Strona główna Administracja Fabuła Dołącz Dla autorów

piątek, 2 stycznia 2015

Popełnimy dziś przestępstwo? Albo zrobimy coś gorszego?



Francis Walsh || lat 21 || 31 grudnia || Zmiennokształtny || Student ratownictwa medycznego || Wieczorami dorabia jako barman w Truposzu || astma i inhalator jako wierni przyjaciele z dzieciństwa || Stary Volkswagen Jetta na wykończeniu || Mieszkanie studenckie w centrum miasta || Biseksualny

W życiu niczego nie można zaplanować. O tym przekonała się Marybeth Newton, kiedy wraz ze swoim ówczesnym narzeczonym, niejakim Jacobem Norrisem, wybrała się na imprezę urodzinową do Felixa Nortona. Ona była początkującą artystką, on miał przejąć rodzinny paliwowy biznes. Jedne drugiemu by nie kolidowało na swojej ścieżce kariery. Z takiego założenia wychodziły rodziny młodych. 
Ale wystarczył jeden wieczór, aby wszystkie plany dotyczące ich wspólnej przyszłości diabli wzięli. MB nakryła Jacoba na zdradzie z Alice Bryan. Najpierw urządziła mu ogromną awanturę, a później zerwała z nim. Tego samego wieczora jej pocieszycielem został Daniel Walsh - chłopak z technikum mechatronicznego. Zaczęli od rozmowy, a następnie zaczęli się spotykać i w 1984 roku wzięli ślub. W 1985 na świat przyszedł Ethan, dwa lata po nim Elizabeth
Pod koniec maja 1991 roku Marybeth obwieściła wszystkim, że spodziewa się trzeciego dziecka, Radość była, tak jak w przypadku rodzeństwa nienarodzonego maluszka. Jednak nie wszystko ułożyło się tak jak powinno. Francis urodził się jako wcześniak, a cztery punkty w skali Apgar nie zwiastowały niczego dobrego. Dawano małe szanse na przeżycie Francisa. I jak widać on tę szansę wykorzystał. 
Czas dzieciństwa Franek mógłby zatytułować "Francis W., Dzielny pacjent - historia prawdziwa". Wystarczyło byle kichnięcie, a przewrażliwiona na punkcie synka pani Walsh woziła go tygodniami po lekarzach. Nawet wtedy, kiedy ci uspokajali ją, że to nic poważnego, ona dalej robiła swoje. Na początku najmłodszej latorośli to się podobało. Był w centrum uwagi całej rodziny. Cieszył się względami starszego rodzeństwa. Ale w końcu co za dużo to niezdrowo. 
W wieku jedenastu lat Franio powiedział w dosyć dosadny sposób (używając co drugie słowo "cholera jasna"), że ma już tego wszystkiego po dziurki w nosie. Marybeth co rusz "francisowała" i "danielowała", aby małżonek coś zrobił. A chwilę później pani Walsh o mały włos na zawał z tego świata nie zeszła. Jedenastolatek nie wiedział o co chodzi, ale wtedy w lustrze zamiast siebie zauważył małego, czarnego kotka. Po tym wydarzeniu rodzice zabrali młodego do miejscowej znachorki, a ta wyjaśniła im, że ich dziecko jest zmiennokształtnym. 
Z czasem zaczął kontrolować przemiany. Uznał, że jest to bardzo przydatna umiejętność. Lubi, jak ktoś go podrapie mile za uchem. Obecnie pracuje jako barman w Truposzu. Mieszka wraz z czterema innymi studentami w mieszkaniu studenckim w centrum miasta. Studiuje zaocznie ratownictwo medyczne. Imprezuje, o ile mu na to zdrówko pozwala. 
Wie co się dzieje w mieście. Milczy. 

POWIĄZANIA || GALERIA || CIEKAWOSTKI || INNE || TELEFON


[Wcięło mi gdzieś poprzednią kartę. Mam nadzieję, że ta może być. Podziękowania dla mojej okropnej siostrzycy Shout!, która niemalże mi skopała cztery litery, widząc jak się opierdzielam z napisaniem nowej karty dla F. 
Cytat tytułowy pochodzi stąd: https://www.youtube.com/watch?v=S-nZZ58jyP8
Wizerunek: Andy Biersack.]

35 komentarzy:

  1. [Tak, tak, tak, róbmy same złe rzeczy, skarbie x3]

    Kai

    OdpowiedzUsuń
  2. [Zajebisty jest ten gif xd
    Mordujmy, torturujmy, pozbawiajmy krwi i majątku!
    A co konkretnie, to nie wiem :/]

    OdpowiedzUsuń
  3. [Haha, okej xd Biedny Kai xd]

    Truposz. Niby obskurny bar, ale podobało mu się tutaj. Coś go przyciągało. To pewnie alkohol i czarownice, z których można było wziąć trochę magii. Nie podobało się to pewnej osobie, ale to już problem tejże osoby. Kai musiał mieć w sobie magię, inaczej nie potrafił funkcjonować.
    Usiadł przy barze obok jakiegoś mężczyzny. Wyczuwał jego aurę. Szybko wyrecytował zaklęcie maskujące, żeby nikt z obecnych nie usłyszał krzyków biednego pana, z którego Kai pobierał magię.
    Ach, pięknie.
    Teraz mógł ze spokojem zamówić sobie coś do picia.
    - Nie uwierzysz - zwrócił się do barmana. Oho, był jednym z tych, którzy będą się zwierzać kolesiowi za ladą. Świetnie. - Chciałem się na nich wszystkich odebrać i co w zamian dostałem? - zapytał, jakby naprawdę chciał odpowiedzi od chłopaka, który go nie znał. - Potępienie! Wygnanie. A co ja jestem, hm? Po prostu niewiarygodne!

    OdpowiedzUsuń
  4. [I pomagała im ta znajoma. Przynajmniej do czasu, potem się ulotniła. Pamiętam, że mieli odbić Kola,a Franek Kimono (nie mogę się powstrzymać) miał się odegrać na dawnym szefie i zyskać papierek.]

    OdpowiedzUsuń
  5. Och, nie, nie, nie. Kai nie był pijany, ani podpity. On był szalony, a to inna sprawa. Odwaliło mu już dawno temu, a to więzienie tylko spotęgowało jego marny stan psychiczny. I czemu się dziwić, że łaził po mieście i odbierał moc wiedźmom?
    Spojrzał na niego, jakby chciał mu dobitnie przekazać, że jest w błędzie.
    - Po pierwsze, nie mam żony. Nie widzisz, że jestem za młody na takie zobowiązania? Po drugie, jakie dziecko? Stary, powybijałem pół swojego rodzeństwa, więc widzisz mnie w roli ojca? – zapytał retorycznie. W sumie miał gdzieś, pewnie i tak barman mu nie uwierzy, no bo kto by uwierzył w takie słowa facetowi w barze, nie? Właściwie, lepiej by było, gdyby barman go olał. – Zesłali mnie na potępienie. Na wieczność, powtarzali – kontynuował swoją żałosną wypowiedź. Właściwie dobrze było móc to z siebie w końcu wyrzucić. – Ale nie udało im się, nie, nie. Pomylili się i teraz płacą za swój błąd. Właściwie… już zapłacili – uśmiechnął się w taki sposób… zły sposób. Jak to Kai miał ostatnio w zwyczaju. – Ale dość o mnie. Ciebie wyrzucili z domu i musisz pracować na swoje utrzymanie? Kiepsko. Nie odebrałeś brata z przedszkola? – zagrał w jego grę, bo mógł.

    OdpowiedzUsuń
  6. Kai uniósł brwi. No nie bawiły go jego słowa. Poczucie humoru chyba się nieco zmieniło w ludziach w ciągu ostatnich dwudziestu lat, bo naprawdę nie rozumiał, o co mu może chodzić. Nie lubił tego; lubił mieć kontrolę nad sytuacją, nawet taką zwykłą.
    - Kai – przedstawił się grzecznie, unosząc na niego swoje zmęczone spojrzenie. – Już ci mówiłem, wymordowałem większość mojej rodziny. Zlekceważyła mnie, śmiała się prosto w twarz, więc… dostali to, na co zasłużyli. Zemsta bywa taka słodka… - rozmarzył się, rozpamiętując tamten dzień, jak jego siostra bliźniaczka uciekała przed nim, krwawiąc, ale ostatkami sił broniąc młodszego rodzeństwa. – Widzisz zatem, że nie nadaję się na ojca, lepiej nie sugeruj mi takich rzeczy – dopił drinka do końca. Stał się odporny na alkohol, w ciągu dwudziestu lat picia z żalu i tak dalej… Aczkolwiek dzisiaj już powoli go brało, czuł to w głowie. Wolał się nie podnosić, bo wylądowałby na podłodze. – Polewaj – to raczej nie brzmiało jak prośba.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kai roześmiał się krótko, a potem znów na niego spojrzał.
    - Nie, wysłanie ich na Syberię nic by nie dało, bo wróciliby, skurwysyny, ze swoją magią, którą znowu by mnie potępili, a tak? Nie mieli żadnych szans, aczkolwiek mojej siostruni udało się uratować tę przeklętą dwójkę. Byli tacy słodcy jak byli mniejsi. Serio, naprawdę ich lubiłem – powiedział, przekonując Francisa. No bo mówił prawdę, kochał swoje młodsze rodzeństwo. Ale niestety, stali mu na drodze do celu, więc musiał się ich pozbyć. – Dzięki – powiedział, unosząc szklankę z drinkiem i napił się. – No dobra, a ty jaki masz problem? I nie wmawiaj mi, że nie masz, bo każdy ma. Chociażby… no nie wiem… - podrapał się w tył głowy, wymyślając coś na poczekaniu – może pogoda ci nie pasuje? Albo warunki pracy? To już coś poważniejszego.

    OdpowiedzUsuń
  8. Cóż, byli zupełnie innymi osobami. Kai był psychopatą, a Francis – niekoniecznie. I to go ratowało. Aczkolwiek Kai lubił czuć potęgę magii, może dlatego los poskąpił mu jej, bo wiedział, że może być źle? Nie przewidział jednak, że Parker będzie w stanie posunąć się do tak okrutnych czynów.
    - Mnie wkurwiało, więc je wybiłem – wzruszył ramionami. – Proste, logiczne myślenie.
    Nie zamierzał się oczywiście tłumaczyć, i tak za dużo już powiedział, ale przynajmniej chłopak za barem będzie wiedział, że lepiej nie denerwować Kai’a.
    - A daj – mruknął, przesuwając szklankę w jego stronę. Oparł głowę o rękę i westchnął. Hm, ciekawe co tam u Jo. Pewnie świetnie się bawi ze swoim chłopakiem. Nuda.
    Sam nie wiedział kiedy, ale ocknął się z bolącą szyją. Cholera, czyżby zasnął na ladzie? Świetnie! Cudownie po prostu!
    O, kicia. Znaczy kot.
    No jasne, Kai pewnie nadal śpi, ponieważ było pusto, a tak to pewnie by go wywalili na bruk.
    - Przyszedłeś się napić mleka? – zagadnął do kota, jakby liczył na odpowiedź. No nic, wypadałoby się zbierać do domu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Kai oparł głowę o ręce i westchnął. Popieprzona noc, zdecydowanie. Jak można zasnąć w barze? I czemu nikt go nie obudził, że zamykają czy coś? No do ciężkiej cholery…
    Westchnął ponownie. Wyjął z portfela trochę grosza i położył na ladzie. No, jest uczciwy pod tym względem.
    Wyciągnął dłoń do kota i pogłaskał go za uchem i w czoło. Koty podobno to lubiły, więc warto było spróbować. Chyba, że i kultura kotów się zmieniła wraz z kulturą ludzką. Świat był zupełnie (no, może przesadzał) inny niż ten dwadzieścia lat temu.
    - Jak tu wszedłeś, kociaku? Właściciele pewnie nie wiedzą, że tu jesteś, co?
    Najpierw wilk, teraz kot. Co jeszcze, koza?

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie, nawet koty są przeciwko niemu. Gdzie ta koza…?
    A tak na poważnie – syknął, kiedy kot wbił mu zębiska w dłoń. Co za mały skurczybyk. Widocznie nawet zwierzęta wyczuwają w nim zło. Czy już powinien zacząć się o siebie martwić?
    - Dobra, dobra, spokojnie, już sobie idę, wredny kocie – mruknął, wstając ze stołka. Zachwiał się i przytrzymał lady. No, coś tam jeszcze krążyło mu w głowie. Wspaniale. Zdecydowanie musi zapamiętać, żeby więcej takich rzeczy sobie nie robić. Bo potem iść nie może, a szalony kot próbuje go zabić. Nigdy nie lubił kotów. Oto powód. Nie zamierzał jednak robić mu krzywdy, no bo bez przesady, zabijanie ludzi to co innego aniżeli zabijanie zwierząt. Zwierzęta zasługiwały na życie, ludzie niekoniecznie.
    Skierował się do wyjścia, kiedy odzyskał równowagę. Czas iść do domu i położyć się do łóżka.

    OdpowiedzUsuń
  11. Tak, czyli dobrze myślał przez całe swoje życie, że koty to wredne stworzenia. Nie myli się co do tego najwidoczniej.
    Spojrzał na kociaka, a potem za pomocą magii uniósł go w bezpiecznej odległości jednak od siebie. Wolał nie ryzykować, że wyciągnie te swoje łapy zakończone ostrymi pazurami.
    - Niedobry kotek, nie dostaniesz mleczka – mruknął, a potem posadził go na stole, zamykając w niewidzialnej klatce. No, i kto mu powie, że magia się przydaje, co? Miał jej nie marnować, ale w takich warunkach… trudno, później pójdzie naładować baterie.
    Kiedy znalazł się za drzwiami (które zamknął szczelnie, żeby kocur nie uciekł), czar prysł, a zwierzak mógł normalnie przechadzać się już po barze. Sam Kai skierował się do domu, aby tam się jako tako ogarnąć – czyli położyć się do łóżka, a potem wyruszyć na łowy.

    OdpowiedzUsuń
  12. [Szkoda, że on taki młody, ale chciałabym wątek z nim. :D Z Emmą nawet też, ale tam myślę nad pewnym konkretem, więc musisz dać mi trochę czasu. :)]

    Lucy

    OdpowiedzUsuń
  13. [Powiedzmy, że to działo się ciut wstecz, wtedy będzie mógł okiełznać Kola sztyletem. Po pewnym czasie wyciągnął, Kol wyjechał. Teraz wrócił do miasta(by nie blokować Kola na blogu). Zobaczymy jak się rozwinie.]

    Wszedł na drugie piętro raźnym krokiem, choć w duchu przeklinał lekkomyślność brata. Gdy już chwalisz się byciem Pierwotnym, rób to z klasą. Starannie dobieraj menu, nie wszczynaj wojen jeśli nie przyniosą one korzyści całej rodzinie. Ciesz się szacunkiem, lub zaskarb sobie strach tych, na których aprobacie ci nie zależy. A przede wszystkim - nie daj się złapać. Bo należysz do korony stworzenia, nawet jeśli jesteś tą niestabilną gałęzią. Ale pamiętaj: chore, nierokujące dobrze gałęzie obcina się, by nie zainfekowały drzewa. Chyba powie to braciszkowi ku przestrodze.
    Nie spodziewał się spotkać armii komandosów uzbrojonych po zęby, a nawet jeśli - kule złapie w locie. I wpakuje do ich gardeł. Nie musiał otwierać każdych drzwi idąc wzdłuż korytarza, wystarczyło kierować się węchem.
    Spróbował kręcić gałką drzwi. Nadaremno. Wystarczyło, by ścisnął metal w dłoni, a zmiażdżył go. Zwolnienie blokady...voilà. - Tu jesteś... - wszedł do sterylnej sali zajmowanej tylko przez Kola. Bledszy niż zwykle, wyschnięty prawie na wiór leżał na stole operacyjnym gęsto przypięty do aparatur monitorujących stan na bieżąco. Wszczepili mu też kontrast; jego bujne życie wewnętrzne, wszystkie organy prześwitywały przez skórę. - Jak z dzieckiem. - Ubrał jeden z kitli z wieszaka. Przechyliwszy się nad stołem, przypatrzył się ciału. Musiał przyznać, że satysfakcjonował widok Kola, który po raz enty dostał po dupie za niefrasobliwość. Jednak wolał go karać na własnych zasadach. Po oderwaniu kabli nakrył go prześcieradłem jak umrzyka i wywiózł na zewnątrz. Dr Mikaelson zjechał windą do kostnicy. Schował ciało do wolnej chłodni i zamknął. Może ostudzi to gorącą głowę. Nie powinni tam go szukać, a hybryda wykorzysta czas na wsparcie Walsha.
    - Jakiś problem? - wszedł do gabinetu, wymachując od niechcenia ręką; w garści błyszczał skalpel. Podszedł do biurka od strony oburzonego doktora i zaczął szarpać za wszystkie szuflady, aż wyłamały się z szyn. Rzucał je na ziemię, wysypując zawartość. Ta cięższa turlała się po podłodze, ta lżejsza (mnóstwo arkuszy) fruwała aż miło. - Nadal odmawiasz? - Błyskawicznie wbił skalpel w środek dłoni opartej na blacie. - Stażysta z przymusu i tak nic nie dałby od siebie.

    OdpowiedzUsuń
  14. No, Kai się nie patyczkował z ludźmi i zwierzętami, które przeszkadzają mu żyć. Kot ewidentnie prosił się o potraktowanie go właśnie tak, jak został potraktowany. Powinien się cieszyć, że czarodziej nie pozbył się jego ogona albo uszu, albo futra… W stosunku do zwierząt był łagodny i potulny. Pozbywał się ich w delikatny sposób, ot co.
    Wrócił tam tylko na chwilę jeszcze i akurat trafił na przemianę kota w barmana. No, teraz mogą inaczej porozmawiać.
    - To ty? – uniósł brew. – Serio, kociaczek? – kącik ust drgnął i powędrował ku górze. Cóż, Francis zdecydowanie nie wyglądał na takiego, który zamienia się w małego kotka. Jak już to w kocura z ewentualnym kolczykiem w uchu jak czasem to bywa w kreskówkach. No, dziwne.

    OdpowiedzUsuń
  15. [O bardzo dobrze, bardzo dobrze. Kol sobie wymyślił, że sabat założy i każe się Chloe w niańkę bawić, coby tamte dwie się w kłopoty nie wpakowały, więc jak C. wpadnie do baru zapewne będzie wściekła i gotowa pozabijać każdego kto stanie jej na drodze, więc zapewne doceni, że ktoś zechce jej pomóc;3 to zacznę, postaram się jeszcze dziś, ale drinki chodzą mi po głowie i trudno myśli skupić xd]

    Chloe

    OdpowiedzUsuń
  16. Kai zmrużył oczy. Nie był to dobry znak, ponieważ chłopak się wtedy zastanawiał, jak najskuteczniej zranić osobę, która sprawiła, że tak na nią patrzył. Tak, cóż, trudny z niego człowiek był.
    - Zamieniasz się w kociaczka - wyjaśnił mu chociaż barman na pewno o tym wiedział, z takim sekretem raczej nie da się żyć w niewiedzy, prawda...? - I weź się ubierz, bo gorszysz niewinnych... Albo nieważne - wycofał się z kończenia zdania, bo byłby to zupełnie zbędne. - Jesteś wredny, kiedy jesteś kotem, ale to mnie akurat nie dziwi - Kai nagle wyglądał bardzo trzeźwo. Skrzyżował ręce na piersiach i przyglądał się uważnie jego tatuażom. On nie miał ani jednego, bo niby kiedy miał sobie je zrobić? Dopiero wyszedł z więzienia, zemścił się... jeszcze nie do końca ogarniał tę dzisiejszą modę. Przecież kiedyś tatuaże znaczyły, że ktoś siedział w takim państwowym więzieniu, więc... no.

    OdpowiedzUsuń
  17. Kai ponownie zmrużył oczy. A jednak mógł skręcić kark temu kotu i byłby spokój, ale nie, bo on zwierząt nie krzywdzi, jest grzeczny i w ogóle. Jasna cholera by to…
    Przewrócił oczami i wszedł w głąb baru. Po co on się tu cofał…? No tak, tak. Zaczął się rozglądać, wziął, co jego i ponownie spojrzał na barmana.
    - Nie, nie uszkodziłeś, spokojnie, obroniłbym się. Może znowu zamknąłbym cię w niewidzialnej klatce. Albo spadłbyś w dziurę – wyczarował tuż przy jego palcach czarną plamę, która generalnie była właśnie dziurą bez dnia. Tak, lepiej go nie denerwować, bo zły psychopatyczny czarodziej, to naprawdę zły psychopatyczny czarodziej. – Spadam spać – ruchem dłoni usunął przepaść i wyszedł w końcu. Miał nadzieję, że nic więcej go nie zatrzyma.

    OdpowiedzUsuń
  18. - Zaraz, zaraz, jak zmieniasz postać, to nie pamiętasz, co robiłeś jako ten wredny pchlarz? – uniósł brew. Dziwne, zawsze wydawało mu się, że zmiennokształtni wiedzą, co robią no i specjalnie zmieniają się – w tym przypadku – w kota, żeby poskakać, ewentualnie wyprosić głaskanie. – Jesteście… bezużyteczni – skomentował po chwili, wzdychając. Przynajmniej ten wilk wiedział, co robi. Aczkolwiek on nie potrafił nikogo załatwić. Co to za mordercze geny? No gdzie? Coraz mniej psychopatów na świecie, więc ktoś musi nim być za kilku. Jakkolwiek to brzmiało i jak to wyglądało w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  19. - Zaraz, zaraz, jak zmieniasz postać, to nie pamiętasz, co robiłeś jako ten wredny pchlarz? – uniósł brew. Dziwne, zawsze wydawało mu się, że zmiennokształtni wiedzą, co robią no i specjalnie zmieniają się – w tym przypadku – w kota, żeby poskakać, ewentualnie wyprosić głaskanie. – Jesteście… bezużyteczni – skomentował po chwili, wzdychając. Przynajmniej ten wilk wiedział, co robi. Aczkolwiek on nie potrafił nikogo załatwić. Co to za mordercze geny? No gdzie? Coraz mniej psychopatów na świecie, więc ktoś musi nim być za kilku. Jakkolwiek to brzmiało i jak to wyglądało w rzeczywistości.

    OdpowiedzUsuń
  20. Ciemnowłosa wampirzyca szła powolnym krokiem ulicami miasta. Teraz kiedy nic nie czuła, podobało się jej tu jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Cały czas się coś działo, a ona właśnie na to liczyła.
    Po drodze trafiła do jednego z barów. Kuszący zapach świeżej krwi zwabił ją do środka. Poprawiła krótką, choć elegancką sukienkę. Skupiając na sobie uwagę większości zgromadzonych mężczyzn, weszła do środka i usiadła przy barze, zakładając nogę na nogę. Kompletnie nie pasowała do tego miejsca. Typowy obskurny bar, w którym rzadko kiedy pojawiają się takie dziewczyny, zwłaszcza same. Dla niej było to jednak idealne miejsce, żeby znaleźć sobie łatwą kolację.
    Przeczesała długie włosy palcami i spojrzała uważnie na barmana. No i proszę, nawet długo nie trzeba było szukać. Unosząc kącik ust, zamówiła drinka.
    Nie spiesząc się do jedzenia, bawiła się w barze prawie całą noc. Co jakiś czas jedynie zerkała na młodego barmana i zamawiała kolejne drinki, lub raczej czekała na doniesienie kolejnego postawionego przez podpite towarzystwo, krążące dookoła niej.
    Kiedy większość osób zaczęła się rozchodzić, zatańczyła ostatni raz i sama postanowiła wyjść. Niezbyt trudno było podsłuchać kiedy chłopak kończy swoją zmianę. Spojrzała na niego ostatni raz i wyszła na ulicę.

    OdpowiedzUsuń
  21. Uśmiechnęła się pod nosem, słysząc jak drzwi się otwierają. Zmierzyła chłopaka spojrzeniem i przygryzła wargę, nagle stając tuż przed nim.
    - Całkiem długo kazałeś tu na siebie czekać - powiedziała z lekkim znudzeniem słyszalnym w tonie jej głosu i uniosła brew. - Cóż, w każdym razie mam nadzieję, że przynajmniej było warto tyle tu stać. Nie jadłam jeszcze nigdy zmiennego ale mam wrażenie, że będziesz bardzo dobry... - dodała zbliżając się do niego jeszcze bardziej i przesunęła palcem po jego torsie. Spojrzała prosto w jego oczy, wciąż się uśmiechając.
    - Tylko nie ruszaj się i nie krzycz. Nie mam dziś ochoty na cyrki - mruknęła spokojnie, zauraczając go i wysunęła długie kły, które zaraz po tym wbiła w jego szyję.

    OdpowiedzUsuń
  22. Wywróciła oczami i westchnęła teatralnie. Nie lubiła kiedy ktoś przerywał jej kolację. A juz zwłaszcza wtedy gdy robiła to sama kolacja.
    - Zawsze zapominam wam zakazać nie tylko krzyczeć ale też w ogóle mówić - mruknęła odrywając się na krótką chwilę od szyi zmiennokształtnego. - Dobrze, więc z racji tego jak grzecznie mnie dziś obsługiwałeś, słucham. Dasz mi chociaż jeden malutki powód, dla którego miałabym cię teraz nie zabić? - zapytała wciąż znudzonym głosem. Chociaż w sumie to mogło być nawet całkiem zabawne kiedy spróbuje ją przekonwać. Tylko skoro nie udało się to nawet osobie, którą jeszcze niedawno tak bardzo kochała, to tym bardziej nie uda się to byle barmanowi z podrzędnego baru. No ale cóż, on o tym nie musiał wiedzieć.

    OdpowiedzUsuń
  23. Słysząc jego argument, wampirzyca po prostu roześmiała się i pokręciła głową jakby z niedowierzaniem.
    - Ty tak na poważnie? - uniosła brew z rozbawieniem. - Jesteś już dużym chłopcem, chyba powinieneś się zorientować, że życie nie jest sprawiedliwe, czyż nie? Widzisz, ja też nigdy nic złego nie zrobiłam, a jednak z jakiegoś powodu musiałam umrzeć - dodała choć chyba sama tak do końca nie wiedziała dlaczego. Ale z drugiej strony skoro on zaraz umrze to i tak nie robiło jej to jakiejś większej różnicy.
    Popchnęła go na ścianę budynku i oparła dłonie koło jego głowy, wciąż wpatrując się w jego oczy.
    - Co z tego, że ktoś mnie szukał? Gdybyś przeżył do jutra sam byś zobaczył, że połowa tych pijaków, którzy byli tu dziś, będzie o mnie pytać. Żadna nowość - wzruszyła obojętnie ramionami. Jakoś nie zwróciła uwagi na to, że chłopak przecież musiał widzieć jej twarz pierwszy raz. A przynajmniej tak się jej wydawało. - A co do mojej kolacji to jaka to dla ciebie różnica? - zapytała, przesuwając opuszkiem palca po jego szyi i zlizała z niego krew. - Może mi się spodobałeś, może ładnie mi zapachniałeś i chciałam spróbować zmiennego? A może po prostu przez przypadek. Nie dorabiaj sobie do tego jakiejś większej ideologii i powodów. Jeszcze jakieś ostatnie słowa?

    OdpowiedzUsuń
  24. Warknęła głośno, a na jej twarzy pojawił się lekki grymas. Podeszła pod drzewo i westchnęła teatralnie.
    - Wierz mi na słowo kotku, nie chcesz, żebym sama ściągnęła cię z tego drzewa, więc lepiej zejdź sam póki mam jeszcze trochę cierpliwości - mruknęła krzyżując ręce na piersi. Musiała dowiedzieć się kto jej tu szukał i się go pozbyć. Mimo tego, że wiedziała, że Alexander nie chce jej póki nie odzyska człowieczeństwa, nie zamierzała znosić tutaj kretynów biegających z jej zdjęciami i szukającymi jej. Chciała mieć spokój i będzie go mieć.
    - No złaź. Kici kici kici. Odpowiesz mi na kilka pytań i może nawet ci odpuszczę.

    OdpowiedzUsuń
  25. Uniosła brew jakby z lekkim niedowierzaniem na widok nastroszonego kota, po czym wybuchnęła głośnym śmiechem.
    - Serio? Ty tak całkiem serio? - pokręciła głową z rozbawieniem. - Mógłbyś się chociaż zmienić w tygrysa czy coś, a tak? Gdybym coś czuła to może nawet bym się rozczuliła na widok takiego słodkiego kociaka, jednak póki co tylko pogarszasz swoją sytuację i po co ci to? Mam tylko kilka pytań, nic poza tym. Chyba się nie obraziłeś za tą kolację, nie? Zróbmy więc tak, zejdziesz sam i powiesz mi to co chcę wiedzieć, albo ja cię ściągnę i wyciągnę z ciebie wszystko siłą. Albo ty sobie tutaj siedź, a ja pójdę sobie zrobić kolację z tych dla których podobno musisz żyć. Podejrzewam, że niewiele czasu zajmie mi znalezienie wszystkich tych, na których ci zależy - powiedziała spokojnym głosem i uśmiechnęła się.

    OdpowiedzUsuń
  26. Uśmiechnęła się kpiąco, wpatrując się w niego swoimi zimnymi oczami.
    - Jak sobie życzysz kotku - powiedziała krótko i odwróciła się do niego plecami. Spokojnym krokiem wróciła pod ścianę budynku, pod którym zostały jego rzeczy po przemianie. Bez problemu znalazła jego telefon i zerknęła w ostatnie połączenia.
    - Lizzie? To twoja dziewczyna, siostra? Rozmawiałeś z nią zaraz przed wyjściem. Czeka teraz na ciebie? Spotkamy się z nią trochę wcześniej - powiedziała spokojnie, odwracając głowę w jego stronę i puszczając mu oczko. Wysłała krótkiego smsa i wsadziła telefon do kieszeni skórzanej kurtki. - Siedź tu sobie kotku, a ja w tym czasie poznam naszą kochaną Lizzie - uśmiechnęła się do niego i ruszyła przed siebie.

    OdpowiedzUsuń
  27. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. Wampirzyca momentalnie znalazła się znów przy nim. Cóż, to było do przewidzenia, że będzie tego próbował. Chwyciła kota mocno za skórę na karku i podniosła do góry, trzymając go na wyciągnięcie ręki tak, żeby nie sięgnął przypadkiem pazurami do jej twarzy.
    - Znowu się spotykamy kotku. Szczerze mówiąc zaczyna mnie to wszystko nudzić, wiesz? Nie grzeszę też cierpliwością, więc radziłabym jeszcze raz zastanowić się nad tym co chcesz teraz zrobić. Przecież podobno nie chcesz umierać, prawda? Więc dlaczego tak się prosisz o skręcenie tej twojej kociej główki? - uniosła lekko brew. - Wystarczy, że powiesz mi jak wyglądali ci, którzy mnie szukali. Wtedy to oni będą mieć problem, a ty i twoi bliski spokój. Naprawdę nie chciałbyś mnie teraz zdenerwować.

    OdpowiedzUsuń
  30. Zbyt zajęta tym przeklętym kotem, nie zorientowała się, że ktoś się zbliża i nie zdążyła nawet zareagować zanim straciła przytomność. Obudziła się dopiero jakiś czas później. Głośny krzyk wyrwał się z jej ust kiedy poczuła jak coś pali jej jasną skórę. Otworzyła ciemnoniebieskie oczy, które momentalnie zaczęły robić soę coraz ciemniejsze i zacisnęła pięści na widok sznurów nasączonych werbeną. Głowa też pulsowała jej tępym bólem po uderzeniu ale starała się to jakoś ignorować.
    Z uwagą rozejrzala się po pomieszczeniu, w którym się znajdowała. Natrafiając spojrzeniem na dziewczynę, zmrużyła oczy.
    - To nasza obrończyni kotka? Lizzie, tak? - mimo widocznego na jej twarzy grymasu spowodowanego bólem, uśmiechnęła się kpiąco i spojrzała w jej oczy. - Mam nadzieję, że jesteś świadoma tego, że wydaliście właśnie na siebie wyrok. Czasami lepiej zastanowić się kilka razy zanim rozdrażni się wampira bez sumienia. Mam nadzieję, że będziesz smakować tak samo dobrze jak twój futerkowy przyjaciel.

    OdpowiedzUsuń
  31. - Różnimy się tym, że ja mogę się mścić o wiele, wiele dłużej. Mam nadzieję, że macie dużą rodzinę - warknęła w kierunku wychodzącej z pokoju blondynki. To zachowanie było tak niepodobne do dziewczyny jaką była jeszcze tak niedawno, ale teraz to nie miało znaczenia. Nie czuła zupełnie nic, w tym strachu, a już z pewnością nie przed kimś takim jak ona.
    Przeniosła spojrzenie na chłopaka i prychnęła po jego słowach.
    - Radziłam sobie z gorszymi od ciebie skarbie. Trzeba trochę więcej niż byle zmiennego, żeby mnie przestaszyć. Ale spróbuj mi coś zrobić - puściła mu oczko z uśmiechem. - Wtedy ci, którzy mnie szukali, zaczną szukać ciebie, a to już zdecydowanie nie będzie zbyt przyjemne.

    OdpowiedzUsuń
  32. Warknęła cicho i szarpnęła się mocno. Nie dało to jednak nic poza tym, że sznury wbiły się mocniej w jej skórę. Zacisnęła zeby ale mimo to z jej ust wyrwał się jęk bólu.
    - Wydaje ci się, że mnie tym przstraszysz? Mam gdzieś i ciebie, i twoich pierwotnych. Będziesz tego wszystkiego bardzo..bardzo żałować... - syknęła patrząc na niego i wysunęła kły. Spojrzała krótko w kierunku okna. Nie miała pojęcia jak długo była nieprzytomna i ile czasu zostało jej do świtu. Nie zamierzała jednak o nic go prosić.
    - Jeśli jesteś taki odważny to rozwiąż mnie i stań ze mną w równej walce. Zobaczymy jak szybko będziesz niższy o głowę koteczku.

    OdpowiedzUsuń
  33. - Powiedziałabym raczej, że to ty jesteś głupi skoro wciąż uważasz, że to wszystko ujdzie ci na sucho - warknęła i znów się szarpnęła gdy tylko się zbliżył.
    Ignorując resztę tego co powiedział, przysunęła głowę nieco bliżej niego i spojrzała mu głęboko w oczy.
    - Rozwiążesz mnie teraz szybko i nie piśniesz przy tym ani jednego słowa - powiedziała cicho, nie odrywając wzroku od jego oczu i zauroczyła go.

    OdpowiedzUsuń
  34. Zacisnęła zęby kiedy pomachał jej przed nosem naszyjnikiem.
    - Nie straszę cię tylko mówię jakie będą konsekwencje tego co robisz - warknęła i zerknęła szybko w kierunku okna. - Dwie małe dziurki, też mi coś. Nawet dużo z ciebie nie wypiłam, niestety. Trzeba było od razu cię zabić, a nie dyskutować to nie byłoby problemu. A skoro ty chcesz mnie zabić to po co czekasz na słońce, a nie znajdziesz jakiegoś kołka? Boisz się pobrudzić sobie rączek kotku? Mogłeś zabić mnie już wtedy gdy byłam nieprzytomna, a jednak tego nie zrobiłeś, więc czego chcesz?

    OdpowiedzUsuń
  35. - Dokładnie, to tylko dwie małe dziurki w porównaniu do tego co powinnam ci zrobić – odparła wywracając oczami. – I kotku w tym wypadku życie będzie bardzo sprawiedliwe bo z nawiązką zapłacisz za wszystko – dodała i puściła mu oczko z uśmiechem. – Nie boję się śmierci, więc jeśli tym chcesz mnie przestraszyć to ci nie wyjdzie. Dlatego jeszcze raz pytam czego chcesz? Mogłabym ci pomóc usunąć ślady. Nikt nie widziałby, że robiłeś za kolację dla wampira. Bardzo smaczną kolację – spojrzała na jego szyję oblizując usta i roześmiała się.

    OdpowiedzUsuń

pisz pisz pisz pisz pisz