Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

piątek, 9 stycznia 2015

Od lat coś w objęcia chłodu mnie pcha...


Tomila Jenkins || Tomiła Chocieborówna || Z kraju Polan 
fizycznie około 22- 23 lata || 350 lat bytowania 
czarownica jakich mało || okropna jędza 

                Wybierając między większym a mniejszym złem zawsze postawi na to pierwsze. Kocha, kiedy coś dzieje się na świecie (a najlepiej w jej otoczeniu), ale niekoniecznie to ona musi być w centrum wydarzeń. Na próżno szukać w tej dziewczynie pierwiastków altruizmu. Po tylu latach na tym padole łez, nauczyła się, że nie ma nic za darmo.
            Nie powie do ciebie po imieniu. Na taki przywilej musisz sobie zasłużyć. Dlatego niech nie zdziwi cię to, że zawoła po nazwisku. Zawsze też mogła cię zlekceważyć i pójść dalej. Rzadko kiedy o coś kogoś prosi, bo to nie w jej stylu. Prędzej wyśmieje w twarz i obrzuci błotem, albo zmiecie z powierzchni ziemi. Pstryk - leżysz i wąchasz kwiatki trzy metry od spodu.
            Według opinii innych jest wredną i zachłanną suczą. Nie zaprzeczy temu, ale i nie potwierdzi. Patrzyła ze spokojem, jak łowcy palą na stosie jej matkę i babkę. Nawet im w tym trochę pomogła! Biedną Liliannę- swoją młodszą siostrę, poczęstowała winem z trucizną. Za bardzo ją denerwowała tym swoim umoralnianiem. Tatusia akurat lubiła, więc pozwoliła mu umrzeć bardziej naturalnie, co nie oznacza, że nie przyłożyła do tego ręki. Przecież kochany tata - przykładny szlachcic, nie mógł nie pojechać na wojnę. A córeczka postarała się, aby już pierwszego dnia ktoś mu główkę uciął.
            Lubi podróżować po świecie. Przygarniać nowe, bezpańskie koty. Otaczać się wpływowymi istotami. Uczyć młode czarownice magii (ale nie za darmo!). Jeździć konno i machać mieczem, aż przypadkiem komuś łba nie zetnie. Uwielbia swój piękny i sporej wielkości dom w klasycznym stylu. Nagminnie wpuszcza innych w maliny. Nakłania ich do złego ku własnym uciechom, a sama tylko się temu przypatruje, nie robiąc już więcej nic.

POWIĄZANIA
ALBUM
OPOWIADANIA
INFORMACJE DODATKOWE

[Cześć wszystkim. "Mam tę moc" w tytule. Na zdjęciu nie wiem kto. Idę na całość: Carpe diem]

38 komentarzy:

  1. Ten poranek Aidan nie mógł zaliczyć do najmilszych. Po spalonych w kuchni grzankach nadeszła awantura z dziadkiem. Ostatnimi czasy kłócili się co raz częściej. Dziadek co rusz go denerwował. Dlatego też trzasnął drzwiami, zarzucił kurtkę przez ramię i po prostu wyszedł. A po co miał sobie dzień psuć? No właśnie po nic.
    - Aidan, wracaj natychmiast! - Krzyczał Raphael.
    - Nie. - I szedł dalej. Nie wiedział co mógłby zrobić z rozpoczętym dopiero dniem. Może pójdzie dzisiaj do kina? Tak, to był bardzo dobry pomysł. Ale niestety ktoś musiał mu pokrzyżować plany.
    - Do domu. - Warknął dziadek.
    - Nie będziesz mi rozkazywał! Nie jesteś moim ojcem. - Aidan wiedział, że nie powinie tego mówić, ale zrobił to.
    - Ty chyba zapominasz chłopcze, że to dzięki mnie nie skończysz tak jak twój niedorobiony ojciec.
    - Przestań. To przez ciebie jestem mordercą swojej matki. - Chciał go wyminąć, ale ten przetrzymał go za ramię.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Czółko dla pierwszej czarownicy. Zostajesz przy tym, że Tomila jest Polką? Będę wdzięczna za szczegóły współpracy.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Jaka zacna damulka. Koly lubi czarownice, a w dodatku oboje się bawią w nauczycieli dla tych niedoświadczonych, bądź co bądź acz Kol jest starszy i mamusia potężna czarownica to zna pewnie więcej zaklęć od Tomci. Wącimy coś? ]

    OdpowiedzUsuń
  4. [ Witam, witam! Ja mam taki pomysł na wątek i ona idealnie się nadaje ze swoim charakterkiem. Tylko długo by tłumaczyć, mogę jakiś kontakt do Ciebie? ]

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  5. [Jasne, że Klaus chętnie utarłby nosa Petrovej. Możemy zabrać się za nią jak i za tamtych, dwie pieczenie na jednym ogniu.]

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Cieszę się i jednocześnie boję co też ona może wywinąć. Od którego momentu dokładnie zaczynamy? Może zróbmy tak, iż one jakoś sobie niby to tam kiedyś ustalą, ciekawiej będzie jeśli nikt się o tym nie dowie, większe zaskoczenie dla niego będzie :) I uznajmy, iż jest ciemny dzień, bo wampiry płoną na słońcu ( na tym blogu niestety nie ma pierścieni czy coś ), a wywnioskowałam z wątku, że akcja toczy się za dnia. ]

    Słońce mimo wszystko było ogromnym ograniczeniem. Przynajmniej Last Chance nie należało do specjalnie słonecznych. Tak czy siak życie w ciemnościach, szczególnie dla kobiety było męczące. Wciąż szukała sposobu by coś wymyślić, jednakże nie zna się zbyt dobrze na tych magicznych sprawkach. Miała nadzieję, iż uda jej się poprosić Kola o pomoc, on kręci się koło tych wiedźm. Jednak on zgrywa wielce obrażonego i obecnie nie może z nim współpracować.
    Nie była fanem siedzenia w domu, więc wybrała się na zakupy. Piła krew, ale chyba jak każdy lubiła czasami przekąsić coś innego. Gotować potrafiła, to też zakupy były dobrym wyborem. Spacerując między alejkami i wkładając to inne produkty do wózka natknęła się na znajomy głos. Odwracając się jej oczom ukazała się znana postać. Tomila...
    - Podziwiam uroki małego miasteczka, a ty? Kto zalazł Ci za skórę? - uśmiechnęła się podchodząc do dziewczyny.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  7. [To lepiej, żeby dziewczyna na siebie uważała, bo jak złapie ją i zacznie pobierać moc, to już nie ucieknie :D Sponio, można napisać wątek xd ale najpierw z pierwszą opcją pobierania nauk, przyda mu się kilka lekcji.]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  8. Kłócenie się z dziadkiem na środku ulicy raczej nie było zbyt dobrym pomysłem. Podobno ludzie później na mieście różne rzeczy gadali. Że jakaś patologia w domu się dzieje czy coś. Ale Aidanowi to zwisało i powiewało. Niech wiedzą, że Raphael do świętych nie należy.
    - Fajnie. Pięć zeta za widowisko. - Odpowiedział Aidan, przestając na chwilę się kłócić. A kiedy dziadek witał się z czarownicą, nastolatek wykorzystał tą okazję i poszedł przed siebie. A po co miał stać i czekać, aż Raph znowu sobie zacznie się drzeć. A on na niego. To nie było logiczne. I szkodziło też dla zdrowia. Takie niepotrzebne nerwy.

    OdpowiedzUsuń
  9. [Witam, witam. ;3 z zaproszenia korzystam i przybywam. Wątku z czarownicą nie odpuszczę, bo jakby to tak.
    Może mogłybyśmy uznać, że Tomila znała babkę Chloe, która też była ścigana przez sabat za zdradę itp. w końcu co w rodzinie to nie zginie i pomimo, że Chloe to teraz podopieczna Kola znajomość z praktykującą czarownicą też byłaby dla Turner przydatna. Zwłaszcza znajomość z taką, która to znała jej babuleńkę. Czy coś w tym stylu może?]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  10. - Pewnie zdążyłaś się już zorientować, że Last Chance to dziwne miejsce, pełne wampirów, nawet tych pierwotnych, łowców i tak dalej. Ciężko będzie znaleźć winowajcę, jednak z chęcią pomogę. - zaproponowała lekko się uśmiechając. Pomóc zawsze mogła, tak czy siak nie miała nic do roboty, więc upolowanie jakiegoś mordercy ( jeśli można tak to nazwać ) będzie ciekawym zapełnieniem wolnego czasu. Musiała się zgodzić z jednym - bez Stefana, Damona i Eleny bywało nudno, nie miała komu zatruć życia. Odkąd ponownie pojawiła się w ich życiu poczuła jak jej ich brakowało, niepowtarzalnych braci Slavatore.
    - Może więcej, sama wiesz, nie było czasu na postoje uciekając przed morderczym Klausem. - odpowiedziała wracając wspomnieniami do ich ostatniego spotkania. Faktycznie trochę czasu minęło...
    - Prawdopodobnie nikomu. Bywa tu ciekawie, to się zatrzymałam na trochę.

    Katherine

    OdpowiedzUsuń
  11. Ktoś tam całkiem niedawno wspomniał mu o jakiejś super wiedźmie, od której mógłby się troszkę nauczyć. No dobra, to dlaczego nie skorzystać? Dwadzieścia lat bez czarowania, to dopiero się nazywa mordęga. Nie wyrzuty sumienia, bo ich nie miał, to jasne. Przyda mu się kilka nowych sztuczek, ewentualnie trochę magii od tej pani. Ale o tym jeszcze pomyśli. Trzeba sprawdzić, jak to będzie się żyło z nową postacią w Last Chance. Zawsze można jakoś ten problem rozwiązać.
    Odszukanie jej wcale nie było takie trudne, więc wieczorem zawitał do jej drzwi. Zapukał grzecznie, żeby nie było i poczekał. Dlaczego nie zdziwiło go to, że zawołała do niego po nazwisku, co?
    Prychnął, wchodząc do środka i od razu rozejrzał się. Na razie stał tylko w progu. Czego miał się spodziewać? Nie wiedział, czy zaraz nie zaatakują go jakieś koty, kruki czy inne takie.
    - Cześć – przywitał się. – Mam sprawę.

    OdpowiedzUsuń
  12. - Nie jest ze mną szczery. Jak się okazuje nigdy nie był. Robi wszystko, aby tylko on korzystnie wyszedł. Poza tym nie chcę przejąć watahy. Nie podołam temu. - Chłopak spojrzał na nią. - To wszystko jest takie męczące. - Wybacz, zadzwonię zapytać Jamesa, czy mnie dzisiaj może u siebie przenocować. Nie chcę wracać do dziadka, bo znowu będzie awantura. A w domu... W domu raczej też nie mam czego szukać. - Wzruszył ramionami. Jeżeli James nie będzie mógł to pójdę do motelu. - Miał zawsze jakiś wybór i to go trochę pocieszało.

    OdpowiedzUsuń
  13. - W sumie to chyba masz rację. - Powiedział, drapiąc się lekko w tył głowy. Tak, na pewno miała rację. Odłożył telefon do kieszeni spodni. - Ale najpierw idziemy na miasto coś zjeść. Wiesz, jedzonko jeszcze nikogo nie zabiło. No, chyba, że ktoś za długo się nim bawił. - Puścił w jej kierunku oczko. - Lubisz jeść w fast foodach? Ja od czasu do czasu. Pomaga to trochę przybrać na wadze. No, a jak wiadomo to najpierw masa, potem rzeźba. Nigdy na odwrót, bo z pustego to i Salomon nie naleje. To co, idziemy? - Zapytał ochoczo.

    OdpowiedzUsuń
  14. [Dobry, dobry. Nawiasem, bardzo podoba mi się postać Tomili. I popieramy ze Sverrem odcinanie głów. Nakłanianie do złego leży w demoniej naturze, a on w sumie ma teraz dużo wolnego czasu...]

    OdpowiedzUsuń
  15. Kai uniósł brew wyżej, jakby zastanawiając się, jaka psychiczna choroba jej dolega. I nie, nie dogadaliby się, bo chorowali na dwie różne… przypadłości. Obserwował ją jedynie, nie mając zamiaru się odezwać. Poczeka sobie na odpowiednią chwilę i wtedy dopiero otworzy usta. Był grzeczny i czekał, aż kobieta skończy.
    Zerknął na kota, ale nic nie zrobił. Nie zamierzał wyciągać do niej ręki, bo pewnie nie dostałby jej z powrotem. Koty. Cudowne zwierzęta, doprawdy.
    Tak, ta czarownica zdecydowanie miała nierówno pod sufitem.
    - Nie, dziękuję, postoję – odpowiedział, robiąc krok w jej stronę. – Dużo wiesz z tych śmiesznych kart. Nigdy nie lubiłem tarota. Zabawa dla dziewczyn pod tytułem „kocha, lubi, szanuje”.
    Spojrzał ponownie na czarownicę i oczekiwał jakiś ciętych ripost. Cóż, łatwo można było przewidzieć zachowanie mieszkańców w tym mieście. I nie tylko zresztą. Może i jego ponowne jestestwo na ziemi trwało krótko, to zdążył się już co nieco nauczyć.
    - Potrzebuję jasnej odpowiedzi. Wchodzisz w to czy nie?

    OdpowiedzUsuń
  16. To, że ktoś wypominał mu, że sam z siebie nie posiada magii, strasznie go irytowało. Nie zabił jej jeszcze tylko dlatego, że nie znał jej możliwości (a zgadywał raczej, że są ogromne, skoro żyła już tyle lat), wolał nie ryzykować życia swoimi bezmyślnymi poczynaniami, ot co.
    Przysiadł się do stołu, bo głupio tak było siedzieć.
    - Nie, nie jestem głodny – utrzymywał nadal, patrząc na nią uważnie. Jedynie na chwilę zerknął na obraz. Chciał wiedzieć, o co chodzi, czy nie bardzo… Nie, raczej niekoniecznie, nie po to tu przyszedł. Chciał się czegoś nauczyć, bo to zawsze fajna zabawa. No i w dodatku magia, prawda? Bał się tylko o zasoby. Z tym mogłoby być ciężko. – Jestem pojętnym uczniem, myślę, że sobie poradzę.
    Jak chciał, to zrobi. Proste, logiczne myślenie. Był raczej zdeterminowany do pobierania nauk od silniejszych, mądrzejszych i bardziej doświadczonych od siebie, ot co.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Zacny pomysł. Chociaż wiesz, gołębia pocztowego też byśmy przysłali. ]
    Sverre Halbakken starał się uchodzić za istotę zajętą. Zajmował się umowami ze śmiertelnikami, od czasu do czasu pozbywał się kogoś na specjalne zlecenie, aranżował też porwania i kradzieże, sprowadzał rzadkie towary na zamówienie, handlował z kilkoma wampirami i wiedźmami. W rzeczywistości, prawie nie musiał ruszać się zza biurka, bo wszystko mogli załatwić za niego pośrednicy. Jedyny problem tkwił w tym, że miał dość duże problemy z zaufaniem, a więc w praktyce podróżował częściej niż musiał i załatwiał większość swoich interesów sam. Lubił taką egzystencję, każda okazja do wyjścia z osobistego, biurokratycznego piekła sprawiała mu radość.
    Siedział właśnie w jednym z trzech biur, z których korzystał. Pod jego nogami leżał przypadkowy przechodzień pozbawiony głowy, a na biurku stała misa wypełniona czerwonym płynem. Wskazujący palec mężczyzny z podłogi jeszcze lekko drgał, kiedy Sverre podniósł się, wylał zawartość naczynia za siebie i wyszedł, po drodze machnąwszy na jednego ze swoich podwładnych, który natychmiast zajął się sprzątaniem bałaganu.
    Sposób komunikacji z Piekłem poprzez misę z ludzką krwią i szczyptą dziwnych ziół wydawał mu się okropnie staroświecki, ale miał świadomość, że czasem trzeba pochylić się nad tradycją. Przełożeni właśnie zakomunikowali mu, że pilnie potrzebują duszy jakiegoś człowieka, który musiał umrzeć, bo w przyszłości mógłby… W zasadzie, zupełnie go to nie obchodziło. Losy podziemia nie wchodziły w zakres jego trosk, dbał bowiem głównie o własny interes, a dla nich wykonywał zadania, z którymi nie radziły sobie demony niższej rangi. Z czasem jego lojalność wobec sprawy zupełnie wyparowała.
    Nawiasem mówiąc, pilnie oznaczało dla nich wszystkich w przeciągu dziesięciu lat, co nie zmieniało faktu, że za taką robotę trzeba było zabrać się od razu. Sverre szybko przypisał podane mu nazwisko do przystojnego młodzieńca mieszkającego w Pittsburgu. Chłopak wyglądał na ustawionego i szczęśliwego; komuś, kto nie jest demonem, prawdopodobnie byłoby szkoda pozbawiać go życia. Halbakken szybko stwierdził natomiast, że ktoś taki jak ten gość dobrowolnie duszy nie zaprzeda. Tutaj potrzebna była akcja dywersyjna, co oznaczało, że Sverre potrzebował asysty. Odetchnął świeżym powietrzem na zewnątrz swojego biura i wykonał połączenie.
    Steve Jobs był jednak genialnym człowiekiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Nawiasem, na wizerunku masz francuską modelkę, nazywa się Lise Martin-Wagner. Dużo jej zdjęć, w tym to z Twojej karty, jest na profilu fejsbukowym Jay'a Kreena.
      ...Nie pytaj, po prostu wiem.]

      Usuń
  18. [Jak chcesz, to możesz coś wykminić :3]

    OdpowiedzUsuń
  19. - Fakt, nie wygląda to zachęcająco. Ale za to jak paaachnie. - Zaciągnął się zapachem. - I weź tu człowieku chodź głodny po galeriach handlowych. No mówię ci, nie da rady. - Zaśmiał się cicho pod nosem. Jakoś dobry humor zaczynał mu powoli powracać. - Mów co chcesz. Dzisiaj ja stawiam. Wiesz, dostałem w końcu wypłatę, więc mogę trochę sobie poszaleć. - Pomachał do niej zabawnie brewkami, uśmiechając się przy tym.

    OdpowiedzUsuń
  20. Przeszedł parę kroków chodnikiem przy budynku czekając, aż Tomila odbierze telefon. Kiedy usłyszał jej głos w słuchawce, siedział już na ławce ze skrzyżowanymi nogami i ze znudzoną miną obserwował gołębie. Czas w Piekle mijał niezmiernie powoli, za to na ziemi – dla niego, błyskawicznie.
    -Jenkins. Potrzebuję… Profesjonalnej asysty. Masz jakieś plany na jutro? – Norweski akcent był wyraźnie słyszalny, Sverre w specyficzny sposób podkreślał każde r. – Planuję odkupić duszę od młodego, przystojnego faceta z Pittsburga, ale, cholera, nie wiem, czy moje wdzięki są wystarczająco przekonujące – dodał, nie czekając na jej odpowiedź i uśmiechnął się do siebie. Uważał się za demona nowoczesnego, nie był jednak wielkim fanem motoryzacji. Jeśli możesz się teleportować, podróż w samochodzie nagle staje się znacznie mniej atrakcyjna, przynajmniej w jego opinii. Znał jednak takich, co to stare auta uwielbiali, zupełnie ignorując uroki błyskawicznej podróży… Ja wszystko rozumiem, mawiał, ale w klimatyzację nie wierzę. Telefony komórkowe uważał natomiast za wynalazek kompletnie genialny i mało krwawy w użyciu, dlatego też posiadał ich pięć. Nowy laptop w szufladzie każdego z trzech biurek w każdym z trzech biur, każdy dość rzadko używany. Telewizja go nudziła. Zdecydowanie preferował rozrywkę na żywo, a był w stanie dostarczyć sobie nieskończone jej ilości, dlatego też raczej się nie oszczędzał. Poza tym, lubił od czasu do czasu zjawić się na ludzkiej popijawie. Niektóre osobniki pod wpływem zawiązywały z nim bardzo korzystne kontrakty, zazwyczaj zbierał więc nieskromne żniwa, a poza tym prawie zawsze dochodziło do mordobicia. Sverre lubił wino, nie pijał whisky, ale nie gardził piwem. Jako demon nie był w stanie doprowadzić się do stanu nietrzeźwości, od czasu do czasu brał też udział w zakładach gdzieś, gdzie nikt go nie znał. Nie miał przecież oficjalnego źródła dochodów. Demoniczna działalność też raczej nie przekładała się na dolary, a jakoś trzeba było opłacić pięć telefonów (ewentualnie odciąć głowę szefowi sieci komórkowej, ale to działało tylko tymczasowo. Zaskakująco szybko znajdywali nowych).

    OdpowiedzUsuń
  21. - Byłem w Uzbekistanie wczoraj. Nie wyobrażasz sobie, jak dużo piekielnych konszachtów się tam zawiązuje… - wymamrotał, kręcąc głową, a po sekundzie otrząsnął się z zamyślenia. – Wracając do sprawy. Będziesz miała z tego moją dozgonną wdzięczność, a przecież doskonale wiesz, że moja wdzięczność jest jak złoto. – Sverre był demonem. Po części oznaczało to potworne okrucieństwo, a po części stuprocentowe dotrzymywanie umów. I interesowność. – Postawię ci kawę, co sądzisz? I będę twoim dłużnikiem do czasu, kiedy nie zapragniesz się kogoś pozbyć szybko, cicho i boleśnie. Znasz moje specjalności. – Ludzie z jakimikolwiek problemami byli wyjątkowo łatwi do omotania. Sprawą taką jak ta prawdopodobnie też zająłby się na własną rękę, gdyby nie to, że szefostwu zależało na czasie. Kiedy losy Piekła się ważą, zawsze chodzi o czas… A poza tym, kontakty są po to, żeby je wykorzystywać. – Mógłbym z łatwością opętać jakąś piękną kobietę i to załatwić, ale stwierdzam, że łatwiej było mi zadzwonić do ciebie. Przy okazji, zapewniam rozrywkę nam obojgu i nie muszę porzucać ciała, w którym jest mi tak niesamowicie wygodnie… Myślisz, że jesteś w stanie przekonać gościa, żeby sprzedał duszę dobrowolnie, tak? Jeśli masz możliwość dojechania do Pittsburga na własną rękę, proponowałbym spotkać się na miejscu. Możemy ewentualnie umówić się dziś i przedyskutować zasady współpracy… Albo rano razem ruszyć do Pittsburga, jeśli tak ci wygodnie. Masz samochód, prawda? – Pewnie, preferował teleportację. Ale czasem, chociażby dla ułatwienia kooperacji, trzeba było pójść na kompromis. Sverre nie był wyjątkowo uparty, jeśli w grę nie wchodziły jego interesy.

    OdpowiedzUsuń
  22. [to może zrobimy tak, że już się znają skądś tam, może nawet poznali się kiedy jeszcze Tomilia była jakby początkująca i ją czegoś tam nauczył zanim znikną? ]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [Oooo albo lepszy mam pomysł. Znaczy do tego jeszcze coś. By potrzebował jakiejś czarownicy do jakiegoś rytuału i by go zrobili. Nie wypaliłby i się podczas tego rytuału miała zginąć z wyczerpania całej mocy, o czym Kol jej nie wspomniał, ale fakt, że się nie udał, sprawił, że przeżyła i jak się ocknęła to Kola już nie było. I teraz jakie spotkanie po latach i takie awkward ]

      Usuń
  23. Szacunek do czarownic miał od zawsze. W końcu jego matka była wiedźmą i on sam, kiedyś potrafił używać magii, za czym niezmiernie tęsknił. Jednak odkąd stał się wampirem posiadał, a raczej brakowało mu szacunku do śmiertelników. Natura potwora nauczyła go by traktować ludzi przedmiotowo - jako pożywienie, czy też środek do dotarcia do celu. Chocieborówna nie była taka znowu zła. Nauczyła mnie co nieco nawet swojego ojczystego języka, ale jak mus to mus.
    Dawniej, kiedy czarownice nie musiały walczyć z wampirami i żyły w zgodzie z wilkołakami, rywalizowały między sobą. Tworząc nowe zaklęcia pilnowały, żeby mogły używać ich tylko ich ród. Takim właśnie zaklęciem był zapieczętowany skarbiec pełen mrocznych przedmiotów. Dawniej mogła go pewnie otworzyć przywódczyni klanu, ale przez lata zaklęcie się wzmocniło i dało się je tylko zdjąć. Takiej okazji nie mogłem przegapić. Nawet za cenę utraty ciekawej czarownicy.

    OdpowiedzUsuń
  24. -Herbata, whiskey, wszystko, byle nie butelka wody święconej, jeśli sądzisz, że kawa jest przereklamowana. – Z alkoholów pijał głównie wino, a piwo uważał za niezły trunek rekreacyjny. Wody święconej nie używał jednak nawet do tortur, chyba że w bardzo ekstremalnych przypadkach. Taki nie zdarzył się jednak od dłuższego czasu. – Nie mam pojęcia, czym bądź kim jest Ally McBeal, ale zdecydowanie możemy spotkać się dziś. – Nie oglądał żadnych seriali poza okazjonalnym odcinkiem Hannibala. Pomysły Briana Fullera były zaskakująco inspirujące. Sverre nie do końca doceniał dobre aktorstwo czy scenariusz i zdecydowanie potrzebował kogoś, kto wprowadziłby go w magiczny świat telewizji. Bo gdy demonom brakuje rozrywki, a nie pora na rozlew krwi… Cóż, Halbakken znacznie częściej sięgał po książkę.
    - Nie mam najmniejszej ochoty znosić głupoty moich współpracowników… - Nawiasem mówiąc, dobrze byłoby zwerbować jakiegoś demona o ilorazie inteligencji nie będącym mocno na minusie. – Posiedzimy, porozmawiamy, i jutro jedziemy do Pittsburga, tak? – Wstał z ławki, przy okazji płosząc kilka gołębi. – Chyba, że się rozmyśliłaś, chociaż mimo wszystko nie chcę załatwiać sprawy przystojnego młodego faceta sam. A karta szybkiego pozbycia się kogokolwiek sobie zażyczysz pozostaje do dyspozycji. Odpowiada Ci Truposz? – Sverre bywał w barze od czasu do czasu.

    OdpowiedzUsuń
  25. Niestety rytuał nie wypalił. Do dziś nie wiem co, chodź zbytnio się nad tym nie rozwodziłem. Może czarownica za słaba, może ten głupi talizman, który dostałem od jednookiej wiedźmy był trefny. Trudno. Wiek później poznałem magię tworzenia takich obiektów, a po kolejnych stu latach w Nowym Orelanie zgromadziłem ładną kolekcję takich przedmiotów. Pozwalały mi w pewien sposób korzystać z magii, za którą tęskniłem odkąd stałem się nieśmiertelny.
    ***
    Podobno ściany mają uszy. W miastach, do których przebywały wpływowe wampiry, to całe budynki miały uszy. Ptaszki śpiewały, że pojawiła się w mieście blond czarownica imieniem Tomila. Grzechem było by tego nie sprawdzić i pozwolić by to ona znalazła mnie gdyby rzeczywiście okazałaby się być moją dawną znajomą. Ptaszki mają też oczy, więc szybko pozyskałem adres i wieczorem przyjechałem pod odpowiedni dom, licząc, że to tylko zbieżność imion, ale kiedy otworzyła mi blondynka, od której ostatnie co słyszałem, były przekleństwa pod moim adresem, kiedy zwijała się z bólu.
    - Och proszę. Powiedź, że masz 20 lat, widzisz mnie pierwszy raz i nie wiesz kim jest Tomila. - Wiedziałem, że nie mam co liczyć na pra-pra-wnuczkę. Sobowtóry były tylko dwa, chyba, że Tomiła postanowiła bawić się w uprzykrzanie mi życia przez wieczność swoimi podobiznami. Wiedziałem, że zaraz zaboli, kiedy wypierniczy mnie zaklęciem na drugi koniec ulicy.

    OdpowiedzUsuń
  26. Nie ukrywałem mojego zdziwienia, kiedy rzuciła się na mnie z ramionami. Kiedy okazała się miła, zakładałem, że może udawać, że nic się nie stało i przygotuje coś dużego. Najwyraźniej wystarczył jej kopniak w to co boli najbardziej i rzucenie mną o drzewo, bo zaraz leżałem w jej ogródku ze sporym bólem w plecach i nie tylko oraz ze złamaną gałęzią na ramieniu.
    - Auć. - Jęknąłem sarkastycznie podnosząc się z ziemi. Otrzepałem swoje spodnie z ziemi i zaraz znalazłem się przed Tomilią. - To tak się traktuje kogoś, kto ci życie ocalił?
    Zacmokałem teatralnie jakbym nie był dumny z jej postawy i zachowania. Rzeczywiście, kiedy rytuał nie wypalił, a Chocieborówna odleciała z wyczerpania, kazałem innej znajomej wiedźmie nią zająć. Miała dopilnować by czarownica wróciła do zdrowia i wpłynąć na jej wspomnienia. Jak się później okazało była za słaba. Liczyłem w sumie na to, że była też na tyle słaba, że nie dała rady uratować Tomili.

    OdpowiedzUsuń
  27. Uzależnić? On już był uzależniony od magii. A dwudziestoletni odwyk wcale mu w tym nie pomógł. Teraz chciał jej tylko bardziej i więcej. Po to właśnie wyssał sobie magię zaklęcia, jakie rzucili Podróżnicy na Mystic Falls.
    Kai postanowił się jednak nie odzywać. Skoro wszystko wiedziała, no to po co ma sobie strzępić język? Poczeka sobie grzecznie na lekcje i ewentualnie wtedy coś powie od siebie. Trochę nie nadążał za tą kobietą i zastanawiał się przez moment, czy to dlatego, że była kobietą, czy może to przez jej osobowość. Westchnął cicho. Nie bawiło go to ani trochę. To jasne, że był gorszy, można było go łatwo pokonać. Był łatwym celem, kiedy nie miał w sobie magii i to bolało.
    - Może do wakacji? – zaproponował z kpiną w głosie, lekko poirytowany. Pochylił się do przodu nad stołem, opierając łokcie na blacie. – Oczywiście, że od zaraz, to dla mnie w a ż n e.

    OdpowiedzUsuń
  28. Chłopak był wręcz wniebowzięty, kiedy tak z nią szedł. To popołudnie zapowiadało się ciekawie. Mimo feralnego początku, gdzie miała miejsce kłótnia z Raphaelem. No, ale przecież jedna jaskółka wiosny nie czyni. Czyż nie?
    - A tak to co lubisz jeść? - Zapytał, przyglądając się jej.

    OdpowiedzUsuń
  29. - No ale hej, jesteś tu. Żyjesz. Jakoś cię nie zabiła, a najpewniej jeszcze jakoś wykorzystałaś ją zanim skróciłaś ją o głowę. Koniec końców wyszło ci to na dobre. - Trzymałem ręce za plecami i uśmiechałem się szarmancko. Kto wie co jej do głowy przyjdzie. W końcu kobiety są szalone, a co dopiero czarownice, a co dopiero ta jedna. Nie mogła mieć pojęcia, że trzymam fragment złamanej gałęzi w dłoniach, a ja potrzebowałem swoistego zabezpieczenia. Stała na tyle blisko progu, że mógłbym przez niewidzialną barierę wbić jej kawałek drewna w serce. Tylko cholera wie, jak potężna się stała przez stulecia.

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Wątki z czarownicami zawsze super :D
    Może na początek Elena przyjdzie do niej w nadziei, że pomoże jej wyciągnąć przyjaciółkę uwięzioną po drugiej stronie? :) ]

    Elena

    OdpowiedzUsuń
  31. [ Hah tak jakoś :D
    Zaczniesz ? ^___^ ]

    OdpowiedzUsuń
  32. Kolejne dni przeglądania notatek Ricka, poszukiwania w księgach we wszystkim czym się dało, ale nic nie znaleźli! Nie mogła znieść myśli, że Bonnie jest sama po drugiej stronie była jedną z tych, która najbardziej nie zasłużyła na ten los. No i Damon, który tak bardzo się tym wszystkim przejmuje. Była szczerze zaskoczona jego zaangażowaniem, ale była z tego powodu zadowolona. Chciała by Bonnie była z powrotem z nimi, by Damon przestał się obwiniać. W końcu musiało się wszystko ułożyć i być dobrze. Problemy kiedyś się kończą, tego muszą się trzymać.
    Elena była przekonana, że jedynym sposobem na przywrócenie Bonnie jest znalezienie czarownicy, która będzie chętna im pomóc. Dlatego też ostatnie dni trwały na poszukiwaniu jakiejś czarownicy. Na szczęście udało się to bardzo szybko. Te miasto jest pełne istot nadprzyrodzonych tak samo jak Mystic Falls.
    Tomila Jenkins. Panna Gilbert uważała ją za ostatnią deskę ratunku Bonnie i musiała się tego trzymać jak tonący brzytwy. Także udała się do niej jak tylko dostała adres. Stanęła przed drzwiami i zapukała z lekkim wahaniem. W końcu nie wiedziała czego się spodziewać.

    Elena

    OdpowiedzUsuń
  33. Wzruszył lekko ramionami.
    - W sumie mi to wszystko jedno. - Zaśmiał się cicho pod nosem. - Możemy zjeść i u ciebie. - Istniało mniejsze ryzyko spotkania kogoś kogo nie lubił. Między innymi tego cholernego Marka, który był dziadkowym przydupasem. I lizusem jakich mało. Aż szło rzygać tęczą. Tylko by skarżył na Aidana.
    - No to idziemy do ciebie. Ale ja nadal upieram się przy tym, że ja płacę za wszystko co zamówimy. - Puścił do niej oczko i poszli.

    OdpowiedzUsuń
  34. Nie opierał się jej. Nie widział nawet sensu, dlaczego miałby to zrobić. Dawno przecież nikogo nie miał. Nie żeby czuł się z tego powodu źle, jednak są takie sprawy, kiedy trzeba być we dwoje. Kiedy nie zastąpią ci tego ani koledzy, ani przyjaciele.
    Zaczął odwzajemniać jej pocałunki. Na początku był trochę zaskoczony. Ale minęło to dosyć szybko. Wtopił swoje dłonie w jej włosy, delikatnie masując skórę głowy blondynki. Zaraz jednak zaczął dłońmi odpinać jej guziki od bluzki. Zapowiadało się bardzo ciekawe spędzenie reszty dnia.

    OdpowiedzUsuń
  35. [Soph bez uczuć albo by to olała albo zabiła przynajmniej Aidana jeśli jej by nie dała rady. A kiedy uczucia ma i jest już z Aidanem to załamana by wiele nie zrobiła xD To by się jakoś jeszcze rozwiązało ale już ciężko będzie dalej pociągnać cokolwiek, żeby się wątek nie skończył po kilku odpisach. Sama nie wiem. ]

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz