżdżać, by odwalać za was robotę Sherlocka Holmesa. Dosyć o tym, młodsi powinni się przedstawić pierwsi starszemu. Szybko, nie jestem cierpliwy. - do tej pory otruty wampir chwiał się na miękkich nogach, aż upadł na kolana, złapał się za głowę i potrząsając nią, nękany halucynacjami, zaczął przeraźliwie jęczeć i powtarzać, jak bardzo go boli.
    Zignorowawszy go, Mikaelson ciągnął dalej. - Nie narzekam. - odpowiedział. - Dowiemy się w końcu, po co tu przyszliście? Nie ma sensu byście kręcili, bo dowiem się w inny sposób. A jeśli Ty też - zwrócił się do domniemanego przywódcy zgrai - regularnie szprycujesz się werbeną dla odporności, to zwolniło się jedno krzesło. Kilka nacięć i po krzyku. - Odrobinę powiększyły się źrenice Nika po usłyszeniu jego śmiałego przywitania z Cordelią. Ich rozmowy co chwilę zakłócały jęki, krzyki i mamrotanie zarażonego. - Widzę Cordelio, że jesteś rozchwytywana. Chętnie wysłucham też waszej historii znajomości. Czyżbyście byli byłymi partnerami w interesach?

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam, witam. Jakiś wątek może? Pomysł mam taki, że może Aidan wybawiłby Cordelię z jakiejś opresji (ktoś mógł na nią napaść), a później sami napatoczyliby się na jakieś głodne wampiry.]

    OdpowiedzUsuń
  3. Wywrócił oczami, patrząc na wampira próbującego zastraszyć kobietę. Chwycił za oparcie wspomnianego krzesła, przechylił je tak, by opierało się tylko o jedną nogę, następnie zakręcił nim wokół własnej osi. Zupełnie, jak piłką do koszykówki. - Jesteś zły, bo nie podjęła z Tobą współpracy? Dowiem się wreszcie, jak to było, czy muszę cię wezwać do spowiedzi? - nie czekał dłużej na łaskawe zwierzenia, tylko podszedł do niego. - Jedyny w swoim rodzaju. - przytaknął. - Ale nie ja tu jestem teraz najważniejszy. Skoro już nam przeszkodziliście, musieliście mieć ważny powód. Chętnie was poznam. - Przytrzymał mu rękami żuchwę i skręcił kark. Następnie posadził go na krześle i skuł splecione z tyłu ręce kajdanami. Wystarczyło skinięcie na swego podwładnego, by dostał ostrze. Naciął mu nadgarstki, bo stamtąd najszybciej pozbędzie werbeny, o ile ją zażył. - Pobudka, śpiochu. - Przytrzymawszy oparcie, drugą ręką chwycił delikwenta za czoło i z impetem walnął go o potylicę. Przyspieszony powrót świadomości. A wstrząs mózgu gratis. - Powiecie mi wreszcie, czym sobie zasłużyłem na waszą asystę? - Kucnął przy podłokietniku, by biedak nie musiał zadzierać głowy.. - I oczywiście, co was łączy z panną Alain.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tego dnia w Last Chance było dziwnie spokojnie. Aż za spokojnie jak na to miasteczko. Przynajmniej od pewnego czasu. Nikt nie mówił nic o żadnym morderstwie. Zupełnie jakby temat się wyczerpał. Nicholsonowie też ostatnio jakoś dziwnie spokojni się zrobili. A co za tym idzie, to Collinsowie mogli jako tako odetchnąć z ulgą. Nie, żeby się bali czy coś tam. Ale każda potyczka obu rodów wilkołaków zawsze niosła ze sobą jakieś koszty. O ile stłuczona szyba, czy zdemolowana okolica szły jeszcze jakoś do ogarnięcia... Tak życia nikt jeszcze nikomu nie zwrócił. A przynajmniej tyle wiedział Aidan, który teraz sobie szedł uliczką i wesoło gwizdał pod nosem. Kroczył przed siebie raźnym krokiem w kierunku wiadomym tylko dla niego. A on raczej kierował się tym, że "gdzie go nogi poniosą, tam dojdzie".
    Traf chciał, że doszedł nad jezioro. Nad te, o którym już krążą legendy. I niekoniecznie te ze szczęśliwym zakończeniem. I raczej nikt o zdrowych zmysłach o tej porze tutaj się nie panoszył. No, chyba, że ten ktoś nazywał się Collins. To wtedy to było normalne.
    Zatrzymał się tuż przy brzegu. Po kładce spacerowała jakaś kobieta. Oj, po tej kładce to nawet on nie chodził. Podobno była zbyt feralna i chwiejna. Puścił "kaczkę" po wodzie. Kamień odbił się po tafli ze cztery razy i zniknął gdzieś w odmętach wody.
    Słysząc jakiś szmer w krzakach wytężył słuch. Odwrócił się, ale nikogo nie było. Coś zaczęło robić się dziwnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. [Cześć. Człowiek, bo jednak nigdy nie miałam talentu do prowadzenia jakichś mrocznych, paranormalnych istot. I dziękuję za miłe słowa. :) Co do zdjęcia - znalazłam je przypadkiem i od razu pokochałam. Też jestem przekonana, że dziewczyny się dogadają, ba, być może nawet polubią, ale żadnych konkretów na dzisiaj jednak nie wymyślę...]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdawał sobie sprawę, że Cordelia już ledwo stała na nogach. Mógłby ją poczęstować kilkoma mililitrami własnej krwi dla wzmocnienia, lecz pewnie nie ucieszyłaby się z takiego prezentu danego w dobrej wierze. Cenił kobiety pragnące uchodzić za niezależne, ale te często przeceniały swoje możliwości. Nie powinny odtrącać wyciąganej ku nim ręki. Ale Pierwotny może przynajmniej zadbać o bezpieczną eskortę kobiety do domu. Nawet grzańca nawarzy, jako odmianę dla białego wina. Musiała przyznać, że lepszego bodyguarda w tym mieście nie znajdzie. Miał tylko nadzieję, że okaże się dość wspaniałomyślna, by nie odwołać zaproszenia.
    - W twoim mieście? Zdaję sobie sprawę, że tutejsze władze i policja to banda sprzedawczyków, ale nie schlebiaj sobie, bo nie trzęsiesz nim. - dopowiedział, zanim skręcił mu kark.
    Obrócił głowę ku telepatce, patrząc na nią z dołu. - Mój krąg zainteresowań jest szeroki i jego wywód mnie nie zanudzi. Proszę, pozwól mu się wypowiedzieć. - Zebrał palcami krew z z krzepnących już ran na nadgarstkach, po czym powąchał, rozcierając maź w dłoni. - Czysta. Więc po co ścigacie Cordelię? - Przeszedł do hipnozy. - Dla krwi, by chodzić za dnia. Tylko torebka na kwartał, a nawet na to nie chce się zgodzić. - Syknął. - Ale czy tak bardzo różnimy się od ciebie, kiedy regularnie osuszałeś Doppelgängera dla nowych hybryd? - Dodał już z wyraźną satysfakcją w głosie. Mikaelson nie dał po sobie poznać, jakoby ta uwaga go obeszła. - Tak, jej krew potrafi namieszać w głowie. - Przyznał, pomijając Petrovą. Wciąż pamiętał o swym upojeniu równym alkoholowemu, gdy posilił się telepatką, by zdekoncentrować demona. Niby poświęcił się dla grupy, ale w gruncie była to czysta przyjemność. - Ale o możliwości chodzenia za dnia do dziś nie wiedziałem, bo tak czy siak jestem niezależny od słońca. To miasto jest objęte prawami Trybunału, prawda? Nie powinna ich obejść wasza śmierć, gdy odwalam kawał roboty, by rozwikłać tajemnicze morderstwa, a wy mi w tym zawadzacie. Zdam się na Ciebie, Cordelio. Czy ktoś z nich jest dla Ciebie dość ważny, by zostawić przy życiu?

    [Wiem, że nie udało się skończyć grupowego, ale czy możemy uznać, że dobiegł końca z tym, co wcześniej ustaliłyśmy? Między innymi z tym, co dotyczy Alberta, jego chwilowych mocy i opętania. Chyba będzie ciekawiej i będzie miała o czym pisać, gdy wróci.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Przyjaciółka Twojej Cordelii ma twarzyczkę Sienny, a moja nie! :D Moja to niejaka Diora Baird. ^^ A to ja grzeczne czekam, sama też myślę, co by nie było. :)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [I dopiero teraz odkryłam, że to Diora i średnio mi się ona podoba, ale to jedno zdjęcie mnie zachwyca... I nie wiem, czy szukać sobie innego wizerunku czy udawać, że to jest random. :D]

      Usuń
  8. [Ależ ja bardzo lubię jak mnie męczysz ;D Jestem ZA, ale... jako poświąteczny prezent, można powiedzieć: noworoczny- zaczynasz! <3]

    OdpowiedzUsuń
  9. [ Hm,hm, hm..
    Może po balu Albert obrał sobie za punkt honoru by pilnować Cordelii i chodzi za nią chowając się za pniami albo siedzi na jej dachu czy coś, ona się irytuje, bo nie dość, że za nią gania to jeszcze udaje urażonego faktem, że prawdy o niej dowiedział się z ust demona. I myślę, że można by jakoś ich znajomość pchnąć do przodu, jeśli masz ochotę.
    Miejsce spotkania może być centrum albo jej ganek albo w sumie- co chcesz. Wiem, jak zawsze jestem pomocna, ha!]

    OdpowiedzUsuń
  10. Przez moment ibserwował kolejny kamyk, który mknął po tafli jeziora. Nie ma to jak kreatywnie spędzać wolny czas! Podniósł nieco wzrok, obserwując nieco kobietę. Sam nie wiedział czemu to zrobił. Być może to jakaś ciekawość go do tego pchnęła. A chyba raczej nie powinna. Przecież ciekawość to pierwszy stopień do piekła. A tak przynajmniej kiedyś to od kogoś usłyszał. Nawet nie pamiętał od kogo. Pal go licho z tym.
    Przez krótką chwilę nie mógł uwierzyć w to co widział. Jakby coś zepchnęło ją z kładki do wody. Ze zdumienia aż przetarł oczy. szybko ściągnął buty oraz kurtkę i rzucił się na pomoc. A raczej zanurkował, bo na tą kładkę to on w życiu nigdy nie wszedł. I nie wejdzie. Za żadne skarby tego świata.
    Z trudem, bo z trudem, bo coś ich ciągnęło do dołu, wyciągnął brunetkę, kiedy sytuacja wydawała się już być dosyć beznadziejna. Odetchnął głośno i nieco zatrząsł się z zimna, kiedy udało im się opuścić jezioro. Na brzegu powinni być raczej bezpieczni od wodnych mar.
    - Wszystko w porządku? - Zapytał, ocucając ją i opatulając swoją kurtką.

    OdpowiedzUsuń
  11. [ Cordelia to pisarka, więc może Hayley wpadnie na pomysł, żeby przekonać ją do tego by poszukała jakichś informacji o rodzinie Hayley. Oczywiście moja wilcza pani powie, że usłyszała jakąś historyjkę o tym, że pewnej parze porwano dziecko, co być może podsyciłoby ciekawość Alain. Jak myślisz? ]

    Hayley

    OdpowiedzUsuń
  12. Już postanowił, że uszanuje jej ośli upór i nie nakarmi własną krwią. Chyba, że jej organizm wreszcie się zbuntuje, osuwając się na ziemię z przemęczenia, wtedy nie zapyta o jej zdanie. Zapewni bezpieczeństwo. Zachowa się przyzwoicie. Bo potrafił.
    Pojmany skrzywił się, kręcąc głową by nastawić odpowiednio kręgi szyjne. - Ani jedno ani drugie. - Odgryzł się. - Zdziwię Cię, ale doskonale wiem, na ile mogę sobie pozwolić przy torbie krwi cztery razy do roku i właśnie tego chcę. - Szarpnął się bezskutecznie z okowami. Hybryda wyprostowała się, następnie poprawiła chwyt na rękojeści i zrobiła jedno niespieszne okrążenie po podziemiu. Przeanalizował w tym czasie wszystko, czego dowiedział się jeszcze przed wtargnięciem intruzów, zerkając na sylwetki pierwotnych gości. To z ich powodu sprowadził telepatkę. Czas, by sama podjęła decyzję. Ułamał kawał drewnianego oparcia i ostrugał na kształt kołka. Gdyby Mikaelson był nieobecny, byłaby zdana tylko na siebie. Czy równie łatwo przyjdzie jej wykonanie wyroku? Stanąwszy przy kobiecie, wyprostował palce jednej z dłoni i wsunął w garść szpic, po czym łagodnie zacisnął w pięść, a końce narzędzie wystawały poza. - Twój wybór, jak chciałaś. To i tak są kontrolowane warunki, bo przeważnie nie ma chwili na zawahanie się. - Nie miałby jej za złe, gdyby nie udźwignęła tego ciężaru, a kołek oswobodzony z drżącej ręki uderzyłby z łoskotem o podłogę. Chciał tylko wiedzieć. Lub aż wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Pasuje mi ten pierwszy pomysł. Cordelia mogłaby czytać jej drobne artykuły w gazecie i dostrzeże, że w nowszych pojawia się coraz więcej wzmianek o wampirach i to może zmotywować ją do tego, żeby pomóc zebrać Lucy iście ciekawy materiał. Więc może Cordelia wyśle maila Lucy, umówią się na spotkanie i właśnie od tego zaczniemy? Jak planują przy kawie?]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Na wątek zawsze chętnie. Ona jest wróżką? Jeśli tak to Katherine z pewnością się nią zainteresuje jak i jej krwią. ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  15. [A dzięki, dzięki :D Kai jest super, ponieważ dawno nie było w obsadzie takiego bardzo evil kogoś. Rzuca fajnymi tekstami i w ogóle jest mru. Oglądam Pamiętniki ze względu właśnie na niego i na Enzo ;) A tak to meh, nic nie straciłaś.]

    OdpowiedzUsuń
  16. [ Okoliczności spotkania? Może Katerina obserwując Klausa widziała ją w jego towarzystwie. Wciąż nie może ufać Klausowi i musi zapewniać sobie bezpieczeństwo. Widzi nadzieję w Cordeli, wiesz zaprzyjaźni się z nią i naskarży na pierwszego, a najwyżej porwie i będzie próbowała namówić Klausa na litość czy coś. Gdy będzie chciała ją poznać i tak dalej poczuje jej wspaniały zapach wróżki, gdzie w swoim życiu znała taką jedną. Jeśli się zgodzisz to może nawet Katherine wyjawi jej to kim jest, oczywiście Cordelia może nie wierzyć. ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  17. [Witaj. Przybywam z propozycją wątku.
    Jako, że Arthur jest nie z tego świata, ma inną świadomość niż ludzie. Z racji jednak swojego człowieczego naczynia, Cordelia może słyszeć co ma w głowie.
    Wyobraź sobie tę scenę: Idzie przez LC, widzi żebraka pod budynkiem, ukrytego w kącie przed wiatrem i nagle słyszy jego myśli, inne niż innych, bo nie brzmiące językiem, a uczuciami (a jednak w jakiś sposób językiem).

    Co Ty na to?]

    Arthur

    OdpowiedzUsuń
  18. [ Może być Truposz. ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  19. - Załóż to. Musi być ci zimno. - Stwierdził chłopak, podając jej swoją skórzaną kurtkę. Rzeczywiście pogoda najlepsza nie była. Ale czemu się dziwić, skoro mieli środek zimy. A ta akurat wyszła z jeziornych kąpieli. Jakkolwiek to brzmiało. - Nie wyglądasz mi na morsa. - Powiedział pół żartem, pół serio. - Nie powinnaś była tam chodzić. - Spojrzał na nią bardzo uważnie. - O tym miejscu krąży wiele legend. Sam nawet boję się łazić po tej przeklętej kładce. - Wzdrygnął się na samo wspomnienie. - Musisz gdzieś się zagrzać. Jeszcze mi brakuje tego, abyś złapała jakieś zapalenie płuc czy jakieś inne okropne choróbsko. - Uśmiechnął się delikatnie w jej kierunku. - Jestem Aidan.

    OdpowiedzUsuń
  20. [Oczywiście, że jest pomocny! Ale musi też znaleźć w całej akcji korzyść dla siebie... ;) Najlepiej, gdyby tą korzyścią była magia. Masz coś? Może wymyślimy coś razem :)]

    OdpowiedzUsuń
  21. Tak naprawdę nie sądził. Był niemal pewien, że ręka zacznie trząść się jak w febrze. Wkrótce w ślad za nią ruszy reszta ciała, jej przestraszone oczy będą bez celu wodzić po ścianach, aż skumulowane emocje poszukają ujścia i pozbawiona równowagi runie na kolana. Nie zwróci uwagi na zdarte kolana, nie przejmie się nawet tym, że więźniowie nadal obserwują każdy jej ruch. Będzie powtarzać "nie mogę". Zwycięży wpajana od dziecka moralność, a sumienie nie pozwoli jej pozbawić życia nawet kogoś, kto tej wartości nie rozumie.
    Dłuższy czas wpatrywał się w czerniejące ciało, w kolejną kałużę krwi łączącą się z pozostałymi. Buty coraz trudniej odrywały się od lepkiego betonu. Był pod wrażeniem jej determinacji. Choć z drugiej strony łatwo popełnić zły czyn, gdy prym wiedzie ciemna strona człowieka. Choćby przez chwilę. Nie spieszył się z dogonieniem Cordelii, bo i tak potrzebowała jego pomocy, by wyjść na powierzchnię. Bez słowa skinął na Dwayna, by dokończył dzieła osadzonych na krzesłach. Wszystko, co miało wyjść z ich ust, już wyszło. Podszedł za to do wampirów tłoczących się przy wyjściu. Wręczył jednemu mokry kołek. - Wiedzieliście, że tak to się skończy. Ostatni załatwia się sam. - Straciwszy nimi zainteresowanie, ujął mocno pod ramię kobietę i podprowadził pod wyjście z "króliczej nory". - Pierwszy raz każdemu wwierca się w pamięć. Ale Ty jesteś istotą nadprzyrodzoną, nie uciekniesz od tego. Ktoś z was musiał zostać w lochu i zdecydowałaś, że to nie będziesz Ty. Z własnej woli. - Odsunął blachę odcinającą zarówno wejście jak i dopływ światła. Bez ostrzeżenia ścisnął ją pod mostkiem, wyczuwając tłukące się w szalonym tempie serce. Wystarczył skok, by znaleźli się na stwardniałej od mrozu ziemi. Odebraną wcześniej któremuś wampirowi kurtkę narzucił teraz na jej barki, stanął przodem i oblekł w rękawy bezwładne ręce. - Wciąż nie wiemy wszystkiego - zasunął zamek po szyję - ale przynajmniej wiemy, kto w LC jest czysty. Bardzo mi pomogłaś. - Ledwo przestał ją wspierać, znów zachwiała się na nogach, dlatego wrócił do trzymania ramienia. - Jeśli nadal upierasz się przy swoim, bez eskorty się nie obejdzie.

    OdpowiedzUsuń
  22. Myśli aniołów są jasne. W taki sposób najłatwiej je opisać. Odbijają się delikatnym, złotym blaskiem dla tych, którzy mogą je usłyszeć. Myśli aniołów nie są jak te ludzkie. Język aniołów nie jest człowieczym. Arthur trząsł się z zimna w mało uczęszczanej uliczce, osamotniony, ale spokojny. Z różańcem w dłoni i bosymi stopami, poranionymi od szkła i śmieci na ulicach, modlił się w głowie. Modlił się językiem, którego nie ogarnie ludzkie ciało. Językiem tak perfekcyjnym, że każde słowo oddawało cały sens i znaczenie. Przyjmę radość i szczęście brzmiało jak pieczenie ciasta przez matkę, ulubiona piosenka i zapach fiołków, jak esencja szczęścia dla Arthura. Brzmiało też jak nieposkromiona potęga i widok czegoś, czego nie dało ogarnąć się ludzkim rozumiem. Zniosę ból i cierpienie, jeśli Ty będziesz ze mną. W tych słowach zawarto wszystko cierpienie, jakie było na tym świecie. Gwałcona dziewczynka, obozy koncentracyjne, wojna, depresja, samotności, bieda. I to Ty, silne, jak filar. Wyruszam w Twoje Imię, prowadź mnie, Boże! Amen.Słowo „Bóg”, jako prawdziwa potęga, prawdziwy ojciec, uwielbienie, chwała. W tym słowie zawierały się wszystkie hymny i modlitwy brzmiące w całym świecie.
    I pokorne amen na końcu, zgoda na wszystko, czego doświadcza i będzie doświadczać.
    Uniósł błyszczące, ciemne oczy na kobietę.
    - Ileż to cierpienia wykonuje się w jasny dzień? Iluż umiera w pełnym blasku słońca? – Arthur po prostu śmierdział. Z długą, poplątaną brodą, tłustymi włosami nie przedstawiał pięknego widoku. A jednak dłonie i twarz miał czyste. Nie czuło się od niego alkoholu czy uryny, tylko nie miał gdzie się umyć, a wczorajsza bułka (zjedzona na pół z braćmi mniejszymi, gołębiami) tylko wspomnieniem. – Niektórzy nie mają swojego domu tu na ziemi. Dopiero po śmierci ciała wrócą do niego.

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  23. Katherine początkowo, gdy postanowiła tu zamieszkać założyła, iż Klaus dał jej już spokój. W pewnym sensie miała racja, nie miał zamiaru jej zabić, ale o torturach wciąż rozmyślał. Nie potrafił wybaczyć jej tego, że nie poświęciła swojego życia w jakimś rytuale słońca i księżyca. Miała już dość uciekania, wreszcie musiała jakoś wywalczyć swój spokój. Wcześniej nie miała jak w niego uderzyć, jedyną jego słabością była nieśmiertelna rodzinka, której ni jak nie dało się zabić. W Last Chance coś się zmieniło, pojawiło się kilka słabości. Przykładem była taka słodka Caroline, która do niedawna izolowała się od Klausa, a tu nagle wróciła. Mieszaniec miał do niej słabość, broniłby ją za wszelką cenę. Katerina z łatwością przebiłaby jej serce. Jednak był ktoś jeszcze, słabszy, bardziej kruchy... Kobieta, Cordelia Alain - Petrova z łatwością dowiedziała się troszkę na jej temat. Jednakże Kath głupia nie była, logiczne, że zginęłaby na miejscu, gdyby zabiła którąś z tych pań. Negocjacje były jej ostatnim ratunkiem, szantaż.
    Siedząc w Truposzu kątem oka obserwowała Cordelie. Po kolejnym kieliszku wina, który ta kobieta zamówiła Kath postanowiła do niej podejść. W dłoni trzymając tequile przysiadła się obok Alain.
    - Źle pije się w samotności. - uśmiechnęła się do niej, podnosząc kieliszek,a po chwili opróżniając.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  24. [Dawaj śmiało, zweryfikujemy, czy rzeczywiście jest słaby ;) może coś zmodyfikujemy i będzie gites xd]

    OdpowiedzUsuń
  25. - Były plany, aby zastąpić to diabelstwo nową, ale... Jakoś nikomu to jjeszcze nie udało się. - Powiedział Aidan, spoglądając w stronę jeziora. - Wszyscy utopili się. - Wstrząsnął się na samą myśl o tym. - Z resztą mało kto teraz tutaj przychodzi. No chyba, że jesteś zdesperowanym samobójcą, który chce jak najszybciej zejść z tego świata. - Powiedział pół żartem, pół serio. Coś w tym miejscu było odrażającego. I nie chodziło tu już o tą przeklętą kładkę.
    Aidan miał to do siebie, że lubił pomagać innym. I często nawet nie myślał, jak to może skończyć się dla niego. Po prostu czuł impuls i za tym szedł.
    - Miło mi cię poznać. - Wyszczerzył się do niej.- Powinniśmy stąd szybko wyjść. Noc nie jest bezpieczna dla ludzi. Przynajmniej nie w tym mieście. - Powiedział bardzo tajemniczo.

    OdpowiedzUsuń
  26. - A zdawało mi się, że takie coś to tylko u Chińczyków. - Odpowiedział, żartując z tego. Gdzieś tam kiedyś wyczytał, że w Chinach w czwartym dziecku to właśnie zabijają. Bo przeludnienie czy coś tam. No, ale on o tym za bardzo nie wiedział. Wszak nigdy w Chinach nie był.
    Przystanął na moment w bezruchu. Rozejrzał się bacznie dookoła.
    - Słyszałaś to? - Zapytał. Słyszał w oddali jakieś szmery. I jakby jakieś strzępki rozmów. I jakieś marne pierwiastki jego intuicji podpowiadały mu, że to coś nie jest nastawione do niego i Cordelii miło nastawione. - Wiesz co ci teraz powiem? - Zapytał cicho. - Wskakuj mi na barana i spierdalamy stąd. - To ostatnie niemalże wyszeptał bezgłośnie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Katherine była osobą przebiegłą i sprytną. Była też kobietą, która pragnęła się bawić i korzystać z życia. Uniemożliwiała jej to jedna osoba - Klaus. Mimo tylu lat wciąż łaknął zemsty. Niedorzeczność, za co? Za to, iż uratowała swoje życie, nie dała poświęcić się w rytuale, by ten mógł zostać hybrydą? Nie jej wina, że w dodatku była jakimś pieprzonym sobowtórem, a jej krew była aż tak cenna... Pierwotnemu najwyraźniej przez te tysiąclecie coś w główce się poprzewracało i mścił się za coś takiego...
    Jeszcze od kobiety nic nie chciała. O co mogłaby ją teraz prosić? Znaczyła coś dla Klausa, ale nie aż tyle by wysłuchał jej próśb o przebaczenie Petrovej. Do tego obecnie zdolna była jedynie Caroline, ta dziewczyna owinęła go sobie wokół palca. Podrzędna wampirzyca uwiodła pierwotnego... Gdy Pierce przemieniała ją w wampira nigdy by o tym nie pomyślała, sądziła, iż Klaus woli bardziej wyjątkowe kobiety. Choć kto wie, może ta blondyneczka, córcia szeryfa miała coś w sobie magicznego czego brunetka nie dostrzegała.
    - To samo. - uśmiechnęła się do kelnera odkładając na barek pusty kieliszek.
    - Katherine. - przedstawiła się wracając wzrokiem do kobiety.

    OdpowiedzUsuń
  28. [No, pomysł sponio, przygoda by się szykowała i tak dalej, akcja, ale jest problem - co z tego będzie miał Kai? Bo on bezinteresowny raczej nie jest i zastanawiam się, czym mogłaby go przekonać. Gdyby powiedziała mu, że zaprowadzi go do miejsca, z którego mógłby wyssać magię, to by się zgodził xD]

    OdpowiedzUsuń
  29. [A dziękuję ;3 Również witam i o wątek pytam, chociaż pomysłu jeszcze nie mam... ale jak mój mózg się łaskawie obudzi to na pewno na coś wpadnę ;D]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  30. [Okej, no to ustalone :D Wątek wychodzi od ciebie, możesz zacząć xD]

    OdpowiedzUsuń
  31. [Dziękuję za powitanie, też chciałabym wątek, coś się wymyśli. W ogóle, uwielbiam Keirę.
    O maltretowanie zwierząt się w każdym razie nie pokłócą, bo Sverre maltretuje tylko ludzi. Myślimy nad głębszym powiązaniem, czy raczej bardziej przypadkowym spotkaniem?]

    OdpowiedzUsuń
  32. [ Od strony zawodowej pół wróżka mu raczej po nic, a ludzie dzielą się dla niego na trzy kategorie: ci, którym odcina się głowy; ci, którym nie odcina się głów tak długo, jak są użyteczni i ci, którym nie odcina się głów wcale, bo w jakiś sposób są interesujący. Tylko, w takiej konfiguracji, po co pół wróżce demon? Podejrzewam, że takie towarzystwo jest przyjemne tylko dla osoby z mocnymi skłonnościami socjopatycznymi...]

    OdpowiedzUsuń
  33. [Dobra, mam jeden pomysł, pozwolę Ci stwierdzić, czy warty uwagi.
    Otóż S., w swej niepojęcie podejrzliwej naturze, ma tendencję do nadzorowania swoich podwykonawców. Łączy się to z faktem, że jeśli zleca porwanie/pobicie/kradzież komuś, kogo wcześniej nie sprawdził, zazwyczaj wlecze się kilka metrów za nim i obserwuje rozwój wydarzeń. Tak sobie myślę, że Cordelia mogła albo kogoś znać, albo zupełnie przez przypadek znaleźć się w miejscu, gdzie dwóch nie do końca ludzi w dresach napada na kogoś, kto najwyraźniej naraził się Sverre, i w tym momencie spotkać się także z nim. Albo akcja działaby się na zewnątrz, podczas gdy ona siedziałaby wewnątrz baru z lampką białego wina, a obok niej obserwujący wszystko S., który osobiście gustuje w czerwonym.
    No, co sądzisz?]

    OdpowiedzUsuń
  34. Sverre żałował czasem, że w swojej obecnej postaci nie potrafił się upić. Nie miał, póki co, żadnych poważnych problemów, silnych uczuć, nie cierpiał i nie brakowało mu niczego ani nikogo po raz pierwszy od jakichś stu lat, co nie zmieniało faktu, że głupota innych często go przytłaczała. Nie do końca wiedział, czy to z natury uważa się za lepszego od reszty społeczeństwa, czy po prostu otacza się idiotami. Nie lubił być zmuszonym do powierzania ważnych kwestii podwładnym, większość z nich klasyfikował bowiem jako istoty niższego rzędu i nie był do końca pewny ich kompetencji. Oczywiście, miał kilku poważnych współpracowników, którzy zajmowali się trudniejszymi zagadnieniami, często po części na własną rękę. Większość demonów, którymi dysponował, nie grzeszyła jednak nadmierną inteligencją. Rzekomo wszystko było jednak kwestią wieku i praktyki, nowicjuszom powierzał więc z początku najprostsze zadania, zazwyczaj cały czas nadzorując ich ruchy. Nie był stworzeniem nadmiernie ufnym ani naiwnym; wiedział, że pojmują sformułowania takie jak zabij, pobij, względnie porwij, mieli jednak pewien problem z cicho, dyskretnie, delikatnie. Zdanie nie przyciągaj uwagi przypadkowych osób nie miało dla nich natomiast kompletnie żadnego znaczenia. Był więc zawsze zaledwie kilka kroków za wydarzeniami, gotowy wkroczyć w każdej chwili.
    Poważny biznesman, szef od siedmiu boleści… Nie był jednak jeszcze tak wiekowy i mimo wszystko sądził, że warto czasem wdać się w bójkę dla sprawy. Bądź rozrywki. Jaki demon nie lubił od czasu do czasu zasmakować prymitywnej przemocy?
    Halbakken kręcił się w okolicy Truposza od jakichś trzydziestu minut. Piekło przeżywało ciężki okres - już chyba czwarty raz planują Apokalipsę…- co wiązało się z wieloma przepowiedniami i przewidywaniami, które prowadziły do zleceń typu ”Ta kobieta może uratować świat, więc lepiej, żeby po nim nie kroczyła.” Demoniczne „łapanki” w większych miastach zdarzały się prawie na każdym kroku. Sverre nie specjalnie się tym przejmował, wiedział bowiem, że potrwają maksymalnie miesiąc. Plany eksterminacji ludzkości do tej pory zawsze kończyły się totalną klapą. Jemu nie zależało na wszechobecnej zagładzie, wolał bowiem mieć własną sytuację pod kontrolą, a apokalipsa wiązałaby się z chaosem… Przy tego typu zleceniach mógł jednak liczyć, w końcu, na transfer jakiejś nowej, myślącej siły roboczej. W pewnej chwili dostrzegł zbliżającego się do baru mężczyznę i dwie, idące za nim, młode dziewczyny. Zupełnie nie wyglądały na niebezpieczne – w głowie zanotował sobie plus dla wykonujących zadanie demonów. Potrafili zbytnio nie rzucać się w oczy. Widząc, że są coraz bliżej, prędko przestąpił próg Truposza i podszedł do stolika przy oknie.
    -Przepraszam bardzo, czy mógłbym się przysiąść? – zapytał kobiety, która zajmowała jedno ze stojących przy nim krzeseł.

    OdpowiedzUsuń
  35. Aidan przyzwyczaił się do tych "nowości" w mieście. Jednak sam nie chciał zginąć. Obroniłby się, to było pewne. Problem polegał tylko na tym, że jego samokontrola nie pozwalała mu na zabicie kogoś. Z jednej strony to dobrze. W trakcie pełni nie mordował Bogu ducha winnych osób. Jednak miało to też swoje wady. Nie umiał obronić się przed innymi nadnaturalnymi.
    - Nie tylko ty. - Stwierdził chlopak. - Do mnie szczęście też coś ostatnio mało się uśmiecha. - Spieprzamy stąd, jeżeli nie chcemy skończyć z powieszonymi głowami u kogoś nad kominkiem. - Wziął dziewczynę na ręce i szybko pobiegł przed siebie. No cóż... Z Aidanem to było tak, że najpierw robił, a dopiero potem myślał.

    OdpowiedzUsuń
  36. [Wątek koniecznie, nawet skusze się na powiązanie, z Keirą to napewno :d Po za tym bardzo fajna postać :) Tak sobie myślę, żeby może coś zrobić z tym jej znajomym z wolnych, jeśli oczywiście by ci to pasowało, ale własnie jeszcze niewiem co i ja oczywiście pomyślę, bo wątek trzeba ogarnąc:D Albo jeśli już Azazel mógłby być zafascynowany jej talentem, ale to tak bez powiązań, a one by się przydały:)]
    Edwin/Azazel

    OdpowiedzUsuń
  37. Kai zazwyczaj nie pomagał ludziom/istotom supernaturalnym bez powodu. Nie miał dobrego serca (a w ogóle je miał?), więc do bezinteresownych nie należał. Wolał zarabiać na swoją korzyść. A że nowa koleżanka miała mu zdradzić pewną magiczną tajemnicę… Tak, to zdecydowanie przekonało Kai’a do udzielenia swojej pomocy kobiecie, z którą miał się spotkać.
    Przyszedł punktualnie i rozejrzał się. Od razu ją zauważył. Podszedł do niej z uśmiechem na ustach. Nie można było jednak dostrzec, czy ten uśmiech był przyjemny czy raczej nie do końca. Ale to był Kai Parker – nigdy nic nie wiadomo, co mu odwali.
    - Cordelia Alain? – zapytał tak dla formalności. A nuż się pomylił… nie, to raczej było niemożliwe, ale jakoś zacząć trzeba.
    Usiadł naprzeciwko niej i zaczął przenikać ją wzrokiem. Co zrobisz, piękna była.
    - Zanim przejdziemy do interesów – chwycił w dłoń kartę menu. Chciał wypić sobie jakąś herbatkę. – Chciałbym wiedzieć, co to za magiczna tajemnica, o której wspominałaś jakiś czas temu. Muszę wiedzieć, czy to warte zachodu.
    Mimo wszystko musiał być ostrożny, jeśli nie kłamała, jej informacje mogły mu się bardzo przydać.

    OdpowiedzUsuń
  38. Jak na wilkołaka przystało to Aidan miał sporo krzepy. I energii, przez co czasami inni mówili, że ma niestwierdzone ADHD. No cóż... Bywa. Starał się uciekać ostrożnie. I udawało mu się to. Nie potknął się jeszcze o nic i nie zaliczył spotkania z ziemią trzeciego stopnia. Zatrzymał się na chwilę i zaczął coś niuchać nosem.
    - Coś chyba szykują na nas. - Stwierdził i dalej puścił się pędem. Musieli jak najszybciej stąd się wydostać. Wyciągnął z kieszeni telefon i podał szatynce.
    - Zadzwoń pod pierwszy numer w poprzednio wybranych- polecił jej. Jeżeli James odbierze to może uda im się wyjść bez szwanku.

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz