Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

niedziela, 11 stycznia 2015

Kto urodził się 31 października może dokonać czegoś wybitnego.

CHLOE TURNER
20 lat | czarownica | z rodziną na pieńku
Nasze relacje z krewnymi nie zawsze wyglądają tak, jak byśmy tego chcieli. Stąd powiedzenie: "z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu". Niektórzy dopowiadają, że dobrze jeszcze stanąć z boku, żeby w razie czego można było nas wyciąć. Turner jak mało kto może zgodzić się z tym stwierdzeniem, w końcu trudno nazwać rodziną ludzi, dla których tradycje rodem ze średniowiecza znaczą więcej niż więzy krwi, a Ci, którzy Cię wychowali z wielką chęcią odrąbaliby Ci głowę, albo spalili na stosie... 
Umysł jej jest bardzo ruchliwy, o skłonnościach wojowniczych; bystry, czujny, praktyczny. Cokolwiek czyni – oddaje się temu z całą gorliwością i entuzjazmem ale też i z nonszalancją, dlatego też trudno sobie z nią poradzić, nieustępliwa i nieufna, młoda, nieco zagubiona ale i zdolna. Ekscentryczna, nieraz fantastyczna – może jednak w życiu dokonać czegoś wybitnego. Okazuje wielką intensywność uczuć, ale też i niezwykłą wyłączność, jej natura wykazuje predyspozycje do nagłych i niezwykle silnych sympatii i antypatii. W pogardzie dla sentymentalizmu nieraz z trudnością przychodzi jej wyrażać swe myśli i uczucia, i to nawet wówczas, gdy sama tego pragnie, co jest dość rzadkim wypadkiem. Niespokojna, zbyt pobieżna, sił swych używa w sposób ryzykowny, a nieraz wszczyna spory z powodu najmniejszego drobiazgu. Bywa też, że jej dążenia nie są jasno określone i nie posiadają zdecydowanego kierunku. Nie zwraca uwagi na ogólnie przyjęte obyczaje, a w życiu społecznym rozprasza się niepotrzebnie. 
Przyszła na świat 31 października w San Diego, jako potomkini klanu mogącego poszczycić się długowieczną historią i tradycją. W dniu osiemnastych urodzin skazana przez najbliższych za złamanie przysięgi i narażenie sabatu. Od prawie dwóch lat ścigana przez własną rodzinę. Igrająca z ogniem. Pogrywająca z samym „diabłem” - na usługach Kola Mikaelsona. Uczył ją co dzień kroczyć w mrocznym blasku życia(...).

POWIĄZANIA | TELEFON



[dobra SZYNKA nie jest zła, cześć i czołem, kluski z rosołem! ;3]

22 komentarze:

  1. [No cześć kochana :D to co. powiedz mi, oni się poznali w jakimś innym miasteczku i razem z Kolem się przeniosły czarownice do Last Chance? I ile ich będzie, 2 czy 3 ? ]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Witam. Zapraszam do Tomili.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Cudne zdjęcie ;) Witam serdecznie na blogu.]

    OdpowiedzUsuń
  4. [Ja mam taki pomysł, że Aidan i Chloe mogliby zostać złapani przez łowców, a ci będą chcieli wywieźć ich do jakiegoś laboratorium czy coś. No i oboje budzą się w jakiejś ciężarówce i połączą razem siły, aby się wydostać.]

    OdpowiedzUsuń
  5. [Też będę myśleć nad czymś ciekawym ;)]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Ochota byłaby, ale Klaus będzie traktował świtę panien Kola z wiadomą wyższością. Jak dzieci w piaskownicy. A jeśli jeszcze okaże się, że pomagają mu stworzyć cokolwiek, co będzie sprzeczne z interesami Nika to marny ich los. Hybryda wystawi swoje zastępy wiedźm, a na co to komu?]

    OdpowiedzUsuń
  7. Dopiero zaczynaliśmy pić w Truposzu. Chole wybyła gdzieś, więc postanowiłem rozruszać nieco resztę dziewczyn, skoro szykował się wieczór bez nadzoru Kalifornijki. Nawet Nastya dała się przekonać do picia i zamawiałem jej właśnie piwo. Oczywiście wtedy musiała zadzwonić, bo przecież dziecko nie radzi sobie samo przez 5 minut. Ledwie weszliśmy, więc nie było sensu zaraz wychodzić, bo Chole chciała się dowiedzieć na temat jakiegoś zaklęcia. Wystarczyło wyciszyć telefon.
    Bawiliśmy się dość dobrze. Ja rozmawiałem z piękną blondynką o czekoladowych oczach, a dziewczyny grały w bilarda z jakimiś kolegami ze szkoły. Jeden z nich miał ręce niebezpiecznie blisko pośladków Megan podczas gdy udzielał jej "lekcji" gry w bilarda. Tania, bo tak miała na imię moja rozmówczyni, chyba zauważyła, że co raz zerkam na dziewczyny bo w końcu wkurzona prychnęła tylko, zabrała swoją torebkę i wyszła z baru. Nie przejąłem się tym zbytnio, bo i tak musiałem gówniarstwo do domów poodprowadzać, więc nie było sensu nastawiać się na cokolwiek. Mając wolną chwilę zerknąłem na telefon i widząc ilość nieodebranych połączeń zaniepokoiłem się lekko. Szybko odsłuchałem nagraną wiadomość.
    - Cholera... - Warknąłem pod nosem. Zahipnotyzowałem barmana, żeby, jakoby uregulować należność. Przeszukałem szybko kieszenie i znalazłem tylko mały długopis, a jedyną kartką pod ręką był rachunek więc napisałem na nim zaklęcie z pamięci i schowałem wszystko do kieszeni. Podszedłem do stołu bilardowego i położyłem dłoń na ramieniu Nastyy.
    - Dziewczynki, czas nas nagli. Zbierać się.
    - Ej no stary, gdzie się wtrącasz w nie swoje sprawy. - Widocznie zdenerwował się chłopak, który podrywał Megan, aż miło.
    - Spokojnie, to nasz przyjaciel. Ma nas odwieźć do domu. - Uspokoiła go płomiennowłosa.
    - Nie możemy jeszcze zostać? - Nastya zrobiła słodkie, wręcz błagalne oczka. Chłopak, który grał razem z nią, siedział cicho, ale dobrze mu z oczu patrzyło.
    - Nie. - Odparłem zdecydowanie. - Rodzina Chole przyjechała w odwiedziny.
    - No i co z tego? - Zapytał wkurzony mięśniak, który najwyraźniej był już pod znaczącym wpływem alkoholu.
    - Alan, spokojnie. Naprawę musimy już iść. - Znając powagę sytuacji dziewczyny szybko zebrały swoje rzeczy i wyszły ze mną z baru. Wsiedliśmy do samochodu, a Nastya wyciągnęła ze schowka mapę i szybko zlokalizowała gdzie jest Chole. Jadąc na obrzeża miasta, wyciągnąłem z kieszeni rachunek i przekazałem karteczkę Meg.
    - Użyjesz tego chwilę po tym, jak wysiądziemy. Nie próbujcie potem żadnych czarów, bo nie będzie za fajnie.
    - A co to jest? - zapytała zdziwiona analizując treść zaklęcia.
    - Po prostu mi zaufaj. - Zahamowałem z piskiem gdy tylko zobaczyłem płomienie i rozgrywającą się tam scenę. Wysiedliśmy wszyscy z samochodu, a ja wymieniłem z czerwonowłosą spojrzenia. Zaczęła powtarzać treść zaklęcia, ale nie było widać efektu. Dopiero kiedy Nastya chwyciła ją za rękę i zaczęła czytać razem z nią, po chwili płomienie zgasły, tak samo jak wszystkie inne zaklęcia na przestrzeni kilometra kwadratowego straciły na tą chwilę moc. Ktokolwiek użyje w tym momencie magii, uzyska taki sam efekt, jakby rzucił zaklęcie, które wymagałoby całej jego mocy. Liczyłem na to, że Chole pamięta zaklęcie, którym za pierwszym razem uratowałem jej skórę i nie zechce atakować, bo inaczej zemdleje mi tu krzycząc w wniebogłosy z bólu i będzie się kurowała przez następny tydzień. Puki co, cała jej familia, była łatwa do zabicia jak zwykli ludzie.
    - Kopuła magii... - szepnęła pod nosem Nastya, która najwyraźniej słyszała o tym zaklęciu, ale tak jak sądziłem, nie dało się go nigdzie znaleźć.
    - Znów popełniacie ten sam błąd. Urodziło się w waszym klanie tyle dzieci, że mogę już wymordować pozostałą połowę z was? - Uśmiechnąłem się jadowicie stawiając między Chole, a jakimś czarownikiem.

    OdpowiedzUsuń
  8. [A możesz udzielić parę informacji o babci C.? Wiesz, chciałabym mieć jakieś szersze pole manewru.]

    OdpowiedzUsuń
  9. [Jak masz ciekawy pomysł oprócz tego, że Kai chciałby wziąć od niej moc, to czemu nie.
    PS. Pierwsze zdjęcie - tak zawsze wyglądała "w młodości" żona moich panów na innych blogach ;)]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  10. Franek (nieKimono)11 stycznia 2015 22:05

    [Co powiesz na to, że jej towarzyszki gdzieś znikną i Chloe będzie ich szukała po barach itp.? No i trafi do Truposza i akurat Franek będzie kończył swoją zmianę i zaoferuje jej pomoc?]

    OdpowiedzUsuń
  11. [No nie wiem, średnio...]

    OdpowiedzUsuń
  12. [Ja twój również kojarzę, nie wiem, skąd... zależy, gdzie byłaś.
    Zgłoszę się, jak na coś wpadnę.]

    OdpowiedzUsuń
  13. [Moje wizerunki słyną z roztapiania mózgów, cieszę się, że to się sprawdza :3
    Wszyscy torturują wszystkich, w dowolnej kolejności. Nie masz na razie żadnego pomysłu, prawda?]

    OdpowiedzUsuń
  14. [ Norwedzy są super, polecam Norwegów na przyszłość.
    Ostatni pomysł nie jest taki głupi, bo tamta też była wiedźmą i zginęła przykrą śmiercią... (Mściwy się zrobił jak zdemoniał, cóż poczniesz)
    Tak mi się widzi, że oni mogliby pomagać sobie nawzajem. Sverre jest dobrym źródłem wszelkich przedmiotów demonicznych, kości czarnych kotów i innych dupereli, jako iż ma siatkę kontaktów, które mu takie rzeczy załatwiają. Jeśli Chloe czegoś by potrzebowała, mogłaby skontaktować się z jednym z podrzędnych demonów, a szef już zająłby się wypełnieniem zamówienia. I załóżmy, że tak sobie współpracują, współpracują, cały czas przez pośredników, aż w końcu się spotykają. I nie wiem, co się dzieje, ale na pewno coś się dzieje. Zwłaszcza, że jeśli już się spotkali, to pewnie z jakiegoś powodu. Co myślisz?]

    OdpowiedzUsuń
  15. [Wiedźmą z Norwegii, niezrzeszoną i szybko martwą, ale zawsze. Tak sobie myślę, że babka Chloe może nie była dziewczyną Sverre, ale on ją znał, z jakiegoś powodu (może bliżej, może dalej...). Był świadkiem jej śmierci, a w ostatniej chwili wpadł mu w ręce owy medalion? Jako iż Sverre demonem sentymentalnym jest i duperele zatrzymuje, a silną moc wyczuwa, prawdopodobnie zagrzebał go gdzieś głęboko i rozkazał pilnować. Jeśli Turner dowiedziałaby się, że on go ma, prawdopodobnie musiałaby pofatygować się do jego lokum, prawdopodobnie w dość brutalny sposób. I prawdopodobnie musiałaby mieć coś ciekawego do zaoferowania, bo on takiego fanta nie odda za darmo.
    Przy okazji Chlo może mu zabić kilku podwładnych, a on najpierw się zdenerwuje, potem zorientuje, że to kobieta, dla której już kiedyś coś załatwiał, a potem stwierdzi, że jednak wszystkie wiedźmy są podobne do jego narzeczonej i woli z nimi rozmawiać przez chłopców na posiłki.]

    OdpowiedzUsuń
  16. Nie wiedziałem jak długo dziewczyny utrzymają zaklęcie na otwartej przestrzeni, skoro w pojedynkę Megan nawet nie dała rady go rzucić. Megan wywodziła się z potężnego klanu więc i w niej pokładałem spore nadzieje, ale dość często odnosiłem wrażenie, że się jednak przeliczyłem. Miała we krwi potężna moc, ale nie potrafiła z niej korzystać dość dobrze, a jej charakter utrudniał naukę. Dososhenko natomiast od początku pokazywała się z najlepszej strony. Podczas pobytu w Rosji pomogła mi w sprawie natrętniej grupy tropicieli. Po powrocie do Ameryki okazało się, że jednak trudno o zdolną i pracowitą czarownicę, która mało gada, wiec postanowiłem sprowadzić ją tutaj zanim znajdę jakieś przyzwoite czarownice. Chole z kolei również miała potencjał i ta akurat do nauki skora była. Brak jej było jednak cierpliwości i w dążeniu do zwiększania siły, oczekiwała natychmiastowych efektów.
    Słysząc słowa czarownika z nożem zaśmiałem się tylko i zaraz pojawiłem się tuż przed nim wbijając ostrze, które trzymał w jego brzuch.
    - Z tego co wiedzę to ty właśnie upadasz. - Przesunąłem ostrze w górę trzymając za jego dłoń, by uważać na srebro. Miał poharatane większość narządów wewnętrznych, więc kiedy go puściłem chłopak opadł na ziemię jak kłoda dławiąc się krwią. - Kto następny? - zapytałem rozglądając się wokół by znaleźć resztę wiedźm czających się wokół. Po chwili wszystkie, które zdołałem dostrzec leżały na ziemi ze skręconymi karkami. Wszystkie oprócz jednej. Po podobieństwie wnioskowałem, że to kochana mamusia naszej Chole, więc zostawiłem ją na koniec.
    - Miło panią poznać. - przywitałem się sarkastycznie. - Przysięgam, że dobrze się Chole opiekuję. Zawsze wraca do domu trzeźwa... nie zawsze na noc, ale zawsze wraca.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jeśli tylko od razu się nie pozabijają to jak najbardziej ma, ale raczej na chwilę, bo Sverre nie dość, że skacze z kwiatka na kwiatek, to szybko się nudzi. Stracenie głowy za to raczej jej nie grozi ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Długość, powiedzmy, nieprzekraczająca strony w Wordzie, ale nie jakoś bardzo krótko. Jak Ci wyjdzie, tak będzie, no problem.
    Ludzka stonoga ;--;]

    OdpowiedzUsuń
  19. Wysoki mężczyzna miał ręce ubroczone krwią. Jego dusza była zamknięta wewnątrz własnej głowy; krzyczał z przerażenia, jednak nie słyszał go nikt poza istotą, która była odpowiedzialna za jego męki. Nie potrafił stwierdzić, jak długo to wszystko trwało, większość czasu spędzał w stanie półświadomości, skupiając się tylko i wyłącznie na bólu: tym wewnętrznym, jak i fizycznym, związanym z faktem, że wszystkie połamane kości wcale się nie zrastały. Gdyby mógł, z pewnością już dawno targnąłby się na własne życie, nie miał jednak kontroli nad własnym ciałem.
    Cóż, ludzie zazwyczaj nie mają wpływu na demony, które ich opętały.
    Sverre sięgnął po ręcznik leżący na podłodze i otarł dłonie z krwi stworzenia, które właśnie skończył przesłuchiwać. Nigdy nie miał dość wsłuchiwania się w myśli swojego gospodarza, którego poruszał każdy, nawet najmniejszy akt agresji. Halbakken żywił się jego przerażeniem. Samo ciało traktował dosyć dobrze, polubił bowiem bycie blondynem, a wszystkie garnitury w jego szafie były szyte na względnie duży rozmiar. Starał się więc nie zabić mężczyzny, którego nazwiska nie znał, a z którym dzielił głowę.
    Demon opuścił mały, ciemny pokoik służący do przesłuchań i stanął na końcu długiego hallu prowadzącego do wyjścia z budynku. Słyszał zamieszanie i domyślił się, że któryś z jego dziennych strażników nie dopełnił obowiązku… Prawdopodobnie ukarałby go sam, ale jeśli intruzem był jakiś wampir bądź wrogi demon, jego podwładny prawdopodobnie już nie żył. Sverre nie żałował. Nie przywiązywał się do większości pracujących dla niego istot niższej rangi, znacznie bardziej przejmował się naruszeniem terenu. Kiedy jednak dobiegł do niego głos młodej kobiety, nieznacznie uniósł brew i przestąpił kilka kroków naprzód. Większość jego świty pracowała teraz nad większą sprawą, z którą wiązało się także przeprowadzone przez niego przesłuchanie. A więc, jeśli strażnik faktycznie leżał martwy, byli praktycznie sami. Kobieta nie była jednak ani wampirem, ani demonem. Halbakken nie bał się o własne życie, mimo wszystko był niemal niezniszczalny. Zastanawiał się natomiast, czego długowłosa czarownica mogła od niego chcieć. Przeszedł kilka kolejnych kroków. Zdecydowanie była wiedźmą, wszystkie miały w oku ten sam błysk. Uśmiechnął się nieznacznie i zmarszczył brwi, przebiegając po niej wzrokiem. Nie rozpoznał jej, ale mogli już kiedyś się spotkać. Znacznie lepiej zapamiętywał charaktery niż twarze. W tym momencie dzieliło ich już tylko kilka metrów.
    - To, co w tej chwili robisz, powszechnie nazywane jest wtargnięciem. – W oddali dał się słyszeć przeraźliwy wrzask, Sverre ścierał resztki krwi z mankietów marynarki. – Prawdopodobnie pozwałbym cię do sądu, gdyby nie to, że trzymam tu kilka odciętych głów, dwa trupy w całości i jednego typa, z którym jeszcze nie skończyłem rozmawiać. No, i podejrzewam, że mężczyzna, którego twarzy używam, jest w tej chwili uważany za zaginionego… Mniejsza z tym. Wszystkie przedmioty, które mam, z zasady należą do mnie, ale jeśli w moim posiadaniu jest coś, co kiedyś należało do ciebie, możemy o tym porozmawiać. – Ukradkiem zerknął na demona leżącego bezwładnie za kobietą i skrzywił się groteskowo. – Auć – wymruczał.

    OdpowiedzUsuń
  20. W układzie z czarownicami można by zakładać, że więcej brałem niż dawałem z siebie. Tak czasami było w przeszłości, kiedy wystarczyło uwieść jedną z wiedźma, a jej koleżanki, tylko przekonać do swoich racji i te wiernie szły za nią. W tym układzie było o to dość ciężko. Teraz czarownice w tym wieku zachowywały się jakby równie dobrze mogły mieć po 16 lat a nie koło 20. Dawnej były dystyngowane, co nakazywała im etykieta, ale przynajmniej nie stroiły tak często fochów ja tu obecna młodzież.
    Uśmiechnąłem się tylko na widok tego, że matka Chole podnosi rękę by użyć zaklęcia. Niby wiedzą o tym zaklęciu, a postępują tak lekkomyślnie. Zaraz ją zaboli... Lekko się zdziwiłem, kiedy to mnie, a nie ją zabolało. Zaszumiało mi w głowie i nie miałem pojęcia co się stało. Leżałem na ziemi po odbiciu się od ściany. Na wprost miałem przed sobą dziewczyny sapiące z wyczerpania, ale bardziej moją uwagę przykuła Chole, ewidentnie tocząca pojedynek jeden na jeden ze swoją matką. Pogoda wokół zaczęła się gwałtownie zmieniać, a wtedy zrozumiałem co się dzieje. Momentalnie znalazłem się tuż za władczynią sabatu i skręciłem jej kark, jak chwilę temu całej reszcie. Gruchnęła na ziemię jak worek ziemniaków, a ja zacząłem uważnie przyglądać się Chole. Nie byłem pewny czy nie było za późno, ale nieobecny wzrok i fakt, że zaraz zemdlała, nie wróżyły zbyt dobrze. Złapałem ją za nadgarstek, kiedy już zaczęła się chylić ku ziemi i przerzuciłem ją sobie przez ramię. Podszedłem do samochodu, po czym wpakowałem nieprzytomną brunetkę na tylne siedzenie. Megan siedziała oparta o maskę mojego samochodu co drażniło mnie równie mocno, co nalot czarowników w sobotni wieczór.
    - Macie to posprzątać. - Burknąłem do dziewczyn wkurzony, zabierając jej z rąk kartkę z zaklęciem, które próbowała zapamiętać.
    - Ej! - Oburzyła się gdy zabrałem jej z rąk "własność" - Poza tym do jakiego chuja, my to mamy robić skoro to rodzinka Cho i to ty nabałaganiłeś?
    - Dobra, zmieniłem zdanie. - Zmierzyłem ją poważnym wzrokiem. Nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Turner mogło odwalić zaraz po przebudzeniu, przodkowie nie zawsze grzecznie się zgadzają na przejmowanie mocy. Do tego znałem to zaklęcie, którego użyła, tylko musiałem sobie przypomnieć skąd. - Megan posprząta. Nastya, wsiadaj, będziesz mi potrzebna przy Chole.
    Nastya uśmiechnęła się zadowolona, że omija ją sprzątanie trupów, co jeszcze bardziej wkurzyło Meg, która posłała jej wystawiony język i fakera.
    - A co jeśli mnie ktoś zobaczy? - Zapytała z nadzieją, że jednak sam się tym zajmę, bo przecież wampir tak łatwo zahipnotyzuje wszystkich.
    - Akurat dałaś dzisiaj ciała, to poćwiczysz sobie kontrolę umysłu. - Uśmiechnąłem się sarkastycznie wsiadając do auta i momentalnie ruszyłem, przez co czerwonowłosa o mało co nie wylądowała tyłkiem na ziemi.
    - Będzie z nią okej? - Nastya spojrzała na tyle siedzenie zmartwiona.
    - Nie wiem. - Odparłem szczerze. Megan mogła by wykorzystać słabość Chole żeby wskoczyć na jej miejsce, bo zdarzało się jej być suką, ale Nastya była inna i w dodatku dużo bardziej się nadawała na to.


    Godzinę później siedzieliśmy w mieszkaniu czarownic. W salonie rozmawialiśmy z Nastyą na temat jej klanu i rodziny, która nieco lepiej przyjęła jej współpracę ze mną. Sabat - jeżeli tak można nazwać trójkę sierot, bez żadnego nauczyciela, robiące co im się żywnie podoba w Moskiewskim sierocińcu. Z tej trójki przeżyła tylko Nastya, więc pewnie stąd u niej taki pęd do wiedzy, skoro nigdy nie miała mentora. Po naszej rozmowie poszła do kuchni, zrobić coś do jedzenia dla Megan, która przyjdzie wkurzona i głodna i dla Chole, która mogła obudzić się równie dobrze teraz jak i za trzy dni. Wszedłem do jej pokoju i przez chwilę przyglądałem się jej jak śpi, po czym zacząłem szukać czegokolwiek, co mogło by mi odpowiedzieć na pytanie, skąd znam zaklęcie, którego użyła.

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz