Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

czwartek, 1 stycznia 2015

Naprawdę będziemy przechodzić to ponownie? Obydwoje wiemy, że mogłabym cię rozszarpać na strzępy i pomalować sobie paznokcie w tym samym czasie.



Jak każdy wampir stoi pomiędzy życiem, a śmiercią...


Katherine Pierce znana także jako Katerina Petrova
wampirzyca|ponad 500 lat|ciało 18 – latki |
egoizm|odwaga|spryt|do niedawna uciekinierka






Każdy człowiek ma swoją historię. Gdy stajesz się wampirem, twoja historia jedynie się wydłuża... Katerina urodziła się w Bułgarii 5 czerwca 1473 roku. Po urodzeniu nieślubnego dziecka i odebraniu jej go, została wygnana do Anglii. Teraz pewnie wydaje się to niedorzeczne, jednakże gdyby nie to, wielu ludzi nie doznałoby zaszczytu poznania Petrovej. Z czasem zaczęła przedstawiać się jako Katherine Pierce, jak na Angielkę przystało. Reszta jej historii pewnie jest znana, w końcu to Kath! Kobieta, która uwiodła szlachetnego Elijah, wykiwała niepokonanego Klausa, przemieniła braci Salvatore, a przez większość swojego życia po prostu uciekała...

Zabija, oszukuje, manipuluje i wcale nie żałuje. Przecież wie, że jeśli chce przetrwać nie może oglądać się za siebie. Jest porywcza i wybuchowa, lecz kiedy emocje opadną, potrafi być całkiem miła, a nawet rozbrajająca. Mocno zaznacza swoją obecność, lubi o sobie przypominać i być w centrum uwagi. Można rzec, że jest narcystyczna. W końcu jak spogląda się w lustro od tylu lat trzeba pokochać samą siebie. Uznaje zasadę, że aby wygrać trzeba znać swojego wroga, toteż dobry z niej szpieg i kłamca.... Gdy coś postanowi, jest nie tylko trudna, ale i niebezpieczna. Kobieta, która jak żadna inna potrafi siać zamęt i zniszczenie wszędzie, gdzie się pojawi. Typ choleryczki. Intrygantka jakich mało, mieszanie w życiach innych można nazwać jej hobby. Jak widać, charakter niełatwy. Uparta, zawzięta, mściwa... Niemożliwie bezczelna i zawzięta, a zarazem pełna wdzięku i uwodzicielska. To przecież jedynie niepowtarzalny, „uroczy” diabełek, którego niejeden anioł z chęcią by posiadł. 

Poznanie sobowtóra trochę ją zmieniło. Stała się bardziej zazdrosna, zachłanna, podejrzliwa, ale też rozwinęła swój jakże przydatny talent aktorski. W końcu jak mówią, gdy życie Cię nudzi wciel się w rolę swojego sobowtóra, co Katherine od czasu do czasu robi. Co jej szkodzi zagrać miłą, słodką Elenę, która wszystkim chce pomóc, którą każdy chce ratować i której osobiście chciałaby poderżnąć gardło, a jednak tego nie robi. Tłumaczy to lenistwem oraz obawą zniszczenia ulubionych szpilek. Tak naprawdę z lekka boi się, że całkowicie straciłaby szansę u Stefana, gdyby zrównała z ziemią idealną Gilbertównę. Pomimo tego, że miała wiele przelotnych romansów to Salvatore był jej prawdziwą miłością. Najwyraźniej jednak to piękne uczucie nie jest jej pisane, zazwyczaj jej kochankowie po prostu ginęli z jej lub obcych rąk. Często tylko wykorzystywała ich do swoich celów i jak to zwykła mówić „zginęli za nią”. Chcesz się do niej zbliżyć? Uważaj, wyda Cię bez mrugnięcia okiem, byleby ratować skórę. Gdzie zapodziało się jej sumienie? Nie zaginęło, jest tam, jednakże brunetka rzadko dopuszcza je do głosu. 

„Nie urodziłaś się zła. Twoje życie Cię taką uczyniło. Straciłaś wszystkich, na których Ci zależało, gdy byłaś zdecydowanie za młoda i nie miałaś rodziny, która by się tobą opiekowała.”



[ Witam, na początku wtrącę, że jadamy SZYNKĘ. Zapraszamy do wątków i powiązań i tak dalej. Kto by nie pokochał Perce... To chyba tyle. Karta będzie lepsza z czasem... ]


56 komentarzy:

  1. [Cześć. Zapraszam na wątek do Emmy.]

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mru, Katherine x3 druga ulubiona żeńska postać :D hejcia :D]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jaka fajna pani ^^ Może wątek z Aidanem?]

    OdpowiedzUsuń
  4. [On nie ogarnia wampirów i tak dalej, jest w tym zielony, bo nie miał do czynienia z takowymi, więc jedynie to ona może go kojarzyć i rozpoznać w jego osobie morderczego Kai'a.
    Czego może od niego chcieć? Pomoc w czymś?]

    OdpowiedzUsuń
  5. [No dobra, czyli będzie chciała się z nim "zaprzyjaźnić"?]

    OdpowiedzUsuń
  6. [Katarzyna moja kochana <3
    Ja proponuję jakieś powionzanko od razu (może jakiś dawny romansik?) i takie spotkano po latach od razu. ]

    OdpowiedzUsuń
  7. [Niech ci będzie.]

    I po raz kolejny wylądował w Truposzu. Dlaczego? Bo moc mu się skończyła. Znowu. To było najbardziej skurwysyńska rzecz, jaka go spotykała. Tak, co tam więzienie, co tam wyrżnięcie trzech czwartych rodziny, prawda? Liczyła się magia, bo to przez nią stało się, co się stało i zrobił to, co zrobił. W Last Chance akurat było dużo wiedźm, więc to nie był jakiś wielki problem do nie rozwiązania. Ostatnio nawet powstrzymywał się z zabijaniem. Bo przecież jak już zabije, to kto mu pożyczy trochę magii?
    Usiadł przy stoliku jakiejś młodej wiedźmy. Czuł od niej bijącą moc. Och, przyda się, bardzo się przyda. Złapał ją za rękę, a zaraz potem uciszył, żeby nie krzyczała. Wystarczyła ta odrobina magii, żeby odebrać jej głos.
    Przestał, kiedy zobaczył, iż dziewczyna jest wyczerpana. Puścił ją, a potem sprawił, że zapomniała. Przydawały się te niektóre zaklęcia, serio.

    OdpowiedzUsuń
  8. [Cześć. Co powiesz na wątek, w którym Katherine za pomocą szantażu wykorzystuje do czegoś Lucy? Taki wiesz... agresywny nieco wątek. :D]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  9. [No to może tak najprościej na ulicy się zobaczą, a Koly będzie uraz żywił że go wyru... oszukała... Zaczniesz? bo mi farba akutalnie zasycha i malować muszę to bym zaczęła dopiero za jakieś pół godzinki najprędzej ]

    OdpowiedzUsuń
  10. [W końcu zawitała do nas Katherine. Jeśli jest chęć, to zapraszam do wątku :)]

    OdpowiedzUsuń
  11. [Truposz*]

    Uniósł spojrzenie na dziewczynę, która pojawiła się przed nim. Nauczył się już wyczuwać aury nadnaturalnych istot, więc domyślał się, że ta pani, to wampir. Cudownie, same wampiry dookoła niego. Dobrze, że jeszcze spotykał takie jak te siedzące obok niego - czarownice. Nawet nie zdawały sobie sprawy z tego, jak bardzo przydatne były. Darmowe banki magii. I chyba tym był nieco podobny do krwiopijców, ale kto by się tym przejmował. Zdecydowanie bardziej wolał magię niż kły. Śmiertelny czy nie, było więcej zabawy.
    Z powrotem zwrócił wzrok w kierunku czarownicy. Położył opuszki palców na jej skroniach i wyrecytował ciche zaklęcie. Po chwili dziewczyna szła już do wyjścia. Cóż, może się nauczy, żeby nie chodzić samemu w takie miejsca.
    - Nie powinno się także zabijać ludzi - odparł ze spokojem. Zerknął na miejsce obok siebie, jakby zapraszając ją do siebie. Zauważył, że ktokolwiek by się do niego nie przysiadł w tym barze, zawsze czegoś od niego chce.

    OdpowiedzUsuń
  12. Bywałem nerwowy... Dla niektórych wręcz narwany, ale odkąd zawarłem z Klausem umowę, w której nie urządzanie masowych mordów, trzymało mnie z daleka od dębowej trumny, starałem się ograniczać tego typu rozrywki. Trzymając się pośród wiedźm czułem się dobrze, a przynajmniej o tyle lepiej, że mogłem obcować z magią, za posiadaniem której niezmiernie tęskniłem. Tego wieczoru udało mi się lekko upić Chole w Truposzu i opuściła bar chwiejnym krokiem wspomagając się na mnie. Zapowiadała się piękna noc, do puki ktoś nie zastawił nam drogi.
    - Katherine... - Nie ukrywałem swojego zaskoczenia, kiedy przede mną pojawiła się znajoma twarz. Do puki się nie odezwała, w duchu liczyłem na to, że to tylko kolejny sobowtór. Zwykle żywiłem urazu długo, bo większość osób, którym udało się nadepnąć mi na odcisk szybko wąchała kwiatki od spodu. Mój pech, że nie udało mi się jej dopaść i ukręcić łba za te kasztanowe kudły. Tak... Też się stęskniłem za Katherine.
    - Miałem nadzieję, że Klaus zdążył cię już wykończyć. - odparłem z wyraźnym zawodem w głosie, obejmując ramieniem Chole, która przyglądała się Kath pijackim spojrzeniem.
    - Kto to? - zapytała choć słychać było, że musiała się w sobie skupić by się na to zdobyć.
    - Katherina Petrova. Zdrajczyni, uwodzicielka, manipulatorka i przede wszystkim okropna kłamczucha. - wyjaśniłem z przekorą cały czas patrząc w oczy Pierce i uśmiechając się złośliwie.

    OdpowiedzUsuń
  13. [Dobra, czyli tak - nie ma problemu z werbeną. Zacznę jutro, tylko teraz kwestia tego czy Katherine będzie czekać na nią późnym wieczorem pod redakcją czy masz inne wyobrażenie ich pierwszego spotkania? :)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  14. [Cześć! Nik to nie Jezus, nie wybacza. Ja tu widzę dalsze gnębienie Petrovy. W końcu zna ją tak dobrze, że nie da wciągnąć się w kolejne układy, najchętniej od razu by użył kołka. Nie umiem sobie wyobrazić, żeby nagle zaczęli się klepać po ramieniu.]

    OdpowiedzUsuń
  15. Aidan miał to do siebie, że jako młoda osoba nigdy nie potrafił spokojnie usiedziec na miejscu. Zawsze gdzieś gonił za czymś. Zawsze jakoś znajdował ludzi, z którymi zdążył się zakumplowac. No, może oprócz tych z rodu Nicholsonow. To straszne bydlaki byli.
    Szedł sobie miastem, nucac coś pod nosem. Uśmiechał się do innych, którzy go mijali. Miał wyjatkowo udany poranek.
    Zaklal cicho, kiedy z kimś się zderzył. No co? Przecież to nic przyjemnego przywalic w kogoś z impetem.
    - Ooo... - Wyrwało mu się z gardła. - Cześć Kath. - Usmiechnal się do niej szeroko. Z panna Pierce spotkali się już kiedyś. Pomogła mu w jednej ważnej sprawie. I musiał przyznać sam przed sobą, że była dosyć specyficzna, aczkolwiek fajną osobą. Przynajmniej takie zdanie miał o niej Collins. No, była na tyle "fajna", że młodemu aż serducho jakoś szybciej zaczynało bić. - Co tutaj robisz? - Zapytał, podnosząc się.

    OdpowiedzUsuń
  16. Mówi się o dzisiejszej młodzieży, że zachowują się nieodpowiednio do wieku. Dziewczyny mając 14 lat, wyglądają na 18, a zachowują się jakby miały 21. O facetach za to mówi się, że mając 21 lat, wyglądają na 18, a zachowują jakby mieli 14. Dlatego chyba mogłem zachowywać się jak mi się żywnie podobało, bo mimo 1000 lat na tej ziemi wciąż miałem ciało młodzieńca i tak też się czułem.
    Z resztą, dla czego nie miałbym żywic urazy, do kogoś kto mnie dosłownie wyru... Oszukał. Czy to ja zniknąłem z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia? Prawda, ze nie wiązałem z nią jakiegoś szczęśliwego kresu naszych dni, ale wykorzystała mnie, jak tanią dziwkę. Tylko ktoś niedojrzały trzymałby urazę prawda?
    - Jest wiele rzeczy, które nam nie przystoją, a i tak je robimy. - Uśmiechnąłem się sartastycznie. - Jakbyś nie zauważyła mam tu pijaną czarownicę, którą muszę odstawić domu... Choćby mojego. Ale rzadko kiedy Katherine Pierce prosi. - Zastanwiałem się przez chwilę co mam ze sobą zrobić, a konkretniej, co mam zrobić z Chole. Na to żeby rzucała na siebie jakieś zaklęcia, anty-zataczaniu się było juz za późno, bo prędzej by się podpaliła. Przewrociłem oczami i poprowadziłem ją na ławkę wyciągając z kieszeni telefon. Podałem jej odrobinę swojej krwi dla wzmocnienia organizmu, szybszego metabolizmu alkoholu i uniknięcia kaca. Na szczęście po moim szybkim telefonie, inna wiedźma zgodziła się ją odwieźć i po jakichś dziesięciu minutach zapakowalem czarownice na tylnie siedzenie samochodu. Kiedy dziewczyny odjechały spojrzałem na Pierce.
    - Żeby była jasność: nie tęskniłem, choć liczylem ze cie spotkam, by moc ci urwać łeb. Im mniej moje czarownice widzą, lepiej dla nich.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Jest w połowie wróżką, choć nie ma o tym pojęcia. Masz jakiś pomysł, co do okoliczności spotkania? Oczywiście ja zaczynam ;)]

    OdpowiedzUsuń
  18. Kai dowiedział się, czego mógł w ciągu tych dwudziestu dwóch lat, nim został zesłany do bardzo oryginalnego więzienia. Przynajmniej wrócił młody jak w dniu ostatecznym. Teraz nikt by nie pomyślał, że on i Jo to rodzeństwo bliźniacze. Cóż…
    Ponownie spojrzał na kobietę, która usiadła obok niego.
    - Jesteś wampirem, czyż nie? Chyba nie próbujesz mi wmówić, że nigdy nikogo nie zabiłaś – uśmiechnął się kącikiem ust. Nie miał do czynienia z wampirami, póki nie wrócił do Mystic Falls, gdzie debilizm tych istot był wręcz namacalny. Nie kategoryzował, broń borze zielony, nauczył się nie lekceważyć przeciwnika. A tej pani nie znał, wolał się nie narażać.
    - Kai – przedstawił się. Zastanawiał się przez chwilę, czy może go rozpoznała, ale wątpił w to. Mało kto go rozpoznaje. Przecież gazety sprzed dwudziestu lat nie walają się na werandach domów mieszkańców miasteczka. W dodatku tutaj, w Last Chance. Może w bibliotece, w końcu o tej sprawie było naprawdę głośno swego czasu. Kto by się nie przejął, że starszy brat powybijał młodsze rodzeństwo? Nawet sąsiedzi byli zszokowani. Przecież to była taka miła rodzina… - Postawić ci drinka? Krwi nie daję.

    OdpowiedzUsuń
  19. [To co, robimy tak, że Koly się trochę w niej zabujał i mimo, że wiedział, że nie będą razem przez tą ich wieczność, to i tak zniknięcie Kath z dnia na dzień mu serduszko złamało to teraz jest fochnięty ]

    OdpowiedzUsuń
  20. [Ooooooo albo mam lepszy pomysł jeszcze. ;> To Kol będzie ten zły haha :3 zobaczysz o co mi chodzi jutro w odpisie jeśli zdania nie zmienie do tego czasu ]

    OdpowiedzUsuń
  21. [Cześć, czemu nie mamy wątku? ;>]
    Rebekah

    OdpowiedzUsuń
  22. [To musi być coś epickiego. Nie zwykłe posadzenie na krześle i faszerowanie werbeną. Dlatego dam sobie czas na wymyślenie, chyba że mnie wyprzedzisz.]

    OdpowiedzUsuń
  23. [Witaj! Nie wiem czy chcesz wątek z takim czystym aniołkiem, ale ja bym chciała z diablicą c:
    Mam taki pomysł na wątek lekko... dziwny. Co Ty na to, żeby Arthur był jej aniołem stróżem, ale po przemienieniu w wampira musiał ją opuścić, z racji tego, że przeszła do końca na złą stronę i nie mógł już nic zrobić.
    Może ona będzie kogoś zabijała w zaułku czy coś i on po prostu powie jej coś, co chciała wiedzieć za swojego ludzkiego życia, a czego nigdy się nie dowiedziała i nikt o tym nie wiedział (to do ustalenia). Co Ty na to?]

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  24. [To może... Zanuci jej kołysankę, którą śpiewała dziecku gdy była w ciąży? Może właśnie coś takiego bardzo personalnego?
    Później jakoś się dogadają co do swoich tożsamości.]

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  25. [O, właśnie miałam w planach znaleźć kogoś, kto powie jej, kim jest.Tak więc Twój pomysł jak najbardziej mi odpowiada. Jakieś wymagania co do miejsca spotkania, czy może być nawet Truposz/Fangtasia?]

    OdpowiedzUsuń
  26. [Hummmm. Niech nie będzie Ci głupio, ja nie znam Twojej postaci. No i jego zamiarem nie jest koniecznie uratowanie ofiary tylko zwrócenie na siebie uwagi. Anioły mają dziwne poczucie wartości i moralności. On po prostu będzie chciał z nią pogadać i tyle. ]

    Arthur
    [PS
    I chodziło mi o śpiewanie podczas ciąży. Dużo kobiet gada do swojego brzucha. ]

    OdpowiedzUsuń
  27. Kai nie miał zamiaru jej obrazić, broń panie. Po prostu z góry uprzedził fakt. Bronił się przed wampirami i wysysaniem z siebie krwi. Nawet nosił pierdołki z werbeną, którą dodatkowo pił codziennie rano w herbacie. To już było nadchronienie siebie samego, w końcu był czarodziejem, takich wampiry nie mogły zauroczyć. Ale nigdy nic nie wiadomo, Kai wolał nie ryzykować. Lubił mieć kontrolę nad wszystkim. Nie mógł sobie pozwolić na to, żeby jakiekolwiek istoty nim manipulowały w taki czy inny sposób.
    - Och, moja sława mnie wyprzedza. Byłaś w Mystic Fall tamtego feralnego dnia? – zapytał, gestem dłoni przywołując do siebie kelnerkę. Zamówił dla niej i dla siebie po drinku, a potem znów spojrzał na wampirzycę. – Nie potępiasz mnie, bo sama jesteś zła, tak? – dodał po chwili. To nawet miało sens. Aczkolwiek słyszał już, że przegiął, nawet jak na czarny charakter. No bo niektórzy tylko wywołują nagłą śpiączkę u swojego rodzeństwa poprzez wbijanie im jakiś sztyletów w serce, ale co on tam wie.
    - Damon jest kompletnym kretynem, a Bon-Bon – powtórzył za nią, uśmiechając się kącikiem ust. Ciekawa ksywka, powinien to zapamiętać. – Okazała się przydatna. Otworzyła mi bramę do realnego świata. Nie masz pojęcia, jak miło jest w końcu móc z kimś porozmawiać, napić się drinka, zabić ponownie. Naprawdę, polecam to uczucie.
    Nie miał zamiaru nikogo udawać, to nie dla niego. Był psychopatą i nie zamierzał się z tym ukrywać. Nie lubił kłamać, wolał mówić prosto z mostu, że czegoś chce. Manipulowanie? Przydawało się, kiedy nie miał magii. W więzieniu ta umiejętność bardzo mu się przydała. Teraz wolał jednak szantaże i groźby karalne.

    OdpowiedzUsuń
  28. - Aaaa... - Odpowiedział wielce inteligentnie chłopak. - A to już w takim razie bardzo wiele wyjaśnia. - Zreflektował się dosyć szybko. No bo, gdyby pozostał na jednym "Aaaa" to Kath mogłaby go wziąć za idiotę. A tego to raczej nie chciał. - To nawet fajnie się składa. - Stwierdził, uśmiechając się w jej kierunku. - A to dlatego, że w tym momencie trochę się nudzę. - Powiedział, drapiąc się lekko w tył głowy. - U Trevora jest dzisiaj domówka. Może chciałaby ze mną pójść? Samemu jakoś tak głupio iść. A tak to przynajmniej będę miał do kogo gębę otworzyć. A przynajmniej wtedy, kiedy oni będą się lizać albo pieprzyć w toalecie. - Trajkotał jak najęty. - Zgodzisz się? Nie daj się zbyt długo prosić. - Zrobił do niej oczka jak kot ze Shreka.

    OdpowiedzUsuń
  29. Stawiał z nią pierwsze kroki. Razem z nią uczył się pierwszych słów*. Razem z nią krzyczał nad niesprawiedliwością świata. Nie mógł nic zrobić. Czasem, gdy była jeszcze dzieckiem, a w głowie miała jeszcze mowę sprzed Babilonu, gdy nie umiała wypowiedzieć słowa, nachylał się nad jej kołyską i rozweselał ją. Później, nie chcąc skrzywdzić jej swym widokiem, wysyłał motyle na pocieszenie i leczył draśnięcia. Nachylał się nad drobnym, dziecięcym paluszkiem, ukłutym igłą, na którym zbierała się kropelka krwi i zamykał przebite naczynka.
    Grzeszyła. A im bardziej się oddalała od czystości duszy, tym on tracił swoją moc nad nią. Gdy zaszła w ciąże, mógł już tylko czuwać nad zdrowiem dziecka rozwijającego się w jej łonie. Obecny nieobecny w jej życiu, próbował za wszelką cenę wyprostować kręte ścieżki dziewczyny. Zawiódł. Popełniła samobójstwo. Wtedy powinien ją opuścić, ale przez jakiś czas jej towarzyszył, obserwując z daleka mrok w jej duszy. W końcu jednak wzruszył ramionami. Był bezradny.

    Jako człowiek czuł się niepewnie. Ograniczony ciałem, poznający świat z innej perspektywy. Musiał zrozumieć fizjologię, odczuwał dziwne ssanie w brzuchu i musiał zjeść. Czuł ucisk w pęcherzu i musiał iść do toalety. Nie mógł rozłożyć skrzydeł. Było mu zimno, było mu gorąco, trząsł się, rosły mu włosy, chciał spać. I to nieustanne towarzystwo Arthura White’a, jego naczynia, oszalałego z nadmiaru informacji, które przyniosła ze sobą boska istota anioła.
    Właśnie szedł za bar, by poszukać resztek żywności. Musiał zaspokoić głód. Wtedy to usłyszał. Nie krzycz tym samym głosem, który najpierw śmiał się, tańcząc w słońcu i kochając, by wydawać wyroki śmierci w mroku i zgniliźnie. Nie mógł się powstrzymać. Oparł się o ścianę. Na głos zaczął śpiewać bułgarską piosenkę, którą Katerina śpiewała do dziecka w swoim łonie, a właściwie śpiewali w duecie, którego ona nie mogła usłyszeć.

    [*Tak postanowiłam wytłumaczyć jego znajomość Bułgarskiego.]

    Arthur White

    OdpowiedzUsuń
  30. Dużo łatwiej jest zrzucić winę na kogoś innego. Z rodzeństwem nigdy nie układało mi się kolorowo. Zawsze Elijah, Rebeka i Nik trzymali się razem, głosząc dumnie swoje zawołanie "Zawsze i na zawsze", a co mi pozostawało? Finn, który zanudzał nas kazaniami na temat moralności do puki Klaus nie zamkną go na dobre w trumnie? Spędzałem swój czas z innymi, śmiertelnikami, czarownicami czy innymi wampirami, ale koniec końców większość z nich długo nie pożyła. Zdarzały się też chwile zwątpienia w swoje własne możliwości, kiedy to dochodziłem do wniosku, że nie przeżyję swojej wieczności bez rodzeństwa. Po kolejnej kłótni z Klausem postanowiłem, że dołączę do nich później, by ochłonąć i nie po zabijać się nawzajem. Wtedy pojawiła się Katherine. Piękna, seksowna i kusząca. Nie dziwne, że straciłem dla niej głowę na tyle, że byłem ślepy na oczywiste fakty.
    Kiedy wreszcie zrozumiałem, że mnie wykorzystuje, by pojednać się z Klausem byłem wściekły, nie tylko na nią, ale i na siebie, że zauważyłem to tak późno. Uspokoiłem nerwy w alkoholu i następnego ranka w mojej głowie pojawił się okrutny plan zemsty, na miarę Katherine. Powiadomiłem Klausa, o tym, kto gości praktycznie co wieczór w moim domu, by wypatroszył ją w ramach prezentu, by pożegnać nasze braterskie niesnaski.
    Niestety szczęście mi nie sprzyjało i jak na zawołanie Katherine rozpłynęła się jak kamfora z dnia na dzień. Jednak było za późno by tłumaczyć się przed Nikiem i to mi się oberwało znów.
    Teraz Petrova stała przede mną i starała się mnie przebłagać. Czy to nie zabawne? Jednak starałem się zachować minę wyrażającą moje poddenerwowanie.
    - Zależy mi na tym, żeby nie widziały we mnie psychopaty po tym jak ci oddzielę głowę od ciała. - Uśmiechnąłem się sarkastycznie patrząc jej w oczy. - Pytasz czy tęskniłem za byciem wykorzystywanym ze względu na Nika? Jakoś się do tego zbytnio nie przywiązałem. - Całkowicie zignorowałem jej dłoń na moim policzku.

    OdpowiedzUsuń
  31. [Nadal twierdzisz, że mi go nie molestujesz? ;-; Dzisiaj już chyba nie zdążę odpisać, chyba że sporo krócej.]

    OdpowiedzUsuń
  32. Cordelia nie wyglądała na osobę, która lubi przebywać w miejscach takich jak bar Truposz, a mimo to dość często tam zaglądała. W końcu wszystko było lepsze, niż siedzenie w pustym domu i zastanawianie się nad tym, co by było gdyby. Zabawne, że zamiast siedzieć w bezpiecznym miejscu, wolała iść do baru, w którym zawsze siedziały jakieś typy spod ciemnej gwiazdy. Ale czego się nie robi, żeby choć na chwilę zapomnieć o otaczającej rzeczywistości. Być może nie był to dobry sposób, lecz z pewnością niezwykle skuteczny. Weszła do budynku i podeszła do baru nie zwracając najmniejszej uwagi na siedzących w środku ludzi. Ciekawe, kiedy zacznie sięgać po mocniejsze alkohole niż wino, którego zresztą od jakiegoś czasu nadużywa. Trudno się dziwić, patrząc na to, co ostatnio przeżyła. Rozróba w barze, współpraca z nieprzewidywalnym Pierwotnym, nieplanowana kąpiel w jeziorze (tak, w tym, w którym utonęła podajże setka ludzi), opętanie przez demona… Każdego ranka zastanawiała się, co przyniesie nowy dzień. I za każdym razem łudziła się, że nie przyniesie nic nowego.

    OdpowiedzUsuń
  33. Nie było aż tak źle, z tego co słyszał Kai. Podobno niektórzy bardzo mocno chcieli, aby jakieś wampir się nimi pożywiał raz na jakiś czas. Tego akurat nie potrafił zrozumieć. Jak można oddawać dobrowolnie krew jakiemuś wampirowi?
    No dobra, może trochę rozumiał, bo sam chętnie oddałby swoją (najlepiej niecałą, wiadomo) pewnej blondwłosej wampirzycy. Ostatecznie ci zwykli ludzie nie byli aż takimi sierotami i kretynami, za jakich ma ich Kai, ale to nie zmieniało faktu, że gdzieś tam nadal uważał ich za debili.
    Nie chodziło o słabość, tylko o zemstę za wszystkie usłyszane słowa i przede wszystkim o magię, o moc, którą oni mieli tak po prostu. Chodziło o przywództwo w tym chorym sabacie. Nie udało się, no trudno się mówi i płynie się dalej. Przybił do Last Chance, gdzie regularnie pobiera magię od innych czarownic. Szkoda tylko, że ten cały Mikaelson się czepia, ale on akurat nie był dużym problemem.
    - Sobowtór? – podchwycił Kai, unosząc brew. Nie no, naprawdę? Do tego jakieś klony? Świat supernaturalny to naprawdę jeden, wielki cyrk na kółkach.
    Nie znał jej, niewiele mógł powiedzieć. Chociaż sama przyznała się, że lubi zabijać, więc… Czy to miasteczko może pomieścić jeszcze jakiś psychopatycznych morderców?
    - Owszem. Wiesz, tęskniłem za widokiem ludzi, o, może w ten sposób. W normalnych więzieniach przynajmniej codziennie masz styczność z ludźmi, a tam? Tam byłem tylko ja.
    I to sprawiło, że miał jeszcze większa ochotę zabijać. Cóż… lepiej go trzymać na odwyku od magii, bo naprawdę mogło się to źle skończyć.

    OdpowiedzUsuń
  34. Jakoś zawsze uważałem, że kobiet takich jak ona nie da się kontrolować. Są nieprzewidywalne, a nieprzewidywalne, znaczy niebezpieczne. Takie należało tępić. Nie wtrącałem się nigdy w to kogo i dlaczego Klaus chce skrócić o głowę, bo przeważnie miał swoje powody, a ja ja nie wtykałem nosa w nie swoje sprawy. Nawet, kiedy chciał zarżnąć ukochaną naszego szlachetnego brata w ramach rytuału, nie mrugnąłem okiem. Dopiero, kiedy Petrova zajęła czynne miejsce w moim życiu zacząłem zwracać uwagę na to, że Klaus chciał zabić kogoś kto dla jego brata był ważny. Dopiero wtedy zrozumiałem, że Katherine liczy na to, że z drugim bratem pójdzie lepiej. Przeliczyła się.
    - Zawsze mogłaś uciekać. W końcu to ci wychodzi najlepiej. - Nie musiałem się zgrywać na przyjemniaczka. Należało się traktowanie po macoszemu za wszystkie zbrodnie jakich się dokonała z uśmiechem na ustach, nie tylko wobec mnie. Nie żebym ja był święty. Co to to nie. Byłem doskonale świadom tego, że byłem równie wielkim potworem.
    - Masz na myśli tą udawaną pasję, fałszywą namiętność i obłudę pożądania? Jakoś nie zbyt... - Wtedy właśnie musnęła mnie swoimi ustami. Na dłuższą chwilę odebrało mi mowę i westchnąłem tylko, wlepiając na chwile wzrok w powietrze ponad jej głową. Wypuściłem głośno powietrze z płuc jak palacz wypuszczający dym. Dopiero wtedy spojrzałem jej ponownie w oczy unosząc do góry brew lustrując ją znudzonym spojrzeniem. - Naprawdę, Kate? Liczyłaś, że nagle się pojawisz, a ja na twój widok zapomnę wszelkie dawne krzywdy?
    O mój boże, jak ja uwielbiałem się nad nią znęcać.

    OdpowiedzUsuń
  35. - No to świetnie, że się zgadzasz. - Wyszczerzył się w jej kierunku. - A, i nie zwracaj uwagi na ich sprośne żarty. Chamstwo ich wychowało, ale jednak można na nich liczyć. - Puścił do niej oczko. Fakt, faktem, ale jego znajomi mieli dosyć specyficzne poczucie humoru. Ale lubił ich. Być może to ze względu na fakt, że on też w jakiś sposób tolerowali jego. A to już było sporo.
    - Lecim do Trevora... Trza nowe koszuli założyć Kaśka. - Zażartował.

    OdpowiedzUsuń
  36. Nie należała do osób otwartych i towarzyskich, dlatego praktycznie cały czas spędzała w samotności. I niespecjalnie jej to przeszkadzało, choć jak każdy miała czasem ochotę otworzyć do kogoś buzię. Spojrzała na nieznajomą dopiero po chwili i od razu uważnie jej się przyjrzała. Najprawdopodobniej widziała ją po raz pierwszy, ale nie była tego pewna. W końcu Last Chance to nie metropolia. Wiedziała, że ma do czynienia z wampirzycą, ponieważ nie słyszała jej myśli. Pewnie dlatego Cordelia tak bardzo lubiła przebywać w towarzystwie krwiopijców. Nie musiała się za bardzo pilnować, bo ich umysły i tak pozostawały dla niej niedostępne. Chociaż czasem wolała znać intencje tych przebiegłych istot, które prawie nigdy nie wahały się przed wykorzystaniem kogoś do swoich celów. Panna Alain nie raz była tego świadkiem, co więcej, przekonała się o tym na własnej skórze. Czuła, że kobieta czegoś od niej chce, bo praktycznie żaden wampir ot tak do niej nie zagadywał. Upiła kilka łyków wina i poprawiła się na krześle.
    - Może masz rację. – Rzuciła w końcu zerkając na tequilę trzymaną przez kobietę. Zapowiadał się ciekawy, lecz długi wieczór.

    OdpowiedzUsuń
  37. W pewnym momencie zaczął zastanawiać się, czy to był akurat dobry pomysł, aby zabrać tam ze sobą Katherine. No, ale skoro już to zrobił, to nie powie przecież teraz "Sory, Kaśka. Ale nie idziemy". No bo jakby to teraz tak wyglądało? A z resztą wyglądała na doświadczoną wampirzycę. Dlatego też miał nadzieję, że nie rzuci się na ludzi. Nie, na pewno wszystko będzie w porządku.
    Po kilku minutach drogi byli już na miejscu.
    - O, Aidan. - Powiedział na wejściu Trevor. - Wchodźcie i rozgośćcie się.

    OdpowiedzUsuń
  38. [kabel0od0pilota@gmail.com]

    OdpowiedzUsuń
  39. - No i widzisz Ache- zwróciła się do kota- Tak właśnie kończą ci, którzy odwracają się ode mnie- ciało martwej wiedźmy wrzuciła w głęboki dół, zakopując grubą warstwą ziemi- Kanalia, nie wiedźma- splunęła i wróciła do domu, uznając, że jedna zabita wiedźma na razie wystarczy. A do obiadu jeszcze daleko, więc może ktoś jeszcze nawinie się przy okazji. Kot obrócił się i polazł za panią. Prychnął cicho, kiedy wpadł w kałużę, a Tomila tylko zaśmiała się.
    - Co my tu dzisiaj mamy na obiad...- pogładziła się po podbródku, widząc jedynie światełko w lodówce. Mogłaby wyczarować trochę żarcia, ale uznała, że musi oszczędzać siły. Zakupy w supermarkecie powinny jej wystarczyć.
    - Proszę, proszę... Kogo my tu mamy. Nawet i ciebie Katherino przywiało do tej mieściny- zachichotała. Trudno było wywnioskować po jej tonie głosu czy cieszy się z zaistniałego faktu, czy wręcz przeciwnie.

    [Przystaję na to. Później Tomcia może wywinąć jakiś numer, bo nie byłaby sobą, gdyby tego nie zrobiła.]

    OdpowiedzUsuń
  40. Ona przynajmniej mogła wysysać tę energię od wszystkich, a on jedynie od czarownic. To go ograniczało, a nie lubił ograniczeń, zdecydowanie za nimi nie przepadał. Kai wolał potęgę, magię, władać nią, ale musiał być ostrożny, w zależności od użytych zaklęć, magia różnie się zużywała. Małe zaklęcie – mało magii, duże zaklęcie – dużo magii. To bolało. Zwłaszcza, że magia Podróżników powoli opuszała jego ciało, co go niezmiernie irytowało. Co on mógł zrobić po takim dużym zastrzyku mocy? Znowu miał wrócić do „pożyczania” magii od czarownic?
    No niestety, nie miał innej drogi wyjścia.
    Kiwał głową na znak, że ją słucha i że rozumie wszystko, o czym gada. Tak naprawdę wyłapał strzępki z jej wypowiedzi. No, czyli klon i tak dalej. Ciekawe, bardzo. Czyli jak by chciała, to mogłaby zniszczyć życie tej dziewczynie i odwrotnie. To się nazywa wyrafinowanie. Podobało mu się.
    - Aha, czyli masz tak jakby bliźniaczkę… Możemy podać sobie ręce, ale moja bliźniaczka jest kobietą – uśmiechnął się do siebie na wspomnienie o Jo. Szkoda, że nie chciała z nim współpracować i musiał się posunąć do tak brutalnych czynów.

    OdpowiedzUsuń
  41. - Oh... Czy ktoś od razu musiał mi zaleźć za skórę?- zapytała- Powiedzmy, że rozwijam swoje podróżnicze pasje. A wydawnictwa książkowe wręcz zabijają się o to, abym to dla nich przekazała najlepszą pisaninę o Last Chance- zachichotała- Obecnie zrobiłam mały przystanek, bo w tym miejscu ginie zbyt wielu moich protegowanych. Chcę wiedzieć, kto jest na tyle śmiały, aby wykańczać moich uczniów- nie kryła się z tym, że jest czarownicą. Zawsze świadków mogła pozbyć się raz- dwa. Jednym skinieniem ręki. Magia była bardzo jej pomocna- No, a co u ciebie słychać? Jakieś nowiny? Dawno żeśmy nie widziały się. Ile to już lat? Ze czterdzieści bedzie, co nie?- spojrzała na nią pewnym siebie wzrokiem- Kto tobie zalazł za skórę. Albo inaczej... Komu teraz ty zalazłaś?

    OdpowiedzUsuń
  42. W mieszkaniu było już sporo osób. Niektórzy okupowali kuchnię. Inni pląsali w salonie w rytm muzyki. Jeszcze inni pili alkohol. Znaleźli się także i tacy, którzy siedzieli z nosami w telefonach. Ktoś grał z kimś w karty. Taki mały, imprezowy obraz nędzy i rozpaczy...
    Ścisnął dłoń Katherine, przyglądając się temu wszystkiemu zdziwionym wzrokiem.
    - Nie tak to sobie wyobrażałem. - Stwierdził chłopak z lekkim zawodem w głosie. - Kate... Co powiesz na to, aby rozkręcić jakoś to towarzystwo? - Zapytał, pochodząc do sprzętu grającego, czyli laptopa. - Może Olivia Newton i John Travolta z "You Are The One That I Want"? - Spojrzał na nią uważnie. Te starsze piosenki zawsze jakoś się sprawdzały na domówkach.

    OdpowiedzUsuń
  43. [Coby tradycji stało się zadość to przywitam się i tutaj :3 a co do tego wątku, to skoro Kath chce się wkupić w łaski Chloe to od czego zaczynamy? ]

    OdpowiedzUsuń
  44. Rzeczywiście. Nie trzeba było długo czekać, aż ktoś ruszy do tańca. Muzyka przyjemna grała. W sam raz do tańca. Proszę państwa, Kaśka i Aidan ratują imprezę przed upadkiem. Tyle wygrać!
    Wkrótce i on poszedł pląsać rytmicznie na parkiecie. Ktoś inny zaraz podał alkohol wysokoprocentowy. Collins uśmiechnął się lekko sam do siebie. Chwycił jakiegoś drinka, który stał na stoliku. Poszedł zatańczyć z jakąś laską. A raczej to laska wzięła go do tańca. No, mniejsza o to. Ważne było, że wszyscy zaczęli się bawić.

    OdpowiedzUsuń
  45. - No to szczere gratulacje- powiedziała Tomila. Wiedziała, co mówi. Pierce zawsze przed kimś uciekała w popłochu. A teraz była spokojna. Aż za spokojna, jak na nią- Co racja, to racja. Dużo tutaj takich różnych, ale podobnych do nas- stwierdziła żartem- Wiesz, że ostatnio pozyskałam nowego ucznia?- zapytała, ale widząc jej minę, uśmiechnęła się- Ha, nie wiedziałaś. Dziwny przypadek. Raz na kilkaset lat się taki trafia. A u mnie po raz drugi. Ale nie sądzisz, że lepiej porozmawiać o tym gdzieś indziej?- zaczęła płacić za swoje zakupy- Idziemy do mnie. Mamy sporo do oplotkowania- czasami dobrze było znaleźć w obcym mieście kogoś znajomego. Tym bardziej, że Kath była jedyną (póki co) istotą, z którą nie miała na pieńku. A,nie. Wróć. Jeszcze na tej liście figurował ktoś obcy, ale to do czasu.

    OdpowiedzUsuń
  46. [Wybacz ale szału nie będzie, bo jakiś zator twórczy mam chyba]

    Prawda była taka, że miałem mieszane uczucia i w sumie nie miałem pojęcia jak powinienem się wobec niej zachować. Z jednej strony cieszyłem się na jej widok, a z drugiej strony miałem ochotę wbić jej szczebel ławki w serce. Rozum podpowiadał mi, by gdziekolwiek pojawia się Pierce węszyć podstęp. Teraz również wszystko wskazywało na to, że Katherine też ma w udobruchaniu mnie jakiś interes. Co mi szkodziło nie pobawić się z nią znowu? Musiałem tylko uważać żeby się nie zakochać, bo Pierce to raczej nie groziło.
    - Trzeba było od razu to przemyśleć i uciekać w Alpy, a nie mi gitarę zawracałaś. - Westchnąłem patrząc z góry jej w oczy. Mimo szpilek na jej nogach, dalej byłem od niej wyższy. - Co się teraz dzieje? Znowu potrzebujesz pomocy? Nie wiesz, że Klaus też jest w mieście?

    OdpowiedzUsuń
  47. Katherine oraz Cordelia były do siebie podobne, choć nie zdawały sobie z tego sprawy. Nie chodziło tu oczywiście o wygląd zewnętrzny, czy też charakter (choć chyba kilka wspólnych cech by się znalazło). Każda z pań przed czymś uciekała. I każda miała ku temu poważne powody. Panna Alain prócz ukrywania się przed pewnym osobnikiem, unikała wszystkiego, co mogłoby skojarzyć jej się z przeszłością, a raczej konkretnych wydarzeniach, o których za wszelką cenę pragnęła zapomnieć. Jakaż szkoda, że była odporna na hipnozę! Wystarczyłoby zaledwie kilka sekund, by zapomniała o dręczących ją sprawach. Byłoby to doprawdy wspaniałe. Ale niestety niemożliwe. Musiała się z tym pogodzić i iść naprzód nie zwracając uwagi na zamierzchłe czasy – łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, nic dziwnego, że nadużywała alkoholu. Opróżniła kieliszek i poprosiła barmana o dolewkę.
    - Cordelia. – Odparła wpatrując się w swoją towarzyszkę z nieukrywaną ciekawością. W takich właśnie chwilach, żałowała, że umysły wampirów są dla niej całkowicie niedostępne. W końcu, lepiej wiedzieć, czy ktoś tak potężny ma wobec ciebie dobre zamiary, czy też wręcz przeciwnie. Nie potrzebowała kolejnych problemów, bo miała ich na głowie podajże setkę. A wszystko przez jej wyjątkowy talent pakowania się w kłopoty i pojawiania w nieodpowiednich miejscach w nieodpowiednim czasie, lecz do tego zdążyła się już przyzwyczaić.

    OdpowiedzUsuń
  48. Dziś nie chcę jej, jeśli znowu się tu zjawi to będę zdecydowany na to, by ją kurwa zabić. Pomagała mi w najgorszych momentach i wiem o tym dobrze, doskonale pamiętam. Była wspaniała, ja miałem cudowne życie dowiedziałem się kim była, lecz wy mi nie uwierzycie. Jestem wdzięczny za to okazane serce, lecz bólu, gdy odchodzi nie zniosę już kurwa więcej. Zabrzmiały mi w głowie słowa jednej z piosenek, których kiedyś słuchałem. Nieźle do nas pasowała i dlatego obawiałem się znowu jej zaufać, bo i reszta tekstu mogła zmienić się w rzeczywistość. Ja się bałem o to, że spierdoli mi stąd po raz trzeci, (...) zasnąłem z nią, ale sam byłem rano, mogłem skumać tamtej nocy, nie powiedziała dobranoc.
    Uniosłem dłoń do jej skroni i odgarnąłem delikatnie palcem kosmyk jej włosów z twarzy obserwując uważnie swoją czynność, by oderwać wzrok od jej oczu. Stwierdziłem, że nadszedł czas, żebym to ja pobawił się jej uczuciami, o ile je w ogóle posiada. Wrócę potem za pół milenium i powiem, że niczego nie obiecywałem. Brzmi bardziej w porządku z ust tej żmijki, prawda?
    - Czyli Klaus nie rzuci się na ciebie z kołkiem, gdy tylko cię zobaczy?

    OdpowiedzUsuń
  49. Zaufanie, to jedna z tych rzeczy, którą ciężko zdobyć i bardzo łatwo stracić, zwłaszcza w nadnaturalnym świecie, gdzie możesz zakończyć czyjeś życie, bez żadnych konsekwencji. Czasami należało przyznać Nikowi rację: Ważna jest rodzina, bo tylko rodzinie można ufać, chociaż zdawało mi się sprawiać, że rzeczywistość mijała się z jego pięknymi słowami.
    Nie chodziło o to, że nie chciałem jej wybaczyć. Po prostu powszechnie wiadomo, że Katherine Pirce to recydywistka i jak raz dasz się zrobić w balona to kolejnej okazji nie przepuści. Nic dziwnego, że nie miałem ochoty pchać się w to bagno znowu.
    - Wiesz, żeby się znowu nie okazało, że nie spełniłem twoich oczekiwać co do księcia na białym koniu, ratującego cię przed Klausem. - Kiedy tak nagle zniknęła mi sprzed oczu, uśmiechnąłem się pod nosem i zaraz poczułem jej tors, kiedy opierała się o moje plecy i położyła głowę na moim ramieniu. Okręciłem głowę w jej stronę i uśmiechnąłem się czarująco widząc jak blisko jest jej twarz.
    - Twierdzisz, że moje umiejętności uwodzenia, poleciały na łeb, na szyję? - Zaśmiałem się lekko patrząc jej głęboko w oczy.

    OdpowiedzUsuń
  50. Im dłużej z nią przebywałem tym gorzej i lepiej czułem się jednocześnie. Miałem wrażenie jakbym zaczynał wariować, a przecież nie mogłem sobie pozwolić na coś takiego. Nie przy Katherine, która potrafiła wykorzystać twoją najmniejszą słabość, a największą zaletę obrócić przeciwko tobie. Zastanawiałem się co widziałem w niej widziałem i nie oszukując siebie samego, dalej w niej widzę. Nawet, kiedy wiedziałeś czego możesz się po niej spodziewać, to w rzeczywistości nie wiedziałaś. Kto by pomyślał, że Pierce przyjdzie przeprosić z własnej nieprzymuszonej woli? Nieustannie zaskakiwała wszystkich wokół i zapewne samą siebie nie raz, zwłaszcza, że postanowiła podobno przestać uciekać.
    - Skąd ta pewność, że gram? To że mam ochotę urwać ci głowę nie znaczy, że nie mam też ochoty cię pocałować. - Odwróciłem się momentalnie obejmując ją ręką w biodrach i przyciągając do siebie. - Może rzeczywiście się stęskniłem? - powiedziałem do niej cicho wpatrując się jej w oczy z niezwykłym natężeniem.

    OdpowiedzUsuń
  51. [Witam serdecznie, nie nie mogłam odpuścić Katheriny, zwłaszcza że to jedna z ulubionych postaci w TVD, i tak sobie myślę, może by się znali, wiesz jak ona jeszcze była człowiekiem, czy nawet wampirem, w zamierzchłych czasach, miała by z Azazelem, jakiś epizod, czy coś, pytanie czy ty masz jakiś pomysł ?:D]
    Edwin/Azazel

    OdpowiedzUsuń

  52. Przyglądałem jej się przez chwilę zastanawiając się nad jej słowami, po czym uśmiech powrócił na moją twarz.
    - Będziesz rozkazywać pierwotnemu? - Musnąłem ją nosem po policzku, ale zaraz wypuściłem z objęć. - Co ja, pantoflarz, żebym baby się słuchał?
    Lubiłem się z nią droczyć. W końcu mógłbym ją pocałować, ale wtedy udowodniłbym jej, że mam do niej słabość i że żmija ma nade mną kontrolę, a do tego w przypadku Katherine nie można było dopuścić. Musiałem również przyznać przed samym sobą, że nie potrafiłbym jej teraz urwać głowy, zbyt bardzo mnie ciekawiło jej zachowanie. Za bardzo wciągnąłem się w odkrywanie Katherine tak jak wielu przede mną. Jakbym sam sobie zapowiadał własną zgubę. No bo w końcu, ktoś kto czuje coś do Petrovej, nie może skończyć dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  53. [ Ten wątek po prostu musi być :D W sumie też myślałam, że nie będzie słodko, chociaż w którymś tam momencie mogą przestać się tak bardzo nienawidzić ;) Jakieś pomysły od czego by zaczać? ^^ ]

    Kochający sobowtór E.

    OdpowiedzUsuń
  54. [ Mi pasuje jak najbardziej :D
    Kto zaczyna? ^^ ]

    OdpowiedzUsuń
  55. Właśnie wywijał nieźle na parkiecie z jakąś dziewczyną, gdy podeszła do nich Katherine. Urocza blondynka szybko umknęła czegoś się napić. No cóż... Szybko przyszła to i szybko poszła. No, ale za to przyszła panna Pierce. Dziękować i za to dobremu losowi.
    - Chyba się z nią ożenię. - Powiedział, odprowadzając dziewczynę wzrokiem. To mogłoby wydawać się dziwne dla kogoś kto nie znał Aidana. Tyle, że Collins zakochiwał się średnio w ciągu tygodnia z jakieś cztery razy. I odkochiwał jeszcze więcej. Póki co jego jedyną, stałą, cierpliwą, najpiękniejszą miłością, do której wzdychał był plakat pół nagiej Claudii Schiffer, który wisiał u niego w pokoju.
    - A może my też się czegoś napijemy? - Zapytał ten, który wedle prawa nie powinien pić alkoholu do dwudziestego pierwszego roku życia. A kij im wszystkim w oko.

    OdpowiedzUsuń
  56. [Ona coś z Kolem, Kol z tego co pamiętam z Klausem mieszka, Caroline przez Klausa zahipnotyzowana nie może się z ich domu ruszyć... Więc może Kat wpada a tu Caro robi demolkę? Jedyne do mi teraz do głowy przyszło XD]

    Caroline

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz